Rozdział I: Cień zemsty
Dzień Dobry Night City! Pora na poranne wiadomości. Tematem na dziś jest morderstwo w Heywood! O szczegółach opowie Pauline Lowe.
O godzinie 5:23, w Vista del Rey, Heywood, znaleziono zmasakrowane ciało 20-letniego mężczyzny. Ofiarę zidentifikowano jako Cristian Guerra - syn Alexisa Guerry, polityka kandydującego obecnie na stanowisko burmistrza Night City. Ciało zostało znalezione niedaleko stacji metra. O szczegółach opowie porucznik Freddie Johnson.
Jest to istna tragedia. Dawno nie widziałem tak druzgocącego widoku, nawet jak na standardy Night City. Sprawca wykonał zbrodnię z zimną krwią, zostawiając przy tym pewien przekaz. Ofiara została pozbawiona oczu, języka oraz prącia, a na jej ciele znaleziono 23 obrażenia od ran kłutych, liczne rany odbytu oraz ślady napastowania seksualnego. Na murach metra odnaleziono liczne napisy o treści "Gwałciciel", napisane ludzką krwią, prawdopodobnie należącą do ofiary. Obok ciała znaleziono również odcięte kończyny oraz list, cytuję: "Tknij ją raz jeszcze, a skończysz tak jak on". Jeżeli ktokolwiek posiada informacje dotyczące tej makabrycznej zbrodni, prosimy o kontakt z NCPD.
---
- Co to znaczy, że nie możecie go namierzyć! Mój syn został brutalnie zamordowany i ośmieszono publicznie nasze nazwisko, a wy się opierdalacie! Żądam sprawiedliwości! Za co kurwa wam płacę! - krzyknął donośnie zdenerwowany mężczyzna, uderzając pięścią w stół.
- Rozumiem pański gniew i frustrację, jednak możemy niewiele zrobić. Mamy nagrania sprawcy z kamer, jednak nie możemy go zidentyfikować. O dziwo, nie posiada on żadnego portu ani chipu personalnego, więc nie widnieje w naszych bazach danych.
- Jak to jest kurwa możliwe! Jesteście do niczego! Wynoście się z mojego mieszkania!
Mężczyzna ponownie wrzasnął, popychając przy tym stół - wszystkie urządzenia, kartoteki oraz filiżanki z kawą wylądowały na podłodze; brązowa ciecz i potłuczone szkło rozniosło się po całym pomieszczeniu, a wystraszone koty uciekły w popłochu. Jednak nie wzruszyło to płaczącej kobiety. Matka Cristiana kolejny dzień wylewała łzy, ubolewając nad śmiercią swego kochanego syna. Wszystko straciło dla niej sens, gdy dowiedziała się o morderstwie swego aniołka, a wieść o braku możliwości zidentyfikowania sprawcy i wymierzeniu mu sprawiedliwości była tylko kolejnym gwoździem do ociekającej goryczą i bólem trumny.
Widząc reakcję mężczyzny, policjanci szybko opuścili mieszkanie Guerrów, zostawiając ich samych w pustych czterech ścianach. Alexis przeklął pod nosem i wziął głęboki wdech, wyglądając przez okno na panoramę objętego burzowymi chmurami Night City. Krople deszczu głośno obijały się o szyby, pogłębiając martwą ciszę między zdruzgotanymi rodzicami. W jego głowie panował zamęt - myśli ogarnięte żądzą zemsty przeplatające się z narastającą złością, która potęgowana była żalem i poczuciem bezsilności. Pozostała mu tylko jedna, ostatnia kropla nadziei - jeżeli to nie zadziała, nic już nie zdoła przywrócić sprawiedliwości ich martwemu synowi.
- Agustin? - mężczyzna odblokował telefon, by zadzwonić do swojego brata. - Mam do ciebie prośbę.
- Niech zgadnę, coś związanego z Cristianem, jak mniemam? Inaczej byś do mnie nie dzwonił.
- Nie mam teraz nastroju na przekomarzanie się. Musisz znaleźć mordercę mojego syna.
- Chyba pominąłem fakt, gdzie to jest mój problem?
- To twój bratanek! Twoja rodzina! Jak możesz być taki bezduszny! - wrzasnął, zdenerwowany.
