Tydzień później.
- Lizzy? - Martha przerwała swój monolog. - Słuchasz mnie?
Czarnowłosa nie zareagowała. Jej wzrok był wpatrzony w ekran telefonu, z powoli gasnącą nadzieją. Czekała na wiadomość od niego. Sms, telefon, jakiś sygnał - cokolwiek! Minął już tydzień, a on wciąż się do niej nie odzywa.
- Liz! - Martha krzyknęła, szturchając swoją przyjaciółkę za ramię.
- Kurwa, nie strasz mnie tak! - Elizabeth podskoczyła, prawie wypuszczając urządzenie z ręki.
- To przestań się tak lampić na ten telefon! Dobrze wiesz, że on sam z siebie nie napisze. Szczególnie po tym, co ci odpisał.
Kobieta westchnęła. Wiedziała, że jej przyjaciółka ma rację - że Hyram sam z siebie nie zacznie rozmowy. Zna go zbyt długo, by się mylić. I to doprowadzało ją do szału.
- Ale dlaczego, kurwa! Mógł mi chociaż powiedzieć to prosto w oczy albo wyjaśnić, dlaczego akurat teraz chce zerwać kontakt!!
- Może po tym, co ostatnio odpierdoliłaś? Mówiłam, że wysłanie tego zdjęcia do Yami to był zły pomysł.
- No, ale byłam najebana, no! Nie myślałam wtedy! Chciałam po prostu, by ona w końcu się odpierdoliła od niego. - Liz westchnęła, rzucając telefon na łóżko. - Ale dlaczego on w ogóle przejmuje się tym zdjęciem?! To miało odstraszyć Yami, a nie jego!
- Widać, jak wyszło. - Martha przewróciła oczami.
- Przynajmniej ty mnie nie wkurwiaj. - kobieta rzuciła jej ostrzegawcze spojrzenie i wstała z siedzenia. - Po prostu nie rozumiem tego. Nie rozumiem, jak mógł wybrać ją ponad mnie! Znamy się już 5 lat, a on wybiera jakąś pizdę, którą zna od kilku miesięcy?!
Kobieta chodziła nerwowo po pokoju, próbując zrozumieć jego tok myślenia. Przecież sam jej mówił, że jest jedną z najpiękniejszych i najseksowniejszych kobiet, jakie kiedykolwiek poznał. Długie, czarne, gęste włosy. Nieskazitelna cera. Zawsze dobry makijaż na twarzy, zrobione paznokcie, dobra figura, cudowny styl ubierania się. Czego chcieć więcej?
Elizabeth zatrzymała się przy lustrze i zaczęła uważnie przyglądać się swojej sylwetce. Analizowała, co może być nie tak, co mogłaby jeszcze poprawić, ale nic nie wpadało jej do głowy.
- Co ona ma, czego ja kurwa nie mam?! - odparła, zdenerwowana.
- Liz, za dużo o tym myślisz. Może po prostu to kwestia różnicy charakterów i tyle. Albo się... znudził. Sama wiesz, jaki on jest.
- Pf, weź. Od kiedy Hyram patrzy na charakter. Już prędzej zrozumiałabym nudę, ale jakoś przez 5 lat się mną nie znudził.
- Nie wiem, może teraz zaczął zwracać uwagę na inne aspekty. Ludzie się zmieniają.
- Kurwa, Martha. Ty jesteś tu, by mnie wspierać czy jeszcze bardziej pogrążyć?
- Jestem tu, by wpoić ci w ten głupi łeb, że powinnaś odpuścić i poszukać kogoś nowego. Hyram od dawna daje ci sygnały, że chce to skończyć. Może najwyższa pora się z tym pogodzić.
- Ale ja nie chcę się z tym godzić! Przysięgłam sobie, że on będzie mój. Nie mogę patrzeć, jak ona odbiera mi to, co powinno należeć do mnie! Pracowałam nad tym tyle lat! Byłam z nim, gdy kogoś potrzebował, wspierałam go, jak mogłam! Zrobiłam wszystko, co w mojej mocy... - jej głos zadrżał, a do oczu zaczęły napływać łzy. - Po prostu chciałam, by kochał mnie tak, jak ja kocham jego...
- Oj, Liz... - Martha wstała z kanapy, by przytulić swoją przyjaciółkę. - Wybrałaś sobie złego faceta na to...
Łzy niekontrolowanie zaczęły spływać po jej policzkach wraz z maskarą i czarnym eyelinerem. Zaczęła żałować zapoznania się z Yami i opowiadania jej o Hyramie. Przecież one dwie to totalnie różne światy. Ta znajomość nie miała prawa się udać. Zadawała się z nią tylko dlatego, by poczuć się lepiej o sobie - by podbijać nią swoją własną samoocenę. Teraz to odbiło się przeciwko niej z dwa razy większą siłą.
Nieważne, co zrobi - zawsze będzie dla niego niewystarczająca. Wiedziała to, lecz cały ten czas uciekała od tej myśli jak najdalej. Myślała, że jak zakryje swoje ubytki i wady pięknym wyglądem, on tego nie zauważy. Że jak będzie odpychać wszystkich od niego, on będzie patrzył tylko na nią. Teraz cały jej świat się rozpada. Jedna wielka katastrofa, która ciągnie ją na samo dno.
Są tylko dwa wyjścia: albo ona się podniesie z tego, albo on spadnie razem z nią. Nie ma innej opcji.
─── ⋆⋅☆⋅⋆ ───
Kilka dni później.Hyram grał na konsoli, z Lokim śpiącym obok niego na kanapie. Lizzy nie dawała mu spokoju od kilkunastu dni. Ciągłe wiadomości, sms-y, telefony... Musiał ją zablokować - wszędzie. Gdy zaczęła wydzwaniać na jego numer z telefonu przyjaciółki, go również zablokował. Myślał, że w końcu się od niej uwolni - że może się cieszyć ciszą choć przez jeden dzień. Jednak gdzieś z tyłu głowy wiedział, że ona tak łatwo nie odpuści.
Nagle, w całym mieszkaniu wybrzmiał dźwięk dzwonka do drzwi.
- Ja pierdole. - westchnął, kontynuując grę.
Lecz irytujący dźwięk nie ustał.
- Kurwa mać. - westchnął ponownie i zatrzymał grę, niechętnie kierując się do drzwi.
Wyjrzał ostrożnie przez wizjer. Niestety, jego najgorsze oczekiwania się spełniły - Lizzy stała przed jego drzwiami. Zdenerwowana, lecz odpicowana jak zawsze.
- Czy ty wiesz, na czym polega zerwanie kontaktu? - odparł, zirytowany, otwierając drzwi.
Jednak zamiast jakiejkolwiek odpowiedzi, ona przywitała go uderzeniem w policzek, po czym popchnęła go i weszła do jego mieszkania bez słowa. Hyram w ogóle nie był tym faktem zdziwiony.
- Myślisz, że tak łatwo się mnie pozbyć? Po tylu latach, jakie ze sobą spędziliśmy, ty mi piszesz jedną wiadomość i tyle?! - odparła, zdenerwowana, kładąc swoją torebkę na kuchenny blat.
- A czego oczekiwałaś? Bukietu kwiatów i listu pożegnalnego? - zaśmiał się, gładząc swój policzek.
- Na przykład! Nie tak zostawia się kobietę, z którą się spotyka taki czas!
Oczekiwała jakiejś racjonalnej odpowiedzi, lecz on tylko przewrócił oczami i ponownie się zaśmiał.
- Śmieszy cię to? - westchnęła z niedowierzania, powstrzymując łzy. - Tylko tyle dla ciebie znaczyłam?
- Liz... Nie mam zamiaru znów przeprowadzać tej konwersacji.
- Nie wyjdę stąd, dopóki nie otrzymam jakiejkolwiek informacji.
- Po prostu uznałem, że nie pasujemy do siebie i tyle. Mówiłem ci już tyle razy, że powinnaś poszukać kogoś-
- Przestań pierdolić! Nie znam cię od wczoraj. Powiedz mi, co naprawdę myślisz.
Uśmiech od razu zniknął z jego twarzy, wraz z nim wszystkie kolory i emocje. Widziała to już kilka razy - jego bez tej całej "maski" - lecz za każdym razem ją przerażał ten kamienny chłód i pustka w jego oczach.
- Nie masz już nic, co byłoby warte mojego zainteresowania. - odparł, przedzierając wzrokiem jej duszę. - Poznałem cię ze wszystkich stron. Widziałem cię w każdej pozycji. Nie ma nic, czego o tobie nie wiem. - zaczął podchodzić do niej, a ona powoli się cofała, dopóki nie wpadła na blat. - Może i jesteś ładna, ale jesteś pusta w środku. Nie masz nic więcej, co mógłbym przestudiować, czego mógłbym się nauczyć. A ja nie potrzebuję pustych ludzi. Sam jestem pusty, więc na co mi to? Wykorzystujesz innych, by podbić swoją samoocenę, bo jesteś tak mizerna w środku, że nie możesz nawet na siebie patrzeć bez tej całej otoczki. - odparł, wskazując na jej makijaż i ubranie. - A mnie traktujesz jak jakieś trofeum. Że jak mnie "zdobędziesz" to inni w końcu zaczną na ciebie patrzeć z szacunkiem. Jest to niewiarygodnie żenujące, Liz. Że przez 5 lat, w ogóle się nie zmieniłaś.
- Na prawdę tak o mnie myślisz? - szepnęła drżącym głosem, a łza spłynęła po jej policzku.
- A co, może się mylę? - podniósł brew i wyminął ją, wracając do salonu. - Zrób dla nas dwóch przysługę i idź już. Daj mi spokój.
Kobieta nawet nie wiedziała, co ma czuć w tym momencie. Smutek, czy złość - na siebie, na niego, na Yami, na wszystkich. Patrzyła się pusto w ścianę, gdy coś w niej pękło. Nagle, instynktownie wzięła kubek, który stał na blacie i rzuciła nim w mężczyznę. Potem zaczęła wyjmować wszystkie talerze i naczynia, rzucając je na podłogę i ściany.
- Kurwa mać, co ty odpierdalasz?! - Hyram krzyknął, próbując wymijać wszystkie lecące w niego talerze.
Gdy Lizzy sięgała do szafki po nowy talerz, on szybko do niej podbiegł od tyłu i złapał mocno jej ręce, przyszpilając je do jej pleców jak na aresztowaniu.
- Moja cierpliwość się kończy. Wyjdziesz z tego mieszkania bez żadnych scen i dasz mi spokój. To moje ostatnie ostrzeżenie.
- Pff, haha! - zaśmiała się przez łzy. - Myślisz, że się ciebie boję? Wiem, że mi nic nie zrobisz. Tylko tak sobie gadasz. Nie masz jaj, by zranić kobietę.
Wtedy, Hyram przyłożył jej nóż do gardła, który miał schowany w kieszeni. Zawsze był przygotowany na wszelki wypadek. Zimny metal naciskał delikatnie na jej skórę, a ona zamarła w miejscu.
- Płeć nie ma znaczenia, jeżeli ktoś mnie wystarczająco wkurwia. Myślałaś, że nigdy nie zabiłem kobiety? - mówił spokojnie do jej ucha.
- A podobno je tak uwielbiasz? - zażartowała z nerwów.
- To nie ma nic do rzeczy. Kobiety potrafią być równie obrzydliwe i okrutne, co mężczyźni. - odparł. - A ja jestem za równością. W każdym przypadku.
Kobieta nie miała już odwagi, by cokolwiek powiedzieć.
- To jak będzie? Będziesz grzeczną dziewczynką i wyjdziesz z mojego mieszkania, czy mam ci pomóc?
- W-wyjdę.
Hyram schował nóż i podał jej torebkę, a potem, jak gdyby nigdy nic, wrócił na sofę i wziął kontroler do rąk, ponownie odpalając grę. Elizabeth spojrzała na niego ostatni raz. Był tym zupełnie niewzruszony - faktem, że to definitywny koniec, po tylu latach; że rozwaliła mu mieszkanie; że właśnie groził, że coś jej zrobi. Przeceniła swój wpływ na niego i to ją bardzo zabolało - po takim czasie i wysiłku, nadal nie zyskała choć skrawka miejsca w jego sercu.
To bolało bardziej niż nóż wbity w plecy.
─── ⋆⋅☆⋅⋆ ───
Kilka lat wstecz.
- Nie zrobię tego. - Hyram oparł się na krześle, krzyżując ręce na piersi. - Rozumiem, że cię skrzywdziły w przeszłości, lecz nie uważam, żeby był to wystarczający powód, by zapłaciły za to śmiercią.
- Myślałam, że weźmiesz każde zlecenie, jeżeli dobrze za to płacą.
- Nie jestem chłopcem na posyłki, Aria.
Wtedy, kobieta rozpięła swoją koszulkę i rzuciła ją na podłogę zanim Hyram zdążył zareagować. Jego oczom ukazała się skóra - cała w oparzeniach i bliznach. Nie było miejsca na jej ciele, które nie byłoby uszkodzone. Mężczyzna zaniemówił.
- Przypalały mnie lokówką i żelazkiem. Regularnie. Za to, że po prostu egzystuję. Że jestem... "inna". Wyzywały mnie od dziwek, bo spodobałam się chłopakowi, w którym ona się bujała. Pewnego dnia... - kobieta przełknęła z trudem ślinę. - ...zgwałciły mnie gorącą lokówką. Mam tak poparzone organy, że nigdy nie będę mogła mieć dzieci. Nawet zwykły stosunek wywołuje taki ból, że mam ochotę wyrwać tę macicę z siebie i zaszyć wejście na amen.
