Rozdział I: Cień zemsty

 Dzień Dobry Night City! Pora na poranne wiadomości. Tematem na dziś jest morderstwo w Heywood! O szczegółach opowie Pauline Lowe.

O godzinie 5:23, w Vista del Rey, Heywood, znaleziono zmasakrowane ciało 20-letniego mężczyzny. Ofiarę zidentifikowano jako Cristian Guerra - syn Alexisa Guerry, polityka kandydującego obecnie na stanowisko burmistrza Night City. Ciało zostało znalezione niedaleko stacji metra. O szczegółach opowie porucznik Freddie Johnson.

Jest to istna tragedia. Dawno nie widziałem tak druzgocącego widoku, nawet jak na standardy Night City. Sprawca wykonał zbrodnię z zimną krwią, zostawiając przy tym pewien przekaz. Ofiara została pozbawiona oczu, języka oraz prącia, a na jej ciele znaleziono 23 obrażenia od ran kłutych, liczne rany odbytu oraz ślady napastowania seksualnego. Na murach metra odnaleziono liczne napisy o treści "Gwałciciel", napisane ludzką krwią, prawdopodobnie należącą do ofiary. Obok ciała znaleziono również odcięte kończyny oraz list, cytuję: "Tknij ją raz jeszcze, a skończysz tak jak on". Jeżeli ktokolwiek posiada informacje dotyczące tej makabrycznej zbrodni, prosimy o kontakt z NCPD. 

---

- Co to znaczy, że nie możecie go namierzyć! Mój syn został brutalnie zamordowany i ośmieszono publicznie nasze nazwisko, a wy się opierdalacie! Żądam sprawiedliwości! Za co kurwa wam płacę! - krzyknął donośnie zdenerwowany mężczyzna, uderzając pięścią w stół.

- Rozumiem pański gniew i frustrację, jednak możemy niewiele zrobić. Mamy nagrania sprawcy z kamer, jednak nie możemy go zidentyfikować. O dziwo, nie posiada on żadnego portu ani chipu personalnego, więc nie widnieje w naszych bazach danych.

- Jak to jest kurwa możliwe! Jesteście do niczego! Wynoście się z mojego mieszkania!

Mężczyzna ponownie wrzasnął, popychając przy tym stół - wszystkie urządzenia, kartoteki oraz filiżanki z kawą wylądowały na podłodze; brązowa ciecz i potłuczone szkło rozniosło się po całym pomieszczeniu, a wystraszone koty uciekły w popłochu. Jednak nie wzruszyło to płaczącej kobiety. Matka Cristiana kolejny dzień wylewała łzy, ubolewając nad śmiercią swego kochanego syna. Wszystko straciło dla niej sens, gdy dowiedziała się o morderstwie swego aniołka, a wieść o braku możliwości zidentyfikowania sprawcy i wymierzeniu mu sprawiedliwości była tylko kolejnym gwoździem do ociekającej goryczą i bólem trumny.

Widząc reakcję mężczyzny, policjanci szybko opuścili mieszkanie Guerrów, zostawiając ich samych w pustych czterech ścianach. Alexis przeklął pod nosem i wziął głęboki wdech, wyglądając przez okno na panoramę objętego burzowymi chmurami Night City. Krople deszczu głośno obijały się o szyby, pogłębiając martwą ciszę między zdruzgotanymi rodzicami. W jego głowie panował zamęt - myśli ogarnięte żądzą zemsty przeplatające się z narastającą złością, która potęgowana była żalem i poczuciem bezsilności. Pozostała mu tylko jedna, ostatnia kropla nadziei - jeżeli to nie zadziała, nic już nie zdoła przywrócić sprawiedliwości ich martwemu synowi.

- Agustin? - mężczyzna odblokował telefon, by zadzwonić do swojego brata. - Mam do ciebie prośbę.

- Niech zgadnę, coś związanego z Cristianem, jak mniemam? Inaczej byś do mnie nie dzwonił.

- Nie mam teraz nastroju na przekomarzanie się. Musisz znaleźć mordercę mojego syna.

- Chyba pominąłem fakt, gdzie to jest mój problem?

- To twój bratanek! Twoja rodzina! Jak możesz być taki bezduszny! - wrzasnął, zdenerwowany.

- Ten degenerat sam sobie kopał grób. Mówiłem ci, że na za dużo sobie pozwala, ale nie chciałeś mnie słuchać. Teraz się doigrał, najwyraźniej zadarł z niewłaściwymi ludźmi i dostał za swoje. 

- Nie obchodzi mnie to. Chcę znaleźć tego mordercę i spojrzeć mu prosto w twarz zanim sam go zajebię.

- Co jeśli ten morderca to członek jakiegoś gangu? Np. Tiger Claws? Chcesz zadzierać też z nimi?

- Tego nie wiesz. Może zainteresuję cię innym faktem. Koleś podobno w ogóle nie ma żadnych wszczepów - chipu, portu, nic. W tych czasach to rzadkość.

- Jesteś pewien?

- Nie, ale to nasza jedyna wskazówka.

- Mhm...

- Agustin, jeżeli go znajdziesz, będę miał u ciebie dług do końca życia. Zrobię, co zechcesz. 

- Dobra, nie rozczulaj się już tak. Zobaczę co da się zrobić, ale nic nie obiecuję.

--- 

- Szefie, nie zrozum mnie źle, ale dlaczego siedzimy w jakiejś melinie? Powinniśmy szukać-

- Zamknij mordę, bo mnie wkurzasz. - burknął Agustin. - To nie żadna melina tylko El Coyote Cojo, lokal mamy Wells. Każdy w Heywood zna to miejsce. Miej uszy i oczy szeroko otwarte. Heywood to jedna wielka rodzina, więc plotki rozchodzą się jak po maśle. Ktoś na pewno musi wiedzieć, co się stało, tylko nikt nie chce puścić pary z ust, by nie skończyć jak ten debil. 

- A co tu dużo gadać, stary. Laska ma czym oddychać, dupę też ma niezłą. Sam bym ją przerżnął, gdyby nikt się o tym nie dowiedział. - ich rozmowę przerwał donośny głos pijanego mężczyzny ze stolika obok. - Po prostu typek nie znał się na rzeczy i że nie zadziera się z nikim z Heywood. Szczególnie, że to była laska Davalosów, to już w ogóle.

- Davalosów? Ja pierniczę. Myślisz, że to Hyram stoi za tym morderstwem? Wiedziałem, że ma nierówno pod kopułą, ale żeby aż tak? Aż strach zadzierać z typem.

- Oczywiście, że tak! Stary, ten dzieciak jest zakładnikiem diabła. Nawet jego ojczulek nie był taki popierdolony jak on. Jeżeli ktokolwiek miał zabić tego typa, to na pewno był on. Gwarantuję ci to!

- Zamknijcie w końcu te swoje pijane mordy! - krzyknęła mama Wells, uderzając kuflem o blat. - Nikt nie będzie nikogo oczerniać w mojej knajpie! Kto jest święty i bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem! - nastała martwa cisza. - Tak myślałam! Wracać do tych swoich pijanych gierek i ani słowa o tym, bo wypierdolę na zbity ryj!

- No to mamy swego winowajcę. - szepnął z uśmiechem Agustin.

---

Ciemne, duszne pomieszczenie, bez jakichkolwiek okien i światła dziennego. Ciemnowłosy zmarszczył brwi i otworzył lekko oczy - głowę nadal rozsadzał mu pulsujacy ból, a świat dookoła nie przestał wirować. Chciał poruszyć rękoma, lecz zdał sobie sprawę, że jest przywiązany do jakiegoś krzesła. Liny były mocno zawiązane wokół jego kostek i nagarstków do tego stopnia, że każdy większy ruch zdzierał mu naskórek. Nic nie pamiętał z zeszłej nocy - tylko migawki wspomnień. Bar, drink i potem pustka. 

Nie był idiotą - zdawał sobie sprawę, że ktoś musiał dowiedzieć się o morderstwie Cristiana; i ten ktoś pewnie będzie chciał go zabić w zamian.

- Hyram, jak mniemam. - niski głos mężczyzny wybrzmiał w pustym pomieszczeniu. - Ciężko było cię namierzyć. Rzadko się spotyka osobę bez jakichkolwiek wszczepów, nawet tych podstawowych.

