- Co wy do cholery jasnej oglądacie? - odparł Hyram, stawiając kubek z kawą na stoliku.
- O nowej zbrodni "Kruka", nie słyszałeś?? - odparł Matt, zatrzymując filmik.
- No, coś tam obiło mi się o uszy.
- Sama nie wiem, co o tym myśleć... - odparła Dayshia, wzdychając.
- Ja uważam, że typ sobie zasłużył. - odparł pewnie Niram. - Nikt go nie chciał złapać, typ gwałcił kogo popadnie i w końcu został zatrzymany. Trzeba myśleć, co się robi.
- Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że Kruk nadal jest na wolności i może cię dopaść w każdym momencie. - dodał Matt.
- No tak, zasłużył na karę, nie zrozumcie mnie źle... Ale od razu zabijać typa? Sama nie wiem.
- No co, ktoś zapłacił to go zabił, proste. - powiedział Niram, biorąc łyka kawy.
- Myślisz, że Kruk działa za pieniądze?? - zapytała Sarang.
- Na 100% musi mieć z tego jakiś hajs. A przynajmniej z części zleceń. Niektóre sprawy są zbyt specifyczne.
- No jak ma swoją stronę na darkwebie to na pewno ma hajs z tego jakiś. - oznajmił Matt, wsuwając noodle.
- Wchodziłeś na darkweba?!?! - krzyknęła zdziwiona Dayshia.
- Pff, nie raz. Z ciekawości se wszedłem i typ ma normalnie stronę, kontakt, warunki, typy zleceń i w ogóle wszystko. Myśle, że to może być nawet jakaś organizacja a nie jeden typ. - dodał Matt.
- Ej, to nie głupie... - przytaknął Niram. - A ty co myślisz, Hyram?
- A co mam myśleć. - wzruszył ramionami. - Codziennie ktoś kogoś morduje w Night City, więc to nic nowego. Szczególnie jeżeli chodzi o pieniądze. Typ pewnie zadarł z jakimś wysoko postawionym typem i się doigrał.
- Wiecie co mi to przypomina?? - zaczęła Sarang. - Kojarzycie tą sprawę z Heywood sprzed kilku lat?? O tym synu tego polityka??
- O, wiem! Jak mu było... Cristian Guerra! - wykrzyknął Niram.
- Te sprawy są bardzo podobne, nie sądzicie? Też nie znaleźli sprawcy i po tamtym incydencie pojawił się Kruk.
- Myślisz, że to był on? - zapytał Matt.
- Nie wiem, ale nie zdziwiłabym się. - powiedziała Sarang. - A ty co się śmiejesz, Hyram?
- Po prostu śmieszy mnie wasza zabawa w detektywów. Weźcie se kupcie jakieś Cluedo, czy coś.
- Eyo!!! Dawajcie na następnej imprezie kupujemy jakieś gry detektywistyczne!! - oznajmił zachwycony tym pomysłem Matt.
- Omg, ale to będzie epickie. Trzeba dać znać reszcie!
Hyram stał przed wejściem do ogromnego budynku, paląc papierosa.
- Val? - zapytał, dzwoniąc do swojej przyjaciółki. - Jak sie trzyma Desmond?
- Jest w stabilnej kondycji, właśnie skończyłam mu zszywać ranę. - odparła rudowłosa.
- Dobra, dzięki... Pozdrów go ode mnie i powiedz, że wpadnę jutro.
Mężczyzna się rozłączył i schował telefon do kieszeni, a następnie zgasił papierosa i wyrzucił go do pobliskiego śmietnika. Wziął głęboki wdech i wszedł do budynku, kierując się do biura dyrektora na samej górze wieżowca. Wiedział, że czeka go niemiła konwersacja z Augustinem. Pierwszy raz zdażyło mu się zawalić zlecenie od niego, więc Hyram zdawał sobie sprawę, że mężczyzna nie będzie tym zachwycony.