- Ten degenerat sam sobie kopał grób. Mówiłem ci, że na za dużo sobie pozwala, ale nie chciałeś mnie słuchać. Teraz się doigrał, najwyraźniej zadarł z niewłaściwymi ludźmi i dostał za swoje.
- Nie obchodzi mnie to. Chcę znaleźć tego mordercę i spojrzeć mu prosto w twarz zanim sam go zajebię.
- Co jeśli ten morderca to członek jakiegoś gangu? Np. Tiger Claws? Chcesz zadzierać też z nimi?
- Tego nie wiesz. Może zainteresuję cię innym faktem. Koleś podobno w ogóle nie ma żadnych wszczepów - chipu, portu, nic. W tych czasach to rzadkość.
- Jesteś pewien?
- Nie, ale to nasza jedyna wskazówka.
- Mhm...
- Agustin, jeżeli go znajdziesz, będę miał u ciebie dług do końca życia. Zrobię, co zechcesz.
- Dobra, nie rozczulaj się już tak. Zobaczę co da się zrobić, ale nic nie obiecuję.
---
- Szefie, nie zrozum mnie źle, ale dlaczego siedzimy w jakiejś melinie? Powinniśmy szukać-
- Zamknij mordę, bo mnie wkurzasz. - burknął Agustin. - To nie żadna melina tylko El Coyote Cojo, lokal mamy Wells. Każdy w Heywood zna to miejsce. Miej uszy i oczy szeroko otwarte. Heywood to jedna wielka rodzina, więc plotki rozchodzą się jak po maśle. Ktoś na pewno musi wiedzieć, co się stało, tylko nikt nie chce puścić pary z ust, by nie skończyć jak ten debil.
- A co tu dużo gadać, stary. Laska ma czym oddychać, dupę też ma niezłą. Sam bym ją przerżnął, gdyby nikt się o tym nie dowiedział. - ich rozmowę przerwał donośny głos pijanego mężczyzny ze stolika obok. - Po prostu typek nie znał się na rzeczy i że nie zadziera się z nikim z Heywood. Szczególnie, że to była laska Davalosów, to już w ogóle.
- Davalosów? Ja pierniczę. Myślisz, że to Hyram stoi za tym morderstwem? Wiedziałem, że ma nierówno pod kopułą, ale żeby aż tak? Aż strach zadzierać z typem.
- Oczywiście, że tak! Stary, ten dzieciak jest zakładnikiem diabła. Nawet jego ojczulek nie był taki popierdolony jak on. Jeżeli ktokolwiek miał zabić tego typa, to na pewno był on. Gwarantuję ci to!
- Zamknijcie w końcu te swoje pijane mordy! - krzyknęła mama Wells, uderzając kuflem o blat. - Nikt nie będzie nikogo oczerniać w mojej knajpie! Kto jest święty i bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem! - nastała martwa cisza. - Tak myślałam! Wracać do tych swoich pijanych gierek i ani słowa o tym, bo wypierdolę na zbity ryj!
- No to mamy swego winowajcę. - szepnął z uśmiechem Agustin.
---
Ciemne, duszne pomieszczenie, bez jakichkolwiek okien i światła dziennego. Ciemnowłosy zmarszczył brwi i otworzył lekko oczy - głowę nadal rozsadzał mu pulsujacy ból, a świat dookoła nie przestał wirować. Chciał poruszyć rękoma, lecz zdał sobie sprawę, że jest przywiązany do jakiegoś krzesła. Liny były mocno zawiązane wokół jego kostek i nagarstków do tego stopnia, że każdy większy ruch zdzierał mu naskórek. Nic nie pamiętał z zeszłej nocy - tylko migawki wspomnień. Bar, drink i potem pustka.
Nie był idiotą - zdawał sobie sprawę, że ktoś musiał dowiedzieć się o morderstwie Cristiana; i ten ktoś pewnie będzie chciał go zabić w zamian.
- Hyram, jak mniemam. - niski głos mężczyzny wybrzmiał w pustym pomieszczeniu. - Ciężko było cię namierzyć. Rzadko się spotyka osobę bez jakichkolwiek wszczepów, nawet tych podstawowych.