- Moje uszanowanie. - mruknął, otwierając szerzej oczy. - Możemy od razu przejść do rzeczy, jeżeli masz mnie zabić? Bez żadnej motywacyjnej gadki i tego typu rzeczy. Głowa mnie boli.

- Kto powiedział, że chcę cię zabić? Oj, nie, nie chłopcze... Jesteś bardzo pięknym okazem. Okazem, który może mi się przydać.

Agustin wziął krzesło i usiadł na przeciwko Hyrama, opierając łokcie o stół. Bardzo dokładnie się mu przyglądał - ciemna karnacja; średniej długości, falowane włosy, piwne tęczówki... I przeszywający duszę na wylot wzrok. Zero strachu, żalu bądź wyrzutów sumienia na twarzy. Czuł wyciekającą z niego złość. Gdyby nie był przywiązany, rzuciłby się na niego jak rozzłoszczony pies i rozerwałby mu szyję.

- Wiem, że to ty zabiłeś Cristiana Guerrę. Nie powiem, interesujacy sposób morderstwa. Nawet nie próbowałeś się z tym kryć, zostawiłeś wszystkie narzędzia zbrodni na miejscu, a i tak uciekłeś oczom policji. - kontynuował Agustin. 

- Co, zabrałeś mnie tu, by mi pogratulować? 

Agustin zmrużył oczy i odetchnął, a potem mocno spoliczkował chłopaka.

- Możesz chociaż udawać, że żałujesz tego, co zrobiłeś.

- Niczego nie żałuję. Skurwiel dostał to, na co zasługiwał. Nikt nie ma prawa dotykać mojej siostry w ten sposób. - zaśmiał się pod wpływem uderzenia i powrócił wzrokiem do Agustina. - Gdybym miał możliwość cofnięcia się w czasie... Zrobiłbym dokładnie to samo.

Między nimi zapadła chwila ciszy.

- Do rzeczy. - zaczął Hyram. - Po co mnie tu sprowadziłeś skoro nie chcesz mnie zabijać? Podejrzewam, że nie do koleżeńskiej pogawędki przy piwie.

- Rzeczowy. Podoba mi się to. - Agustin lekko się uśmiechnął. - Mój brat bardzo chce cię poznać, a potem najprawdopodobniej zabić. Lecz ja widzę w tobie niewykorzystany potencjał, a szkoda, by taki piękny okaz się zmarnował. Widzisz, Hyram, będę z tobą szczery... Gówno mnie obchodzi morderstwo tego idioty. Bardziej obchodzisz mnie ty... I co byś mógł dla mnie zrobić. Nie ukrywam, jestem samolubnym skurwysynem, który lubi wykorzystywać ludzi, gdy ma ku temu okazję. Teraz ty jesteś tą okazją.

- Ah, tak, a-

- Nie przerywaj mi, bo znowu dostaniesz w mordę. Wiem, co chcesz powiedzieć: "A co jeśli się nie zgodzę?". Otóż to, jeżeli się nie zgodzisz twoja piękna siostrzyczka może podzielić los Cristiana. Proponuję układ, na który musisz się zgodzić. Życie za życie. Ty odebrałeś życie mojemu bratankowi, więc od teraz twoje życie należy do mnie. Będziesz spłacał u mnie dług krwi. Będziesz moim najlepszym psem tropiącym, własnoręcznie cię wyszkolę i tego dopilnuję. 

- Mam więc zawrzeć pakt z diabłem? - Hyram uniósł brew i lekko się uśmiechnął; wiedział, że nie ma dużego pola do manewru w tej sytuacji, więc musi przystać na każde warunki mężczyzny.

- Już to zrobiłeś, zabijając tego dzieciaka. - odparł, wciąż wpatrując się prosto w oczy ciemnowłosego. - Będziesz jak cień. Niezauważalny i nieuchwytny. Dam ci wszystko, czego potrzebujesz. Lecz jeśli mnie zawiedziesz, wiedz, że będą tego konsekwencje.

- Jasne jak słońce. Mogę wiedzieć, co powiesz swojemu bratu na mój temat? Mam się obawiać jego kompanii w przyszłości?

- To nieistotne. Wymyślę jakąś wiarygodną historyjkę, by przestał cię ścigać. I tak jest za głupi na to, by odkryć twoją tożsamość.

- Rozmiem. Interesy z Panem to czysta przyjemność, Panie...

- Mów mi Agustin.

---

Kilka lat później

Hyram otworzył leniwie oczy. Przez szpary namiotu dostawały się promienie słoneczne, które oślepiając, zdjęły mu sen z powiek. Rozbudzony, z niechęcią podniósł się na łóżku i przetarł twarz dłonią. Głowa pulsowała mu od kaca, a gardło dopadła susza gorsza niż na Badlandach. Upijając łyk wody z półpełnej butelki leżącej na podłodze, mężczyzna podniósł się i założył na siebie pierwsze lepsze ciuchy, a następnie wyszedł z namiotu, nie zwracając uwagi na swój wygląd.

- O, zobaczcie kto zaszczycił nas swą obecnością! - krzyknął siedzący przy stoliku Matt, jedzący kanapkę.

- Zamknij się. Głowę mi rozsadzasz. - odparł Hyram, leniwie siadając obok, przecierając oczy dłońmi.

- Ej stary, ty w ogóle patrzyłeś w lustro zanim wyszedłeś z namiotu? - zaśmiał się Desmond, wcinając płatki z mlekiem.

- Nie, a co? Jestem oszałamiający jak bóg grecki, jak mniemam.

- Ta, ze śladami szminki i jakimś tysiącem malinek na szyi. 

- Cóż... Bywa. - ciemnowłosy ziewnął, nalewając sobie kawy.

- Ja kurwa tego nie rozumiem. Facet jest kompletnym chujem a i tak przyciąga setki lasek. Błagam, podziel się ze mną tą tajemną wiedzą. - rzucił Matt, biorąc kolejnego gryza kanapki.

- Jest hot. - powiedziała od niechcenia Isabela.

- To tyle? 

- Nie wiem, może ma zajebiście niesamowitego kutasa. Zapytaj Lizzie, ona widziała go więcej niż swojego ojca.

- Albo język. - dodała Valentina.

- Ew! - odparł Desmond z obrzydzeniem. - Możecie przestać obrzydzać mi śniadanie?

Poranne przekomarzanie się przerwał dźwięk połączenia z czyjegoś telefonu - oczywistym było, że jest to telefon Hyrama, bo nikt inny nie ustawia sobie krzyku heavymetallowca na dzwonek. Ciemnowłosy odruchowo się rozłączył, lecz parę sekund później po terenie obozu znów rozbrzmiała charakterystyczna melodia.

- Odbierz to, na boga! - krzyknął z oddali Armando, ojciec Matta i przewodniczący obozu. - Uszy mi rozsadzi!

- Piękna muzyka, nie znasz się! - Hyram odkrzyknął i odebrał telefon. - Mhm?

- Nie dość, że rozłączasz połączenie ode mnie to jeszcze "mhm", może jakieś dzień dobry? - odparł Agustin z drugiej strony słuchawki.

- Kurwa. - chrząknął, połykając gryza kanapki. - Śniadanie jem. O co chodzi?

- Śniadanie o 13? 

- Nie mów mi jak mam żyć. Do rzeczy, co jest?

- Robota jest. Bądź w lokalizacji, którą ci prześle. Równo 23, bez spóźnień. Plan wyjaśnię ci po drodze. - Agustin się rozłączył, a Hyram tylko przerwócił oczami i rzucił telefon na stół.

- Robota? - zapytał Desmond.

- Yup. Pewnie znowu jakiś gówno-tech Arasaki lub Voodo Boys. 

- Masz chłopie jaja, by regularnie kraść od Arasaki. - Matt spojrzał na niego kątem oka.

- Whatever. Robota jak robota. - wzruszył ramionami. - Wchodzisz w to, Des? 

- Daj mi jeden dobry powód. 

- Dam ci nawet dwa. Uno, nie ma lepszego netrunnera w Night City. Dos, postawie ci kolejkę u mamy Wells.

