Rozdział VI: Porozumienie
Rozdział VI
Porozumienie
-A thing of beauty… I know… Will never fade away…
Wprawienie Yami w dobry humor graniczyło z cudem. Ktoś musiał naprawdę dobrze się postarać, żeby wywołać na twarzy dziewczyny tak szeroki uśmiech. Nuciła pod nosem jedną z piosenek Samuraia, a jej melodyjny głos wypełniał gabinet. Na szczycie jednej z szaf stało radio, z którego dobiegały ciężkie brzmienia. Muzyka była dla dziewczyny lekarstwem, czymś, co pozwalało jej zagłuszyć myśli w najcięższych chwilach. Dziś jednak było inaczej, Ulubione kawałki stały się tłem do pracy, zamiast wygłuszeniem negatywnych emocji. Yami przykręciła jedną ze śrubek w swojej protezie, która ostatnimi czasy wołała o przegląd. Uniosła dłoń, zgięła i wyprostowała palce. Żadnych skrzypień, tarcia.
- No i gotowe. - mruknęła sama do siebie. - Teraz tylko ogarnąć ten pierdolnik i będzie cacy.
Sobota była dniem organizacyjnym. Należało wtedy rozpakować dostawy wszczepów, podsumować bieżący tydzień, zrobić porządki i rozpisać wszystkie tabelki. Klasycznie rozpoczęła więc od uzupełniania wszystkich danych pacjentów. Z szuflady biurka wyjęła konkretną drzazgę i wpięła ją do portu laptopa. Zanim jednak przewinęła plik do obecnego tygodnia, zatrzymała się na chwilę przy danych sprzed ponad dwóch miesięcy.
- O ironio... - zaśmiała się, wspominając pierwszą wizytę Hyrama.
Dokładnie pamiętała ich spotkanie. Przyszedł w towarzystwie, nie przyznając się, jak bardzo rana daje się we znaki. Po tych paru tygodniach Yami zdążyła poznać go trochę lepiej. Może z zewnątrz udaje twardziela, ale w środku okazał się bardzo podobny do niej. Ukrywający swoje zmartwienia, lęki, nie chcąc obciążać innych, trzyma wszystko w sobie. Teraz powoli otwierali się, jedno na drugie.
To wszystko doprowadziło ich do spotkania w kanionie, które żyło w głowie Yami własnym życiem. Co chwilę przez jej oczami przelatywały urywki tamtego wieczoru. Śmiech, niewinne spojrzenia, aż w końcu czuły pocałunek. Jej usta wykrzywiły się w niekontrolowanym uśmiechu, a po brzuchu latały motyle. Dawno się tak nie czuła. Ekscytacja połączona z niedowierzaniem. W końcu od poprzednich randek z innymi mężczyznami minęło sporo czasu, a żadna z nich nie zakończyła się powodzeniem. Tym razem było inaczej. W KOŃCU, było inaczej, pozytywnie, bez ukrytych niespodzianek. Spotkanie nie zakończyło się spotkaniem żony, wyzwiskami czy innymi dziwnymi sytuacjami. Nareszcie ktoś potraktował ją tak, jak sama nie mogła sobie tego wymarzyć.
Nie wiedząc czemu, przez jej głowę przeleciała Lizzy. Ostatnio obie nieco zaniedbały ich relację, więc może najwyższa pora to naprawić? Z szerokim uśmiechem Yami wybrała numer do swojej przyjaciółki.
Pierwsze połączenie - odrzucone.
Drugie - odrzucone.
Trzecie - odrzucone.
Nikt nie odbierał, ale też nie rozłączał się. Zrezygnowana wróciła do swojej pracy, gdy nagle w jej głowie rozbrzmiał znajomy sygnał.
Nikt nie odbierał, ale też nie rozłączał się. Zrezygnowana wróciła do swojej pracy, gdy nagle w jej głowie rozbrzmiał znajomy sygnał.
- No i czemu nie odbierasz?
- Aj tak, czepiasz się szczegółów. - usłyszała głos Liz, w dalszym ciągu nieco zaspany.
- Zwykle gdy tylko twój telefon zawibruje, odbierasz w trybie natychmiastowym. - zaśmiała się, edytując dane na drzazdze. - Pochwal się, o której tym razem wróciłaś do domu.
- Jestem już dorosła mamo, nie musisz się mnie pytać o takie rzeczy.
- Od kiedy to przeszkadza ci moja troska?
- Od wczoraj. - odpowiedziała, po czym nastała chwila ciszy. - Nie wróciłam do domu.
- Włóczyłaś się znowu całą noc? I to dlatego śpisz do takiej pory?
- Śpię do takiej pory, bo zmaga mnie zmęczenie. Może mam ci się jeszcze pochwalić?
- A proszę bardzo, pochwal się.
Po paru sekundach w polu widzenia Yami otworzyło się okienko z rozmową. Przez chwilę nie była pewna czy zdjęcie żartem, czy też nie. Była jednak pewna jednego - nie takiego widoku spodziewała się w sobotni poranek. Widziała swoją przyjaciółkę w różnych stanach, pijaną, półnagą. Widok Liz przykrytą jedynie kołdrą nie był zadziwiający. Jednak leżący obok rozkryty mężczyzna - owszem. Już dobrze znała te ciemne, nieogarnięte włosy. Znała te tatuaże na ręce, którą sama starała przywrócić się do sprawności. Wyglądał na śpiącego. Miał spokojną twarz, pewnie nie był nawet świadomy, że ktoś robi mu zdjęcia.
- Teraz chyba rozumiesz, czym byłam zajęta C A Ł Ą noc.
Mózg Yami zaczął instynktownie się bronić. Nie docierały do niej żadne słowa Lizzy, która z pasją opowiadała przyjaciółce o wszystkich atrakcjach. Odpowiedziała tylko, że praca nie może czekać i rozłączyła się.
- Japierdole... - ostrożnie odłożyła tablet na biurko i westchnęła.