- Moje uszanowanie. - mruknął, otwierając szerzej oczy. - Możemy od razu przejść do rzeczy, jeżeli masz mnie zabić? Bez żadnej motywacyjnej gadki i tego typu rzeczy. Głowa mnie boli.
- Kto powiedział, że chcę cię zabić? Oj, nie, nie chłopcze... Jesteś bardzo pięknym okazem. Okazem, który może mi się przydać.
Agustin wziął krzesło i usiadł na przeciwko Hyrama, opierając łokcie o stół. Bardzo dokładnie się mu przyglądał - ciemna karnacja; średniej długości, falowane włosy, piwne tęczówki... I przeszywający duszę na wylot wzrok. Zero strachu, żalu bądź wyrzutów sumienia na twarzy. Czuł wyciekającą z niego złość. Gdyby nie był przywiązany, rzuciłby się na niego jak rozzłoszczony pies i rozerwałby mu szyję.
- Wiem, że to ty zabiłeś Cristiana Guerrę. Nie powiem, interesujacy sposób morderstwa. Nawet nie próbowałeś się z tym kryć, zostawiłeś wszystkie narzędzia zbrodni na miejscu, a i tak uciekłeś oczom policji. - kontynuował Agustin.
- Co, zabrałeś mnie tu, by mi pogratulować?
Agustin zmrużył oczy i odetchnął, a potem mocno spoliczkował chłopaka.
- Możesz chociaż udawać, że żałujesz tego, co zrobiłeś.
- Niczego nie żałuję. Skurwiel dostał to, na co zasługiwał. Nikt nie ma prawa dotykać mojej siostry w ten sposób. - zaśmiał się pod wpływem uderzenia i powrócił wzrokiem do Agustina. - Gdybym miał możliwość cofnięcia się w czasie... Zrobiłbym dokładnie to samo.
Między nimi zapadła chwila ciszy.
- Do rzeczy. - zaczął Hyram. - Po co mnie tu sprowadziłeś skoro nie chcesz mnie zabijać? Podejrzewam, że nie do koleżeńskiej pogawędki przy piwie.
- Rzeczowy. Podoba mi się to. - Agustin lekko się uśmiechnął. - Mój brat bardzo chce cię poznać, a potem najprawdopodobniej zabić. Lecz ja widzę w tobie niewykorzystany potencjał, a szkoda, by taki piękny okaz się zmarnował. Widzisz, Hyram, będę z tobą szczery... Gówno mnie obchodzi morderstwo tego idioty. Bardziej obchodzisz mnie ty... I co byś mógł dla mnie zrobić. Nie ukrywam, jestem samolubnym skurwysynem, który lubi wykorzystywać ludzi, gdy ma ku temu okazję. Teraz ty jesteś tą okazją.
- Ah, tak, a-
- Nie przerywaj mi, bo znowu dostaniesz w mordę. Wiem, co chcesz powiedzieć: "A co jeśli się nie zgodzę?". Otóż to, jeżeli się nie zgodzisz twoja piękna siostrzyczka może podzielić los Cristiana. Proponuję układ, na który musisz się zgodzić. Życie za życie. Ty odebrałeś życie mojemu bratankowi, więc od teraz twoje życie należy do mnie. Będziesz spłacał u mnie dług krwi. Będziesz moim najlepszym psem tropiącym, własnoręcznie cię wyszkolę i tego dopilnuję.
- Mam więc zawrzeć pakt z diabłem? - Hyram uniósł brew i lekko się uśmiechnął; wiedział, że nie ma dużego pola do manewru w tej sytuacji, więc musi przystać na każde warunki mężczyzny.
- Już to zrobiłeś, zabijając tego dzieciaka. - odparł, wciąż wpatrując się prosto w oczy ciemnowłosego. - Będziesz jak cień. Niezauważalny i nieuchwytny. Dam ci wszystko, czego potrzebujesz. Lecz jeśli mnie zawiedziesz, wiedz, że będą tego konsekwencje.
- Jasne jak słońce. Mogę wiedzieć, co powiesz swojemu bratu na mój temat? Mam się obawiać jego kompanii w przyszłości?