- ... - Desmond spojrzał się na niego jakby miał go zaraz zamordować (chociaż on naturalnie ma taki wzrok). 

- No dobra, dwie.

- Trzy.

- W alkoholizm wpadniesz. Niech ci będzie. - Hyram uśmiechnął się, zgadzając się na propozycję.

- Odezwał się narkoman. - Isabella się wtrąciła, beznamiętnie pijąc swoją kawę. 

- Masz szczęście, że nie obrażam kobiet. 

- Kurwa, co to za ulgowe traktowanie. Ja zawsze dostaje zjebę, a Val i Isabella mogą jechać po tobie do woli? - burknął oburzony Matt.

- Tak zwany przywilej cycek. - Val się uśmiechnęła i stuknęła się z Isabellą kubkami w ramach "toastu".

- Żyjemy w wolnym kraju, Matt. Jak chcesz to też se zrób. - dodała Isabella z przytykiem.

- E tam, sztuczne to nie to samo co naturalne. - wzruszył ramionami Matt.

- Cyce to cyce. Nie powinieneś być wybredny, biorąc pod uwagę twój rekord z kobietami bliski zeru. - zażarował Desmond, siorbiąc mleko z miski po płatkach.

- Pierdolcie się wszyscy.

- Jestem team "jedna kobieta, max 2", ale dzięki za propozycję. Jak jestem dobrze zerżnięty to mogę nawet i z mężczyzną.

- O, widzisz, Matt. W końcu mógłbyś odkryć ten legendarny sekret Hyrama. - Isabella szturchnęła go ramieniem.

- Przysięgam, powiem staremu byście sprzątali kible po następnej imprezie. Gwarantuję wam to. 

---

Kilka godzin później, 22:46, okolice Rocky Ridge

- Agustin, jestem już na miejscu. Co to za wypizdowie?

- Idealne wypizdowie by napaść na schron Arasaki i zniknąć w cieniu. Widzisz ten wielki budynek jakieś 300 metrów na zachód? To nowe składowisko tych azjatyckich cing ciang ciongów. 

- Nadal jesteś rasistą w tych czasach?

- Nie jestem rasistą. Ja nienawidzę wszystkich równomiernie. - odpowiedział beznamiętnie Agustin z drugiej strony słuchawki. - Masz się tam zakraść i wykraść tech o nazwe "Nexus Drift".

- Nexus-co? Skąd mam wiedzieć, że to to?

- Małe cacko wielkości chipu. Powinni to trzymać w skrzydle C. Masz jakiegoś zaufanego netrunnera? Skurwysyny dobrze chronią tą część budynku. Roi się od kamer i czujników ruchu.

- Ta, mój zaufany cing ciang ciong jest ze mną.

- Kurwa, szmato. - Desmond walnął go w ramie i przeklął pod nosem.

- Świetnie. Nie zawiedź mnie, hijo (syn po hiszpańsku).

- A czy kiedykolwiek ciebie zawiodłem?

Agustin nie odpowiedział na ostatnią wiadomość i po prostu się rozłączył, jak to miał w zwyczaju. Hyram i Desmond od razu zaczęli snuć plan napadu na Arasakę. Niby prosta robota - zakraść się, zabrać co trzeba, i zwiać. Bułka z masłem. Desmond naciskał, by Hyram nikogo po drodze nie zabijał jeżeli nie będzie takiej konieczności - jeżeli wykryją ciała żołnierzy, wszczną alaram, który zdecydowanie utrudni ucieczkę.

Plan był następujący - Hyram zakrada się do skrzydła D, unieszkodliwia netrunnera odpowiadającego za zabezpieczenia budynku. Desmond hakuje wszystkie kamery i systemy obronne. Naprawa kamer i systemów bezpieczeństwa zajme im maksymalnie 15 minut, po tym czasie łatwiej będzie wykryć Desmonda i cały plan może szlak trafić. Hyram ma więc kwadrans, by dostać się do skrzydła C, zabrać tech i ulotnić się niepostrzeżenie. Najszybszą drogą będzie droga pożarowa i systemy wentylacji - ciasno, lecz bezpiecznie.

Po dokładnym ustaleniu planu, mężczyźni wzięli się do roboty. Hyram zakradł się przez tylne wejście, wspiął się na dach i zeskoczył do pomieszczenia, gdzie znajdował się netrunner Arasaki. Po unieszkodliwieniu go, kolejnym etapem planu było dostanie się do skrzydła C. Kamery wyłączone, droga wolna. Ciemnowłosy szybko i sprawnie przedostał się do odpowiedniej części budynku, niezauważony przez żołnierzy Arasaki. Wszyscy byli zajęci patrolowaniem okolicy, lecz nikt nie wpadł na pomysł sprawdzenia szybu wentylacyjnego. Desmond wysłał mu mapę, gdzie ma skręcić i do którego pomieszczenia ma zeskoczyć. Udało się. Zza kratą wentylacyjną widniał stół z walizką, podpisaną "Nexus Drift". Jednak zanim Hyram zdołał zdjąć kratę i zeskoczyć, do pomieszczenia weszła osoba - z figury wyglądała jak kobieta, ubrana w czarny kostium z maską. Otworzyła walizkę i włożyła tech do kieszeni. 

- Kurwa Desmond, mamy gościa. - szepnął Hyram do słuchawki.

- Namierzam ją. Daj mi 5 sekund. - odparł Des, wpisując coś na klawiaturze. - Idzie do skrzydła B, skręć w prawo i leć za nią. Złapiesz ją na dachu. Wysyłam ci mapę.

Hyram odetchnął głęboko i zaczął pościg. Cała akcja trwała jakieś 10 minut, co oznaczało, że zostało im 5 minut na ucieczkę. Ciemnowłosy dotarł na dach szybciej niż tajemnicza kobieta, więc ukrył się za jednym z wentylatorów. Nagle klapa się uchyliła, ujawniając nieznajomą. 

- Moje uszanowanie, ale chyba masz coś, co należy do mnie. - odparł Hyram, zwinnie chwytając ją od tyłu i przykładając nóż do jej gardła. - Nie radzę się ruszać, nie chciałbym krzywdzić kobiety. Lecz jeżeli-

Mężczyzna nie zdążył dokończyć zdania, ponieważ nieznajoma wbiła mu sztylet w rękę, tworząc podłużną ranę i tym samym uszkadzając monostrunę zamontowaną w jego przedramieniu.

Hyram syknął z bólu i od razu rzucił się w pogoń za dziewczyną. Był od niej szybszy, więc po parkourze na dachu i zeskoczeniu na ziemię, złapał ją zaułku między dwoma blokami, przyszpilając ją do ściany. Dziewczyna chciała się wyrywać, lecz uścisk ciemnowłosego wokół jej nadgarstków był zbyt silny. Po wyjęciu techu z jej kieszeni, Hyram zaśmiał się cicho i pomachał jej "na dowidzenia", zaczynając ucieczkę do swego pojazdu. 

Dziewczyna jednak nie dawała za wygraną i ruszyła w pościg za nim. Dwa motory jechały jeden tuż obok drugiego, obijając się o siebie bocznymi metalowymi częściami. Hyram dodał gazu, lecz to był błąd - kobieta, wykorzystując okazję, strzeliła w tylną oponę jego motoru, przez co ten wpadł w poślizg i rozbił się niedaleko stacji paliw w opuszczonym Rocky Ridge. Zadowolona z siebie, podjechała i zaparkowała niedaleko, spoglądając na nieprzytomnego mężczyznę. Już miała zamiar zabrać tech z kieszeni jego kurtki, lecz ten nagle się ocnkął, złapał ją i przewrócił tak, że to teraz ona leżała na ziemi a on zwisał nad nią, mocno trzymając jej ręce.

- Nieładnie tak dotykać nieprzytomnego mężczyznę, mama nie nauczyła cię manier?

- Spierdalaj. - rzuciła, próbując się wyswobodzić. 

Hyram parsknął śmiechem, mimo że rana w ramieniu pulsowała bólem z każdym uderzeniem serca.

– Ładnie się przedstawiasz. Tak masz na imię, „spierdalaj”? – zapytał, ściszając głos i przybliżając twarz do jej maski.