Wszystkie pozytywne emocje, które przed chwilą przeżywała, prysnęły. Uciekły gdzieś, hen daleko, bez żadnego ostrzeżenia. Smutek zaczął ściskać jej gardło, utrudniając nabranie powietrza. Nie mogła się ruszyć. Niczym podczas paraliżu sennego - była obecna jedynie duchem, nie ciałem. Żadna kończyna nie chciała współpracować z głową, w której dudniło tylko jedno słowo.
Oszukana
─── ⋆⋅☆⋅⋆ ───
Do jej uszu zaczęły docierać pierwsze dźwięki. Słyszała muzykę, nieco przytłumioną, tak naprawdę ledwo słyszalną. Gdy otworzyła oczy, zobaczyła jedynie sufit. Suchość w ustach wprawiała w dyskomfort, pragnęła chociaż odrobiny wody.
- Obudziłaś się. - niski głos poniósł się po pomieszczeniu. Dopiero wtedy do niej dotarło, że nie jest sama. Przełknęła ślinę, a jej głowa swobodnie opadła na bok. Nie miała nawet siły zerwać się na równe nogi. Spod przymrużonych powiek ujrzała sylwetkę, wielką, masywną. Gdy obraz się wyostrzył, zobaczyła mężczyznę, siedzącego na obrotowym taborecie. W pochylonej pozycji, opierał jedną rękę na kolanie i przyglądał się dziewczynie.
- Byłaś nieprzytomna całe dwa dni, uprzedzając twoje pytanie. - zaśmiał się i wstał z miejsca.
Wodziła za nim wzrokiem, a gdy straciła go z pola widzenia, westchnęła. Powoli i ostrożnie podjęła próbę podniesienia się na przedramiona. Kłujący ból rozbiegł się po jej zranionej nodze. Gdy udało jej się usiąść niepewnie podniosła koc, którym była okryta. Był puchaty, beżowy, usłany kolorowymi kwiatami. Yami zerknęła na swoje nogi. Zraniona była prawie naga, materiał spodni kończył się lekko ponad ranę. Całe udo było porządnie zabandażowane, a ślady po krwi zniknęły.
- Nie musisz się obawiać, za parę dni chodzenie nie będzie sprawiać ci problemów. - mężczyzna ponownie przemówił, idąc w stronę Yami. - A za jakieś trzy tygodnie będziesz już całkowicie sprawna. - dodał.
Dopiero gdy stanął przy kanapie, poczuła, jak wysoki jest jej wybawiciel. Bł szeroki w barkach, a jego skóra przybierała odcień mlecznej czekolady. Głowę ozdabiały dredy zebrane w kucyk. Ubrany był w robocze ciuchy, fartuch, spodnie z sporą ilością kieszeni oraz koszulkę bez rękawów. Przykucnął obok, po czym wyciągnął kubek z gorącym napojem w stronę dziewczyny. Kiwnęła głową w ramach podziękowania i przyjęła prezent. Do jej nozdrzy doleciał przyjemny, słodki aromat owoców. Poczuła, jak z pierwszym łykiem jej mięsnie powoli się rozluźniły, a wysuszone gardło zaznało spokoju. Podniosła wzrok na mężczyznę, już chciała się odezwać, podziękować, jednak widok fotela przyprawił ją o dreszcze. Sporych rozmiarów fotel, otoczony masą sprzętów, był pokryty bordową cieczą. Miejscami już zdążyła zaschnąć. Gula utknęła w gardle dziewczyny, niepewnie wróciła wzrokiem do mężczyzny.
- Jedna kula w udzie i już uświniłam całe stanowisko? - spytała, starając się obrócić ten widok w żart.
- Stanowisko? - powtórzył i spojrzał przez ramie na fotel. - Nie zdążyłem sprzątnąć po poprzednim pacjencie, wybacz mi, nie chciałem cię nastraszyć. - dodał, starając się uspokoić dziewczynę. - Montowanie wszczepów bywa bardziej krwawe niż składanie człowieka do kupy.
- Wszczepów? jesteś Ripperdockiem? - zapytała, uspokajając się nieco.
- Dokładnie. - kiwnął głową. - Może jesteś głodna? Na dziś już koniec pracy, lodówka pusta a trzeba coś zjeść. Lubisz azjatycką kuchnie? - zaproponował, a brzuch Yami postanowił odpowiedzieć za nią. - Czyli chyba tak. - zaśmiał się i wyciągnął rękę w stronę swojej pacjentki. - Maksymilian Cortez.
- Yami Freak. - odpowiedziała i resztkami sił uścisnęła jego wielką dłoń.
- Co robiłaś w tym zaułku? W taką ulewę a na dodatek postrzelona? - spytał i ruszył w stronę stanowiska. - Rzadko kto zapuszcza się tu przez przypadek. Przychodzą tu jedynie ci, którzy wiedzą, co tu się znajduje.
- Nie jesteś jedyna atrakcją w tej uliczce?
- Atrakcja to są koleżanki naprzeciwko. - zaśmiał się, spryskując fotel jakimś specjalnym preparatem. Po jego działaniem krew poddała się i zaczęła skapywać na podłogę, - A tak serio? Nie bój się, nie doniosę na ciebie. Zlecenie?
Westchnęła i kiwnęła głową. Mężczyzna nie wydawał się wrogo nastawiony. Również nie wyglądał na kogoś, kto chciałby ją wykorzystać w każdym tego słowa znaczeniu, Z ranną nogą i tak skrajnym zmęczeniem nie byłaby wstanie nawet uciec w razie jakiegokolwiek zagrożenia. Mocniej zacisnęła dłonie na kubku, którzy wręcz parzył jej skórę. Nie było to jednak problemem. Zdecydowanie wolała się przeżyć i sparzyć się, niż marznąć w ciemnym zaułku w samotności. Z kieszeni spodni wyciągnęła przedmiot, który doprowadził ją do tego miejsca.
- Miałam ukraść drzazgę z jakimiś danymi. - przyjrzała się dokładnie malemu przedmiotowi. - Tyle że mnie nakryli. Zaczęli mnie gonić, później strzelali. Gdyby nie ulewa, nie zgubiłabym ich.