- To nieistotne. Wymyślę jakąś wiarygodną historyjkę, by przestał cię ścigać. I tak jest za głupi na to, by odkryć twoją tożsamość.
- Rozmiem. Interesy z Panem to czysta przyjemność, Panie...
- Mów mi Agustin.
---
Kilka lat później
Hyram otworzył leniwie oczy. Przez szpary namiotu dostawały się promienie słoneczne, które oślepiając, zdjęły mu sen z powiek. Rozbudzony, z niechęcią podniósł się na łóżku i przetarł twarz dłonią. Głowa pulsowała mu od kaca, a gardło dopadła susza gorsza niż na Badlandach. Upijając łyk wody z półpełnej butelki leżącej na podłodze, mężczyzna podniósł się i założył na siebie pierwsze lepsze ciuchy, a następnie wyszedł z namiotu, nie zwracając uwagi na swój wygląd.
- O, zobaczcie kto zaszczycił nas swą obecnością! - krzyknął siedzący przy stoliku Matt, jedzący kanapkę.
- Zamknij się. Głowę mi rozsadzasz. - odparł Hyram, leniwie siadając obok, przecierając oczy dłońmi.
- Ej stary, ty w ogóle patrzyłeś w lustro zanim wyszedłeś z namiotu? - zaśmiał się Desmond, wcinając płatki z mlekiem.
- Nie, a co? Jestem oszałamiający jak bóg grecki, jak mniemam.
- Ta, ze śladami szminki i jakimś tysiącem malinek na szyi.
- Cóż... Bywa. - ciemnowłosy ziewnął, nalewając sobie kawy.
- Ja kurwa tego nie rozumiem. Facet jest kompletnym chujem a i tak przyciąga setki lasek. Błagam, podziel się ze mną tą tajemną wiedzą. - rzucił Matt, biorąc kolejnego gryza kanapki.
- Jest hot. - powiedziała od niechcenia Isabela.
- To tyle?
- Nie wiem, może ma zajebiście niesamowitego kutasa. Zapytaj Lizzie, ona widziała go więcej niż swojego ojca.
- Albo język. - dodała Valentina.
- Ew! - odparł Desmond z obrzydzeniem. - Możecie przestać obrzydzać mi śniadanie?
Poranne przekomarzanie się przerwał dźwięk połączenia z czyjegoś telefonu - oczywistym było, że jest to telefon Hyrama, bo nikt inny nie ustawia sobie krzyku heavymetallowca na dzwonek. Ciemnowłosy odruchowo się rozłączył, lecz parę sekund później po terenie obozu znów rozbrzmiała charakterystyczna melodia.
- Odbierz to, na boga! - krzyknął z oddali Armando, ojciec Matta i przewodniczący obozu. - Uszy mi rozsadzi!
- Piękna muzyka, nie znasz się! - Hyram odkrzyknął i odebrał telefon. - Mhm?
- Nie dość, że rozłączasz połączenie ode mnie to jeszcze "mhm", może jakieś dzień dobry? - odparł Agustin z drugiej strony słuchawki.
- Kurwa. - chrząknął, połykając gryza kanapki. - Śniadanie jem. O co chodzi?
- Śniadanie o 13?
- Nie mów mi jak mam żyć. Do rzeczy, co jest?
- Robota jest. Bądź w lokalizacji, którą ci prześle. Równo 23, bez spóźnień. Plan wyjaśnię ci po drodze. - Agustin się rozłączył, a Hyram tylko przerwócił oczami i rzucił telefon na stół.
- Robota? - zapytał Desmond.
- Yup. Pewnie znowu jakiś gówno-tech Arasaki lub Voodo Boys.
- Masz chłopie jaja, by regularnie kraść od Arasaki. - Matt spojrzał na niego kątem oka.
- Whatever. Robota jak robota. - wzruszył ramionami. - Wchodzisz w to, Des?
- Daj mi jeden dobry powód.
- Dam ci nawet dwa. Uno, nie ma lepszego netrunnera w Night City. Dos, postawie ci kolejkę u mamy Wells.
- ... - Desmond spojrzał się na niego jakby miał go zaraz zamordować (chociaż on naturalnie ma taki wzrok).
- No dobra, dwie.
- Trzy.