Dziewczyna syknęła, ale przestała się szarpać. Jej oczy – jedyne, co widział przez przezroczyste szkło soczewek w masce – błyszczały wściekłością i... czymś jeszcze. Czymś, co Hyram znał aż za dobrze: determinacją.

– Jak myślisz, że tak po prostu uciekniesz z tym chipem, to jesteś głupszy niż wyglądasz – wysyczała, zrywając się znów i próbując kopnąć go kolanem.

Hyram przytrzymał ją jeszcze mocniej, teraz siedząc na niej okrakiem.

– Może i głupi, ale mam chip, a ty leżysz na ziemi. W tej chwili to ja mam przewagę. – spojrzał na nią uważnie. – Nie jesteś z Militechu. Ruchy za zwinne, zbyt osobiste. Freelance? Solówka?

Nie odpowiedziała. Zamiast tego, zacisnęła zęby i spojrzała w bok, jakby coś kalkulowała.

– Kim jesteś? – dopytał, lecz głos mu złagodniał; już nie było w nim kpiny, a raczej czysta ciekawość.

– Kimś, kto ma cholernie dobrą motywację, by odzyskać ten chip – odparła i po raz pierwszy się uśmiechnęła kątem ust, lecz nie zrobiło to na nim wrażenia; mężczyzna po prostu zacisnął palce wokoł jej nadgarstków.

– Szkoda. Bo ja właśnie zamierzam stąd zniknąć. - wstał i jak gdyby nigdy nic, podał jej rękę, zaskakując sam siebie tym gestem.

– Co? – mruknęła, niedowierzając.

– Może i jestem dupkiem, ale z honorem, szczególnie wobec kobiet. Więc dam ci szansę. Zniknij stąd. Nie śledź mnie. I może, tylko może, kiedyś spotkamy się znowu. Tym razem w lepszych okolicznościach. Może na drinka. Bez noży i pościgów.

Spojrzała na jego dłoń, zawahała się, ale ostatecznie ją ujęła. Podniósł ją na nogi. Gdy już stała, ich oczy znowu się spotkały – tym razem spokojniej, ale z tym samym ładunkiem. Jakby między nimi rozgrywała się walka, której żadne z nich nie chciało wygrać.

- Sorki, ale jestem bardziej zainteresowana chipem niż drinkiem z tobą. 

- Szkoda. Ale obawiam się, że nie masz wyboru. - Hyram odparł z uśmiechem i wskazał na dach jednego z budynków, na którym siedział Desmond ze snajperką, wcelowaną prosto na jej czoło.

- Kurwa...

- Nie ująłbym tego lepiej. Także Adios, hermosa (Narazie, piękna). - zaśmiał się i rzucił jej pocałunek na odległość przez maskę.

Kobieta odpowiedziała mu tylko spojrzeniem – ostrym, jak nóż, ale też... pełnym czegoś, co można by pomylić z żalem. A może fascynacją?

Silnik motoru zawarczał, Hyram ruszył w mrok wraz z Desmondem na jego motorze, zostawiając swój na drodze, a kobieta została sama na poboczu, czując jak serce bije jej zbyt szybko. Zbyt mocno. Długo jeszcze patrzyła za nim w noc, aż czerwone światło tylnego reflektora całkiem zniknęło z horyzontu.

I wiedziała jedno: to nie była ich ostatnia rozmowa.

--- 

Kilka dni później, zakład naprawczy wujka Hyrama

- Coś ty kurwa zrobił z tym kołem? Mierda, biedny motor. - przeklął Thiago, kiwając przecząco głową, zawiedziony.

- Dobra, to tylko opona, da się zrobić. - ojciec Hyrama poklepał go w ramię.

- Tylko tyle? Nie będziesz go opierdalać za takie niebezpieczne występki?

- A co mam powiedzieć, dorosły jest, niech se robi co chce. Dopóki żyje to mam to w dupie co on tam wyprawia. Swoje nagadałem a i tak gówno to dało, więc nie chce mi się już strzępić ryja. 

- Gdybym chciał opierdol to pojechałbym do matki. - zaśmiał się Hyram. - Ale dzięki za troskę, wujku. 

- A idź w cholerę. - przeklął ponownie, idąc do garażu po narzędzia.

- A jak ręka? - zapytał Lorenzo (ojciec).

- A, może-

- Jedziemy zaraz do ripperdoca. - odezwał się w końcu Desmond, oparty o ścianę garażu.

- Nigdzie kurwa nie jedziemy. - powiedział stanowczo Hyram.

- Nie masz tu nic do gadania. Nie chce, by te cholerstwo jebło prądem i mnie następym razem. 

- E tam, przesadzasz. - ciemnowłosy chciał kiwnąć ręką, lecz zaskoczył go przeszywający ból w całej ręce. - Dobra, może jednak nie przesadzasz. Kurwa, przebiła mi chyba te ramię na wylot. Boli jak skurwysyn.

- No co ty.

- Dobra, zamknij się, Des.

---

Jakąś godzinę później

- Gdzie my do cholery jesteśmy? - zapytał Hyram, schodząc z motoru. Byli w zupełnie nowym miejscu, którego sobie nie przypominał.

- Victor jest na urlopie, nie pamiętasz? Pojechał ze swoją lalunią na Florydę. - odparł Des, wchodząc po schodach do budynku.

- Ah, no tak.

Mężczyźni weszli do lokalu. Był dosyć mały, ale przytulny. Hyram dosyć sceptycznie myślał o umiejętnościach tego ripperdoca, sądząc po niedużym, dosyć staromodnym lokalu, lecz jak zobaczył śliczną kobietę za biurkiem, jego nastawienie momentalnie uległo zmianie. Desmond podszedł do lady, umawiając się na pilną wizytę, a Hyram zaczął przeglądać fotografie na ścianach, dyplomy i pierdyliard małych pierdółek, które wyglądały, że miały wartość sentymentalną dla właścicielki. 

- Imię pacjenta? - zapytała kobieta.

- Hyram. - odpowiedział ciemnowłosy, podchodząc do lady i uśmiechajac się do ślicznej kobiety.

Blondynka zjechała go wzrokiem, podobnie jak Desmonda. Oboje mieli dosyć duże tatuaże z wężami - Des na szyi, a Hyram na ramieniu. Wiedziała, co oznacza - należą do Węży, a z nimi nie powinno się zadzierać. Blondyna westchnęła głęboko i uzupełniła jego imię w komputerze.

- Masz szczęście, że mam wolne okno teraz. Chodź na fotel. - wstała, idąc głębiej w stronę gabinetu. - Nie sądziłam, że tak szybko cię poznam, Hyram. Chociaż nie mogę powiedzieć, że specjalnie wyczekiwałam twojego spotkania. - odparła, przygotowując stoisko do operacji. 

- Oho, mogę spytać, skąd Pani mnie zna, Pani...? - ciemnowłosy usiadł na fotelu, wpatrując się uważnie w jej oczy i jej piękną figurę.

- Yami. - dokończyła jego pytanie, ruszając w stronę zlewu; kobieta odkręciła kran, nabrała trochę mydła na ręce i zaczęła je dokładnie myć. - Nawet dzieci Was znają. Człowiek musiałby być ekstremalnie głupi, albo głuchy, żeby o was nic nie widzieć. Czy to z plotek, czy to z wiadomości. Plus moja przyjaciółka Lizzie jest dosyć często twoim... gościem. Więc słyszałam o tobie nawet więcej niż chciałam.

Dziewczyna założyła na ręce niebieskie, gumowe rękawiczki, po czym usiadła na obrotowym krzesełku. Przesunęła się do fotela i włączyła największą lampę. 

- No dobra, co my tu mamy... - powiedziała, poprawiając rękawiczkę. 

Zaczęła dokładnie przyglądać się ranie na przedramieniu - podłużna, kłuta rana, a do tego cholernie głęboka. Powodem okazjonalnego rażenia prądem były kompletnie rozwalone przewody. Musiało to cholernie boleć, co zaczęło zastanawiać dziewczynę, dlaczego mężczyzna zgłosił się do ripperdoca dopiero po kilku dniach - krew była już wyraźnie zaschnięta, więc nie była to świeża rana.