Patrzył na nią w szoku - nawet on nie wiedział, co ma powiedzieć.
- Bądźmy szczerzy, Hyram. Jaki facet pokocha mnie w takim stanie? Moim jedynym wyjściem jest przerobienie się na metal, bym jakkolwiek mogła spojrzeć na siebie w lustro. A jak widzę ich uśmiechnięte twarze w telewizji... Żony milionerów, polityków... Krew mnie zalewa. Albo one umrą. Albo ja sama się zajebię, bo nie wytrzymam tego dłużej. Proszę... pomóż mi. - podeszła do niego ze łzami w oczach. - Pomóż mi dokonać zemsty, jakiej ja sama nie potrafię dokonać.
- Podaj mi nazwiska. - odparł w końcu.
---
- Puść mnie!! Zboczeńcu!! Jak mój mąż się o tym dowie, to-
- Zamknij się.
Mężczyzna walnął ją końcówką pistoletu, przez co upadła twardo na podłogę.
- Zanim zaczniesz krzyczeć i błagać o pomoc, mam dla ciebie prezent. - wyjął z plecaka urządzenie, pokazując je związanej kobiecie. - Wiesz, co to jest?
- Lok... lokówka?
- Mhm. Wiesz, do ilu stopni może się nagrzewać? Nawet do 230, lecz... Pewnie już o tym wiesz. Przecież w czasach twojej świetności to była broń, której bały się wszystkie twoje rówieśniczki. Nawet te twoje pizdowate przyjaciółeczki.
- Skąd o tym wiesz?
- To nieistotne.
Mężczyzna wstał z krzesła i podszedł bliżej do blondwłosej kobiety. Kucnął tuż przed nią i wpiął lokówkę do kontaktu obok.
- Błagam, nie! Zapłacę ci dwa razy więcej! Trzy razy! Ku-
- Nie interesuje mnie to. Bardziej mnie interesuje... Jak głębokie jest twoje gardło. - odparł, kiwając jej lokówką przed oczami.
---
Żona milionera - Justina Holmana - została znaleziona zamordowana w ich mieszkaniu. Ofiara miała wypalone oczy, poparzoną skórę oraz złamaną szczękę. W jej gardle znaleziono wepchniętą lokówkę, która była włączona w czasie śmierci ofiary.
- Piękna robota. Twoja, jak mniemam. - Augustin pokiwał głową, ściszając telewizję. - Nie sądziłem, że kobiety też są w twoim repertuarze.
- Każdy może być chujem, bez względu na to, co ma między nogami.
- Pięknie powiedziane. Ah, dobrze cię wyszkoliłem. Aż rozpiera mnie duma, jak na ciebie patrzę.
- Jesteś dumny, że jestem mordercą?
- E tam, nędzna etykieta. Gdyby nadal coś znaczyła, pół Night City siedziałoby w pierdlu, a jakoś tak się nie dzieje i wszyscy chodzą na wolności. Ja to nazywam... Czystką społeczeństwa. Jeżeli nie ma co liczyć na sprawiedliwość Boga, ktoś musi pobrudzić sobie ręce, by ją wypełnić w tym nędznym świecie.
- Nędzne usprawiedliwianie czynów. - odparł Hyram.
- Ale z jakiegoś powodu nadal to robisz, mimo, że nie jesteś z tego szczególnie dumny. Nie uciekaj przed tym, Hyram. Przyjmij to uczucie.
- Jakie?
- Dobrze wiesz, jakie. Ulga, ekscytacja...Spełnienie.
- Ciężko to "przyjąć”, jak wszyscy dookoła mówią, że jest to nienormalne.
- Bo wszyscy dookoła nie są tacy jak my, Hyram. Zwykły, szary człowiek z ulicy tego nie zrozumie. Zwykłe życie nie jest dla nas, sam dobrze o tym wiesz. Sam byś się wtedy zajebał z nudy i bezsensownej rutynowości.
- Ta... Zastanawiam się tylko, co by się stało, jakby inni się dowiedzieli.
- To, co zwykle. Przerażą się, uciekną, wyklną cię, znienawidzą cię. Dlatego ci powtarzam cały czas. Nie przywiązuj się, to ten problem zniknie. Sam sobie kładziesz kłody pod nogi. Kiedy ty się w końcu tego nauczysz...
- Nie wiem, pewnie nigdy. Nie lubię się uczyć pod przymusem.
─── ⋆⋅☆⋅⋆ ───
Teraźniejszość, kilka dni później.
Yami przetarła zmęczone oczy i rozciągnęła się na krześle. Nienawidziła pracy z dokumentacją, lecz wiedziała, że nikt tego za nią nie zrobi. Już miała wracać do kolejnej sterty papierów, gdy nagle wybrzmiał głośny dzwonek telefonu.
WILL NEVER FADE AWAY!
Yami aż podszkoczyła, biorąc telefon do ręki. Na ekranie... Hyram.
- Witam Piękną Panią. Ma Pani ochotę przejechać się ze mną do galerii? Wiem, dziwnie to zabrzmi, ale uh... Hah, muszę kupić nowe talerze.
- Galerii? - spytała ze zdziwieniem w głosie i poprawiła się na krześle. - Hyram nie mam teraz zbytnio czasu, musze zrobić tygodniowy raport, odebrać dostawę... Masa dokumentów do uzupełnienia, nie dam rady teraz wyjść z gabinetu. - westchnęła.
- Oj, no weź. Wynagrodzę ci to. - mogła przysiąc, że już widzi ten jego zadziorny uśmieszek przez telefon.
Zaśmiała się cicho i pokręciła głową. Po ostatnich wydarzeniach przyda im się odrobina rozrywki i wspólnie spędzonego czasu.
- A dasz mi chociaż z pół godzinki? Ogarnę najpilniejsze rzeczy i przebiorę się w coś zdatniejszego do wyjścia z domu.
- Si, si... [Tak, tak...]. Podjadę pod twój blok autem. Adiós!
Yami przewróciła oczami i się uśmiechnęła pod nosem. Szybko zabrała się za najważniejsze dokumenty, po czym ubrała się w coś ładnego, lecz wygodnego, uczesała włosy, spakowała torebkę i wyszła z mieszkania.
Pod blokiem już stało auto Hyrama - ciężko było go nie zauważyć. Czarne, luksusowe auto, z czerwonymi ledami przy zderzaku i na kołach. Bardzo wyróżniało się spośród typowych maszyn, które zwykle widywała na osiedlu. Wyglądało raczej jak coś, co się widuje w filmach lub na ulicznych wyścigach, niż codziennie na drodze.
Kobieta zapukała w szybę, by upewnić się, że to na pewno Hyram, a potem weszła niepewnie do samochodu. Bała się, że jeden fałszywy ruch może coś przypadkowo zepsuć, a ona w całym swoim życiu nie wypłaciłaby się za naprawę takiego wozu.
Teraz sobie pomyślała, że nigdy nie zapytała się, ile Hyram zarabia. Po wyglądzie jego rzeczy, szczególnie aut i motorów, domyślała się, że nie są to małe sumy. Jednak nadal jest trochę ciekawa dokładnej kwoty. Zastanawiała się, jak to jest żyć, nie martwiąc się, co przyniesie jutro.
- Coś taka sztywna? Stało się coś? - zapytał ze zmarszczonymi brwiami.
- Po prostu... - niepewnie rozejrzała się po wnętrzu auta. - Czuję się, jakby jeden fałszywy ruch miał sprawić, że nie wypłacę ci się do końca życia. Jestem raczej przyzwyczajona do jeżdzenia moim złomkiem, a nie autem które wygląda na w chuj drogie - ostrożnie poprawiła się w fotelu i zapięła pasy; owinęła się ciaśniej skórzaną kurtką.
- O, Jezu, kobieto. - mężczyzna przewrócił oczami. - Nie myśl cały czas o wypłaceniu się komuś. Rozluźnij się trochę. Do 30-stki to osiwiejesz z takim myśleniem.
"Łatwo mówić..." - pomyślała.
Hyram kiwnął głową i włączył muzykę w aucie, nieco ją przyciszając. Po tym wziął bucha ze swojego vape'a, położył jedną rękę na kierownicy i ruszył, wykręcając z parkingu. Yami tak zapatrzyła się w niego, że dopiero po chwili ogarnęła, że w głośnikach leciała piosenka Samurai'a "Chippin' in". Na jej twarzy od razu pojawiło się pozytywne zaskoczenie.
- Słuchasz Samurai'a? - zapytała entuzjastycznie.
- No, znam parę kawałków. A co? - odparł, patrząc na drogę.
- Wiesz, po prostu się nie spodziewałam. To dość stary zespół, ich kawałki pamiętają zamierzchłe czasy. Na dodatek po tym, co się wydarzyło z wokalistą... Ale nie pomyślałabym, że lubisz słuchać, jak ktoś się drze do mikrofonu. - zaśmiała się. - Co ciekawe, za tydzień grają koncert. - wyprostowała się z podekscytowania, jednak po chwili z powrotem oparła się o fotel. - Tyle że ceny były zawrotne, a ja muszę mieć za co jeść. Plus, Frodo ostatnio jest dość wybredny i arbuz mu nie wystarcza.
- Serio, za tydzień? Nawet nie wiedziałem. Hm... - westchnął; w głowie od razu zaczął mu się kreować plan. - Ja i słuchanie darcia się do mikrofonu to codzienność. Mam ustawione na dzwonek taką dowaloną nutę i stary Matta zawsze się na mnie drze, że powinienem zaktualizować swój gust muzyczny. Ale mam to w dupie. Nie każdy musi rozumieć ten dar muzyczny, jakim jest umiejętność dobrego darcia mordy.
- Widocznie trzeba trochę nakierować ojca Matta na dobre tory. - zaśmiała się. - A jak w ogóle poznałeś Samuraia? Ktoś ci ich pokazał? Usłyszałeś ich w radiu?
- Uh... - zastanowił się. - Poznałem ich w sieci jak miałem jakieś... 14-15 lat. I zacząłem słuchać tego na głośnikach. Moja matka tak się na mnie darła, a ja wtedy się bakarydowałem i to podgłaśniałem. Ah, piękne czasy. W sumie to... Nigdy bym nie pomyślał, że taka drobna chudzinka jak ty słucha czegoś takiego. Cicha woda brzegi rwie. - uśmiechnął się.
- Nie taka drobna, jak ci się wydaje. - uśmiechnęła się w odwecie, po czym zamilknęła na dłuższą chwilę. - Zanim przeprowadziłam się do Heywood mieszkałam w Westbrook, ale o tym już wiesz. To tam poznałam Maksimiliana, mojego... jakby to powiedzieć, mentora? To on wyszkolił mnie na ripperdocka, dał schronienie nad głową. Zawsze gdy siedzieliśmy w gabinecie, puszczał Samuraia na pełny regulator. Od tamtej pory ich muzyka towarzyszy mi codziennie. - zapatrzyła się przed siebie, jakby z nostalgią na wspominki o przyjacielu.
Hyram przypomniał sobie o rozmowie z Victorem. Przeszłość Yami to wciąż dla niego jedna wielka zagadka, lecz z tego, co wie, kobieta nie miała łatwo. Nie chciał jednak naciskać. Uznał, że po prostu będzie składać kolejne części układanki z czasem.
- Musiała bardzo przypaść ci do gustu, skoro stało się to codziennością.
---
Parę minut później, Hyram zaparkował w parkingu podziemnym i udali się na pierwsze piętro ogromnej galerii. Mężczyzna rozglądnął się dookoła i podrapał go głowie w zastanowieniu.
- Uh... Nie mam zielonego pojęcia, gdzie można tu kupić talerze. - odparł, zdezorientowany wielkością budynku.
- Ty z tymi talerzami tak serio? - spojrzała na niego, zdziwiona. - Myślałam, że to kiepska wymówka, by się spotkać.
- Niee. Potrzebuję talerzy, misek, kubków... W sumie to sam już nie wiem czego. Nawet mój ulubiony kubek z czaszką poległ... Chwała tobie, przyjacielu. - złapał się za klatkę piersiową, udając głęboki smutek.
- Zaraz coś poradzimy. - kiwnęła głową w stronę wielkiego ekranu, na którym pojawiła się mapa sklepów. Yami szybko znalazła parę sklepów z wyposażeniem domowym, po czym wskazała jeden konkretny. - Możemy pójść tutaj. Kupowałam tam swoje zastawy. Na dodatek mają masę różności, więc na pewno coś znajdziemy. - spojrzała na Hyrama i skrzyżowała ręce na klatce. - A tak w ogóle, to co się stało z twoimi naczyniami?
- Cóż... To dłuuuuga historia. Opowiem ci przy kawie. - poklepał ją po ramieniu, po czym udali się do odpowiedniego sklepu.
Yami przeglądała uważnie zestawy naczyń - takie, które przypadłyby mu do gustu, byłyby użyteczne, ale nie zbyt tandetne, no i w dobrej cenie. Pokazywała Hyramowi raz co raz jakieś zestawy, jednak on nie wydawał się specjalnie zainteresowany. Jego wzrok utkwiony był w plastikowych naczyniach urodzinowych dla dzieci - konkretnie takich z samochodami.
- Hyram... - westchnęła. - Mam ci kupić taki na urodziny? - zapytała, trochę zażenowana, trochę rozbawiona.
- Oo tak! Jeszcze takie czapeczki i takie... nie wiem co to. Te coś to robi tak bzzzziuuu. - udał dźwięk gwizdków imprezowych.