Chłopak wziął ponownie głęboki wdech i zapukał do drzwi, wchodząc do pomieszczenia.
- Oho, kogo me oczy widzą. - odparł siedzący na skórzanym krześle Augustin. - Chcę najpierw wysłuchać twojej wersji wydarzeń zanim cię opierdolę z góry do dołu.
- No tak. - przerwócił oczami, siadając na krześle po drugiej stronie biurka. - A co mam ci mówić? Znowu ta typiara z maską lisa weszła mi w drogę. Tym razem po prostu była szybsza ode mnie.
- Ta sama kobieta z garażu Arasaki? - zapytał z podniesioną brwią.
- Ta. Wzięła dane przede mną i zaczęła mi uciekać, no to zacząłem ją gonić. I jak już chciałem wziąć od niej tą drzazgę, to jakiś dodatkowy patrol zaczął strzelać do Desmonda, więc pobiegłem, by mu pomóc.
- I nie mogłeś wziąć tej drzazgi ze sobą? - zapytał, ze złością i zawodem wypisanym na twarzy.
- Mój przyjaciel dostał kulkę w ramię i mógł zginąć. W takiej sytuacji to chuja mnie obchodziła ta drzazga.
- Mnie za to nie obchodzi twój przyjaciel. Nie za to ci płacę, Hyram. - odparł chłodno Augustin.
- Augustin. - Hyram oparł się łokciami o blat biurka, patrząc się prosto w oczy mężczyzny, wyraźnie zezłoszczony jego komentarzem. - Czy ty mówisz poważnie, czy robisz sobie ze mnie jaja teraz?
- Nie uważam tego za dobry moment do żartów. - odparł stanowczo mężczyzna. - Jestem szczerze zaskoczony i zawiedziony, że nie potrafiłeś wykonać tak prostego zlecenia. Do tego zasłaniasz się obroną swojego współpracownika. Uważam, że to dosyć nieprofesjonalne z twojej strony.
- Nieprofesjonalne? O czym ty gadasz? - spojrzał na niego, szczerze zaskoczony. - Nigdy nie przełożę życia moich współpracowników ponad jakiś twój zajebany tech, rozumiesz? Szczególnie jeżeli moim współpracownikiem jest mój przyjaciel. I nie jest to "nieprofesjonalizm" ani "wymówka" tylko fakt i bycie po prostu ludzkim.
- W takim razie nie wybieraj swoich przyjaciół jako współpracowników.
- To nie istotne, nawet jakbym znał typa jeden dzień to i tak bym pobiegł go uratować.
- To ja ci płacę, więc to do mnie należy ta decyzja. Nie obchodzi mnie proces, obchodzi mnie rezultat, czyli obiekt w moim posiadaniu.
- Nie tym tonem, mój drogi. To ja tu jestem twoim szefem i to ja stawiam warunki.
- Bo co mi zrobisz? Walniesz mnie w ryj jak poprzednim razem? Jak chcesz się bić i ustanowić swoją dominację, to przypomnę ci, że siedzisz dniami na dupie, więc nie masz ze mną żadnych szans. I nawet jak chcesz mnie "zwolnić" to dobrze wiesz, że nie znajdziesz lepszego typa ode mnie. Więc te twoje groźby możesz mi wsadzić w dupę.
- To prawda, ale znam twoje mroczne sekrety i moje jedno słowo wystarczy, byś poszedł siedzieć.
- A ja znam twoje, więc jesteśmy kwita. A jak jeszcze ci mało to moja jedna kulka w łeb starczy, byś przestał istnieć. Coś jeszcze? Masz jeszcze jakieś groźby i teksty w zanadrzu, czy będziesz powtarzać to samo jak za każdym razem?
- Wkurwiasz mnie.