- Po co czekałeś tak długo na ripperdoca, myślałeś, że się samo zrośnie? - zapytała z przytykiem, zaczynając oczyszczać ranę z zaschniętej krwi.

Yami miała już pewne zdanie o Hyramie - najemnik, a do tego kobieciarz. Nie zliczy ile razy Lizzie opowiadała jej o ich randkach i nocnych przygodach - jaki to on jest super, jaki jest dobry w łóżku, a jaki zabawny. Tyle tego było, że czasem zaczynało jej się robić niedobrze. Yami nie rozumiała filozofii randkowania, szczególnie z takimi facetami jak on - po co się w coś pakować, wiedząc, że jesteś dla niego tylko zabawką na jedną noc? Nie miała o nim zbyt przyjemnego zdania, dlatego nie pałała do niego sympatią, jak siedział teraz na jej fotelu.

- Gdybym wiedział, że mam przyjść do takiej pięknej damy to przyszedłbym w podskokach. - powiedział z uśmiechem, nie spuszczając wzroku z jej pięknych, błękitnych oczu.

Yami westchnęła głośno, jakby chciała dać mu dosadnie znać, że ten komentarz był zupełnie zbędny. 

- Jeżeli wybierasz ripperdoców po wyglądzie to musisz mieć chujowy gust. Szczególnie do osoby, która montowała ci monostrune. - po oczyszczeniu rany starała się zajrzeć wgłąb jego ciała. - Monostrunę montuje się zupełnie inaczej, a ty masz masę niepotrzebnych przewodów w przedramieniu. Jeżeli wszczep dłoni jest umiejscowiony w tej części, to jest coś nie tak. - dokładnie przyglądała się żelastwie, które zupełnie niepotrzebnie tkwiło w ramieniu Hyrama. - Nie będę teraz naprawiać błędu tego ripperdoca, bo musielibyście spędzić tu parę godzin. Teraz jedynie zlutuje rozerwane przewody i zszyje ranę. 

Dziewczyna przesunęła lampę niżej, a z jej przedramienia wysunęła się mechaniczna łapka, do której Yami przekręciła końcówkę z lutownicą. Ostrożnie zaczęła scalać połamane odłamki monostruny.

- Zabieg był celowy. Nie chciałem żadnego żelastwa na widoku, szczególnie na mojej dłoni, na którą bym patrzył codziennie. - powiedział zdecydowanie, uważnie obserwując poczynania kobiety; jego wzrok jednak cały czas powracał do jej oczu. - Poza tym, trudniej jest wykryć coś, czego nie widać gołym okiem, a w mojej pracy się to sprawdza.

- Profesjonalista dałby radę spełnić twoje życzenie. Wystarczyłaby dodatkowa komora we wnętrzu dłoni na struny i byłoby po krzyku. Ludzie mają różne zachcianki, ale większość z nich są się spełnić, jeżeli wykonawca ma wyobraźnię. 

W wolnej chwili dziewczyna sięgnęła dłonią do małego laptopa. Wyciągnęła z boku kabel i już chciała mówić, żeby Hyram pochylił się do niej, jednak nagle zaniemówiła. 

- Trafiam na różnych ludzi, ale przez tyle lat w tym fachu, jeszcze nigdy nie widziałam kogoś, kto nie ma portu usb. - przerwała lutowanie i nachyliła się w stronę chłopaka, dokładnie przyglądając się miejscu, w którym powinnien być dostęp do podpięcia przewodu.

- Nie jestem fanem takich rzeczy i mam wiele powodow do tego. Dawno temu sobie postanowiłem, że nie będę mieć do czynienia z tym żelastwem.

- Olśnij mnie. Technologia może być niebezpieczna w niewłaściwych rękach, ale może też być bardzo przydatna. - odparła Yami, kontynuując swoją pracę.

- Nie chcę stać się maszyną i towarem dla korporacji. Nie mam numeru seryjnego. I nie zamierzam go mieć.

- Buntownik z ciebie, hm?

- Można tak powiedzieć. Widziałem też, co technlogia robi z ludzi, ale to długa historia.

- Spokojnie, mamy czas. Trochę zejdzie mi z lutowaniem tego, a niezręczna cisza mnie wytrąca z równowagi.

- Jak Pani sobie życzy... No więc, mój przyjaciel... Uwielbiał wszczepy. Miał na ich punkcie obsesje. Cały czas się chwalił, że jest ode mnie silniejszy, szybszy, zwinniejszy... Ale zaczęło mu się pierdolić w głowie. Zaczął atakować wszystkich dookoła, więc postanowili go "wyłączyć" i tym samym zabić. Człowieka - żyjącego, oddychającego... Wyłączyć jak jakąś pierdoloną maszynę. Nie mogłem znieść faktu, że gdyby nie ten cały pierdolony chrom, nadal by żył. - powiedział, odwracając wzrok na ścianę. - Ja lubię swoje ciało i nie mam zamiaru go modyfikować jak nie ma takiej potrzeby. Ciało to narzędzie, które trzeba znać, a nie wymieniać. W świecie, gdzie nie można ufać nawet własnemu cieniu, najbezpieczniejsze są mięśnie, które sam wytrenowałeś. Na przykład, kilka lat temu znanego netrunnera zhakowali przez oko, Roy... Błaziński bodajże. A mnie możesz co najwyżej zaskoczyć pięścią, a z tym dosyć dobrze sobie radzę.

Yami wsłuchiwała się w historię, którą przedstawił Hyram. Gdy tylko skończyła lutować przewody, od razu zajęła się zszywaniem otwartej rany. Muskała jego skórę palcami i za każdym razem czuła, jak mięśnie pacjenta napijanją się. Nie wiedziała, czy to z bólu, którzy towarzyszył zszywaniu rany, czy też ciężar tej opowieści był zbyt wielki, żeby móc opowiedzieć ją bez większych emocji. 

- W dzisiejszym świecie granica pomiędzy zdrowym umysłem, a szaleństwem jest bardzo cienka. - powiedziała, wbijając nić w skórę. - Człowieczeństwo zanika, gdy wmontowujemy w siebie kolejne ulepszenia. Jednocześnie bez nich większość osób nie przeżyje w tym mieście nawet miesiąca. Technologia jest czymś fascynującym i przerażającym jednocześnie. Można łatwo pogrążyć się w tym szaleństwie, a wtedy, już nikt nie weźmie cię za żywą istotę, tylko za kupę metalu.

- Widzę, że się rozumiemy... Miło mi to słyszeć, szczególnie od Pani ripperdoc.

Między nimi nastała chwila ciszy. Kobieta skupiała się uważnie, by precyzyjnie zaszyć ranę Hyrama. On za to nie mógł przestać się w nią wpatrywać. Było w niej coś zdumiewającego, przez co nie mógł oderwać od niej wzroku. Była po prostu piękna i zapierająca dech w piersiach. Hyram naturalnie jest fanem kobiet i mógłby rozmawiać o nich godzinami, jednak Yami szczególnie przykuła jego uwagę. sam nie wiedział w sumie, dlaczego aż tak.

- Masz bardzo piękne oczy. - szepnął, wpatrując się w jej niebieskie tęczkówki; Yami już wywracała oczami na kolejny tego typu komentarz, jednak Hyram jej przerwał. - Poważnie mówię. Jesteś prześliczna. - w jego głosie i wyrazie twarzy nie było nuty nawiązania seksualnego; po prostu patrzył się na nią jakby była dziełem sztuki.

W jej pracy większość pacjentów stanowią mężczyźni. Niekiedy rzucali w jej stronę komentarzami, które nie brzmiały jakkolwiek zachęcająco. Tylko raz zdarzyło jej się, że pewien mężczyzna, może nieco starszy od niej, kulturalnie powiedział jej parę miłych słów. Jednakże nie zmienia to faktu, że większości z nich chodziło tylko o jedno. 

- Dziękuję. - powiedziała po chwili; oficjalnie mogła zarejestrować drugi przypadek miłego, niesprośnego komplementu. - On tak zawsze? - zwróciła się do drugiego chłopaka, jednoczenie wskazując ruchem głowy na Hyrama.

- Ta. Naczelny simp numer 1 na rynku. - odparł Desmond zmęczonym tonem, bo była to dla niego codzienność z Hyramem.