Yami kiwneła przecząco głową, lecz uśmiechnęła się pod nosem na radość, jaką dały mu zwykłe talerzyki dla dzieci.
Po kilkunastu minutach wybierania talerzy (głównie przez Yami), w końcu udało im się kupić coś sensownego. Para wędrowała po galerianych alejkach, przeglądając bezcelowo, co jest w innych sklepach. Nagle, oczom Yami ukazała się wystawa kolaboracji sklepu odzieżowego z marką Samurai'a. Oczy dziewczyny zaświeciły się w ekscytacji. Kobieta szturchnęła Hyrama i praktycznie wbiegła do sklepu, by przymierzyć widniejącą na manekinie kurtkę.
Po chaotycznym przebieraniu rozmarów, w końcu udało jej się trafić na właściwy. Kurtka leżała jak ulał - czarna skóra, na plecach logo zespołu, a na rękawach ich symbole, napisy i naszywki. Wyglądała cudnie... Dopóki nie spojrzała na cenę.
- O mój Boże...- westchnęła. - To zdecydowanie za drogo. 300 eurodolarów za kurtkę?
Zdjęła ją z ciężkim sercem, a uśmiech od razu zszedł z jej twarzy. Odłożyła ją szybko z powrotem na wieszak i zaczęła kierować się do wyjścia. Hyram jednak nie mógł patrzeć na jej twarz, która tak szybko przeszła z ekscytacji do smutku. Wolał ją, gdy się uśmiechała. Wtedy wszystko wydawało się takie... Bardziej żółte. Kolorowe.
Mężczyzna wziął więc kurtkę i skierował się do kasy. Gdy Yami się obejrzała, gdzie Hyram się podziewa, ten akurat przyłożył kartę do czytnika.
- Hyram! - podbiegła do niego, lecz nie zdążyła.
- Proszę bardzo. Prezent za fatygę. - wręczył jej torbę z tym swoim uśmieszkiem.
- Jaką fatygę, o czym ty mówisz? Poprosiłeś mnie o pomoc, to ludzkie że pomaga się swoim bliskim. Nie mogę tego przyjąć. To jest za dużo. - odpowiedziała, próbując wcisnąć torbę z powrotem do jego rąk, ten jednak uparcie odmawiał. - Hyram to serio jest za dużo. - powtórzyła. I tak czuła się głupio, robiąc niepotrzebna scenę, jednocześnie czuła się dziwnie, gdy ten obdarowywal ją takim prezentem.
"Bliskim"... Tylko to zapadło mu w pamięć. Mężczyzna patrzył się na dziewczynę uważnie, analizując ją. Jak odmawia mimo, że dobrze wie, że czegoś bardzo chce. Nie rozumiał tego. Przecież tego tak bardzo chciała?
- Dlaczego? - zapytał ją, szczerze zdziwiony. - Przecież to nie jest nic wielkiego. Wiem, jak tego bardzo chcesz, Słońce. Nie musisz być przy mnie skromna.
- Tu nie chodzi o skromność. - westchnęła i przetarła twarz dłonią. - Nawet nie potrafię ci dokładnie wytłumaczyć tego, co czuję. W chwilach, w których muszę liczyć każdy grosz, odkładać wszystkie pieniądze, oszczędzać gdzie się da, posiadanie tak drogiej rzeczy wydaje się wręcz oklejone od rzeczywistości. Dziwnie czuję się z tym, że tak obdarowujesz mnie prezentem, na który prawdopodobnie nigdy nie będzie mnie stać. To jest po prostu... Dziwne. Po prostu dziwne. Niecodziennie. Dawno nikt nie sprawił mi prezentu. Może to dlatego nie potrafię go przyjąć. - dodała na koniec, zaglądając w torbę z kurtką.
- No to najwyższy czas się nauczyć. - wzruszył ramionami i obrócił ją, kierując ją do wyjścia.
- Ale Hyram!
- Przestań albo zacznę się drzeć jak koza na całą galerię. - westchnął, wychodząc z nią ze sklepu. - Słuchaj, nie wiem, dlaczego aż tak patrzysz na kasę, ale rozumiem to, bo sam wychowywałem się w domu, w którym pieniądze były ciężkim tematem. Dlatego wiem, jak bardzo można czegoś chcieć i jaki zawód sprawia widok, że inni to mają i mogą się tym cieszyć, a ja nie. Dlatego przyjmij ten prezent i noś go z dumą, ok? A od teraz ustanawiam ci bana na mówienie "to za drogie" albo "to za dużo" jak przy mnie jesteś. Więc teraz, pójdziemy do kawiarni i wybierzesz sobie dobrą kawę jaką chcesz i ciasto, a jak powiesz jakiekolwiek słowo na "d" to przysięgam, że wydrę się na cały regulator jak koza.
- Czemu ty mnie musisz szantażować... - zaśmiała się i podkręciła głową.
Zerknęła jeszcze raz do torby, po czym sięgnęła po kurtkę. Z uśmiechem dokonała szybciej podmiany, a jej stara kurtka wylądowała w torbie.
- Skoro mam nosić ją z dumą, to mogę zacząć od teraz. - zrobiła krok w stronę Hyrama i szybko cmoknęła go w policzek. - Dziękuję za prezent.
- No! O to chodzi, Słońce. - uśmiechnął się szeroko.
Po małym spacerze do kawiarni, Yami wybrała z zawahaniem co chce. Hyram wybrał klasyczną kawę z odrobiną mleka, co jej nie zdziwiło. Usiedli oboje przy odosobnionym stoliku, a barista w kilka minut przyniósł im ich zamówienie.
- To jak, powiesz mi o co chodzi z tymi talerzami? - zapytała, jedząc bitą śmietanę.
- Cóż... Zerwałem kontakt z Lizzy i... trochę jej się to nie spodobało. - przewrócił oczami, upijając łyk ciepłego napoju. - Napisałem jej, że po prostu powinniśmy to zakończyć, bo nie ma to sensu. Ta zaczeła do mnie wydzwaniać to ją wszędzie poblokowałem. Dopóki nie przyszła i zaczęła rzucać we mnie wszystkim, co popadnie.
Yami zaprzestala na chwilę jedzenie bitej śmietany.
- Lizzy zawsze była porywcza, ale nigdy nie wiedziałam jej w takim stanie... Nie zrobiła ci krzywdy? Nie pokaleczyłeś się? - spytała, a po chwili w jej głowie zrodził się pomysł. - Jeżeli nie udało ci się tego ogarnąć, to może ci pomogę? Od razu rozładujemy nowe naczynia. Co ty na to?
- Ohoho, kochana. Lizzy to wcielony demon chaosu. Nawet mnie to nie zdziwiło, po prostu trochę się wkurwiłem. - westchnął. - Zgadłaś, nie chce mi się tego sprzątać. Zamknąłem Lokiego w sypialni, by się nie pokaleczył, i odkładam to z dnia na dzień.
- No to idealnie! Robimy akcję sprzątania mieszkania.
---
Po wypiciu kawy i zjedzeniu ciasta, para udała się do samochodu. Hyram z piskiem zaparkował w podziemnym parkingu, a następnie oboje udali się do przeszklonej windy. Blok wyglądał na dość luksusowy - przeszklone korytarze z widokiem na Night City, a nawet recepcjonista przy wejściu i prywatne garaże podziemne.
Hyram przekręcił klucze i zaprosił ją do mieszkania. Jej oczom ukazało się dwupiętrowe, przestrzenne mieszkanie. Praktycznie wszystkie meble i akcesoria były w różnych kolorach czerni. Wszystko wydawało się ogarnięte, dopóki nie spojrzała na podłogę w kuchni i w salonie. Totalnie nie spodziewała się takiego widoku. Szkło było dosłownie wszędzie. Nawet nie chciała zacząć liczyć, ile naczyń Lizzy musiała mu zbić.
- Cóż, witam w moim domu. Hah.
Yami kiwneła głową z niedowierzaniem i zapytała Hyrama o jakieś rękawiczki. Od razu wzięli się do pracy. Hyram robił za trzymacza i nosiciela ciężkich worków, a Yami ostrożnie zbierała większe odłamki szkła. Gdy udało im się zebrać większość dużych części, Hyram poszedł wynieść śmieci, a Yami odkurzyła dokładnie dywany i podłogę. W końcu przestrzeń zaczęła wydawać się funkcjonalna.
Gdy mężczyzna wrócił, od razu wypuścił czarnego kota z pokoju, a ten zaczął wydzierać się na niego, jakim prawem mógł go zamknąć tam na taki czas. Jednak gdy zwierzę zobaczyło Yami, jego miauknięcia od razu przybrały milszy ton, ogon się podniósł do góry, a czarna włochata otchłań zaczęła ocierać się o jej nogi.
- Aha, to taki jesteś. Ja cię karmię codziennie, sprzątam ci kibel, a ty od razu do laski lecisz. A idź ty. - machnął ręką.
- To chyba u was rodzinne. - rzuciła z uśmiechem.
Po wyjęciu wszystkich naczyń, Hyram usiadł na kanapie, a Yami poszła na chwilę do łazienki. Wtedy czarnowłosy wyjął szybko telefon i kupił 2 bilety na koncert Samurai'a za tydzień, w całkiem dobrych miejscach. Gdy udało mu się zapłacić, włączył muzykę w telewizji i czekał na jej powrót na sofie jak gdyby nigdy nic.
- Co się tak szczerzysz? - zapytała, siadając obok niego.
- Nic, podziwiam twoje piękno. - wzruszył ramionami z zadziornym uśmieszkiem.
- Romantyczny jak zawsze. - ruszyła w stronę kuchni. Po chwili wróciła do Hyrama. Usiadła obok, a zza pleców wyciągnęła mały pakunek. - Taki mały prezent. Jak go zobaczyłam to on razu pomyślałam o tobie.
Wręczyła chłopakowi prezent, a ten odpakował go szybko. Z pudełeczka wyciągnął nowy kubek w kształcie czaszki, czarny, gdzieniegdzie wysadzany kryształkami.
- Podoba się?
- O matko, haha! Jest cudowny, Słońce. - patrzył się na kubek z uśmiechem. - Mój ukochany... Tyle wspomnień razem... Tyle kaców przeżyliśmy... Dziękuję, Mi amor. Będzie mi dzielnie służył.
Mężczyzna odstawił kubek na stolik obok, a potem szeroko się uśmiechnął do kobiety.
- Tak się składa, że mam dla ciebie drugi prezent. - odparł, a potem pokazał jej screena dwóch biletów na koncert Samurai'a, i to na płycie. - Co sądzisz?
Widok biletów na koncert ukochanego zespołu odebrał Yami oddech. Nie była w stanie powiedzieć ani jednego słowa, przez co para siedziała przez chwilę w ciszy. Przecież dostała zakaz na mówienie słowa na "d", więc nawet nie mogła się odezwać.
- Hyram to... Ja nie wiem, co powiedzieć.
Wpatrywała się tępo w jego telefon, po czym spojrzała na chłopaka. Obraz był zamazany przez łzy. Nie mogła nic powiedzieć, więc przesunęła się bliżej i zwyczajnie przytuliła Hyrama.
- Dziękuję, głupolu. - odpowiedziała, pociągając nosem.
- Ah, Słońce. Jak łatwo cię uszczęśliwić. - zaśmiał się cicho.
Mężczyzna odwzajemnił objęcie, mocno oplatając ręce wokół jej talii, a następnie położył się plecami na sofie, z nią leżącą na jego klatce piersiowej.
- Teraz cię nie puszczę. - szepnął.
- Nie puścisz? - spytała, podnosząc się ostrożnie, aby móc na niego spojrzeć.
- Nie ma mowy. - odpowiedział.
- Chyba mi to pasuje. - szepnęła i położyła się z powrotem na jego klatce.
Wsłuchiwala się w bicie jego serca, które z każdą kolejną chwilą przyspieszało. Było to dziwnie uspokajające doświadczenie, a Yami czuła, jakby zaraz miała zasnąć. On za to zamknął oczy i delektował się słodkim zapachem jej perfum. Cisza, która zapadła między nimi, była dziwnie uspokajająca. Jakby świat zatrzymał się specjalnie dla nich na chwilę. Dopóki romantycznego momentu nie przerwało głośne miauknięcie kota.
- Meeoooow!!
- Hah! - Hyram się zaśmiał. - Co, Loki, też chcesz się przytulić?
─── ⋆⋅☆⋅⋆ ───
Dzień koncertu.
Hyram ubrał się w czarne dżinsy, skórzaną kurtkę i koszulkę w tym samym kolorze. Klasycznie. Następnie popsikał się perfumami - cynamon z wanilią - przeczesał ręką włosy, wziął kluczyki do auta i wyszedł z mieszkania. Yami natomiast była w istnym chaosie. Oczywiste było, że pójdzie na koncert w nowej kurtce, lecz co dalej? Sukienka? Zwykłe dżinsy? Co w ogóle ma na siebie włożyć? Nie posiada specjalnie wyrafinowanych ubrań w szafie, które przypadłyby Hyramowi do gustu.
Kobieta pomyślała przez chwilę. Wpadł jej do głowy jeden pomysł. Otworzyła szufladę, w której trzymała swoje stare ubrania, gdy jeszcze miała pieniądze i czas, by przykładać wagę do swojego ubioru. To był strzał w dziesiątkę. Po założeniu ubrań i wszystkich akcesoriów blondynka zaczęła się malować. Dawno tego nie robiła, więc obawiała się o końcowy rezultat, lecz, o dziwo, nie wyszło tak źle. Rozmazane czarne kreski, maskara i bordowa szminka. Klasycznie, lecz z pazurem.