- Z wzajemnością. - oznajmił Hyram, opierając się o krzesło. - Jedna drzazga nie zrujnuje twojego interesu i nie jest warta czyjegoś życia, więc przestań się marszczyć jak stary dziad. Złość piękności szkodzi, a ty nie masz czym szastać.
- Skąd ty bierzesz te teksty? - Agustin uśmiechnął się nieznacznie.
- Z dupy twojej starej. - powiedział niewzruszenie.
- Eh... - westchnął. - Od kiedy tobie, płatnemu mordercy, zależy na czyimś życiu tak bardzo, co?
- Od kiedy nie jestem takim zimnym sukinsynem jak ty i nie mam zamiaru posyłać na bezsensowną śmierć ludzi, którzy są niewinni lub są mi bliscy. Szczególnie, jak mogłem ich ochronić.
- Doprawdy? - uśmiechnął się, poprawiając okulary.
- Po prostu zastanawia mnie fakt, że tak bardzo cenisz sobie czyjeś życie, odbierając je komuś innemu na codzień. Brzmi trochę jak hipokryzja, nie sądzisz? Myślałem, że jesteśmy tacy sami. Cel ponad wszystko.
- Ty serio chyba nie masz żadnych przyjaciół. - Hyram westchnął, krzyżując ręce na piersi. - Nie mam zamiaru się tłumaczyć z moich decyzji. Powiedziałem ci jasno, nigdy nie przełożę czyjegoś niewinnego życia, szczególnie życia moich bliskich, bo zachciało ci się jakiegoś gówno-techu. Zabijam tylko tych, którzy na to zasługują.
- Gówno mnie to obchodzi, Augustin. To jest tylko jedna pierdolona drzazga. Żadna kwota nie zmieni mojego zdania. Nawet jakby była warta kilka milionów, to i tak bym poszedł ratować mojego przyjaciela. Nawet jakbyś mnie miał za to zabić lub wsadzić do pierdla. - Hyram wstał z krzesła i skierował się do wyjścia, stając we framudze drzwi. - Jesteś taki sam jak oni wszyscy, kolejny zniszczony korupcją skurwiel, który myśli, że jest pępkiem świata. Nigdy nie byliśmy i nigdy nie będziemy tacy sami. Zobaczysz, kiedyś te pieniadze cię zjedzą. Albo one, albo tacy jak ja.
Hyram wyszedł z gabinetu Agustina, zirytowany, trzaskając za sobą drzwiami. To nie był dobry dzień, a wyraz twarzy tego dziada jakby miał się zesrać tylko pogorszyło sytuację. Wkurwiony, wsiadł na motor i pojechał migiem do swojego mieszkania, specjalnie obierając okrężną trasę, by trochę ochłonąć podczas szybkiej jazdy. Najbardziej chyba zirytowało porównanie go do Augustina. Hyram od zawsze gardził bogatym, pełnym korupcji społeczeństwem. W jego silnej nienawiści utwierdził go ojczym i przybrany brat, którzy po Augustinie są najlepszym przykładem wpływu korupcji i tego, co pieniądze i chciwość robią z ludzi. Wykorzystywanie biednych, nieznaczących ludzi, którzy ledwo łączą koniec z końcem; przekładanie wartości pieniądza ponad czyjeś życie; uważanie się za nadludzi z powodu swojego bogactwa, sprawiało, że krew mu się gotowała. Nigdy w świecie nie przełożyłby czyjegoś życia ponad kupę metalu lub pieniądze - nie życia, które jest czegoś warte, ma potencjał, ma szansę zaistnieć w tym świecie; życia osoby, która jest bliska jego sercu.
Gdy w końcu dotarł do swojego mieszkania, otworzył zimne piwo i wyjął jakieś resztki z lodówki, od razu kierując się do swojego ukrytego pokoju. Hyram wpisał odpowiednie hasło, dzięki któremu drzwi do biura otworzyły się. Było to dosyć duże pomieszczenie, z widokiem na panoramę Night City, stanowiskiem komputerowym w kilkoma monitorami, półką na akta oraz kolejnym tajnym schowkiem, w którym trzymał wszystkie swoje bronie.