- Chociaż odrobina szczęścia w tym nieszczęściu. - stwierdził, czyszcząc dokładnie półeczkę na narzędzia - Najważniejsze, że przeżyłaś.
- Gdyby nie ty, to pewnie zdechłabym pośród śmieci.
- Gdyby nie klient, który przełożyć wizytę, to wtedy nie wyszedłbym wcześniej wyrzucić śmierci. - wrzucił do kosza wszystkie ścierki przesiąknięte krwią i płynem, po czym ruszył stronę zlewu. Mył ręce dokładnie, po same łokcie.
- Precyzja chirurga. - zaśmiała się między łykami herbaty.
- W takim zawodzie higiena to podstawa. Przed przygotowaniem stanowiska, po przygotowaniu, przed przyjęciem pacjenta i po. tak za każdym razem. W dość szybkim tempie wchodzi to w nawyk, dosyć paskudny w codziennym życiu.
Przez chwilę żadne z nich nie zabierało głosu. Yami starała rozgrzać się naparem, rozglądając się jednocześnie po pomieszczeniu. W samym centrum stało główne stanowisko, fotel z wielką lampą i szafeczką na kółkach. Pod ścianami pomieszczenia stały liczne biurka, jedno z komputerem, drugie wyglądało raczej jak miejsce do majsterkowania. gdzieś indziej stała umywalka, a pod nią masa środków czystości.
Rozległ się przeciągły dzwonek. Maksymilian wytarł ręce i ruszył w kierunku drzwi. Po chwili wrócił z pakunkiem w dłoniach. Usiadł na stołku, zanurzył dłoń w torbie, a po chwili wyciągnął z niej sporej wielkości kartonik z pałeczkami.
- Mam nadzieję, że ci zasmakuje. To z mojej ulubionej restauracji. - powiedział, wyjmując swoją porcję. Yami odłożyła kubek na podłokietnik kanapy. Z otwartego pudełeczka ulatywała para, a wraz z nią cudowne zapachy. Zajrzała do środka. Makaron z kurczakiem, warzywami, a to wszystko udekorowane nasionami, kiełkami i zatopione w sosie. Na ten widok ślinianki poderwały się do pracy, a dziewczyna przełknęła ślinę. Dziwna gula w gardle zniknęła wraz z pierwszym kęsem. Mięso przyjemnie rozpadło się na języku, a ostry sos drażnił kubki smakowe. Zaczęła jeść zachłanniej, jakby jedzenie nagle miało wyparować z jej rąk. Nie zwróciła uwagi na mokre strugi na policzkach. Dla kogoś takie jedzenie mogło być codziennością, ale dla niej - ambrozją. W parę minut kubełek został opróżniony. Zniknął nawet sos ze ścianek kartonika.
- Smakowało? - Maksymilian przyjrzał się swojej towarzyszce.
- Dawno nie jadłam czegoś tak pysznego. - odpowiedziała, jeszcze z pełnymi ustami, przegryzając ostatni kawałek mięsa. Zobaczyła, w polu widzenia kolejny kubełek, w połowie pełny. - Nie, nie mogę.
- Jedz i nie wydziwiaj. - wręcz wcisnął w jej ręce swoją porcję. - Kiedy coś ostatnio jadłaś?
- Jakiś tydzień temu. Skończyły mi się oszczędności i nie miałam za co kupić głupich bułek. - odpowiedziała, pochylając głowę. Starała się unikać wzroku Maksymiliana. Nie chciała być oceniania.
- Dlatego tym bardziej masz zjeść. Dziwie się tylko, ze na takim głodzie miałaś siłę iść na zlecenie. Co teraz planujesz? - zapytał, gdy Yami skończyła dojadać jego porcję. - Oddasz drzazgę i wrócisz do domu?
- Nie mam komu jej oddać. - odpowiedziała z jawną niechęcią. - Ten gość mnie wykiwał. Dzwoniłam do niego wiele razy, gdy już leżałam w uliczce. Nie odebrał, nawet nie wysłał wiadomości.
- Oj i tak to już jest. W tym mieście nikomu nie można ufać, ani na nikim polegać. - westchnął. - A masz chociaż dokąd wrócić? Jakąś rodzinę? Znajomych?
Yami pokręciła przecząco głową. Wytarła chusteczką ubrudzone kąciki ust, a na jej wierzchniej warstwie ostał się ciemny, bordowy ślad po sosie.
- Nie mam nikogo. Ojciec nie żyje, a matka wyrzuciła mnie z domu, gdy byłam jeszcze dzieckiem. To już chyba... - zastanowiła się przez chwilę. - Czwarty rok na ulicy.
- A długo dostajesz zlecenia? - zapytał, przechodząc do swojego biurka.
- Jakieś dwa lata. To jakieś drobne kradzieże, ta drzazga miała być przełomowa, ale najwidoczniej okazała się tylko kolejnym zmartwieniem.
Zapadła miedzy nimi cisza, przerywana okazjonalnym stukaniem w klawiaturę. Widocznie jej wybawiciel musiał jeszcze chwilę popracować. W głowie Yami zaczęło rodzić się jedno pytanie, które nie dawało jej spokoju.
- Maksymilian? - odezwała się w pewnym momencie, gdy mężczyzna grzebał w swoim laptopie.
- Hm? - mruknął w odpowiedzi.
- Mogę się o coś zapytać?
- Już to zrobiłaś. - zaśmiał się, gdy zobaczył jej minę. - Pytaj ile tylko dusza zapragnie.
- Dlaczego mi pomogłeś? - spytała, wbijając wzrok w swoją ranną nogę. - Przecież nie musiałeś tego robić. Ja nawet nie mam pieniędzy, żeby zapłacić za to leczenie. Ledwo co wiążę koniec z końcem, nie stać mnie na długi i pożyczki.
Mężczyzna obrócił się całkowicie w jej stronę, po czym wstał. Usiadł z powrotem na obrotowym taboreciku i spojrzał na dziewczynę z ciepłym uśmiechem.