- Co mogę powiedzieć... Kobiety są niesamowite. Szczególnie jak-
 
- Stary, zamknij mordę, proszę cię. Nie chce mi się słuchać kolejnego godzinnego wywodu o kobietach i jakie to nie są zajebiste. Bez urazy. - spojrzał w stronę Yami, która się po prostu uśmiechnęła.

- Dobra, gotowe. - powiedziała z uśmiechem, zdejmując niebieskie rękawiczki.

- Dziękuję ślicznie. Od razu lepiej. - westchnął, podnosząc się z krzesła.

Yami podeszła do komputera, by wpisać cenę zabiegu do zapłaty. Hyram przyłożył do terminalu swój telefon z kartą płatniczą, a potem spojrzał się w kierunku blondynki, wyciągając do niej rękę. Z myślą o uścisku dłoni, kobieta również wyciągnęła rękę, lecz Hyram obrócił jej dłoń i pocałował delikatnie jej wierzch, nie spuszczając z niej oczu.

- Dziękuję ślicznej Pani. Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy. - odparł z uśmiechem, a następnie wyszedł z lokalu ze swoim przyjacielem.

---
Kilka dni później, El Coyote Cojo u mamy Wells

Hyram siedział ze swoją paczką znajomych w barze. Był to kolejny, typowy wieczór z ziomkami przy piwie, wspominając stare dobre czasy i przypały każdego z nich. Jednak Hyram był zainteresowany czymś innym - kobietą o blond włosach i pięknych błękitnych jak ocean oczach, Yami. Zupełnie nie spodziewał się jej tutaj, lecz jak weszła z Lizzie do baru, od razu ją zauważył. Nieco różniła się od "typowych" kobiet w okolicach Heywood. Sam nie wiedział w sumie dlaczego. W jego oczach była po prostu oślniewająca. Szczególnie w tej czarnej sukience i szpilkach. 

Mężczyzna nie chciał im przeszkadzać - widać było, że dziewczyny świetnie się bawią w swoim towarzystwie. Cóż, przynajmniej do momentu, gdy Lizzie nie zaczęła podbijać do jakiegoś faceta i pewnie poszła się z nim przeruchać. Jednak nie wzruszyło to Hyrama - on i Lizzie to zupełnie dwa inne światy. Wiedział od samego początku, że między nimi nic nie wyjdzie, więc po prostu okazjonalnie umawiali się na seks. I w sumie na tym się skończyło. 

Było mu żal Yami. Została sama w barze pełnym szemranych typów. Miał już do niej podejść, jednak zauważył jakiegoś kolesia, który wpadł na ten sam pomysł, co on. Typ bez skrupułów zaczął się do niej przystawiać i ją obmacywać. Od razu to podniosło mu ciśnienie. 

Nagle, ktoś złapał mężczyznę za kark i z całej siły uderzył jego głową o krawędź blatu. Po dosyć głośnym dźwięku łamanej kości nosowej i roztrzaskanego czoła, krew zaczęła spływać obficie po jego twarzy. To jednak nie był koniec. Hyram odciągnął go, czego skutkiem był upadek mężczyzny plecami na zimną podłogę.

- Dotkniesz jej jeszcze raz, a podzielisz los Cristiana Guerry sprzed dekady. - odparł wrogim głosem Hyram, przystawiając but do szyi mężczyzny, tym samym lekko go podduszając. - Własnoręcznie wyrwę ci kutasa i wsadzę ci go w mordę, byś się nim udławił. Won, psie.

Cały bar zamilkł, wpatrując się w rozgrywającą się scenę na środku. Yami była w lekkim szoku - w ogóle nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Myślała, że zostanie zmacana przez mężczyznę bądź nawet i zgwałcona. W jej głowie snuły się różne scenariusze. Dopóki Hyram nie wkroczył do akcji. 

Mężczyzna uciekł w popłochu, a Hyram tylko strzepnął ręce i rozejrzał się po barze.

- I na chuj się gapicie. 

Po tym komentarzu, muzyka ponownie zaczęła grać w lokalu i wszystko wróciło do normy - w Heywood to nie było nic nadzwyczajnego, gorsze bójki się toczyły tutaj na porządku dziennym.

Ciemnowłosy westchnął i podszedł do baru, przy którym siedziała Yami. Specjalnie zachował od niej bezpieczny dystans, by mogła się uspokoić i ochłonąć po tej sytuacji.

- Wszystko ok? - zapytał po chwili Hyram, sygnalizując barmanowi dłonią, by wylał prawdopodobnie naszprychowany narkotykami drink Yami.

W dalszym ciągu czuła dłonie tego oblecha na swojej skórze, a widok krwi, pękniętego blatu i leżącego zęba sprawiły, że dotarło do niej co dokładnie się wydarzyło. Dziewczyna spojrzała się na Hyrama, po czym przyłożyła dłoń do ust. Bez słowa zeskoczyła z krzesełka, pobiegła do łazienki, weszła do pierwszej wolnej kabiny, a tam zwróciła całą zawartość żołądka do toalety. Kaszlnela parę razy, po czym trochę otumaniona usiadła na zimnych płytkach. Potrzebowała parę minut, aby się uspokoić.

- Szmaty pierdolone. - Hyram przeklął, zaczynając rozmowę ze znajomym barmanem. - Nie potrafią wyrwać kobiety, więc zaczynają gwałcić, bo tak jest łatwiej. Nienawidzę takich szumowin. Najchętniej zajebał bym wszystkich.

- Tak jak Cristiana? - powiedział wysoki barman, czyszcząc szklankę po drinku. 

- Mniej więcej.

- Może i dobrze. Im mniej takich idiotów, tym lepiej.

Gdy Yami w końcu wyszła z łazienki, duszne powietrze zaatakowało jej nozdrza, a mdłości powróciły. Mimo tego, powoli wróciła na swoje miejsce, przy którym w dalszym ciągu stał jej wybawiciel. Stanęła niedaleko, zachowując parę kroków odstępu. 

- J-ja... - zaczęła, ale powrót myśli do sytuacji z przed paru minut ścisnął jej gardło; schowała twarz w dłonie i wzięła parę głębszych oddechów, żeby mogła wysłowić się jak człowiek. - Ja bardzo dziękuję ci za pomoc. Gdybyś nie zareagował, nie wiem co by się wydarzyło, chociaż nawet nie chce o tym myśleć. - powiedziała szybko, krążąc wzrokiem po podłodze.

- Yami, nie musisz mi dziękować za coś takiego. Chodź, może się przejdziemy? Duszno tutaj strasznie. - rzekł uspokajająco Hyram, wstając z krzesła, lecz zachowując dystans.

Para wyszła na zewnątrz. Świeże powietrze od razu przeczyściło ich nozdrza, a nocne lampy i setki neonowych billboardów dokładnie oświecały okolicę. Hyram dał Yami parę minut, by odetchnęła. Wiedział, że musiało to ją dotknąć - wyobrażał sobie, że takie sytuacje nigdy nie są łatwe. Szczególnie jeżeli twój przeciwnik jest o wiele silniejszy, więc masz z nim marne szanse. Wkurwiało go to. Wkurwiało go, że mężczyźni wykorzystują słabszą naturę kobiet. Nie wiedział, jak można krzywdzić te piękne istoty, skoro każdego urodziła kobieta, każdy miał matkę, siostrę, przyjaciółkę... I mimo wszystko, i tak uciekali się do takich horrendalnych, obrzydliwych czynów. Całe te cierpienie dla 5 minut przyjemności. To było coś, czego nie potrafił zrozumieć. 

- Mogę cię odprowadzić do domu, jeśli chcesz. Bo podejrzewam, że nie masz ochoty wracać do tego miejsca. - powiedział po paru minutach ciszy, paląc papierosa i wydmuchując dym z ust.

- No i masz rację, nie chce tam teraz wracać. I przez najbliższy czas raczej mnie tam nie zobaczą. - stwierdziła, wkładając dłonie do kieszeni skórzanej kurtki.