Mężczyzna odstawił butelkę i talerz na bok, by wpisać hasło do komputera. Od razu jego oczom ukazało się powiadomienie, które niezwłocznie otworzył.
Gdy miał już wziąć butelkę piwa do ręki, jego telefon zadzwonił. Na ekranie pojawiło się imię "Lizzy". Chłopak westchnął głośno i odrzucił telefon na bok. Po chwili jednak dźwięk dzwonka ponownie rozbrzmiał w pomieszczeniu, więc Hyram w końcu odebrał telefon, by mieć święty spokój.
- Nie ładnie tak nie odbierać od kobiety.
- Czego chcesz, Lizzy? - zapytał, zirytowany.
- A co to za ton? Ktoś chyba wstał lewą nogą.
- Tak, dlatego lepiej mnie nie wkurwiaj.
- No dobrze, dobrze... Chcesz się spotkać??
- Ty teraz mówisz poważnie?
- No, a dlaczego miałabym żartować? Tak na prawdę to stoję już pod twoim blokiem. Wpuścisz mnie?
Hyram wywrócił oczami i wstał z krzesła, by wpuścić dziewczynę do środka za pomocą domofonu. Kilka minut później, kobieta zadzwoniła do drzwi, które Hyram niechętnie otworzył.
- Dawno mnie tu nie było. Witaj, przystojniaku. - poklepała go po ramieniu, wchodząc do jego mieszkania jak do siebie.
- Czym zawdzięczam sobie tą wizytę, Liz? - zapytał, zamykając drzwi.
- Stęskniłam się za tobą, czy to nie oczywiste??
- Na pewno? Myślałem, że ten laluś z lokalu Mamy Wells dotrzymuje ci towarzystwa i zwolnił mnie ze służby.
- Co? - zapytała, z paniką wypisaną na twarzy.
- Co, myślałaś, że nie zauważę? Liz, proszę cię... - zaśmiał się, krzyżując ręce na piersi i opierając się bokiem o ścianę.
- Hyram, to nie tak jak myślisz...
- Mhm, jaaaasne. - przytaknął z uśmiechem. - Szczerze? To wisi mi to i powiewa. Zastanawiam się tylko, czego ty jeszcze chcesz ode mnie?
- Nie jesteś zazdrosny? - podeszła do niego bliżej, zdejmując płaszcz z wdziękiem.
- O co mam być zazdrosny? Przecież nie jesteśmy razem. - zapytał Hyram, nie ruszając się z miejsca. - Czego naprawdę chcesz, Lizzy?
Stała naprzeciw niego, już bez płaszcza, z nonszalancko odsłoniętym ramieniem i tym uśmiechem, który znał aż za dobrze. Trochę prowokujący, trochę smutny. Jej oczy błądziły po mieszkaniu, jakby chciała się upewnić, że nic się tu nie zmieniło. Albo że on się nie zmienił.
- Ciebie - odpowiedziała cicho, ale bez zawahania.
Hyram uniósł brwi. Uśmiechnął się krzywo.
- Tak po prostu?
Lizzy podeszła bliżej. Krok po kroku, powoli, jakby nie chciała go spłoszyć. Jakby naprawdę wierzyła, że może jeszcze coś znaczyć.
- Wiem, że jesteś na mnie zły. Że nie jesteś idiotą. - zatrzymała się tuż przed nim. - Ale ja nie przyszłam tu z przeprosinami. Przyszłam, bo nie mogę przestać o tobie myśleć.
- To nie to samo co „przyszłam, bo cię kocham”. - jego głos był chłodny, ale spojrzenie czujne.
- Nie rzucam słów na wiatr - mruknęła, zbliżając się jeszcze bardziej. - Ale... może chcę czegoś więcej. Może właśnie próbuję się przekonać, czy to w ogóle możliwe.