- Pomogłem ci, bo to ludzki odruch. Podanie ręki drugiemu człowiekowi, gdy ten jej potrzebuje. Nie musisz oddawać mi pieniędzy Yami. Gdybym chciał na tobie zarobić, to byłbym zwykłym skurwielem, który żeruje na cierpieniu innych.
- A nie na tym polega twoja praca?
- W głównej mierze przychodzą do mnie ludzie, którzy chcą sobie coś wszczepić. Rzadko trafiam na takich jak ty, zwykle nawet nie zdążą dotoczyć się do gabinetu.
- Mówiłeś, że nikomu nie można ufać w tym mieście. Więc czemu miałabym polegać na tobie?
Zamilkł na chwilę, jakby ważył swoje słowa. Już powierzyła mu swoje życie, nie było odwrotu. Jednakże nie potrafiła zrozumieć, dlaczego zamiast patrzeć na siebie, postanowił pomóc drugiemu człowiekowi.
- Wiesz, może jestem zwyczajnie uparty, ale próbuję trochę iść pod wiatr. Nie patrzeć zawsze na siebie, tylko na innych. Wiem, że nie uda mi się zmienić świata, ale może chociaż raz, uda mi się odmienić czyjeś życie na lepsze. - odparł i spojrzał na twarz dziewczyny z nadzieją.
- Czyli, jest jeszcze szansa, że ludzie się zmienią?
- Oj nie, na to bym nie liczył. - zaśmiał się i przetarł kark. - Ludzie to szumowiny, wykorzystują cię, a później porzucają niczym zabawkę. Nie ma co liczyć na drugiego człowieka. Tacy jak my, to wyjątki, jedni na miliony. Powiem ci coś dziewczyno. - dodał i położył dłonie na jej barkach - W tym mieście, ufaj jedynie własnej głowie, chociaż świat pokazał, że czasem nawet jej nie można słuchać. Nie idź po trupach do celu. Jeżeli masz okazje, pomóż komuś. Żyj w zgodzie z samą sobą i własnym sumieniem, okej?
Yami popatrzyła się nieco zszokowana na Maksymiliana. Wydawał się śmiertelnie poważny. Nie mogła zaprzeczyć, wszystko to co mówił, było najśmielszą prawdą. Do tej pory to właśnie on jako jedyny bezinteresownie wyciągnął w jej stronę pomocną dłoń. Wiedziała, że jako o wiele starszy gość, przeżył i widział różne rzeczy. Zaufanie mu było jedyną możliwą opcją, jaka została młodej dziewczynie.
- Obiecuję.
─── ⋆⋅☆⋅⋆ ───
Podkręcona na cały regulator muzyka dudniła do tego stopnia, że Yami nie słyszała własnych myśli. Zamierzony efekt został osiągnięty i mogła wrócić do pracy. Tak jej się wydawało. Stała w małym, dosyć ciasnym magazynku, starając się okiełznać dostawę nowych wszczepów. Krzyknęła, gdy tylko poczuła dotyk na swoich biodrach. Samoistnie odwróciła się i upadła na podłogę, żałując, że zostawiła swoją broń w szufladzie biurka. Gdy odważyła się otworzyć oczy i ujrzała Hyrama, nie wiedziała czy czuje ulgę, czy jeszcze większą złość.
- Pojebało cię do reszty?! - krzyknęła, aby przebić się przez muzykę.
- Być może. Też się cieszę, że cię widzę. - zaśmiał się i uśmiechnął w charakterystyczny dla siebie sposób. - Dzwoniłem kilka razy ale Pani nie raczyła odpowiedzieć, więc sam się wprosiłem do środka. - odparł i podał jej rękę, by wstała za jego pomocą.
- Jak widać nie byłam w stanie usłyszeć. - odpowiedziała i wstała o własnych siłach.
Otrzepała się z kurzu i wyminęła Hyrama, chociaż było to nie lada wyzwanie w tak małym pomieszczeniu. Nie miała ochoty na rozmowy, tym bardziej z nim. Wiedziała, że cała jej złość była tak na prawdę bezpodstawna, ale mimo to, czuła się oszukana.
- Jakaś pilna sprawa? Jestem nieco zajęta i ciężko u mnie z czasem. - dodała podchodząc do biurka. Szybko ściszyła muzykę pilocikiem, żeby nie musieli przekrzykiwać się nawzajem.
- Przyszedłem, by sprawdzić, co u ciebie. Ostatnio w ogóle mi nie odpisujesz. Stało się coś, seniorita? - odparł, chociaż jej zachowanie trochę go zdziwiło, nie wywarło to na nim jakiegoś większego wrażenia. - Widzę, że ktoś się dąsa. Masz takie rumieńce na twarzy, że można pomylić cię z pomidorem. - zażartował, opierając się plecami o ścianę przy biurku.
- Hyram, nie jestem dziś w nastroju do żartów, więc proszę, daruj sobie chociaż dziś. - odpowiedziała cicho, z jasną niechęcią. - Byłam ostatnio zajęta, musiałam załatwić parę ważnych spraw i nie myślałam, żeby ci odpowiedzieć, wybacz.
Podrapała się po przedramieniu i zabrała się za sprzątanie rzeczy na biurku. Tak bardzo chciała, żeby sobie poszedł, ale nie była w stanie go wyprosić bez powodu. Chociaż powód może i by się znalazł. Tym razem nie kłamała. Brak zleceń od Wakako postawił ją pod ścianą. Nie było zleceń - nie było kasy, a to ciągnęło za sobą szereg innych konsekwencji. Ostatnie dni Yami spędziła na poszerzaniu sieci kontaktów i próbie znalezienia chociaż najprostszego zlecenia. Fixerzy jednak gustują w nieco bardziej doświadczonych najemnikach.
- Hm... Musisz popracować nad charyzmą, widać z kilometra, że kłamiesz. - odpowiedział, bacznie ją obserwując.
Zauważając jej rosnące poddenerwowanie, nie mógł się powstrzymać, by jeszcze trochę ją powkurzać. Nie widział jej jeszcze tak złej, więc ujrzenie tego byłoby dosyć ciekawym doświadczeniem - trochę adrenaliny i całkiem niezłej zabawy. Mężczyzna uśmiechnął się jeszcze szerzej i wziął jedną z książek, które Yami przed chwilą ułożyła równo na skraj biurka. Otworzył ją i zaczął coś przeglądać "z ciekawości".