Szybko spakowała swoją torebkę, założyła kurtkę i wyszła z mieszkania, zamykając drzwi. Hyram już na nią czekał, oparty plecami o drzwi samochodu, bawił się kluczykami w ręku. Gdy zobaczył dziewczynę - zaniemówił. Parzył się na nią jak na obrazek, z otwartą szczęką. Yami spojrzała szybko na siebie, czy ma coś na koszulce. A może mu nie pasuje? Przez głowę przeszły jej setki myśli - pewnie przesadziła. Jednak po ponownym spojrzeniu na mężczyznę, zrozumiała, że się myli.
- Aż tak ci się podoba? - zapytała z uśmiechem, wskazując oczami na jego wystającą część ciała w spodniach.
- Uh-huh... - mruknął, bezwstydnie obczajając ją wzrokiem.
Yami poklepała go po ramieniu, zadowolona z siebie, i już miała wchodzić do auta, gdy nagle Hyram złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Jego usta wylądowały prosto na niej, obdarowując ją spontanicznym pocałunkiem.
- No tienes idea de cuánto me gustaría cuidarte ahora mismo [Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo bym chciał się tobą teraz zająć]. - szepnął, poprawiając jej kurtkę.
- Ciekawe, w jakim kontekście. - zaśmiała się, jednak nie odsunęła się od niego. - Może lepiej serio wrócę się przebrać. W takim stanie jeszcze spowodujesz jakiś wypadek.
- Nie ma takiej opcji. - uśmiechnął się zadziornie. - W końcu kotek pokazuje pazurki. Podoba mi się to.
Hyram otworzył jej drzwi do samochodu, a potem sam wsiadł za kierownicą. Odpalił auto, włączył muzykę Samurai'a na głośnikach, wziął bucha z vape'a i ruszył z parkingu. Znacząco przekraczał limity prędkości na drodze. Yami złapała się pasów i spojrzała na niego, a on po prostu przyspieszył, śmiejąc się z jej reakcji.
Kilka minut drogi później byli na miejscu. Bar "Red Dirt" w Arroyo, Santo Domingo. Przed klubem stała ogromna kolejka ludzi, próbujących dostać się na koncert. Po wyjściu z auta, Hyram złapał kobietę za talię i podszedł prosto do bramkarza, wręczając mu dwa bilety i duży napiwek. Ten, przeliczając pokaźną sumę pieniędzy, pokiwał potwierdzająco głową i zaprosił ich do środka. Yami nawet nie wiedziała, co powiedzieć, lecz ucieszył ją fakt, że mogli pominąć nudne stanie w kolejce.
Bar tętnił życiem. Na głośnikach leciały piosenki Samurai'a, ludzie tańczyli na parkiecie, pili drinki przy barze i stolikach albo grali w bilarda.
- To jak, życzy sobie Pani drinka, czy przechodzimy do kolejnej części prezentu? - powiedział do jej ucha.
- Coś ty znowu wymyślił. - odkrzynęła i zaczęła rozglądać się po klubie. - Może najpierw się czegoś napijemy? Tak dla rozluźnienia. - zaproponowała, kiwając głową w stronę baru.
Para podeszła więc do barmana. Yami zamówiła sobie "sex on the beach" na początek, a Hyram wybrał coś bez alkoholu.
- A co ty tak skromnie? - zapytała.
- Ktoś musi pilnować księżniczki i odwieźć ją do domu.
- O matko, nie pomyślałam o tym. Mogliśmy zamówić taksówkę!
- Dobra, dobra. To moje zadanie, byś się dzisiaj dobrze bawiła. Podwózka wchodzi w cenę. - puścił do niej oczko i upił łyk swojego drinka.
- Jesteś dla mnie zbyt dobry wiesz? Ale podziwiam i doceniam, że się starasz. - uśmiechnęła się i zamilkła na chwilkę. Chciała jakoś odwdzięczyć się za ten wieczór. - Co ty na to, żebyśmy po wszystkim przyjechali do mnie? Spróbuję ugotować nam coś dobrego z tego, co mam w lodówce. Chociaż w taki sposób mogę ci się odwdzięczyć.
- Jasne. - spojrzał na nią, wyraźnie z kontekstem seksualnym.
- Boże, ty myślisz tylko o jednym. - przewróciła oczami i szturchnęła go.
- No przecież żartuję. - pstryknął ją delikatnie w czoło.
- Czy mnie oczy mylą?? - ktoś krzyknął z drugiego końca baru. - Czy to jest jebany Hyram Davalos??- białowłosy mężczyzna w średnim wieku podszedł do nich i przybił sztamę z Hyramem.
- Kerry! Kopę lat. Gratuluję powrotu na scenę.
- A dzięki, dzięki. Witam również piękną damę. - Kerry złapał dłoń Yami i ucałował jej wierzch.
Yami stała sparaliżowana i patrzyła, jak jej ukochany wokalista zbija sztamę z jej towarzyszem. Była jeszcze bardziej zbita z tropu, gdy Kerry złapał jej dłoń.
- Cz-cześć, ja cię strasznie przepraszam, ale kompletnie się tego nie spodziewałam. Zaskoczyliście mnie, oboje. - odpowiedziała po chwili, patrząc wymownie i jednocześnie zszokowanie na Hyrama. - Nie spodziewałam się, że masz takie znajomości.
- Hyram to dobry chłop. Robił dla mnie parę zleceń. Piękna robota. - Kerry kiwnął głową. - Cieszę się, że pośród moich fanów są takie piękne kobiety. Proszę, mały prezencik ode mnie. - wręczył Yami zdjęcie zespołu z autografami, przy czym puścił jej oczko z uśmiechem. - Życzę miłego wieczoru. - odparł i poszedł z powrotem na backstage.
Yami wpatrywała się w Hyrama z niedowierzaniem, trzymając w ręce zdjęcie jej ukochanego zespołu z autografami. Raz co raz, on zaskakuje ją coraz bardziej.
- I jak, podoba się? Czujesz, jak żyjesz swoim wymarzonym życiem, hm? - zapytał, ponownie upijając drinka.
- Czuję się, jakbym była w jakimś śnie. Jakby to wszystko było zbyt idealne, żeby mogło być prawdziwe. Pisnęła, gdy Hyram uszczypnął ją w biodro. Zaśmiał się i schował ten swój cwaniacki uśmiech za szklanką.
- Teraz już przynajmniej wiesz, że to wszystko prawdziwe. - dopowiedział.
- Gdybyśmy tylko mogli tu zostać i nie wracać do rzeczywistości, byłoby pięknie. - rozmarzona, schowała zdjęcie do torebki.
- Rzeczywistość zawsze może być taka piękna. - odparł, poprawiając jej nieco rozmazaną szminkę. - Znasz mój numer.
- Wyczuwam jakiś podstęp... - odparła, mrużąc oczy. - To brzmi zbyt pięknie, by było prawdziwe.
- Mam cię uszczypnąć jeszcze raz, hm?
Wtedy, na scenę wszedł cały skład zespołu Samurai'a. Po głośnym przywitaniu i oklaskach Kerry wygłosił przemówienie, po czym zaczęli grać ich najpopularniejsze kawałki. Yami śpiewała na cały głos z ogromnym uśmiechem, a Hyram wpatrywał się w nią jak w najsłynniejsze dzieło Leonarda Da Vinci. Jej rozpromieniona twarz coś w nim budziła. Sam nie wiedział, co, lecz to uczucie było nowe. Przyjemne. Zwykły jej uśmiech dawał mu porównywalny efekt, co cała noc spędzona z Lizzy. Zwykły kontakt fizyczny z nią ładował mu baterie szybciej niż kontakt z kimkolwiek innym. Nie rozumiał, co ona w sobie ma - dlaczego akurat ona? Ale postanowił trzymać się tego uczucia, póki może. Wtedy zrozumiał, że podjął dobrą decyzję. Ryzyko się opłaciło. Ciekawe tylko, na jak długo.
Parę piosenek i parę wypitych drinków później, koncert zaczął dobiegać końca. Artyści ukłonili się przed widownią, a Yami klaskała głośno i wiwatowała razem z tłumem. Nie była pijana, ale za to nieźle wstawiona. Dawno nie miała tak dobrego humoru, szczególnie po alkoholu. Gdy wyszli z budynku, Yami przytuliła się do Hyrama, zamykając oczy.
- Dziękuję, Hyram. To był naprawdę cudowny wieczór. - powiedziała.
- Słońce, wieczór jeszcze się nie skończył.
Mężczyzna zaprowadził ją do samochodu, a potem ruszył w drogę. Yami nie miała pojęcia, gdzie teraz jadą. Dopiero po paru minutach drogi rozpoznała trasę do Japantown. Nie wiedziała, po co tam się kierują, lecz uznała, że po prostu zaufa planowi Hyrama. Gdy byli już na miejscu, czarnowłosy otworzył jej drzwi i zaoferował jej swoje ramię, które obieła swoimi dłońmi. Przed jej oczami widniał duży festiwal kultury japońskiej na jednej z ulic dzielnicy. Wszędzie były kolorowe światła, lampiony i hologramy różowych drzew wiśniowych, a na głośnikach grała tradycyjna japońska muzyka.
- Oh, wow. - westchnęła, podekscytowana, rozglądając się wokoło.
- Ma Pani ochotę się trochę zabawić? - zapytał, podchodząc bliżej do stoisk z atrakcjami, zabawami i jedzeniem.
Yami spojrzała na hologramy nad tłumem. Ryby koi pływały w powietrzu. Wyglądały, jakby dosłownie ktoś pozwolił im "pływać" nad straganami. Dodatkowo całą uliczkę wypełniały liczne zapachy, które przeplatały się ze sobą.
- Ten zapach przypomniał mi, że trochę zgłodniałam. Minęło już sporo czasu, odkąd wyszliśmy z domu. - Aby trochę odwrócić strony, złapała Hyrama za dłoń i zaczęła ciągnąć go za sobą. Szła przed siebie, szukając idealnego stoiska, przy którym mogliby coś przekąsić. - Jak coś ci wpadnie w oko, to wołaj!
Oboje zatrzymali się w tym samym czasie przy stoisku, które serwowało Yakisobę - popularny japoński makaron smażony z warzywami i mięsem. Hyram i Yami spojrzeli na siebie ze zrozumieniem. Mężczyzna zamówił im dwie porcje jedzenia i usiadł przy stoliku obok.
Ta okolica wydawała się dla Yami dziwnie znajoma. Rozkład ulic i budynków bardzo przypominał jej przeszłość - Maksymiliana i jego stary zakład. Postanowiła jednak nie zamartwiać się i nie psuć sobie randki. Gdy Hyram przyniósł ich porcje, dziewczyna od razu zaczęła się zajadać makaronem. To było coś cudownego - jak coś tak prostego może smakować tak dobrze?
Hyram, jedząc swój posiłek, patrzył się na dziewczynę, która jadła makaron, jakby nie było jutra. Całkiem rozbawił go ten widok.
- Co się śmiejesz? - powiedziała po przełknięciu.
On tylko kiwnął głową i się zaśmiał, biorąc chusteczkę i wycierając jej policzek. Yami się cała zaczerwieniła i bez słowa wróciła do pudełka, wsuwając końcówkę jedzenia. Po wyrzuceniu pustych pudełek i pałeczek, para zaczęła spacerować między stoiskami. Aż nagle, Yami mocno złapała rękę chłopaka. Jej paznokcie aż wbiły się w jego skórę. Trzymała go tak kurczowo, jakby zaraz miał odlecieć i ją zostawić. Zdezorientowany, spojrzał na nią, a ona po prostu zaczęła iść szybkim krokiem w przeciwną stronę, ciągnąc go za nadgarstek.
Wylądowali w małej, ciasnej bocznej uliczce, z dala od festiwalu. Światła lampionów nadal delikatnie obijały się o ściany budynków, lecz atmosfera panująca tu była zupełnie inna - cisza, mrok, niknące odłosy ludzi w oddali...
- Yami? Co się stało? - patrzył się zdezorientowany na dziewczynę, która wciąż ściskała jego rękę.
Oddychała ciężko, wpatrując się w ścianę budynku. Nie mogła nawet rozluźnić uścisku, bo jej ciało było całe spięte. Żadne słowa do niej nie dochodziły. Dopiero po chwili, gdy Hyram stanął przed nią, jej wzrok zaczął się powoli wyostrzać. Na wszelki wypadek zerknęła na wyjście z uliczki.
- Widziałam kogoś, kogo bardzo nie chciałabym spotkać. - odpowiedziała.
Wiedziała, że nie uda jej się wywinąć od odpowiedzi. Sytuacja z podbitym okiem była początkiem, wtedy Hyram nie zmuszał jej do mówienia. Teraz nie chciała psuć wieczoru, w końcu było tak idealnie. Westchnęła cicho i spojrzała na swojego towarzysza.
- Nie będę uciekać od odpowiedzi. Widziałam Tygersów pomiędzy stoiskami.
- Tygersów? - upewnił się. - Słońce... Tygersi nic ci nie zrobią.
- Nie rozumiesz. - kiwneła przecząco głową, starając się uspokoić swój oddech.
- Hej. - objął jej policzki obiema dłońmi i skierował wzrok, by patrzyła prosto na niego. - Ze mną nic ci się nie stanie, ok? Nawet jak te chuje tu przyjdą, wyjdziesz stąd bez szwanku, ok? Dopóki tu jestem, Yami, jesteś zupełnie bezpieczna.