Jej palce musnęły jego ramię, jakby od niechcenia. Przysunęła się do niego tak, że czuł ciepło jej ciała, zapach perfum, znajomy aż do bólu.
- A może po prostu chcesz mnie do łóżka - powiedział spokojnie. - I próbujesz mnie owinąć sobie wokół palca, żeby łatwiej to przeszło przez gardło.
- Gdybym chciała cię tylko zaliczyć, byłabym mniej subtelna - rzuciła z lekkim uśmiechem. - Ale jeśli mam być szczera… Tak. Chcę cię. Teraz. Dziś. Bez wymówek.
Złapał ją za nadgarstek, delikatnie, ale stanowczo. Spojrzał prosto w jej oczy.
- Powiedz mi jedną rzecz. Po wszystkim - zostaniesz, czy znikniesz?
Zadrżała lekko. Zaskoczył ją tym pytaniem.
- Nie wiem - odpowiedziała po chwili ciszy. - Ale chcę spróbować. Z tobą. Cokolwiek to znaczy.
Milczał. A potem puścił jej rękę i odsunął się krok w tył.
- Nie próbuj mnie oszukać, Lizzy. Jeśli chcesz tylko nocy, to ją dostaniesz. Ale jeśli chcesz grać w uczucia, lepiej, żebyś była gotowa na konsekwencje.
- Nie boję się - wyszeptała, już niemal przy jego ustach.
- Tego się właśnie obawiam. - odpowiedział.
I wtedy ją pocałował. Bez czułości, ale z intensywnością, która nie wymagała żadnych słów. Bo oboje wiedzieli, że tej nocy nie będzie niewinnych kłamstw. Tylko przyjemność - i może, tylko może, trochę złudzenia.
---
Kilka dni później...
Yami w końcu się zebrała w sobie, by pójść na zakupy spożywcze. Jej dom od kilku dni świecił pustkami, a ona jadła jakieś ostatni z lodówki bądź brała jedzenie na wynos. Wizyta Tiger Claws nieźle ją wstrząsnęła. Kobieta spędzała większość swojego czasu w pracy, biorąc każdego potecjalnego klienta, nawet po godzinach, by zarobić więcej pieniędzy. Z tego powodu nie miała czasu na gotowanie jakiś bardziej skomplikowanych, pożywnych posiłków, a także nieco zaniedbała swój wygląd. Jednak nadszedł długo wyczekiwany dzień wolnego, więc chciała go jak najlepiej wykorzystać na ogarnięcie siebie i swojego życia.
Po umyciu się i ubraniu, Yami spakowała niezbędne rzeczy oraz reklamówki na zakupy, a następnie skierowała się do najbliższego supermarketu. Starannie dobierała produkty z półek i wsadzała je do koszyka, od razu planując sobie w głowie posiłki, które przygotuje z ich pomocą. W jednej alejce jej uwagę przykuła puszka z owocami w syropie. Yami chciała ją wziąć, lecz produkt był zdecydowanie za wysoko, by mogła go dosięgnąć. Nawet jak stawała na samych koniuszkach palców, wysokość półki ją pokonała.
Nagle, ktoś zza jej pleców wyciągnął rękę i chwycił puszkę bez problemu, zdejmując ją z regału.
- Kurwa! - Yami wrzasnęła nagle, przestraszona.
- Jezu, aż taki straszny jestem?
- Co? Hyram? Co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona, widząc znajomą twarz mężczyzny przed swoimi oczami.
- Robię zakupy...? - zmarszczył brwi, po chwili się uśmiechając. - Szukała pani tego? - odparł ze złośliwym uśmieszkiem, machając jej puszką przed twarzą. - Aw, jestem taka malutka, że nie mogę dosięgnać półki, aww...