- Hmm... Jara cię to? Cyberwszczepy, część 3... Całkiem niezłe cacka tu mają.
- Ludzie mają coś takiego jak pasje. - odburknęła.
Sprawnie posprzątała całe biurko, pochowała wszystko do odpowiednich szuflad. Brakowało tylko jednego elementu, czyli książki, którą tak bardzo zainteresował się Hyram. Papierowe egzemparze były w Night City prawdziwą rzadkością. Wszystkie te części, które trzymała w gabinecie, były kiedyś własnością Maksymiliana.
- Możesz mi ją oddać? - spytała. Mężczyzna jednak szybko wyciągnął rękę ku górze, przez co książka stała się kompletnie poza zasięgiem Yami. - Jesteś w przedszkolu? Proszę, oddaj mi ją. Jak tak bardzo cię interesuje to kup własny egzemplarz. - starała się być uprzejma, jednak warunki nie były zbytnio sprzyjające.
- Musisz powiedzieć magiczne słowo. - rzucił z szarmanckim uśmiechem, patrząc się jak zdesperowana Yami próbuje dosięgnąć trzymanej przez niego własności. - Hm, to jak? Powiesz mi o co chodzi, czy będziemy grać w kotka i myszkę? - pomachał jej książką przed oczami, lecz zanim zdążyła ją chwycić, szybko zabrał ją do góry.
Hyram jeszcze parę razy udawał, że oddaje jej przedmiot, przez co Yami była już na skraju wytrzymania.
- Hyram powiedziałam coś do- urwała, powstrzymując sie od wyzwisk i przekleństw.
Nie chciała krzyczeć, tym bardziej na niego, nawet w takiej sytuacji. Zrezygnowana odeszła parę kroków dalej. Wszystko wrzało w środku jej ciała. Narastająca złość nie mogła znaleźć ujścia. Krzyk i jakakolwiek forma przemocy była ostatecznością. Nie zamierzała upodabniać się do ojca. Obiecała sobie, że nie będzie taka jak on. Z powodu braku poduszki w pobliżu, schowała twarz w dłoniach i stłumiła krzyk, zginając się przy tym w pół. Gdy się wyprostowała, zaczerpnęła powietrza i pociągnęła nosem. Nie była w stanie się do niego odwrócić. Nie teraz.
- To prawda, że przespałeś się z Lizz po naszym pocałunku? - spytała wprost
Zastygł w miejscu, a jego uśmiech nieco zbladł - zupełnie nie spodziewał się tego pytania.
- Tak...? - powiedział niepewnie, marszcząc brwi; po chwili jednak westchnął, zaczajając o co jej chodzi. - Oooh... Czyli o to chodzi, jesteś zazdrosna. Yami, Yami... - kiwnął przecząco głową, jednak widział, że dziewczyna wręcz wrze od środka. - Dobra, rozumiem, koniec zabawy. No wyrzuć to już z siebie, bo zaraz pękniesz ze złości.
Złość ustąpiła, a na jej miejscu pojawił się smutek. Broda dziewczyny zaczęła niekontrolowanie drżeć, a w oczach zebrały się łzy. Naciągnęła koszulkę na twarz i zaszlochała cicho. Nie chciała, aby widział ją w takim stanie, chociaż już raz widział ją z obitą mordą, to płacz był czymś gorszym. Nie miała jednak siły ukrywać swoich emocji.
- Ja nawet nie mam prawa być na ciebie zła Hyram. - odpowiedziała i puściła koszulkę. - Nie wiem, czego się spodziewałam. - dodała i obróciła się do niego. Jej oczy były czerwone od łez, które w dalszym ciągu gromadziły się w kącikach. - Czuje się oszukana. Oszukana i zdradzona, chociaż to nawet nie jest dobre słowo. Przecież nie jesteśmy razem, jesteś wolnym człowiekiem i nie mam prawa ci niczego zabraniać ale mimo to... - Nie mogła nawet znaleźć odpowiednich słów, aby przekazać to, co chodzi jej po głowie. - Byłam głupia, że miałam jakąś nadzieję, że coś dla ciebie znaczę. Że pierwszy raz od dawna, ktoś zbliżył się do mnie tak po prostu. Z przyjaźni, sympatii, albo i czegoś więcej. Ale widzę, że jestem naiwna, tak samo jak kiedyś, a może i bardziej.
Uśmieszek zniknął z twarzy Hyrama w momencie, gdy ta odwróciła się do niego. Wydawał się kompletnie zmieszany, może i zagubiony w tym wszystkim. Widocznie nie spodziewał się, że jego czyny mogą przynieść takie skutki.
- Yami... - szepnął i poprowadził ją do sofy. Opierała się, lecz koniec końców mu uległa i usiadła na jego kolanie. - Przepraszam. Na prawdę. Nie sądziłem, że to wywoła w tobie takie emocje. Sama wiesz, że nie jestem dobry w tych sprawach... Ah... - westchnął i otarł łzy z jej policzków. - Lizzy nic dla mnie nie znaczy. Na pewno nie w takim aspekcie, w jakim myślisz. Po prostu lubię się czasem zabawić i nie chciałem cię zmuszać do niczego. Jeżeli jakkolwiek cię to pocieszy, ta sytuacja między nami też jest dla mnie nowa.
- Uwierz, że nie pociesza. - odpowiedziała sucho. - Pocałowałeś mnie i to odwzajemniłam. Jak myślisz, jak się czuje z tym, że dwa tygodnie później dowiaduje się, że dalej sypiasz z inną kobietą? Że lecisz na dwa fronty? Kim ja dla ciebie tak dokładnie jestem? Czym, Hyram?
Hyram przez chwilę milczał, próbując zebrać odpowiednie słowa.