- Hyram, ja doceniam to, że chcesz mnie chronić, ale to nie jest takie proste, jak ci się wydaje. Od dwóch lat Tygersi wiszą nade mną jak klątwa. Ściągają ze mnie haracz. Każdego miesiąca. Myślisz, że dlaczego mam pustą lodówkę?
- Czekaj. - zmarszczył brwi. - Co? Co ty takiego zrobiłaś, że Tygersi mają cię na oku? - zapytał, szczerze zdziwiony i zdezorientowany.
- To długa historia, ok? Ja po prostu... Hyram, boję się.
- Słońce. Spójrz na mnie. - ponownie nakierował jej wzrok na siebie. - Przy mnie, nic ci się nie stanie, ok? Razem coś poradzimy. Teraz spróbuj cieszyć się tym wieczorem. Tygersi cię tutaj nie dosięgną. Nawet jeśli, ja tu jestem. A mnie ciężko pobić. Wszystko się ułoży. Później o tym pomyślimy - szepnął, zakładając kosmyk jej włosów za ucho.
- Ja już nie mam na to sił... - westchnęła i zmarszczyła brwi, gdy czerwona poświata padła na jego twarz.
Spojrzała wgłąb uliczki. Neon świecił mocno, przez co wszystko było dokładnie widoczne. Ostrożnie wyślizgnęła się z uścisku Hyrama i ruszyła wgłąb. Śmietniki również stały na swoim miejscu. Stanęła między dwoma kontenerami, miała wrażenie, jakby krew wsiąkła w asfalt, który przechowuje wspomnienia o tamtym deszczowym wieczorze. Drzwi, które kiedyś prowadziły do jej byłego gabinetu, teraz były wejściem do kantorka fryzjerskiego. Yami była ciekawa, czy w dalszym ciągu prowadzi go ta sama staruszka, która odkupiła od niej gabinet.
- Ciężko się na to wszystko patrzy. Kiedyś ci o tym opowiem, ale nie dzisiaj. - wróciła wzrokiem do Hyrama. - Wróćmy na festiwal. Nie chcę zepsuć tego wieczoru.
- Nic, by go nie zepsuło, Słońce.
Hyram ponownie wziął jej rękę i zaprowadził ją na główny teren festiwalu. Przechadzali się po stoiskach, lecz Yami nadal czuła się nieco nieswojo. Jednak nic dalej nie mówiła, nie chciała psuć nastroju i atmosfery. Po prostu mocno zaciskała dłoń Hyrama, by upewnić się, że on na pewno tutaj obok jest.
Po paru minutach spaceru, para stanęła przy jednym stoisku. Spoglądali, na czym polega gra, w którą było zaangażowanych tylu ludzi. Hyram uważnie wyglądał zza tłumu, gdy nagle poczuł dotyk na swoich plecach. Od razu się przygotował, lecz gdy usłyszał ten znajomy głos, całe napięcie z niego zeszło.
- NCPD, ręce do góry! - kobieta udawała groźnego policjanta, próbując przestraszyć Hyrama.
- O mój Boże, co ja teraz zrobię... - odparł, a potem odwrócił się i przytulił mocno kobietę do siebie. - Estel, co ty tutaj robisz??
Yami przyglądała się wszystkiemu z boku. Była bardzo zmieszana. Kim jest ta kobieta? Do tego jego wyraz twarzy... Nigdy nie widziała u niego tak szczerego uśmiechu. Nie zadziornego, nie uszczypliwego, tylko prawdziwie... szczęśliwego?
- Estel, to moja... przyjaciółka. - zastanowił się chwilę. - Yami, poznaj moją siostrę, Estel.
- Yami Freak, bardzo mi miło. - dziewczyna jako pierwsza wyciągnęła rękę w ramach przywitania. - Hyram mi o tobie wspominał.
- Estel. - przywitała się. - No, ciekawe co takiego mówił. - zaśmiała się, patrząc na swojego brata.
- Same złe rzeczy.
Nagle, z tłumu wybiegło dwoje dzieci - chłopiec i dziewczynka, w podobnym wieku.
- Hyram!! - krzyknęły i przytuliły się do niego. - Hyram, pomożesz nam?? Proszęęęęę! - krzyknęła dziewczynka, ciągnąc go za kurtkę.
- Proszę, wujku!! Tato w ogóle nie ma cela i jest do dupy!!
- Leo! Jak się odzywasz! - krzyknęła Estel.
- Ale to prawda! Ja chcę tego samochoda! Proszę, wujku!
- A ja tego konika, prosimy!!
Hyram westchnął i przewrócił oczami, lecz koniec końców uśmiechnął się pod nosem.
- Dobrze, ale jak ładnie poprosicię Panią Yami, ok?
- Dobrze, n-nie ma problemu. - powiedziała, nieco zmieszana.
Wtedy, dzieci odciągnęły Hyrama w tłum. Gra polegała na zestrzeliwaniu kubków i butelek. Trzeba było strzelić w określoną liczbę celów, by wygrać nagrodę. Hyram od razu wziął się do roboty, a dzieci skakały z radości, gdy kolejne kubki i butelki spadały na podłogę.
- Nie popisałeś się. - oznajmiła Estel do swojego męża, który wyłonił się z tłumu.
- Sory. Nie każdy ma do tego wrodzony talent.
Po kilku minutach, dzieci wybiegły z tłumu szczęśliwe. Chłopiec trzymał pluszowy samochód, a dziewczynka pluszowego konika. Tuż za nimi wyszedł Hyram, który trzymał w ręku pluszową jaszczurkę.
- Pomyślałem, że Frodo może czuć się samotny jak jesteś w pracy. - dodał z uśmiechem, wręczając jej pluszaka.
Yami spojrzała na pluszową, fioletową jaszczurkę.
- Jakby tak się bliżej przyjrzeć i zamknąć oczy, to nawet są do siebie podobni. - zaśmiała się, głaszcząc fałszywego jaszczura po głowie. Po chwili przystawiła go do twarzy Hyrama. - Chociaż między wami również widzę spore podobieństwo.
- Haha! - Estel się zaśmiała głośno. - Też to widzę.
- Niewiarygodne podobieństwo. Jesteś pewien, że nie masz bliźniaka? - dodał oliwy do ognia mąż Estel.
- Wiecie co, pieprzcie się wszyscy.
- Taki mamy zamiar. - Estel puściła oczko, a Hyram spojrzał na nią
wymownym wzrokiem.
- Czy wy zawsze musicie sprowadzać wszystko do jednego? - westchnął ciężko jej mąż.
- Tak. - Hyram i Estel odpowiedzieli w tym samym czasie.
- Mamo? Co to znaczy pieprzcie się? - zapytał Leo.
- Uhh... Tooo znaczy... - Estel pomyślała, spanikowana. - Dodawanie… pieprzu! Wiesz, takiej przyprawy. Ale nie można tak mówić do innych, ok? Tylko dorośli mogą.
- Oooooh! Ok... - westchnął, zaintrygowany.
- Dobra, chodźmy stąd, zanim jeszcze bardziej zdemoralizujesz nam dzieci.
Grupa pożegnała się ze sobą, a Hyram z Yami kontynuowali swoją wędrówkę po stoiskach. Myśli o Tygersach powoli zaczęły opuszczać umysł kobiety, przez co na jej twarz znów wkradł się uśmiech. Para stawała po drodze przy różnych stoiskach - łowienie ryb, ciastka z wróżbą, okazjonalne przekąski... Już mieli iść do samochodu, lecz Yami nagle zatrzymała się przy jednej budce.
- Ej, Hyram, czy to nie jest fotobudka? - zapytała.
- No, jest.
Słysząc tę odpowiedź, dziewczyna chwyciła go za rękę i pociągnęła go wręcz do środka budki. Od razu nacisnęła przycisk, a na ekranie zaczęło się odliczanie. Robili różne śmieszne miny i pozy. Jednak przy ostatnim zdjęciu, mężczyzna objął ją i przechylił jej głowę do góry, całując ją z zaskoczenia. Po zrobieniu zdjęcia, Yami zamrugała parę razy, patrząc się w jego oczy, po czym chwyciła listek ze wszystkimi ich zdjęciami. Były przecudowne. Ostatnie zdjęcie najbardziej jej się podobało. Od razu je schowała do kieszeni na zamek, by go nie zgubić.
- I jak, podobało się? - zapytał jej w drodze do samochodu.
- Jeszcze się pytasz?? - oznajmiła z uśmiechem. - Teraz musimy pojechać do sklepu.
- Po co?
- Po rzeczy na kolację i alkohol. Już zdążyłam trochę przetrzeźwieć, a ty to już w ogóle.
- Kilka godzin ze mną i od razu widać mój wpływ na twoją demoralizację.
- W końcu skądś wzięło się powiedzenie "z kim przestajesz, takim się stajesz”, prawda? Zresztą obiecałam ci kolację, a ty się zgodziłeś, więc już nie ma odwrotu. Inaczej będę robić jak ty, będę cię nękać, dopóki się nie zgodzisz.
- Hah. Szybko się uczysz, Słońce.
---
Po wizycie w sklepie i romantycznej jeździe do domu przez pochłonięte nocą miasto, para w końcu znalazła się w mieszkaniu Yami. Kobieta odetchnęła z ulgą, zdejmując kurtkę, po czym przywitała się z Frodo i zaczęła rozpakowywać zakupy, które Hyram wniósł do domu. Hyram za to podrażnił się trochę z jaszczurką, dopóki go nie ugryzła, a następnie wyjął alkohol z reklamówki i wziął dosyć pokaźnego łyka. Yami tylko kiwneła głową, myśląc "jak można pić coś takiego bez popity", lecz później przypomniała sobie, że to jest przecież Hyram. Zlewając tę myśl na bok, zaczęła kroić warzywa i oporządzać krewetki. Nagle, poczuła oplatające się ręce wokół jej talii.
Hyram objął ją mocno od tyłu i schował twarz w jej szyi, wdychając słodki zapach jej perfum, jakby był on tak niezbędny do oddychania jak tlen.
- Czekałem na to cały wieczór. - szepnął, mocniej zaciskając ręce wokół niej.
- Tylko mnie nie uduś przypadkiem.
- Zastanowię się. - mruknął, zamykając oczy.
- To nie mogłeś poprosić, bym cię przytuliła wcześniej?
- Nie, bo znowu by mi stanął.
- No tak. - zaśmiała się pod nosem. - Aż tak ci się podoba ten strój?
- Mhm... - mruknął ponownie. - Bardzo do ciebie pasuje. Lubię, jak kobiety pokazują swoje ukryte pazury. Boże... kocham kobiety.
- Oho, zaczyna się. No wyduś to z siebie.
- Nie, bo jak zacznę o tym myśleć, to znowu mi stanie.
- To są dopiero prawdziwe problemy...
- Żebyś wiedziała.
- Hyram, ale tak serio... - zaczęła. - Jeśli myślisz o tym, to-...
- Shh. - położył jej palec na ustach, a potem obrócił ją do siebie, wcześniej wyjmując nóż z jej ręki i kładąc go na blat. - To prawda, że często o tym myślę, ale... - kiwnął przecząco głową. - Nie zrobiłem tego wszystkiego tylko po to, by się z tobą przespać. Nie chcę, żebyś tak myślała.
- Ok...
- Po prostu... Wyglądasz dziś niesamowicie. - uśmiechnął się, odgarniając kosmyk jej włosów za ucho. - Nie powiem, ciężko się powstrzymać. Ale ponad wszystko chcę, byś czuła się przy mnie bezpieczna. Nie chcę robić nic, co by było wbrew twojej woli. - odparł spokojnym tonem, a potem wziął jej dłoń i ucałował jej wierzch. - Słuch mam jeszcze dobry, zrozumiałem za pierwszym razem. Dostosuję się do twojego tempa.
- Ciężko w to uwierzyć. - odparła z delikatnym uśmiechem. - Jakie jest twoje regularne tempo?
- Cóż... - uśmiechnął się nerwowo. - Powiedzmy, że trooochę szybsze.
- Mhm. - mruknęła. - Hyram... Doceniam to, że się dla mnie starasz. Dzisiejszy dzień był cudowny. Naprawdę, dawno nie bawiłam się tak dobrze.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
Między nimi zapadła cisza. Boczne światła w mieszkaniu nadawały niezwykle romantyczny charakter, za oknem rozpościerał się widok tętniącego nocnym życiem miasta, a do tego metalowa muzyka lecąca z głośników w tle (God is a Weapon), która wypełniała milczenie między nimi.
Hyram patrzył się nieustannie na jej oczy, raz co raz błądząc wzrokiem do jej ust. Ona natomiast przeszła spojrzeniem na jego sylwetkę. Uniosła ręce z zawahaniem, co on podłapał, więc położył jej dłoń na swojej klatce piersiowej, zachęcając ją. Yami zaczęła eksplorować jego ciało w ciszy - jego tors, szyję, ramiona, ręce... Delikatnie jeździła opuszkami palców po jego obojczyku, kończąc na tatuażach. Studiowała każdy z nich - były mroczne i nieco straszne, lecz bardzo do niego pasowały. Zastanawiała się, co znaczą. Zatrzymywała się palcem na konkretnym fragmencie, patrząc wyczekująco na jego odpowiedź.
Wąż opleciony peoniami - odrodzenie, pokusa, symbol klanu. Kobieta z zasłoniętymi oczami - rzymska bogini sprawiedliwości. Czaszka z różami - piękno śmierci. Kruk - nordycki symbol obserwacji. Śmierć z koroną - królowa przemijania.