Dziewczyna przystała na jego propozycję. Szli powoli, a z każdym kolejnym krokiem Yami zaciągała się zachłannie świeżym powietrzem. Było to jak błogosławieństwo. Chociaż musiała przyznać, że czuła się dziwnie w jego towarzystwie. Z jednej strony był całkiem uprzejmy, no i gdyby nie on to mogłoby się wydarzyć coś, o czym Yami nie chciała nawet myśleć. Z drugiej strony, w końcu to był Hyram. Wszystkie informacje, które kiedykolwiek słyszała na jego temat, zebrały się teraz w jej głowie. Plotki, wiadomości, pogłoski i fakty. Nie była pewna, czy wchodzenie w jakąkolwiek znajomość z tym człowiekiem będzie dobrym pomysłem. Z kolei z trzeciej strony... Po tym wszystkim co się wydarzyło, przystanie na propozycje Hyrama wydawało się najlepszym posunięciem. 

- Nie mieszkam daleko, ale nie odmówię. Włóczenie się samemu po nocy nie należy do mądrych rzeczy. - postanowiła działać rozsądnie; jeśli sam oferuje jej pomóc, to skorzystanie z niej chyba nie będzie niczym złym.

- Na prawdę? Nigdy nie widziałem cię w okolicy. - powiedział z uśmiechem, nadal paląc papierosa.

- Nie wychodzę dosyć często na miasto. Dzisiaj po prostu Lizzy mnie wyciągnęła i... Czuję, że trochę sobie poczeka zanim to stanie się ponownie.

- Cóż, jeżeli tak mają wyglądać twoje wyjścia to też zostałbym w domu. Albo wychodził z obstawą.

- Chyba jednak zostanę przy pierwszej opcji. Na jakiś czas. - stwierdziła, wyjęła dłoń z kieszeni i podrapała się po policzku. - Jeszcze raz dziękuję za pomoc. Co tam w ogóle robiłeś? Wyszedłeś z kumplami? Bo jeśli tak, to chyba pokrzyżowałam wam plany.

- Ratowanie damy w opałach nigdy nie jest pokrzyżowaniem planów. - spojrzał się na nią z uśmiechem. - Nie martw się o to, poradzą sobie beze mnie. I tak nie byłem dzisiaj w nastroju na picie. O dziwo. No ale mamie Wells drinka się nie odmawia.

- Dziwne, no wyglądasz mi na alkoholowego konesera, który zachęca wszystkich do wspólnego picia. - zaśmiała się cicho. - Mama Wells jest cudowną kobietą. Jest taką mamą wszystkich ludzi, którzy do niej przychodzą. Mam wrażenie, że czasem zbyt wiele na siebie bierze.

- To prawda. - uśmiechnął się szerzej na wspomnienie Guadalupe. - Wiele razy ratowała mój tyłek w opałach. Więcej razy niż chciałbym przyznać. Czasem nocowałem u niej jak uciekałem z domu. Cudowna kobieta. Szkoda, że Jackie tak skończył, spoko był z niego chłop. 

- Coś obiło mi się o uszy. Podobno nazwali drinka w Afterlife jego imieniem. Chociaż jak tak o tym pomyśleć, to jest to w chuj smutne, że człowiek jest doceniony dopiero po śmierci. 

- Yeah... - westchnął i wypuścił dym z płuc. - To powiedz Yami, masz kogoś?

Dziewczyna starała się delektować świeżym powietrzem, o ile można było je tak nazwać. Dym z papierosa chłopaka co jakiś czas otaczał głowę Yami, przez co marszczyła nos w niesmaku. 

- A co? Chcesz wybadać teren zanim zaczniesz działać? - odwróciła głowę w jego stronę i spojrzała na niego. - Nie mam i nigdy nie miałam, a czy będę kogoś mieć, tego nie wiem.

- Got it. Wiesz, nigdy nie podbijam do zajętych kobiet. Nie jest to w moim kodeksie honoru. - spojrzał się w jej stronę i sięgnął po coś do kieszeni. - A, gdzie są moje maniery. Chcesz zapalić? Ale sądząc po twojej reakcji i zmarszczonej mordzie jak Gollum z Władcy Pierścieni to raczej nie przepadzasz, hah. Mam też smakowe, truskawkowo-miętowe bodajże. I chyba jagodowe, nie wiem. Także do wyboru do koloru.

Jego porównanie do Golluma wyjątkowo rozśmieszyło dziewczynę. Nie wiedziała, czy to była kwestia poczucia humoru czy alkoholu, który krążył po jej organizmie. 

- Staram się dbać o swoje zdrowie i unikam wszelkich nałogów. Chociaż nie powiem, masz imponującą kolekcję smaków. Prezerwatywy też masz wielosmakowe żeby można było wybrać?

- A wiesz, że nawet nie wiem. - zaśmiał się, szperając ręką po drugiej kieszeni spodni. - Mam... truskawkowe, bananowe... Z wypustkami też mam. - ponownie się zaśmiał, chowając pudełko do kieszeni. - Co mogę powiedzieć, nie jestem amatorem. Kobiety lubią mieć wybór i podejmować decyzje, więc kim ja jestem, by im tego odmówić. W sumię, jakby nie patrzeć to brzmię jak dziwka, ale... Ah, kocham kobiety. Dobra weź, bo się znowu rozkręcę. 

- Ile ty tego masz? - spytała głośno, wytrzeszczyła oczy i wskazała na kolorowe pudełeczka. - Masz strasznie pojemne kieszenie. - dodała. - Chyba masz rację. Stwierdzenie "że nie jesteś amatorem" brzmi trochę dziwkarsko. Jak się z kimś poznajesz to mówisz mu, że twoim hobby są kobiety?

- To... jest dobre pytanie, haha! Nie robię tego celowo, ale myślę, że łatwo to wyłapać. Ale nie no, szanujmy się, mam też inne hobby oprócz bycia męską dziwką. - odparł. - A ty jakie masz hobby, Pani Ripperdoc? Oprócz grzebania w czyimś ciele, znaczy się. W sumie dziwnie to zabrzmiało jak powiedziałem to na głos.

- Hobby... Nawet nigdy się nad tym nie zastanawiałam. - powiedziała po chwili namysłu. - Gdy tylko kończę pracę to staram się odpocząć i nie myśleć o tym wszystkim. Ale to grzebanie w ludziach jest czymś niecodziennym. Poznajesz ludzkie ciało, musisz zagłębić się w technologiczne i mechaniczne sprawy, żeby nie wyrządzić komuś krzywdy. Więc chyba można powiedzieć że moim hobby są technologia i mechanika? Sama nie wiem. Gdy mam wolną chwilę i chęci to lubię majsterkować, stworzyć coś nowego z już gotowych rzeczy.

Yami zamilkła na chwilę, pogrążona w głębokim zastanowieniu. Kobieta stanęła w miejscu, po czym wyciągnąła prawą dłoń w stronę chłopaka. Jej mały i serdeczny palec zastępowała proteza. 

- Sama to zmajstrowalam, nie chwaląc się oczywiście.

- Damn. Nawet nie zauważyłem, że nie masz palca. Mogę? - spytał się, a po uzyskaniu zgody, delikatnie dotknął dłoń dziewczyny, oglądając protezę. - Wygląda nieźle. A dlaczego proteza? Nie myślałaś nad implantem?

- Palców. - poprawiła go. - Pamiętasz naszą ostatnią rozmowę? - spytała, a chłopak w odpowiedzi kiwną głową. - Łatwo jest naruszyć granicę pomiędzy byciem maszyną, a obłędem. Sama staram się mieć tylko podstawowe rzeczy, gniazdo, port służą do codziennych spraw. Mechaniczne ramię usprawnia moją pracę. Nie chcę mieć więcej wszczepów, niż jest to w rzeczywistości konieczne. Widziałam już wiele przypadków ludzi, którzy byli na skraju cyberpsychozy. Nie chcę tak skończyć.

- Kompletnie to rozumiem. Czuję, że się dogadamy, Yami. - uśmiechnął się.

Po paru minutach spaceru, Hyram i Yami dotarli do bloku mieszkalnego, w którym znajdował się apartament dziewczyny. Szczerze mówiąc, ciemnowłosy nie chciał kończyć ich rozmowy, szczególnie jak zaczął się dobry temat. Jednak wiedział, że decyzja pozostanie dziewczyny.