- W alkoholizm wpadniesz. Niech ci będzie. - Hyram uśmiechnął się, zgadzając się na propozycję.
- Odezwał się narkoman. - Isabella się wtrąciła, beznamiętnie pijąc swoją kawę.
- Masz szczęście, że nie obrażam kobiet.
- Kurwa, co to za ulgowe traktowanie. Ja zawsze dostaje zjebę, a Val i Isabella mogą jechać po tobie do woli? - burknął oburzony Matt.
- Tak zwany przywilej cycek. - Val się uśmiechnęła i stuknęła się z Isabellą kubkami w ramach "toastu".
- Żyjemy w wolnym kraju, Matt. Jak chcesz to też se zrób. - dodała Isabella z przytykiem.
- E tam, sztuczne to nie to samo co naturalne. - wzruszył ramionami Matt.
- Cyce to cyce. Nie powinieneś być wybredny, biorąc pod uwagę twój rekord z kobietami bliski zeru. - zażarował Desmond, siorbiąc mleko z miski po płatkach.
- Pierdolcie się wszyscy.
- Jestem team "jedna kobieta, max 2", ale dzięki za propozycję. Jak jestem dobrze zerżnięty to mogę nawet i z mężczyzną.
- O, widzisz, Matt. W końcu mógłbyś odkryć ten legendarny sekret Hyrama. - Isabella szturchnęła go ramieniem.
- Przysięgam, powiem staremu byście sprzątali kible po następnej imprezie. Gwarantuję wam to.
---
Kilka godzin później, 22:46, okolice Rocky Ridge
- Agustin, jestem już na miejscu. Co to za wypizdowie?
- Idealne wypizdowie by napaść na schron Arasaki i zniknąć w cieniu. Widzisz ten wielki budynek jakieś 300 metrów na zachód? To nowe składowisko tych azjatyckich cing ciang ciongów.
- Nadal jesteś rasistą w tych czasach?
- Nie jestem rasistą. Ja nienawidzę wszystkich równomiernie. - odpowiedział beznamiętnie Agustin z drugiej strony słuchawki. - Masz się tam zakraść i wykraść tech o nazwe "Nexus Drift".
- Nexus-co? Skąd mam wiedzieć, że to to?
- Małe cacko wielkości chipu. Powinni to trzymać w skrzydle C. Masz jakiegoś zaufanego netrunnera? Skurwysyny dobrze chronią tą część budynku. Roi się od kamer i czujników ruchu.
- Ta, mój zaufany cing ciang ciong jest ze mną.
- Kurwa, szmato. - Desmond walnął go w ramie i przeklął pod nosem.
- Świetnie. Nie zawiedź mnie, hijo (syn po hiszpańsku).
- A czy kiedykolwiek ciebie zawiodłem?
Agustin nie odpowiedział na ostatnią wiadomość i po prostu się rozłączył, jak to miał w zwyczaju. Hyram i Desmond od razu zaczęli snuć plan napadu na Arasakę. Niby prosta robota - zakraść się, zabrać co trzeba, i zwiać. Bułka z masłem. Desmond naciskał, by Hyram nikogo po drodze nie zabijał jeżeli nie będzie takiej konieczności - jeżeli wykryją ciała żołnierzy, wszczną alaram, który zdecydowanie utrudni ucieczkę.
Plan był następujący - Hyram zakrada się do skrzydła D, unieszkodliwia netrunnera odpowiadającego za zabezpieczenia budynku. Desmond hakuje wszystkie kamery i systemy obronne. Naprawa kamer i systemów bezpieczeństwa zajme im maksymalnie 15 minut, po tym czasie łatwiej będzie wykryć Desmonda i cały plan może szlak trafić. Hyram ma więc kwadrans, by dostać się do skrzydła C, zabrać tech i ulotnić się niepostrzeżenie. Najszybszą drogą będzie droga pożarowa i systemy wentylacji - ciasno, lecz bezpiecznie.
