Rozdział VII: Bliskość
Tydzień później. - Lizzy? - Martha przerwała swój monolog. - Słuchasz mnie? Czarnowłosa nie zareagowała. Jej wzrok był wpatrzony w ekran telefonu, z powoli gasnącą nadzieją. Czekała na wiadomość od niego . Sms, telefon, jakiś sygnał - cokolwiek! Minął już tydzień, a on wciąż się do niej nie odzywa. - Liz! - Martha krzyknęła, szturchając swoją przyjaciółkę za ramię. - Kurwa, nie strasz mnie tak! - Elizabeth podskoczyła, prawie wypuszczając urządzenie z ręki. - To przestań się tak lampić na ten telefon! Dobrze wiesz, że on sam z siebie nie napisze. Szczególnie po tym, co ci odpisał. Kobieta westchnęła. Wiedziała, że jej przyjaciółka ma rację - że Hyram sam z siebie nie zacznie rozmowy. Zna go zbyt długo, by się mylić. I to doprowadzało ją do szału. - Ale dlaczego, kurwa! Mógł mi chociaż powiedzieć to prosto w oczy albo wyjaśnić, dlaczego akurat teraz chce zerwać kontakt!! - Może po tym, co ostatnio odpierdoliłaś? Mówiłam, że wysłanie tego zdjęcia do Yami to był zły...