- Mówisz tak do kobiety, której wzrost jest mocno powyżej średniej, więc proszę mnie nie obrażać. - odpowiedziała i chciała wziąć od chłopak puszkę, jednak ten cofnął rękę. - Będziesz się tak teraz, ze mną bawić? - spytała, unosząc brew do góry.
- Tak. Jestem sadystą i uwielbiam patrzeć na cierpienie ludzi. - zaśmiał się, a Yami przewróciła oczami, widocznie zirytowana.
- Hyram. Daj mi tą puszkę.
- No dobra, masz... Ktoś tu się nie umie bawić, jeeeezu... - również przewrócił oczami, wrzucając puszkę do jej koszyka.
Yami nic nie powiedziała, tylko zaczęła kierować się w stronę innej alejki, lecz Hyram nie odstępował jej na krok.
- Co kupujesz???
- Będziesz się teraz wlókł za mną jak wrzód na dupie? - odparła, wciąż zirytowana.
- Jezus, co ci dzisiaj jest? Okres masz? - wytrzeszczył oczy dramatycznie. - Weź zjedz snickersa, czy coś. - odparł, wrzucając jej batonik do koszyka.
Każda najmniejsza uwaga dokładała swoją cegiełkę do rosnącego ciśnienia Yami. Zacisnęła mocno dłonie na rączkach od koszyka.
- Tak jestem przed okresem, tak, nawet jak będziesz nieprawidłowo oddychać to się wkurwie. - odpowiedziała i nawet na niego nie spojrzała. - Każda najmniejsza pierdoła mnie dziś irytuje, więc bardzo cię proszę, nie bądź jedną z nich i zlituj się dziś nade mną...
- Tak jest, szefowo. - Hyram podniósł dwie ręce do góry w geście poddania się.
Paręnaście minut później, Yami skończyła robić zakupy, a Hyram pomógł jej wszystko ponieść do domu. Chłopak jednak się zatrzymał po drodze i powiedział, by tu na niego zaczekała. Jakieś 2-3 minuty później, wrócił do niej z bukietem czerwonych róż i wręczył je dziewczynie z wielkim uśmiechem na ustach.
- Przepiękne róże dla przepięknej damy, z małym prezencikiem w środku.
Yami spojrzała na niego, nieco skonfundowana, a następnie spojrzała wgłąb bukietu, który oprócz róż zawierał wpięte na patyczkach słodycze.
- Hyram...
- Oj no weź, daj się trochę porozpieszczać, co? - odparł z uśmiechem, ponownie biorąc wszystkie reklamówki do rąk.
Yami koniec końców się uśmiechnęła i powąchała kwiaty, dziękując chłopakowi. Niedługo po tym, dotarli do jej apartamentowca. Hyram pomógł jej wnieść zakupy aż pod drzwi mieszkania. Kobieta otworzyła drzwi i już miała mu dziękować za pomoc, gdy ten nagle wszedł z zakupami do jej domu, kierując się od razu do kuchni.
- Ah, kurwa... - kobieta westchnęła, wchodząc do mieszkania i zamykając drzwi. - Skąd wiedziałeś od razu, gdzie masz iść? - zapytała, zdziwiona.
- Przecież byłem już tu raz.
Dziewczyna zmarszczyła brwi, lecz później jej się przypomniało.
- A, no tak. Swoją drogą. Nie sądzisz, że to trochę dziwne, by wchodzić do mieszkania nieznajomej i grzebać w jej rzeczach? - zapytała, referując o poprzednim razie, kiedy zaniósł ją śpiącą do domu i zmył jej makijaż.
- A co, miałem cię tam zostawić, śpiącą na schodach? - odparł, wyjmując z reklamówki energetyka, którego sobie kupił, następnie go otwierając i upijając łyk. - Może trochę wdzięczności, co? Ja tu się starałem, makijaż jej zmyłem, jaszczura nakarmiłem, a ta nadal pretensje. Pfff! - prychnął, wymijając ją i siadając na kanapie z puszką.