- Spróbuję ci opowiedzieć, jak ja postrzegam to wszystko. Może to będzie odpowiedzią na twoje pytanie. - westchnął, błądząc wzrokiem po podłodze. - Lizzy jest dla mnie jak... narzędzie. Coś, dzięki czemu udaje mi się wypełniać jakąś część pustki w sercu. Zawsze tak było i wątpię, że kiedykolwiek to się zmieni. Nie postrzegam tego jako oddzielną relację czy "drugi front", dlatego w ogóle nie przeszło mi przez myśl to, co robię. Na początku traktowałem relację z tobą jako kolejną formę rozrywki, jednak z czasem w tym wszystkim. Nie wiem dokładnie, co czuję, Yami. Ale wiem, że widząc twoje łzy, czuję się... winny. Czuję się okropnie, że to ja jestem powodem tych łez. - starł kolejną łzę spływającą po jej policzku. - Gdybym nie traktował tego poważnie, nie byłbym tu teraz z tobą. Zwykle, gdy sprawy zaczęły się komplikować, urywałem to. Jednak... z tobą to nie jest takie łatwe. Prawdę mówiąc... Sam nie wiem.
Ne wiedziała co myśleć o tym wszystkim. Zamiast odpowiedzi i jasnej sytuacji, wszystko wydawało się jeszcze bardziej pogmatwane. Gdy kolejny raz chciał otrzeć jej łzę, odwróciła twarz w drugą stronę. Wstała szybko z jego kolana i sama wytarła mokre policzki.
- Hyram proszę cię, żebyś wyszedł. Ja... muszę to wszystko przemyśleć
- Yami... - zaczął, ale przerwała mu. Wskazała, palcem na drzwi.
- Wyjdź. Nie chcę powiedzieć czegoś, czego będę żałować.
Po tych słowach usłyszała jedynie kroki, odgłos zamknięcia drzwi, po czym została sama - w gabinecie wypełnionym cichą muzyką i własnym szlochem.
─── ⋆⋅☆⋅⋆ ───
Mimo wiosny, dzisiejszy noc była wyjątkowo chłodna. Nie przeszkodziło to jednak Yami, która wraz ze swoim jaszczurem przesiadywali na tarasie. Położony niżej względem mieszkania był z nim połączony paroma schodkami. Małe lampki w ogromnych ilościach oświetlały całą przestrzeń, a poduszki i koce pozwalały ogrzać się podczas takich wieczorów jak ten. Przez ostatnie kilka dni dziewczyna rzuciła się w natłok pracy i szukania zleceń. Próbowała chociaż na chwilę zając swój umysł, żeby nie przywoływać nieprzyjemnych wspomnień związanych z Hyramem. Bezskutecznie. Co chwilę wracała do zdjęcia nadesłanego przez Lizzy. To był moment w którym nie wiedziała już, kto bardziej ją zawiódł. Niby-przyjaciółka, która zwęszyła zagrożenie, czy też sam obiekt westchnień.
- Maksymilian chyba miał rację, wiesz Frodo? - odezwała się, po czym wzięła łyk gorącej herbaty. - Nikomu nie można ufać w tym mieście. Myślałam, że może tym razem będzie inaczej. Nie posłuchałam się i teraz życie się odpłaca. - westchnęła. - A może to ty dajesz mi nauczkę, co staruszku? - spytała, spoglądając w niebo.
Nie widziała gwiazd, miasto jest rozświetlone do takiego stopnia, że zobaczenie jakiejkolwiek plamki wydawało się złudne. Wszystko zlewało się w jedną czarną plamę.
- Nad kanionem był o wiele piękniejszy widok. - westchnęła, po czym zorientowała się, że jej myśli znowu wracają do Hyrama. - Aaa kurwa do dupy z tym wszystkim. - zirytowana odłożyła kubek na drewnianą skrzynkę, która służyła jej za stolik. Spojrzała na Frodo, który z uśmiechem leżał pod kocami. - Dobrze, że chociaż ty nie masz takich problemów. - zaśmiała się.
Ciszę przeciął domofon. Yami popatrzyła w stronę wejścia do mieszkania, po czym wzruszyła ramionami. Nie zamierzała otwierać.
Dzyń
Dzyń
Dzyń
Dzyń
Dzyń
Dzyń
- Nosz kurwa mać. - zrzuciła koc z ramion i ruszyła w stronę drzwi.
Gdy znalazła się przy domofonie, spojrzała na ekranik, który wyświetlał obraz z kamerki. Zrobiło jej się gorąco i zimno na raz. Co on tutaj robi? Po tym wszystkim co się stało, jeszcze ma czelność dobijać się do jej mieszkania i to o tej porze? Yami niechętnie otworzyła drzwi i spojrzała się na opartego o framugę drzwi przybysza.
- Co ty tutaj robisz o tej godzinie?
- Chciałem sprawdzić jak się czujesz. - odparł z delikatnym uśmiechem. - Piękne róże dla pięknej Pani. - ukłonił się delikatnie i wyciągnął do niej rękę z bukietem czerwonych róż.
- Chciałem sprawdzić jak się czujesz. - odparł z delikatnym uśmiechem. - Piękne róże dla pięknej Pani. - ukłonił się delikatnie i wyciągnął do niej rękę z bukietem czerwonych róż.
- Ty tak poważnie? - spytała z oburzeniem, patrząc na niego zdziwiona. - Przychodzisz tu o 3 w nocy, jak gdyby nigdy nic dobijasz się do mojego mieszkania i wyciągasz róże? Jesteś poważny?
- Tak...? - powiedział niepewnie, patrząc na nią spod łba jak winny pies. - Yami, słuchaj. Na prawdę chce cię przeprosić, tylko... Nie jestem w tym za dobry. - odparł i podrapał się po karku.
- Właśnie widzę. - dodała i westchnęła. - Idź na balkon, zaraz do was przyjdę. - dodała i ruszyła w stronę kuchni, zostawiając go samemu sobie.
Nastawiła wodę w czajniku i wyciągnęła z szafki dodatkowy kubek. Oparła się tyłkiem o blat i cierpliwie czekała, aż woda zacznie wrzeć. Mimo całego problemu, jaki spowodowała Lizzy, Yami nie chciała w jakikolwiek sposób mścić się na chłopaku. Nie chciała być jak oni. Po paru minutach powróciła na balkon. Hyram już zdążył rozsiąść się obok Frodo. Dziewczyna podała mu ciepły napar, po czym wróciła na swój fotel.