Po dokładnym ustaleniu planu, mężczyźni wzięli się do roboty. Hyram zakradł się przez tylne wejście, wspiął się na dach i zeskoczył do pomieszczenia, gdzie znajdował się netrunner Arasaki. Po unieszkodliwieniu go, kolejnym etapem planu było dostanie się do skrzydła C. Kamery wyłączone, droga wolna. Ciemnowłosy szybko i sprawnie przedostał się do odpowiedniej części budynku, niezauważony przez żołnierzy Arasaki. Wszyscy byli zajęci patrolowaniem okolicy, lecz nikt nie wpadł na pomysł sprawdzenia szybu wentylacyjnego. Desmond wysłał mu mapę, gdzie ma skręcić i do którego pomieszczenia ma zeskoczyć. Udało się. Zza kratą wentylacyjną widniał stół z walizką, podpisaną "Nexus Drift". Jednak zanim Hyram zdołał zdjąć kratę i zeskoczyć, do pomieszczenia weszła osoba - z figury wyglądała jak kobieta, ubrana w czarny kostium z maską. Otworzyła walizkę i włożyła tech do kieszeni.
- Kurwa Desmond, mamy gościa. - szepnął Hyram do słuchawki.
- Namierzam ją. Daj mi 5 sekund. - odparł Des, wpisując coś na klawiaturze. - Idzie do skrzydła B, skręć w prawo i leć za nią. Złapiesz ją na dachu. Wysyłam ci mapę.
Hyram odetchnął głęboko i zaczął pościg. Cała akcja trwała jakieś 10 minut, co oznaczało, że zostało im 5 minut na ucieczkę. Ciemnowłosy dotarł na dach szybciej niż tajemnicza kobieta, więc ukrył się za jednym z wentylatorów. Nagle klapa się uchyliła, ujawniając nieznajomą.
- Moje uszanowanie, ale chyba masz coś, co należy do mnie. - odparł Hyram, zwinnie chwytając ją od tyłu i przykładając nóż do jej gardła. - Nie radzę się ruszać, nie chciałbym krzywdzić kobiety. Lecz jeżeli-
Mężczyzna nie zdążył dokończyć zdania, ponieważ nieznajoma wbiła mu sztylet w rękę, tworząc podłużną ranę i tym samym uszkadzając monostrunę zamontowaną w jego przedramieniu.
Hyram syknął z bólu i od razu rzucił się w pogoń za dziewczyną. Był od niej szybszy, więc po parkourze na dachu i zeskoczeniu na ziemię, złapał ją zaułku między dwoma blokami, przyszpilając ją do ściany. Dziewczyna chciała się wyrywać, lecz uścisk ciemnowłosego wokół jej nadgarstków był zbyt silny. Po wyjęciu techu z jej kieszeni, Hyram zaśmiał się cicho i pomachał jej "na dowidzenia", zaczynając ucieczkę do swego pojazdu.
Dziewczyna jednak nie dawała za wygraną i ruszyła w pościg za nim. Dwa motory jechały jeden tuż obok drugiego, obijając się o siebie bocznymi metalowymi częściami. Hyram dodał gazu, lecz to był błąd - kobieta, wykorzystując okazję, strzeliła w tylną oponę jego motoru, przez co ten wpadł w poślizg i rozbił się niedaleko stacji paliw w opuszczonym Rocky Ridge. Zadowolona z siebie, podjechała i zaparkowała niedaleko, spoglądając na nieprzytomnego mężczyznę. Już miała zamiar zabrać tech z kieszeni jego kurtki, lecz ten nagle się ocnkął, złapał ją i przewrócił tak, że to teraz ona leżała na ziemi a on zwisał nad nią, mocno trzymając jej ręce.
- Nieładnie tak dotykać nieprzytomnego mężczyznę, mama nie nauczyła cię manier?
- Spierdalaj. - rzuciła, próbując się wyswobodzić.
Hyram parsknął śmiechem, mimo że rana w ramieniu pulsowała bólem z każdym uderzeniem serca.
– Ładnie się przedstawiasz. Tak masz na imię, „spierdalaj”? – zapytał, ściszając głos i przybliżając twarz do jej maski.
Dziewczyna syknęła, ale przestała się szarpać. Jej oczy – jedyne, co widział przez przezroczyste szkło soczewek w masce – błyszczały wściekłością i... czymś jeszcze. Czymś, co Hyram znał aż za dobrze: determinacją.