- Nie mówię, że ci za to nie dziękuję. Po prostu jakby się nad tym tak głębiej zastanowić, to było to nieco dziwne. - stwierdziła w drodze do kuchni.
Dokładnie wyszorowała ręce, aż po same łokcie. Mogła by to nawet nazwać jakimś zboczeniem zawodowym.
- A ty nie wybierasz się do domu? - spytała, gdy zaczęła rozpakowywać torby z zakupami.
- Nie, akurat mam wolne dzisiaj, więc mam caaaaały dzień dla ciebie. - przeciągnął, by specjalnie ją bardziej zdenerwować. - Ja wiem, jesteś pewnie tym zachwycona.
- Bożeeeeeeee... - jęknęła, przewracając oczami. - Frodo, weź go dziabnij czy coś.
- Ej! Nie wciągaj w to dzieci! Taka matka z ciebie, co? Od razu z przemocą. - odparł, kładąc puszkę na stoliku i podchodząc do niej. - Weź głęboki wdech, jesteś oazą spokoju. - stanął za nią i zaczął mówić uspokajającym tonem, delikatnie masując jej ramiona.
Sam dotyk sprawił, że ciało Yami automatycznie się spięło. Uniosła ramiona do góry, chcąc zatrzymać masowanie jej ramion. Zrobiła krok w bok i popatrzyła się wymownie na Hyrama.
- A czy ja ci czegoś nie mówiłam o niespodziewanym dotyku? - spytała, wspominając ich rozmowę na schodkach.
Hyram zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć.
- A, faktycznie. - otworzył usta, przypominając sobie ich rozmowę. - Perdóname querida mía. Sin embargo, eres tan hermosa que es difícil resistirse. [Wybacz mi, moja droga. Aczkolwiek jesteś tak piękna, że ciężko się powstrzymać]. - zaczął mówić po hiszpańsku, kładąc dłoń na swoim sercu. - Perdoneme, señorita [Wybacz mi, Pani].
- Nie mam bladego pojęcia co powiedziałeś, ale patrząc po gestykulacji uznaję, że chyba sobie przypomniałeś. - zaśmiała się, kładąc ręce na biodra. - Nie chce cię wyganiać, więc jak masz tu siedzieć, to chociaż nie plącz mi się pod nogami.
Yami wyszła jeszcze na moment z kuchni, aby odwiesić swoją skórzaną kurtkę na wieszak. Wróciła, po czym bez słowa zabrała się za robienie obiadu. W międzyczasie włączyła jeszcze radio, aby przerwać ciszę panującą w mieszkaniu. Dopiero teraz Hyram mógł zauważyć, że na ramieniu dziewczyny widnieje tatuaż. Przypominał on kwiaty, zaczynał się na lewym ramieniu i chował się pod koszulką Yami, prawdopodobnie ciągnąć się gdzieś dalej po jej ciele.
- Haaa... Seniorita... ¿Qué es este hermoso tatuaje? [Co to za piękny tatuaż?] - odparł, wskazując palcem na jej ramię. - Me pregunto dónde termina... [Ciekawe gdzie się kończy...] - uśmiechnął się zadziornie, obczajając jej figurę z boku. - No me entiendes, así que puedo decir lo que quiera... Ha!! [Nie rozumiesz mnie, więc mogę mówić cokolwiek mi się podoba...]
- Chyba muszę zainstalować sobie jakiegoś tłumacza, bo zaczyna mnie to irytować. Skąd mam wiedzieć co ty teraz gadasz pod nosem? - spytała, unosząc do góry nóż, którym kroiła mięso. - Denerwuje mnie taka niewiedza. - dodała, po czym wróciła do robienia obiadu; dokładnie zamarynowała mięso, a gdy to odpoczywało w misce, zajęła się przepłukiwaniem ryżu.