- Jak chcesz to możemy wziąć coś do jedzenia i pogadać jeszcze chwilę. Luźna propozycja. - zaproponował, wskazując głową na stanowisko z ulicznym jedzeniem nieopodal.

Yami zastanowiła się chwilę, lecz koniec końców się zgodziła. I tak była głodna, na dworze było dosyć ciepło, a cała okolica była oświetlana przez miliony świateł dookoła. Całkiem klimatycznie.

Hyram, zadowolony z decyzji blondynki, podszedł do stoiska i zamówił dwie porcje pad thaia, z góry płacąc również za posiłek kobiety. Wszystkie ławki dookoła były zajęte, więc para zmuszona była usiąść na schodach. Jednak zanim Yami zdążyła położyć swój kufer na zimnym podłożu, Hyram zatrzymał ją i zdjął swoją kurtkę, by usiadła na niej zamiast na lodowatych kafelkach.

- Nie będzie ci zimno? - zapytała, usadawiając się na jego skórzanej kurtce.

- Nie takie rzeczy się robiło, nie martw się. - zapewnił ją, siadając tuż obok. 

Para zaczęła jeść makaron, lecz Yami cały czas zerkała na ramiona chłopaka. Dobrze zbudowane, pełne blizn i tatuaży, pokrywające większą część jego skóry. Oprócz motywy węży i nieco satanistycznie wyglądających czaszek, widniały też łagodniejsze symbole kwiatów i meksykańskich symboli. Nie trudno było się domyśleć, że chłopak ma hiszpańskie korzenie - jeżeli nie po ciemniejszej karnacji i wyglądzie, to po okazjonalnych wstawkach i komplementach po hiszpańsku. Tatuaże tylko utwierdziły ją w przekonaniu. Obraz Hyrama w jej oczach zaczął się załamywać. Spodziewała się czegoś kompletnie innego - aroganckiego gościa, który kocha kobiety na jedną noc. A zamiast tego poznała jego zupełne przeciwieństwo.

- Co tak zerkasz na mnie cały czas? - zapytał z uśmiechem.

- Wiesz, możliwe, że trochę się myliłam co do ciebie. 

- To znaczy? 

- Słyszałam o tobie rozmaite rzeczy. Niektóre z nich wydawały mi się kompletnie odklejone i niemożliwe. - mówiła przebierając pałeczkami w makaronie. - Po prostu wydajesz się inny, niż cię opisują. Nie znam cię zbyt długo, ale na pewno ta wersja ciebie jest o wiele bardziej przyjazna. Chociaż z drugiej strony, w każde plotce jest jakieś ziarno prawdy.

- Mm, niech zgadnę... - przełknął i popatrzył się w niebo. - Arogancki, bezczelny chuj, który wymienia kobiety jak rękawiczki.

- No... Coś w tym stylu. - przyznała nieśmiało Yami.

- Jestem chujem, tego nie zaprzeczę. Ale stosuję jedną zasadę. Jeżeli ty obchodzisz się ze mną z szacunkiem, to ja będę szanować ciebie. Jak nie, to spierdalaj. Proste. - zaśmiał się. - Właśnie, gdzie masz komórkę?

- Hm? - pytanie nieco wytrąciło Yami z równowagi. - W kieszeni, a co?

Hyram bez słowa sięgnął do jej kieszeni i wyjął z niej telefon. Widząc blokadę ekranu, przystawił jej kamerę do twarzy, by odblokować telefon, a potem zaczął coś wpisywać.

- Ej! Oddawaj mój telefon! - krzyknęła Yami, próbując go wyrwać, lecz Hyram jej na to nie pozwolił.

- Uspokój się, kobieto. - zaśmiał się, a potem pokazał jej wyświetlacz. - Mój numer telefonu. Jakby się coś działo, pisz i dzwoń śmiało. - odparł, a potem odłożył jej telefon z powrotem do kieszeni i kontynuował jedzenie makaronu.

- Następnym razem po prostu powiedz, o co chodzi dobrze? Nie przepadam za takimi, no wiesz. Niespodziewanymi interakcjami.

- Tak jest, Madam.

Hyram miał już zamiar coś powiedzieć, lecz jego zdanie przerwało głośne miauknięcie. Zdziwieni, odwrócili wzrok, a przed nimi siedział czarny kot z czerwoną obróżką na szyi i metalowym znaczkiem. Ciemnowłosy spojrzał na kota i zaśmiał się głośno.

- Loki! Co ty tu robisz? Znów wyskoczyłeś przez okno? - powiedział, a zamian otrzymał miauknięcie i zajrzenie nosem do jego pudełka z makaronem.

- Kot? Dawno nie widziałam zwierząt w Night City. - zapytała, pozytywnie zaskoczona. 

- Jakiś czas temu nakarmiłem go, bo się chował biedny pod sklepem. I od tamtej pory nie spuszcza mnie z oka. Nawet jak mnie dłużej nie ma to idzie na zwiady, by mnie szukać. Tak, Loki?

Kot tylko miauknął i spojrzał się na dziewczynę. Po pożądnym wyniuchaniu jej i polizaniu jej nosa, zwierzę ulożyło się wygodnie na jej kolanach i jak gdyby nigdy nic, poszło spać. Para zaśmiała się i kontynuowała rozmowę wraz z jedzeniem makaronu. Po posiłku i kolejnych tematach, dziewczyna zaczęła przysypiać, a Hyram nie miał zamiaru jej budzić. Po parunastu minutach, spała jak zabita na jego ramieniu, z czarnym ogrzewaczem na kolanach w postaci kota. Hyram uwiecznił ten cudowny widok, robiąc zdjęcie, a potem obudził kota i powiedział, by zaczekał tu na niego. Następnie, chłopak wyjął klucze z kieszeni dziewczyny i spojrzał na numer mieszkania. Po rozeznaniu, wziął ją na ręce w stylu panny młodej i skierował się do windy. Loki oczywiście nie posłuchał i zaczął iść za swoim panem.

Po otworzeniu drzwi do mieszkania, Hyram delikatnie ułożył dziewczynę na łóżku. Dziwnie mu było wchodzić do apartamentu kobiety, którą poznał kilka dni temu, ale co miał innego zrobić, zostawić ją tam? Albo budzić tak ślicznie śpiącego anioła?

Po ułożeniu jej w łóżku, spojrzał się ostatni raz i się zastanowił. Trudno, może dostanie zjebe później, ale nie mógł jej tak po prostu zostawić. Ciemnowłosy przykrył ją kołdrą, zastanawiał się też nad zdjęciem jej sukienki, ale uznał, że to będzie zbyt duże przekroczenie granic jak na ten moment. Następnie skierował się do łazienki i przeszukał wszystkie szafki dopóki nie znalazł mokrych chusteczek do demakijażu. Po delikatnym zmyciu jej twarzy, wyrzucił chusteczki do kosza i postawił wodę przy łóżku, gdyby rano chciało jej się pić. Już miał wychodzić, ale przestraszył go dziwny dźwięk. Okazało się, że Yami ma w domu gigntyczną jaszczurkę, która teraz domagała się jedzenia. No cóż, siła wyższa. Hyram poszedł do kuchni i wsypał do miski coś co chyba wyglądało na karmę dla tego darmozjada i w końcu skierował się do drzwi. Loki jednak nie był taki skory do wyjścia, bo wygodnie się ułożył na łóżku obok blondynki i nie ma zamiaru stąd schodzić. Mężczyzna westchnął i napisał na szybko kartkę do dziewczyny, zostawiając ją na biurku.

"Loki nie chciał wyjść, więc nie zdziw się jak będzie krzątać się po mieszkaniu. Możesz dać mu kawałek szynki rano czy coś i wypuścić go, sam znajdzie drogę do domu. Klucze zostawiłem ci pod wycieraczką. Hyram :3"

Ciemnowłosy ostatni raz spojrzał na słodko śpiącą dziewczynę i uśmiechnął się, a potem wyszedł z jej mieszkania, zamknął drzwi i zostawił klucze tam, gdzie napisał. 

Westchnął, kierując się do wyjścia z budynku. To był na prawdę długi i dziwny dzień...

Komentarze

Popularne posty