Wysłuchując znaczenie każdego skórnego malowidła, patrzyła na niego z uwagą. On, widząc, jak jej wzrok również ucieka do jego ust, przyciągnął ją bliżej siebie i zrobił pierwszy krok. Nachylił się nad nią i czekał cierpliwie na jej odpowiedź. Wkrótce, ich usta złączyły się ze sobą w pocałunku. Z początku delikatnym, lecz powoli nabierającym tempa.
Przez jej myśli przewijały się wspomnienia z dzisiejszego dnia i z randki nad kanionem. Znów to przyjemne uczucie motyli zagościło w jej brzuchu. On za to koncentrował się na fizyczności - na jej miękkich ustach, zaciskającej się na jego bicepsie dłoni, jej piersiach przyciśniętych do jego klatki piersiowej; na biciu jej serca, które mógł wręcz poczuć na sobie.
Wydawało się, że ta chwila trwa wiecznie, a to i tak było mało. Chłopak nie chciał jej puścić, a ona nawet nie chciała uciekać z jego objęć. Czuła, jak on symbolicznie broni ją przed wszystkimi problemami - jakby, widząc go, uciekały w popłochu w cichy kąt mieszkania, bojąc się ujawnić, gdy on tutaj z nią jest. On za to czuł, jak jego zimne serce powoli budzi się do życia. Jak tętno przyspiesza, krusząc lód w jego piersi. Zdawał sobie sprawę, że to uczucie jest chwilowe - że ten lód tak łatwo nie pęknie i nie skruszy się w całości. Ale choć przez chwilę może obserwować, jak kolory rozprzestrzeniają się przez lodowy pryzmat - jak do szarego pomieszczenia przez okno wpada delikatna poświata odcieni tęczy.
Hyram powoli i delikatnie kierował pocałunek, a ona podążała jego śladami. Musiała się jednak odsunąć, bo powoli zaczęło brakować jej powietrza. On patrzył na nią jak wygłodniały pies - chciał więcej. Widząc to spojrzenie - tę desperację w jego oczach - zaśmiała się cicho i starła resztki swojej szminki z jego ust.
- Będzie jeszcze dużo okazji. Teraz musimy zrobić coś do jedzenia. - odparła z uśmiechem, gładząc jego policzek.
---
Gdy Hyram spróbował przygotowanego przez Yami jedzenia, odchylił głowę do tyłu na oparcie sofy i zamknął oczy, delektując się smakiem potrawy.
- Cieszę się, że smakuje. - powiedziała po przełknięciu. - To nic skomplikowanego. Mogę dać ci przepis później.
- Hah, chyba przeceniasz moje kulinarne umiejętności.
- To co jesz na co dzień?
- Takeout... - odparł. - Chyba że mama Matta da mi coś na wynos, jak wpadnę do obozu. Chociaż czasem tęsknię za potrawami mojej mamy. Żadna meksykańska knajpa, w której byłem, nie potrafi oddać tego smaku.
- A nie możesz jej poprosić?
- Hah. - zaśmiał się. - Teraz rzadko z nią rozmawiam. Nigdy nie było nam po drodze, a od kiedy poślubiła tego nowego chuja, to prawie w ogóle nie rozmawiamy.
- Mogę spytać, dlaczego?
- Cóż. - wziął dużego łyka alkoholu. - Powiedzmy, że... Cała moja rodzina, oprócz mojej siostry, uważa mnie za "porażkę życiową". Nie podoba im się ścieżka, jaką obrałem w życiu.
- Może to zabrzmi trochę tandetnie, ale dobrze, że w tym całym bałaganie przynajmniej siostra wspiera cię tym, co robisz. - stwierdziła, przebierając pałeczkami jedzenie. - A nawet jeżeli nie wspiera, to ważne, że nie wypiera cię ze swojego życia. - dodała. - Mówisz dokładnie o ścieżce najemnika?
- Mhm. - mruknął. - Wspierać to za dużo powiedziane, bo ciężko popierać fakt, że częścią mojej pracy jest zabijanie ludzi. Ale nie mówi nic głośno, bo czasem mogę ją wesprzeć finansowo i może czuć się bezpiecznie na ulicy. Wiadomo, że byłbym idealnym synem i bratem, gdybym miał "normalną pracę", stały związek i plan na przyszłość. Ale takie życie nie jest dla mnie. A ty, gdybyś nie miała żadnych ograniczeń, jak wyglądałoby twoje wymarzone życie?
- Bez ograniczeń? Szczerze powiedziawszy, nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Gdyby nie Tygersi moje życie i tak byłoby udane, przynajmniej jeżeli mówimy o teraźniejszości. Fajna praca, która równocześnie jest pasją, zwykle, codziennie życie we własnym tempie. - zatrzymała się na chwilkę, na jej twarz wypłynęło zawahanie. - Żyłam parę lat na ulicy. Gdy w końcu udało mi się wyjść z biedy, człowiek zaczyna doceniać takie podstawowe rzeczy. Zwykle mieszanko, praca, zakupy. Okazuje się, że nie potrzebujesz wielkich apartamentów, luksusów, pieniędzy czy podróży dookoła świata.
- Hm. - zastanowił się, co ma powiedzieć. - Victor wspominał coś o tym. Musiało być ci ciężko. Nie zrozumiem tego w takim aspekcie, w jakim ty to przeszłaś. Ale zdażyło mi się żyć w taki sposób przez jakiś czas, więc... Wiem, jak może to wyglądać. Hah, ja za to, gdy zacząłem zarabiać poważniejsze pieniądze... Totalnie mi odwaliło. - zaśmiał się na wspominkę o starych czasach.
Otworzyła szeroko oczy na wspominkę o Victorze. Nie spodziewała się, że tak szybko nawiąże więź zaufania z Hyramem, żeby mógł opowiadać mu o jej przeszłości.
- Kobiety, prochy, sportowe auta i tygodniowy ciąg alkoholowy? - spytała. - Jak bardzo są to odległe czasy?
- Zgadłaś, haha. Zależy w sumie, o co pytasz, bo po części to mało się zmieniło. Oprócz codziennego chlania i brania prochów.
Spojrzała na niego z uniesionymi brwiami. Odłożyła pałeczki i zaczęła jeździć palcem po krawędziach kieliszka. Zaczęła bawić się nim, przekładając szkło z wódką między palcami.
- A czy kobiety nadal obowiązują w liczbie mnogiej? - spytała niepewnie.
- Haha, wiedziałem, że padnie to pytanie. - zaśmiał się, biorąc łyk alkoholu. - Nie. Już nie. Dzięki tobie. Widzisz, jak się staram? Nawet usunąłem Lizzy ze swojej codzienności. Chociaż zdaję sobie sprawę, że pozbycie się jej "na stałe" nie będzie takie łatwe. Chyba, że w końcu moje słowa dobiły się do jej pustej czaszki.
Yami wpatrywała się w swój kieliszek, a po chwili opróżniła jego zawartość. Podsunęła szkło pod Hyrama, kiwając przy tym głową.
- Wiesz... Cieszę się, że postanowiłeś zerwać z nią kontakt. - zaczęła ostrożnie. - Wiem, jaka jest. Ciężko się od niej odczepić, jest nieznośna i zawsze stawia na swoim. W dodatku, wydaje się być mściwa. - podkręciła głową. - Mimo to, podziwiam cię, że postawiłeś się tej żmii. - uśmiechnęła się niemrawo. - I wiem, że było to dla ciebie trudne, w końcu nie codziennie zrywa się wieloletnią znajomość. Jestem z ciebie dumna, Hyram. - wyciągnęła rękę przed siebie i delikatnie ujęła jego dłoń. - I nie martw się, porozmawiam sobie z nią i mam nadzieję, że ta rozmowa do niej dotrze.
- Nie powiedziałbym, że było to trudne. - wzruszył ramionami. - Nigdy nie znaczyła dla mnie nic szczególnego. - dodał, nalewając Yami alkoholu do kieliszka. - Ale odradzałbym rozmowę z nią. Sama wiesz, jak to poszło u mnie. Ona jest nieobliczalna, Yami. Lepiej, byś trzymała się od niej z daleka. Szczególnie, że teraz, jak obstawiam, jesteś jej wrogiem numer 1.
- Sama muszę zerwać z nią znajomość, a nie chcę tego robić przez telefon, bo będzie do mnie wydzwaniać i nachodzić. Wolę to zrobić raz, a porządnie. Na dodatek nie chcę siedzieć bezczynnie na dupie w momencie, gdy ta suka się na ciebie rzuca z talerzami. - wypalila. - Uwierz mi, nie podniesie na mnie ręki.
- Skoro tak mówisz. - odparł. - Zakładam, że zacznie ci gadać różne farmazony o mnie, by cię odstraszyć. Zawsze tak robiła, jak pojawiał się ktoś nowy. W sumie... Nigdy nie kłamała. Ale lubiła koloryzować sytuację na swoją korzyść.
- Dobra. - podniosła ręce do góry. - Zmienny temat, nie mam ochoty o niej rozmawiać. Jeszcze wyjdzie z tego niepotrzebna sprzeczka. - westchnęła. - To w takim razie odwracam pytanie. Co byś zrobił ze swoim życiem, gdybyś nie miał ograniczeń?
- W sumie... I tak robię wszystko po swojemu, nawet jak mam ograniczenia. - zastanowił się. - Gdybym mógł... Chciałbym przeżyć jeden dzień jako "normalny człowiek". Zobaczyć, jak inni patrzą na świat z pełną paletą emocji. Ale czy chciałbym tego na co dzień? Sam nie wiem.
- Zabrzmi to pewnie dziwnie, ale obstawiam, że masa osób by się z tobą zamieniła. Życie z emocjami bywa uciążliwe, jak i zapewne życie bez nich. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, jak tam kiedyś mówili. - odparła, chwytając pałeczki w dłonie. - Pięknie by było, gdyby każdy z nas miał w głowie przełącznik. Moglibyśmy sobie włączać i wyłączać je, kiedy tylko zechcemy. - zatrzymała się i znowu odłożyła pałeczki. - A gdybyś mógł wybrać jedną emocję... Na jaki kolor chciałabyś się poczuć, Hyram?
Spojrzał się na nią i ponownie wziął łyk wódki.
- Niebiesko. - odparł. - Chciałbym zrozumieć smutek. O ile radość czy miłość jestem w stanie sobie wyobrazić. To smutek, to jest totalnie obcy koncept. Chciałbym zrozumieć, jak to jest żyć z przygnębieniem bądź depresją. Jak widzę czasem, w jakim stanie są moi przyjaciele, nie wiem totalnie, co mam mówić, bo ja praktycznie nigdy nie bywam smutny. Nie pamiętam, czy w ogóle kiedykolwiek odczuwałem smutek.
- Smutek może być odczuwany na miliony sposobów. Może być zamaskowany gniewem, żalem do kogoś. Czasem kogoś stracimy i to nas smuci. Może po prostu czułeś smutek, tylko nawet nie byłeś tego świadom.
- Hm... - zastanowił się. - Gniew... To jedyna emocja, którą znam dogłębnie. Jeżeli tak wygląda smutek to... Nie wiem, czy chciałbym go przeżywać.
Konwersacja trwała w najlepsze. Hyram i Yami zaczęli rozmawiać o wszystkim po kolei - zarówno o rzeczach trywialnych, jak i tych głębszych, wymagających myślenia. Nagle, z rozmyślań wyrwał ich dźwięk z telefonu Hyrama. Nie kłamał, gdy mówił, że jego dzwonkiem jest potężne darcie ryja.
-
No?- Stary, co robisz? - odezwał się z drugiej linii Matt.
- Siedzę z Yami, a co?
- O mój Boże, Yami?? Hyram, daj nas na głośnik!! - odezwała się w tle Isabella.
Hyram włączył w telefonie tryb głośnomówiący i ustawił urządzenie bliżej kobiety.
- Yami!! Cześć, tu Isa. Organizujemy z dziewczynami babską imprezę za jakiś czas. Chciałabyś wpaść do nas?
Nieco wstawiona, Yami przesunęła się bliżej telefonu, a głośne rozmowy rozsadzały jej uszy.
- Hej. - przywitała się po chwili. - Wiesz, nie wiem, czy to najlepszy pomysł. Mam aktualnie dużo na głowie, dużo pracy i tak dalej.
- Przyjdzie, przyjdzie. - dodał Hyram z uśmiechem.
- O, to super!! Wyślę ci szczegóły potem! Bawcie się dobrze i-
- Kurwa, daj mi ten telefon! - krzyknął Matt. - Jezu, kobiety... W weekend jest wyścig w Arroyo.
- Jaka stawka? - zapytał Hyram.
- 200 tys. łącznie za wszystkie wyścigi. Stary mówi, że mamy się w końcu na coś przydać i przywieźć kasę do obozu.
- No tak. - Hyram się zaśmiał. - Dobra, obgadamy strategię później.
- No, nara.
Hyram się rozłączył i kiwnął głową, śmiejąc się. Yami za to z wybałuszonymi oczami wpatrywała się w mężczyznę, na którym widocznie kwota nie zrobiła żadnego wrażenia.
- To co, pijemy dalej? Może w coś zagramy?
- Nawet nie będę dopytywać o szczegóły. - zaśmiała się. - Pijemy i możemy w coś zagrać. Tylko muszę cię zawieść, nie mam planszówek.
- Czego?
- Takie stare gry w wersji fizycznej, nie zrobione z chromu. Nie ważne. - machnęła ręką. - W co konkretnie chcesz zagrać? Mam się nastawiać na rozbieranego pokera?