- Weź sobie koc, żebyś nie zmarzł. - rzuciła do niego.
Narzuciła koc na ramiona i zaczęła wpatrywać się w światła miasta. Nie chciała zaczynać tej rozmowy. Nie miała na to sił, ani fizycznych, ani psychicznych. Ostatnie dni tylko pogłębiły już i tak głęboki dołek, z którego uporczywie próbowała się wydostać.
- Dzięki. - odparł, gdy wręczyła mu kubek z herbatą. - Słuchaj, Yami. Jeżeli chcesz to skończyć, powiedz to. Zrozumiem. Nie wiem zupełnie o czym myślisz i czego ode mnie oczekujesz. Przyszedłem, by otrzymać informację. Co zamierzasz zrobić? Mam definitywnie spierdalać czy mam próbować ponownie wkupić się w twe łaski?
- Gdyby to było takie proste. - zaśmiała się. - To wszystko zależy od ciebie. To od twojego nastawienia zależy, co zrobię dalej. Nie wiem, czy chcesz, żebym była dla ciebie przyjaciółką, znajomą, ukochaną czy zabawką. Bo ja czuje się, jak to ostatnie. Tak się czuje od kiedy dowiedziałam się, że jednocześnie zarywasz do mnie i później wskakujesz Lizzy do łóżka. Nawet nie wiesz, jak ciężko patrzyło mi się na wasze zdjęcie.
Hyram westchnął głośno i odchylił głowę do tyłu, zbierając myśli.
- Nie wiem, Yami. Nie wiem, co mam ci powiedzieć. Nigdy w życiu się tak nie czułem i nie wiem, co się robi w tej sytuacji. Mówiłem ci to wczesnej, Lizzy nic dla mnie nie znaczy. Jeżeli ma to ci poprawić humor, mogę do niej napisać i zerwać to, cokolwiek z nią teraz mam. Nie zależy mi na niej kompletnie. Gdyby mi zależało, siedziałbym u niej a nie u ciebie. Yami, ja... Boje się.- ostatnie słowa mocno wybrzmiały, a cisza po nich tylko pogłębiła gęstą i tak atmosferę. - Boje się w kimś zakochać.
Siedziała chwilę w ciszy, nie wiedząc co powiedzieć. Odwróciła głowę w jego stronę i spojrzała na jego twarz, próbując odczytać z niej cokolwiek. Ta sprawa dotyczyła ich obojga. Ona już powiedziała swoją wersję, a teraz nadszedł czas, żeby wysłuchać drugiej.
- Boisz się, że historia z Lesley się powtórzy? - spytała niepewnie, ale gdy nie otrzymała odpowiedzi, spróbowała obrać inny tor. - Na jaki kolor się czujesz Hyram?
Hyram wpatrywał się w panoramę miasta za balkonem, próbując nabrać jak najwięcej powietrza do płuc, jakby to miało mu w czymkolwiek pomoc.
- Wszystko jest szare, z niebieskimi plamami. Tylko ja jestem czerwony. Czerwień tak brudna, że łudząco przypomina czarny. - odparł bez wzruszenia. - Jeżeli mam cię ranić tak mocno jak teraz, skończmy to. Nie chce widzieć więcej twoich łez, szczególnie tych wywołanych przeze mnie. Ty zasługujesz na faceta, który ogarnia romantyzm i poprowadzi cię powoli przez te uczucia. Ja co najwyżej mogę sprawić, że będziesz miała niezapomnianą noc życia. W tym akurat jestem dobry.
Zaśmiała się na jego propozycję.
- Hyram, ja nie chcę kończyć tej znajomości. Sam fakt, że rozmawiamy o tym problemie jest już dużym krokiem na przód. Gdybyśmy się teraz rozeszli, pokłóceni, bez żadnych wyjaśnień, uznałabym cię za dupka. Tyle że tak nie myślę. O to chyba chodzi w relacjach, żeby nie uciekać od siebie, gdy tylko pojawi się problem. Wiesz... Od kiedy cię poznałam, może życie wydaje się bardziej żółte. Wyciągasz mnie z domu, rozśmieszasz mnie, a co najważniejsze, martwisz się o mnie i przejmujesz się moim losem. Może gdyby nasze drogi się teraz rozeszły nie byłabym zła tylko na ciebie, ale i na siebie, za zaprzepaszczenie tej relacji.
Hyram uśmiechnął się szerzej na jej słowa.
- Jesteś w tym lepsza ode mnie. - zaśmiał się cicho. - Cieszę się, że cię poznałem Yami. Sprawiasz, że zaczynam czuć rzeczy, które wcześniej nawet nie wiedziałem, że mogą dla mnie istnieć. W życiu tak bardzo się nie hamowałem. Próbuje być delikatny, nie chce nic pospieszać, ale... Ciężko się pozbyć starych przyzwyczajeń. Lizzy kiedyś była dla mnie jak narkotyk, uzależnienie, którego nie byłem w stanie się pozbyć. Nieważne, czego próbuje, ona zawsze wraca jak bumerang. Pierwszy raz jak coś weźmiesz, wszystko jest lepsze, kolorowe. Z czasem przyzwyczajasz się do tego uczucia. Potrzebujesz więcej i więcej. Chce się jej pozbyć, ale... Nie wiem, kim się wtedy stanę. Nie wiem, czy wciąż będę w stanie być dla ciebie tak delikatny. Boże, brzmię teraz jak jakieś wygłodniałe zwierzę. - zaśmiał się sam z siebie.