– Jak myślisz, że tak po prostu uciekniesz z tym chipem, to jesteś głupszy niż wyglądasz – wysyczała, zrywając się znów i próbując kopnąć go kolanem.
Hyram przytrzymał ją jeszcze mocniej, teraz siedząc na niej okrakiem.
– Może i głupi, ale mam chip, a ty leżysz na ziemi. W tej chwili to ja mam przewagę. – spojrzał na nią uważnie. – Nie jesteś z Militechu. Ruchy za zwinne, zbyt osobiste. Freelance? Solówka?
Nie odpowiedziała. Zamiast tego, zacisnęła zęby i spojrzała w bok, jakby coś kalkulowała.
– Kim jesteś? – dopytał, lecz głos mu złagodniał; już nie było w nim kpiny, a raczej czysta ciekawość.
– Kimś, kto ma cholernie dobrą motywację, by odzyskać ten chip – odparła i po raz pierwszy się uśmiechnęła kątem ust, lecz nie zrobiło to na nim wrażenia; mężczyzna po prostu zacisnął palce wokoł jej nadgarstków.
– Szkoda. Bo ja właśnie zamierzam stąd zniknąć. - wstał i jak gdyby nigdy nic, podał jej rękę, zaskakując sam siebie tym gestem.
– Co? – mruknęła, niedowierzając.
– Może i jestem dupkiem, ale z honorem, szczególnie wobec kobiet. Więc dam ci szansę. Zniknij stąd. Nie śledź mnie. I może, tylko może, kiedyś spotkamy się znowu. Tym razem w lepszych okolicznościach. Może na drinka. Bez noży i pościgów.
Spojrzała na jego dłoń, zawahała się, ale ostatecznie ją ujęła. Podniósł ją na nogi. Gdy już stała, ich oczy znowu się spotkały – tym razem spokojniej, ale z tym samym ładunkiem. Jakby między nimi rozgrywała się walka, której żadne z nich nie chciało wygrać.
- Sorki, ale jestem bardziej zainteresowana chipem niż drinkiem z tobą.
- Szkoda. Ale obawiam się, że nie masz wyboru. - Hyram odparł z uśmiechem i wskazał na dach jednego z budynków, na którym siedział Desmond ze snajperką, wcelowaną prosto na jej czoło.
- Kurwa...
- Nie ująłbym tego lepiej. Także Adios, hermosa (Narazie, piękna). - zaśmiał się i rzucił jej pocałunek na odległość przez maskę.
Kobieta odpowiedziała mu tylko spojrzeniem – ostrym, jak nóż, ale też... pełnym czegoś, co można by pomylić z żalem. A może fascynacją?
Silnik motoru zawarczał, Hyram ruszył w mrok wraz z Desmondem na jego motorze, zostawiając swój na drodze, a kobieta została sama na poboczu, czując jak serce bije jej zbyt szybko. Zbyt mocno. Długo jeszcze patrzyła za nim w noc, aż czerwone światło tylnego reflektora całkiem zniknęło z horyzontu.
I wiedziała jedno: to nie była ich ostatnia rozmowa.
---
Kilka dni później, zakład naprawczy wujka Hyrama
- Coś ty kurwa zrobił z tym kołem? Mierda, biedny motor. - przeklął Thiago, kiwając przecząco głową, zawiedziony.
- Dobra, to tylko opona, da się zrobić. - ojciec Hyrama poklepał go w ramię.
- Tylko tyle? Nie będziesz go opierdalać za takie niebezpieczne występki?
- A co mam powiedzieć, dorosły jest, niech se robi co chce. Dopóki żyje to mam to w dupie co on tam wyprawia. Swoje nagadałem a i tak gówno to dało, więc nie chce mi się już strzępić ryja.
- Gdybym chciał opierdol to pojechałbym do matki. - zaśmiał się Hyram. - Ale dzięki za troskę, wujku.
- A idź w cholerę. - przeklął ponownie, idąc do garażu po narzędzia.
- A jak ręka? - zapytał Lorenzo (ojciec).
- A, może-
- Jedziemy zaraz do ripperdoca. - odezwał się w końcu Desmond, oparty o ścianę garażu.
- Nigdzie kurwa nie jedziemy. - powiedział stanowczo Hyram.