- Eyo! O tym nie pomyślałem. - spojrzał na nią ze swoim uśmieszkiem. - Skoro chcesz... Ale myślałem bardziej o czymś klasycznym, prawda czy wyzwanie, czy coś w tym stylu. Możesz zacząć. Jak czegoś nie chcesz robić, to wiadomo, pijesz shota.
- W takim tempie może skończyć nam się alkohol. - zaśmiała się. - Niech będzie prawda, tak na rozgrzewkę. - przeczesała włosy palcami i od razu poczuła na sobie wzrok Hyrama. - Serio, tak mało potrzebujesz? Tylko przeczesałam włosy. Niekiedy uznaliby, że wyglądam jak lesbijka. - stwierdziła.
- Mm, lubię lesbijki... - uśmiechnął się zadziornie. - Kiedyś miałem nawet trójkąt z lesbijkami. To było... Interesujące doświadczenie. - zaśmiał się. - Dobra, prawda, hm... Co ci się najbardziej podoba w płci przeciwnej?
- Będę nudna, ale powtórzę słowa z naszej pierwszej randki. - zaczęła. - W dzisiejszych czasach, a tym bardziej w Night City, prawdziwe relacje liczą się coraz mniej. Ludzie stawiają na przelotne związki, seks, zwracamy uwagę jedynie na wygląd drugiej osoby. W skrócie, podoba mi się w facetach to, że nie patrzą na mnie jedynie jak na przygodę. Tylko jak na człowieka, z którym można zwyczajnie porozmawiać, napić się, spędzić miły wieczór. Czy moja odpowiedź nie jest zbyt nudna i wyszukana?
- Czy ja wiem, po prostu klasyczna. - wzruszył ramionami. - Myślę, że większość kobiet wolałaby faceta, który myśli przyszłościowo, a nie jako coś przelotnego. Hah. - zaśmiał się, wiedząc, że należy raczej do tej drugiej kategorii. - A fizycznie?
- To już jest kolejne pytanie, musisz poczekać na swoją kolej. - przesunęła się nieznacznie bliżej. - Prawda czy wyzwanie?
- Wyzwanie, moja kochana.
- Zmierz się z Frodo w pojedynku na wzrok. Jeżeli wygrasz, możesz zadać mi dodatkowe pytanie i muszę udzielić odpowiedzi, a jeżeli przegrasz, pytanie ląduje na moim koncie.
- O mój Boże... - westchnął. - No dobra.
Hyram znalazł wzrokiem jaszczurkę, która odpoczywała sobie na posłanku w kącie, i otworzył szczerzej powieki. Jednak po zaledwie 15-20 sekundach jego oczy zaczęły łzawić i musiał mrugnąć.
- Jezu. - przetarł oczy dłonią i oparł się plecami o sofę. - Czy on w ogóle mruga??
- Nie. - Yami się zaśmiała głośno.
- O ty! Taka jesteś sprytna?? - udawał, że jest obrażony, lecz koniec końców się zaśmiał. - No dawaj, jakie jest to pytanie, które musiałaś mi zadać.
- Co ci się tak naprawdę we mnie podoba? - spytała niemal od razu. - Mówię tu fizycznej stronie i całej reszcie. Poza Maksymilianem i Victorem nikt tak długo się ze mną nie trzyma, tym bardziej w takim "romantycznym" aspekcie.
- To zależy, czy oczekujesz ode mnie szczerości, czy romantyzmu? - zapytał, patrząc się w sufit w zastanowieniu.
- Wiadomo, że preferuję szczerość. - oznajmiła.
- Nie jesteś typowym typem kobiety, którą bym się zwykle zainteresował. Było to dla mnie coś nowego. A ja lubię nowe rzeczy, bo są ciekawe. Mam dużo rzeczy do eksploracji i to mnie inspiruje. Mogę spróbować czegoś nowego; pomyśleć, co zrobić, czego nie robić. - odpowiedział szczerze. - Podoba mi się, że jesteś stanowcza. Że mówisz to, czego chcesz. Że jasno stawiasz warunki. Nie grasz w kotka i myszkę: a może go chcę, a może nie, a dzisiaj tak, a jutro już nie. Podoba mi się, że jesteś zdeterminowana. Masz określony cel i dążysz całą sobą, by go wykonać. Nawet jak przerasta cię to fizycznie, czy psychicznie, nie załamujesz się, tylko idziesz dalej. A fizycznie... - uśmiechnął się zadziornie. - Masz nieziemsko dobrą dupę, biodra i talię. Mega mi się to podoba. Szczególnie w takim stroju. - spojrzał na nią. - I jak, satysfakcjonująca odpowiedź?
- Bardzo. - uśmiechnęła się. - Cieszę się, że nie jestem taka nudna, jak mi się wydawało. - uniosła kieliszek w górę. - Proponuję wypić za... Moje cycki. - stwierdziła. - Jeszcze tego brakuje nam do kompletu, prawda? I od razu powiem, możesz wymyślać wyzwanie. - dorzuciła na koniec
Hyram zaśmiał się i wypił toast. Yami otrząsnęła się i szybko sięgnęła po popitę, a Hyram zaczął się zastanawiać nad dobrym wyzwaniem. Myślał, czy ma na razie dać jej łatwe wyzwanie, czy ulec alkoholu i rzucić coś mocnego.
- No, wykrztuś to z siebie. Co pierwsze ci przychodzi na myśl?
- Ok, sama tego chciałaś. Mam dwa pomysły. Ale zacznijmy od czegoś mniej inwazyjnego. Pokaż mi to, do czego ostatnio się masturbowałaś. Porno, zdjęcie, braindance... Cokolwiek.
- I to jest to mniej inwazyjne? - spytała, przeszukując głęboko swoją pamięć.
Wstała z miejsca i chwiejnym krokiem ruszyła w stronę łóżka. Po chwili wróciła z tabletem, zaczęła w nim grzebać, a całe to wydarzenie wydawało się dłużyc w nieskończoność.
- Co ty, przeglądasz historię konta? - spytał w pewnej chwili.
- Skoro już pytasz, to chcę ci dać konkretną odpowiedź. - odpowiedziała.
Parę minut później znalazła konkretny film i podała tablet Hyramowi. Mógłby śmiało stwierdzić, że był to kompletnie losowy film. Para w łazience, bez żadnych zabawek, kajdanek, opasek czy innych udziwnień. Ona siedziała na blacie od umywalki, a on stał między jej nogami.
- Wydajesz się być zawiedziony. - stwierdziła, wracając na swoje miejsce na kanapie. - Spodziewałeś się orgii i biczowania?
- Nie, po prostu analizuję, co ci się podoba. - odparł i zaczął oglądać dalej film.
- To... gramy dalej, czy się wciągnąłeś?
- A, sory. - zaśmiał się. - Skoro dałaś mi pytanie wcześniej, to znowu biorę wyzwanie.
- Skoro już idziemy tym tropem, to proszę bardzo. Wymień mi wszystkie zabawki, jakie posiadasz, i opowiedz najdziwniejszą historię z nimi związaną.
- Hahaha! No dobra, to tak... Mam wibratory, dilda, to klasycznie... Obrożę, pejcz, kajdanki, liny do związywania... A, opaska na oczy, to coś do zamykania ust... - zastanawiał się. - Najdziwniejsza historia, hm... Oprócz dziwnych roleplay'ów... To kiedyś dostałem coś, sam nie wiem, jak to się nazywa. Ale wkłada się to do środka, do penisa i blokuje ci wypływ spermy. To było najdziwniejsze, co próbowałem, ale ją nadzwyczajniej kręciło to, jak się wiję z bólu. Ta... - kiwnął głową, popijając wódkę.
Dziewczynę otelepało na samo wyobrażenie sobie tej sceny.
- Dobra, jednak nie chciałam tego widzieć!
- Sama zapytałaś.
Gra trwała w nadobne. Kolejne pytania i wyzwania, a do tego kolejne shoty wódki. Yami była już w niezłym stanie upoju alkoholowego. Za to Hyram całkiem nieźle się bawił, widząc kobietę w takim stanie. Miała całe czerwone policzki i śmiała się tak szczerze, że nie mógł się na nią napatrzeć.
- Gorąco mi w tych spodniach... - wstała i chwiejnym krokiem zaczęła iść do szafy; on cały czas wodził za nią wzrokiem.- Co się patrzysz! - walnęła go lekko w policzek, by obrócił głowę.
Parę minut później Yami znów pojawiła się w jego linii wzroku. Tym razem miała na sobie ten sam czerwony top i krótkie czarne shorty. Hyram, na ten widok, ponownie zaniemówił. Podobnie jak jego spodnie.
- Hah, naprawdę tak mało ci wystarczy? - zaśmiała się i usiadła na sofie tuż obok niego. - Jak to jest?
- Huh?
- Jak to jest, jak ci staje? - zapytała się na poważnie. - Nie mam kutasa, więc nie wiem.
- Uh... - próbował się zastanowić, odwracając wzrok. - Na pewno niekomfortowo, jak jest się w dżinsach.
- To... je rozepnij?
- Ta, może w ogóle mam się rozebrać. - zaśmiał się.
- No, ja tu jestem bardziej rozebrana z nas dwojga.
- Ja cię o to nie prosiłem.
- No, ale jest mi gorąco, no! - położyła głowę na oparcie sofy. - Nie jest ci gorąco?
- Trochę. - odpowiedział i skrzyżował ręce na piersi.
- Coś nagle taki spięty? - zapytała, patrząc prosto na niego.
- Próbuję uspokoić swoje myśli.
- Jakie?
- O tobie.
- A o czym myślisz, hm?
- Nie jest to oczywiste?
- Nie dla mnie.
- Jak byś wyglądała od tyłu. Albo bez koszulki. Na przykład.
- Ah, no tak. - przewróciła oczami.
Yami spojrzała na niego uważnie. W jej pijanej głowie przewijało się setki myśli i pomysłów. Jednak w takim stanie traciła swe zahamowanie i racjonalne podejście do sprawy. Działała głównie przez instynkt. Obecnie czuła się źle z powodu faktu, iż sprawiła, że on musi się teraz czuć niekomfortowo. Nawet jeżeli było to niezamierzone i zupełnie niezależne od niej. Również w takich sytuacjach myślała o dobru innych. Zatem najlepszym pomysłem w jej głowie było ulżenie mu, na swój sposób.
Kobieta spojrzała na jego rozporek i sięgnęła do niego ręką, rozpinając guzik jego spodni i zamek. Hyram za to obserwował ją w zastanowieniu.
- No, bo mówiłeś, że ci niekomfortowo... - powiedziała to z tak niewinnym wzrokiem, że aż nie wiedział, jak ma na to zareagować.
- No nie patrz się tak! Po prostu chcę, byś czuł się wygodnie...
- Wiem, Słońce.
Następnym celem Yami było zdjęcie jego koszulki, skoro było mu gorąco. Kobieta chwyciła dół jego podkoszulka i pociągnęła go do góry. Hyram za to złapał jej rękę, zanim zdążyła pójść wyżej.
- Wiesz, że teraz wysyłasz mi bardzo sprzeczne sygnały, co nie? - spojrzał na nią z uniesioną brwią.
- Jaaa po prostu chcę, jako gospodarz, by mój gość czuł się komfortowo. Jest ci gorąco, więc poczujesz się lepiej, jak zdejmiesz koszulkę. To ty masz jakieś wyobrażenia seksualne. Jak zawsze. Pf!
- No tak, to moja wina.
- Noo! To ci staje średnio 50 razy w ciągu dnia, nie mi.
- Ale to jest niezależne ode mnie!
- Tak, tak. Każdy tak mówi.
- No, mi staje na twój widok, więc to jest teoretycznie twoja wina.
- Moja wina?? Ja po prostu noszę ubrania jak każdy, normalny człowiek!
- Ale wyglądasz w nich seksownie!
- No i to jest twoja wina, że tak uważasz! - odkrzyknęła. - Zdejmij tę koszulkę!
- Zostaw moją koszulkę!
Yami i Hyram zaczęli się szarpać. By lepiej złapać materiał, kobieta usiadła na jego kolanach. Nie spodziewała się jednak odgłosu, jaki Hyram wtedy z siebie wyda. Znieruchomiała na chwilę i patrzyła na niego - na jego przyspieszony oddech i uciekający wzrok do sufitu. Ciężko było opisać słowami, co wtedy czuła. Szczególnie fizycznie - było to naprawdę przyjemne uczucie. Zakręciła biodrami i wygodniej ułożyła się na jego kolanach, a przyjemna sensacja powróciła, spotęgowana. Podobnie, jak ten odgłos - niski pomruk, jednak jakże uzależniający.
W końcu spojrzeli na siebie. Jego wzrok - pełny pożądania, lecz ręce trzymał z daleka od jej ciała. Pięść mocno zaciskał o krawędź sofy, by się powstrzymywać. Wiedział, że jest pijana i nie chciał tego wykorzystywać.
- W porządku, możesz mnie dotknąć. Tylko-...
- Wiem, Słońce.
Ich usta ponownie się ze sobą złączyły. Ręce Hyrama od razu poleciały na jej uda, a ona owinęła swoje ramiona wokół jego szyi. Tym razem pocałunek był ostrzejszy. Mężczyzna prawie od razu użył swojego języka, a ona nie odstępowała mu kroku. Tym razem, przerwy na oddech nie oznaczały końca pocałunku. Po paru minutach, jego usta zeszły na jej szyję. Poczuła przyjemne ciepło i jego miękkie wargi na swojej skórze. Jednak się nie bała i postanowiła mu zaufać, że ich zabawa skończy się tylko na "niewinnych" pocałunkach. Miała rację - Hyram po prostu obcałował jej całą szyję, a na koniec powrócił do jej ust. Po parominutowej sesji, odsunęli się nieznacznie i spojrzeli sobie w oczy.