- Lizzy jest specyficzną personą. To będzie tylko i wyłącznie twoja decyzja, co zrobisz z tą relacją. Ja nie mogę cię do niczego zmusić. Jeżeli masz wobec mnie poważne zamiary, to nie zaakceptuje ich, dopóki będziesz latać do innych kobiet Hyram. Jeżeli nie zmienisz swoich przyzwyczajeń, ja mogę być maksymalnie twoją przyjaciółką, nikim więcej. Nie wejdę z tobą w romantyczne interakcje, jeżeli będziesz w tym samym czasie skakać po cudzych łóżkach. - Zatrzymała się na chwilę. Sięgnęła po swoją herbatę, upiła łyk, po czym wróciła wzrokiem do Hyrama. - Mimo tego wszystkiego cieszę się, że pomogłam ci coś poczuć Hyram. - uśmiechnęła się nieznacznie.
- Dlaczego tylko ja muszę coś robić? - westchnął i powiedział do siebie, próbując ponownie zebrać myśli. - Czuje jakbym... Eh, nieważne. - kiwnął głową. - Muszę nad tym pomyśleć.
- Mów to co ci leży na sercu. Jeżeli ty oczekujesz czegoś ode mnie to tez to powiedz. W końcu relację tworzą dwie osoby. Możliwe, że tez za dużo od ciebie oczekuje. Nie jest łatwo zmienić stare przyzwyczajeni, a ja wyskakuje, żebyś z dnia na dzień porzucił wieloletnią relację. - odpowiedziała i zaczęła nieco karać się w myślach za swoje poprzednie reakcje.
- Potrzebuje czegoś. Czegokolwiek, by poczuć, że żyje. Jakiejś stymulacji. By wypełnić ta pustkę w moim sercu, by pozbyć się tego napięcia. Potrzebuje jakiegoś uczucia, by móc poczuć, że mogę oddychać pełna piersią. Jakiegoś nowego uzależnienia, nowej fiksacji, wyzwania, czegokolwiek. Sam nie wiem, czego chcę dokładnie.
- Może zadam trochę głupie pytanie, ale życie najemnika nie daje ci wystarczającej ilości wrażeń i adrenaliny? Na dodatek bycie częścią zgrupowania Węży też nie może być nudne. O co dokładnie chodzi z twoją stymulacją? Pozwól mi cię lepiej zrozumieć.
- Hah. To daje mi adrenalinę. Ale z czasem też się od tego uzależniasz, staje się to pewną rutyną, ale to nie o to w tym chodzi. Potrzebuje...bliskości. Wtedy czuje, jakbym ładował swoje baterie. To chyba najlepsze porównanie, jakiego mogę użyć. Bez tego życie staje się rutynowe, szare, nudne. Nie ma nikogo do satysfakcjonowania, żadnych wyzwań do spełnienia, żadnych celów do osiągnięcia.
- Chodzi ci o bliskość strikte seksualną? - spytała. - Bo jeśli to masz na myśli, to wybacz, na chwilę obecną ci z tym nie pomogę. Jak chodzi o zwykłą bliskość, taką codzienną, to już prędzej. - dodała, mając przed oczami spanie w dowolnym łóżku.
- Wystarczy cokolwiek, nie będę cię zmuszać do niczego. To nie jest tak, że nie mogę bez tego żyć. Ale życie wtedy jest prostsze, bardziej kolorowe.
Hyram w końcu na nią spojrzał. Zawahał się, lecz koniec końców wziął delikatnie jej rękę, delikatnie studiując opuszkami palców jej dłoń.
- Ale wiedz, że jeżeli w to pójdziesz... Nie będzie odwrotu. - spojrzał prosto w jej oczy. - Jeżeli rzeczywiście chcesz mych uczuć i bym był dla ciebie na wyłączność, łatwo się mnie nie pozbędziesz, Yami.
Uśmiech z jego twarzy zniknął, lecz jego wzrok nie opuszczał jej oczu. Nie potrafiła go rozszyfrować, czy to była przestroga czy groźba. Patrzył się na nią tak, jak drapieżnik na swoją ofiarę.
Przyglądała się jego twarzy, gdy ten gładził jej "niekompletną dłoń". Czasami zdejmuje protezę, żeby nie spowodować odparzeń.
- Wydaje mi się, że nie oczekuje czegoś wielkiego. Chyba że jestem zbyt staroświecka w tematach romantycznych. Nie jestem za otwartymi związkami. - zaśmiała się, chcąc nieco rozluźnić atmosferę. - A co jeśli w przyszłości stanie się coś, że nie będę chciała cię znać? Że wydarzy się coś co nas poróżni?
- Nie wiem. Wiem jednak, że jeżeli rzeczywiście oddam tobie moje serce, będę w stanie zrobić dla ciebie wszystko. - chwycił jej dłoń mocnej i pocałował jej wierzch. - Jednak najpierw musisz zasłużyć na miejsce w nim. Decyzja należy do ciebie, Słońce.
- W takim razie oboje musimy się postarać Hyram. Ty dla mnie, a ja dla ciebie. - uśmiechnęła się, lekko ściskając jego dłoń. - Pierwsza wskazówka, zamiast róż, wybieraj lilie.
- Hahaha! - zaśmiał się na jej komentarz. - Dobrze, księżniczko. Następnym razem wybiorę lilie. - odparł. Odezwał się dopiero po dłuższej chwili. - Mogę cię przytulić?
Yami zsunęła się z swojego krzesła, a koc spadł z jej ramion. Zimni wiatr dosięgnął jej skórę, przez co po jej ciele przebiegła gęsią skórka. A może to nie było od wiatru? Dla wygody ich obojga, usiadła bokiem na nogach Hyrama, opatuliła ich oboje kocem i wtuliła się w jego ciało. Chłopak objął ją mocno swoimi ramionami, a nos zatopił w jej włosach. Mimo tego, że Hyram zmarzł, to przyjemne ciepło opatuliło dziewczynę. Ponownie poczuła spokój, który towarzyszył jej wcześniej przy jego boku. Poczucie bezpieczeństwa wypełniło jej głowę, zastępując nieprzyjemne myśli.
- Zmarzłeś kretynie. - odparła w pewnej chwili.
- To moje kamienne serce. - zażartował, zamykając oczy i ciesząc się jej bliskością. - Już nie będziesz nadąsanym pomidorem?
- Dla ciebie mogę być i zupą pomidorową.


Komentarze
Prześlij komentarz