- Nie masz tu nic do gadania. Nie chce, by te cholerstwo jebło prądem i mnie następym razem.
- E tam, przesadzasz. - ciemnowłosy chciał kiwnąć ręką, lecz zaskoczył go przeszywający ból w całej ręce. - Dobra, może jednak nie przesadzasz. Kurwa, przebiła mi chyba te ramię na wylot. Boli jak skurwysyn.
- No co ty.
- Dobra, zamknij się, Des.
---
Jakąś godzinę później
- Gdzie my do cholery jesteśmy? - zapytał Hyram, schodząc z motoru. Byli w zupełnie nowym miejscu, którego sobie nie przypominał.
- Victor jest na urlopie, nie pamiętasz? Pojechał ze swoją lalunią na Florydę. - odparł Des, wchodząc po schodach do budynku.
- Ah, no tak.
Mężczyźni weszli do lokalu. Był dosyć mały, ale przytulny. Hyram dosyć sceptycznie myślał o umiejętnościach tego ripperdoca, sądząc po niedużym, dosyć staromodnym lokalu, lecz jak zobaczył śliczną kobietę za biurkiem, jego nastawienie momentalnie uległo zmianie. Desmond podszedł do lady, umawiając się na pilną wizytę, a Hyram zaczął przeglądać fotografie na ścianach, dyplomy i pierdyliard małych pierdółek, które wyglądały, że miały wartość sentymentalną dla właścicielki.
- Imię pacjenta? - zapytała kobieta.
- Hyram. - odpowiedział ciemnowłosy, podchodząc do lady i uśmiechajac się do ślicznej kobiety.
Blondynka zjechała go wzrokiem, podobnie jak Desmonda. Oboje mieli dosyć duże tatuaże z wężami - Des na szyi, a Hyram na ramieniu. Wiedziała, co oznacza - należą do Węży, a z nimi nie powinno się zadzierać. Blondyna westchnęła głęboko i uzupełniła jego imię w komputerze.
- Masz szczęście, że mam wolne okno teraz. Chodź na fotel. - wstała, idąc głębiej w stronę gabinetu. - Nie sądziłam, że tak szybko cię poznam, Hyram. Chociaż nie mogę powiedzieć, że specjalnie wyczekiwałam twojego spotkania. - odparła, przygotowując stoisko do operacji.
- Oho, mogę spytać, skąd Pani mnie zna, Pani...? - ciemnowłosy usiadł na fotelu, wpatrując się uważnie w jej oczy i jej piękną figurę.
- Yami. - dokończyła jego pytanie, ruszając w stronę zlewu; kobieta odkręciła kran, nabrała trochę mydła na ręce i zaczęła je dokładnie myć. - Nawet dzieci Was znają. Człowiek musiałby być ekstremalnie głupi, albo głuchy, żeby o was nic nie widzieć. Czy to z plotek, czy to z wiadomości. Plus moja przyjaciółka Lizzie jest dosyć często twoim... gościem. Więc słyszałam o tobie nawet więcej niż chciałam.Dziewczyna założyła na ręce niebieskie, gumowe rękawiczki, po czym usiadła na obrotowym krzesełku. Przesunęła się do fotela i włączyła największą lampę.
- Yami, nie musisz mi dziękować za coś takiego. Chodź, może się przejdziemy? Duszno tutaj strasznie. - rzekł uspokajająco Hyram, wstając z krzesła, lecz zachowując dystans.
- Hobby... Nawet nigdy się nad tym nie zastanawiałam. - powiedziała po chwili namysłu. - Gdy tylko kończę pracę to staram się odpocząć i nie myśleć o tym wszystkim. Ale to grzebanie w ludziach jest czymś niecodziennym. Poznajesz ludzkie ciało, musisz zagłębić się w technologiczne i mechaniczne sprawy, żeby nie wyrządzić komuś krzywdy. Więc chyba można powiedzieć że moim hobby są technologia i mechanika? Sama nie wiem. Gdy mam wolną chwilę i chęci to lubię majsterkować, stworzyć coś nowego z już gotowych rzeczy.
- Wiesz, możliwe, że trochę się myliłam co do ciebie.

Komentarze
Prześlij komentarz