- Nadal ci gorąco? - zapytała z uśmiechem.
- Haha! - zaśmiał się głośno. - Po prostu przyznaj, że chcesz zobaczyć moją klatę.
- To też... Ale tylko tak trochę!
Hyram kiwnął głową i pozwolił jej zdjąć swoją koszulkę. Kobieta uśmiechnęła się triumfalnie i bezwstydnie zaczęła obczajać go wzrokiem.
- Podoba się?
- Mhm. - mruknęła, szczęśliwa, i się do niego przytuliła.
- Może pójdziemy spać, co? - szepnął do jej ucha.
- Mhm... Ale musisz mnie zanieść.
- Tak jest, mi señora [moja pani].
---
Hyram zaniósł Yami do łóżka i przykrył ją kołdrą. Już miał kierować się do łazienki, lecz ona złapała jego rękę.
"Nie odchodź" - wymamrotała.
On pocałował ją w czoło i powiedział, że za chwilę wróci. Również był pijany, ale jeszcze zdołał myśleć w miarę "trzeźwo". Z jej łazienki wziął chusteczki do demakijażu i miskę spod zlewu, jakby rano miała nieprzyjemną przygodę z kacem. Miskę położył po jej stronie łóżka, a za pomocą chusteczki delikatnie zmył resztki makijażu z jej twarzy. Życie z siostrą i przygody z wieloma kobietami nauczyły go co nieco. Potem, wziął z kuchni wodę i położył ją po jej stronie, a sam położył się po drugiej stronie łóżka. Yami od razu przylgnęła do niego i położyła się na jego ręce z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Co, zdałem test? - zapytał szeptem.
- Mhm. - mruknęła, powoli zasypiając.
---
Rano, Yami obudziła się z okropnym bólem głowy. Dziękowała wszechświatowi, że woda "magicznie" znalazła się tuż obok niej na stoliku nocnym. Wzięła parę dużych łyków i odetchnęła z ulgą. Dopiero wtedy zobaczyła wciąż śpiącego obok Hyrama... tyle, że bez koszulki. Spanikowana, spojrzała na siebie, lecz była cała ubrana, a on miał na sobie spodnie. Ponownie odetchnęła z ulgą. Dopiero wtedy zaczęła sobie przypominać końcówkę zeszłego wieczoru. Jej cera mocno się zarumieniła, a ona schowała twarz w dłonie, zawstydzona.
"Boże, przecież on mi to będzie wypominać cały czas" - pomyślała.
Spojrzała na niego. Spał jak anioł, albo bardziej jak "wilk w owczej skórze". Włosy w chaotycznym nieładzie, odsłonięte tatuaże z motywami śmierci, a ten przytulał fioletową, pluszową jaszczurkę. Uśmiechnęła się szeroko na ten widok.
Przez jej głowę przewijały się sceny z poprzedniego wieczoru. Jak się całowali, jego dotyk na jej skórze... I to, jak bardzo się powstrzymywał. Nawet przygotował jej wszystko na rano, łącznie z tabletkami przeciwbólowymi. Trochę ją to rozczuliło. On, taki kobieciarz, zrywa swoje przyzwyczajenia specjalnie dla niej i zajmuje się nią, jak jest pijana. Jak o tym pomyślała, poczuła się trochę głupio, ale też czuła się trochę "wyjątkowa".
Wtedy Hyram powoli otworzył oczy, lecz gdy uderzyło go światło słoneczne, od razu je zamknął i schował się pod kołdrę.
- Jezus Maria. - wymamrotał, niskim, ochrypłym porannym głosem.
- Kac?
- To też. Ah, kurwa, nie wziąłem leków na migrenę.
Głowa niemiłosiernie pulsowała mu od bólu - miał wrażenie, jakby zaraz miało rozsadzić mu czaszkę, a światło tylko pogorszało ten efekt.
- Od kiedy ty masz migreny? - zapytała, zdziwiona.
- Od... zawsze. Nie pamiętam.
Yami szybko wstała z łóżka i zasłoniła zasłony na oknach, a on odetchnął z ulgą i wyjął łeb spod kołdry.
- Dziękuję ci, dobra kobieto. - szepnął.
Gdy Yami wróciła do łóżka, zawahała się, lecz koniec końców zaczęła delikatnie masować mu głowę.
- Może spróbujesz się jeszcze przespać?
- Mhm.
---
Kilka godzin później, Hyram w końcu wstał z łożka. Nadal bolała go głowa, lecz tym razem było to do zniesienia. Gdy wyszedł z sypialni, odszukał wzrokiem swoją koszulkę i założył ją. Jego wzrok przeniósł się na Yami, która uważnie pisała coś na komputerze i układała dokumenty.
- Dobra, nie będę ci przeszkadzać. - podszedł do niej i pocałował ją w skroń.
- Nie chcesz nic zjeść? - zapytała.
- Dam radę. - uśmiechnął się i skierował się do drzwi wejściowych, by założyć swoją kurtkę i buty.
Już miał brać kluczyki od auta, lecz się zastanowił. Podszedł ponownie do kobiety i wyjął coś z kieszeni swojej kurtki.
- Weź to. Do własnej obrony. - spojrzał na nią z powagą, wręczając jej mały, zabezpieczony pistolet.
- Hyram, ja... Nie, nie mogę tego wziąć. - odparła stanowczo.
- Bierz to i nie marudź. Będę czuć się lepiej z myślą, że masz się czym bronić. - odparł i wyjął z kieszeni kurtki dodatkowe naboje. - Wiesz, jak się tego używa?
- Hyram, ja nie mogę-
- Wiesz, czy nie? - przerwał jej. - Tak odbezpieczasz, tak przeładowujesz, a tym strzelasz. Jak przyjdą znowu, masz do mnie zadzwonić, od razu. Jasne?
- O-ok...
- No, głowa do góry. I tak wpadnę któregoś dnia, byś mi wszystko wytłumaczyła. Nie wywiniesz się, Słońce. - uśmiechnął się delikatnie i potargał jej włosy, a potem ponownie skierował się do drzwi wyjściowych. - Adios!
─── ⋆⋅☆⋅⋆ ───
Kilka dni później.
Hyram odbywał trening na siłowni. Każdy ruch, każde kopnięcie z większą siłą. Wszystkie barwy, które zdołały przejść przez "lodowy pryzmat" już dawno znikły. Nie czuł się z tego powodu smutny, tylko pusty. Znów to niewyobrażalne poczucie pustki powróciło. Ten bezsens, nuda... Martwota, która wypełnia go od środka. Ma wrażenie, że im większą dostarcza sobie stymulację, tym większe uczucie pustki do niego powraca, jak boomerang.
Walczy z tym uczuciem, odkąd tylko pamięta. Wszystkie decyzje ścieżek życiowych, jakie podjął w życiu; relacje, hobby... Wszystko zostało podporządkowane temu uczuciu. Albo raczej - by się go pozbyć. Narkotyki już nie wchodzą w grę. Chociaż ich efekt był zdumiewający, skutki ich brania nie są tego warte. Kontakty seksualne również odpadają. W końcu obiecał Yami, że nie będzie miał innych kobiet na boku. Dlaczego on w ogóle tak się dla niej stara? Przecież to tylko kolejna kobieta, kolejny pionek na drodze. "Pionek"... Czy aby na pewno była tylko "pionkiem"? Niemożliwym jest, by zaczęła cokolwiek znaczyć zaledwie po tylu miesiącach. Lizzy nie udało się wywalczyć takiego miejsca nawet po kilku latach. Czyżby ciekawość i intryga zaczęły przysłaniać mu oczy? Łatwo mógłby ją zamienić. Ale znowu popadłby w tę bezsensowną rutynę. A teraz może faktycznie uda mu się coś zmienić.
To wszystko zaczyna budować w nim złość - jedyną emocję, jaką zna dogłębnie. Jej poziom stopniowo rośnie z czasem, dopóki nie dotrze do krytycznego limitu, który musi rozładować. Najczęściej z hukiem bądź z krwią. Próbował różnych innych rzeczy, by się dostymulować. Skorzystał nawet z nacechowanych emocjonalnie braindance'ów - nic to nie dało. Jakby miał w sobie blokadę, która nie pozwala dotrzeć tym bodźcom na drugą stronę barykady. Śmierć bliskiej osoby bądź pupila - wszystko przemija, nic wielkiego. Wypadek - takie się zdarzają. Utrata partnera - znajdę kogoś lepszego. Katastrofa, pożar - zbuduję wszystko od nowa. Miłość, ślub, dzieci - kamień milowy, kolejne przejście do rutyny. Awans w pracy - zasłużony, nie ma tu nic nadzwyczajnego. Czy naprawdę jest takim ciężkim przypadkiem, że tylko na widok krwi zaczyna coś czuć? Jeżeli to prawda, według niektórych powinien już siedzieć w psychiatryku.
Wracając z siłowni, przechodził obok gabinetu ripperdocka. Do głowy wpadł mu pewien pomysł. Gdy był już w domu, zaczął przeglądać w sieci neuroimplanty – coś, co rzekomo byłoby w stanie urzeczywistnić to pragnienie odczuwania czegokolwiek. Ale czy on tego naprawdę potrzebuje? Z pewnością może się bez tego obejść. Żyje w ten sposób cały czas. Tak, czasem bywa ciężko, ale ludzie mają gorsze problemy niż on.
---
Hyram siedział z Mattem w ich regularnym miejscu przy kanionie. Matt położył się na plecach i zamknął oczy, wdychając świeże, wieczorne powietrze całą piersią. Hyram za to siedział wpatrzony w krajobraz przed nim, zamyślony.
- Co jest? - zapytał nagle Matt.
- Co?
- No, nie wiem, jesteś jakiś niewyobrażalnie cichy dzisiaj.
- Czy ja wiem. - wzruszył ramionami i wziął bucha swojego vape'a.
- No mów, o co chodzi. Przecież nie znam cię od dzisiaj. - przewrócił oczami Matt i wyprostował się.
- Mam dylemat. - zaczął. - Zastanawiam się, czy zainstalować sobie neuroimplanty.
- A ty nie jesteś przeciwnikiem jakiegokolwiek chromu?
- No, jestem. Ale... Eh, sam nie wiem. Może mi już odbija od tej nudy.
- Znaczy, wiesz, jest to jakieś rozwiązanie. Ale musisz przemyśleć najpierw wszystkie za i przeciw.
- Na przykład? Masz jakieś pomysły?
- Napewno poprawi to twoje funkcjonowanie emocjonalne. Ale, czy to wtedy nadal będziesz ty?
- Nie rozumiem. - Hyram spojrzał na niego ze zmarszczonymi brwiami.
- No, przeżycia emocjonalne... Samo odczuwanie emocji, a raczej tendencja do-
- O Jezus Maria... - przewrócił oczami.
- Kurwa, daj mi dokończyć! - Matt walnął go w ramię. - Samo to, jak coś przeżywasz, kreuje po części to, kim jesteś. Twoją osobowość. Idąc tym tropem, jak zaczniesz przeżywać wszystko inaczej... To cały fundament tego, kim jesteś teraz, może ulec zmianie. - kontynuował. - Nie wiesz, czego byś się bał. Czy wyścigi i bycie najemnikiem nie będą ci sprawiać trudności? Na szali leży całe twoje życie tak naprawdę, więc bardzo bym się zastanowił nad tym, Hyram.
- A co ty uważasz?
- Zależy, skąd wpadł ci ten pomysł do głowy.
Hyram nic nie powiedział i odwrócił wzrok.
- Yami?
- Po części...
- Stary, nie. Jeżeli chodzi ci o miłosne sprawy i inne gówno tego typu, nie rób tego. Prędzej, czy później znajdziesz kogoś dopasowanego do ciebie. Tylko najpierw musisz zmienić nastawienie.
- Próbuję, ale to nie jest łatwe.
- Nikt nie powiedział, że będzie. - oznajmił Matt. - Czy naprawdę tego chcesz? Takiej dużej zmiany? Ja będę cię wspierać w każdej decyzji. Wiesz o tym. Ale... Na twoim miejscu nie robiłbym tego.
- Nie wiem. - wzruszył ramionami ponownie. - Jeżeli jest faktycznie tak, jak mówisz. To za dużo z tym pierdolenia.
- Pamiętaj, że nie jesteś bez serca.
- O Jezu, znowu te filozoficzne "kocham cię takim, jakim jesteś"...
- Ale tak jest! Zawsze ci to powtarzam, że zawsze będę cię wspierać. Nieważne, co by się wydarzyło.
- Wątpię w to. - spojrzał na niego z lekkim uśmiechem. - Nawet jakbym robił coś strasznego?
- Znając ciebie, już to robisz, tylko o tym nie mówisz, bo myślisz, że uznam cię za psychopatę, w każdym razie większego, jakim jesteś, i odejdę. Samo to, że obawiasz się tego,udowadnia mój punkt, że masz serce.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
- A. - zamotał się. - No pewnie ta. Mało rzeczy by mnie zaskoczyło po tym, co już od ciebie usłyszałem.
- Hm.
- A... powiesz mi, co to jest?
- Nie.
- No tak...
Komentarze
Prześlij komentarz