- Tak bardzo chcesz wiedzieć, co mówię? No dobra. - uśmiechnął się i oparł się bokiem o kuchenny blat, krzyżując ręce na piersi. - Mówiłem, ze masz piękny tatuaż i zastanawiałem się gdzie się kończy. Z chęcią bym się sam przekonał, lecz takie przyśpieszenie spraw byłoby zmarnowaniem potencjału tej znajomości... - Hyram zaczął gadać od rzeczy, rozkręcając się. - Chciałbym ciebie poznać bliżej, jednak pani zgrywa niedostępną i niezainteresowaną, co głęboko rani me uczucia...
- Jestes bardzo bezpośredni w wyrażaniu swoich zamiarów wobec drugiego człowieka, ale muszę cię rozczarować. Nie jestem kobietą, jak Lizzy. - powiedziała stanowczo. - Jeżeli spotykasz się ze mną tylko w jednym celu, to wiesz, gdzie są drzwi.
Po tych słowach nie odezwała się już więcej. Całą swoją uwagę skupiła na gotowaniu. Cały czas była napięta, nawet szczękę zaciskała tak mocno, że zaczęły boleć ją zęby.
- Właśnie to jest najlepsze, że nie jesteś taka jak Lizzy. - podszedł do niej od tyłu i zaczął szeptać jej do ucha, trzymając ręce skrzyżowane na plecach. - Źle to zabrzmiało, wybacz mi, Seniorita... Chcę cię poznać... Zobaczyć, co cię kręci, denerwuje... O czym marzysz, o czym myślisz nocami... Co cię odpycha... Chcę poznać prawdziwą Yami, której nikt nie widział. Czego się boisz, bym mógł się chronić... Jaki dotyk lubisz, bym mógł cię dotknąć, przytulić... Co lubisz jeść, bym wiedział, gdzie cię zabrać... Seniorita, nie bądź zła... Simplemente me gustas mucho... [Po prostu bardzo się mi podobasz...]
- Hyram powiem to ostatni raz. - powiedziała, krojąc pomidory do sosu. - Zaczynasz przekraczać pewne granice i nie podoba mi się to. Nie chcę się na ciebie gniewać i rozumiem, że może po prostu chcesz mnie poznać. Tyle, że robisz to w kiepski sposób. Za bardzo się z wszystkim spieszysz, a ja nie jestem do czegoś takiego przyzwyczajona. Więc teraz bardzo cię proszę, usiądź na kanapie i daj mi trochę przestrzeni. Mam dziś wyjątkowo zły dzień i jestem na granicy mojej wytrzymałości.
Podczas tej wypowiedzi cały czas mocno ściskała rączkę noża. Jeszcze jeden natrętny komentarz i straci wszelką kontrolę nad swoimi nerwami. Zwykle bywa spokojną i opanowaną osobą, jednak dzisiejszy dzień przejdzie do historii.
- Boże, już dobrze... - Hyram wywrócił oczami.
Mężczyzna westchnął i wyjął z kieszeni swojego epapierosa, po czym otworzył balkon, przymykając drzwi. Uśmiechnął się, gdy zobaczyć jaszczurkę Frodo,
wygrzewającą się na krzesełku na słońcu. Hyram zrobił mu zdjęcie, a następnie oparł się o balustradę i zaczął sobie palić, narzekając do Frodo po hiszpańsku o tym, jak bardzo on jej nie rozumie i nie ma pojęcia, o co jej chodzi.
Po sytuacji, gdzie Yami zaciskała nóż w ręce, Hyram postanowił się do niej w ogóle nie odzywać. Rozważał nawet dramatyczne wyjście z mieszkania dla podkręcenia atmosfery, czyli ucieczka w dół przez czyjeś balkony. Mężczyzna, mając gdzieś bezpieczeństwo, usiadł jak gdyby nigdy nic na balustradzie i machał se nogami jak dziecko, patrząc się w ciszy na krajobraz Night City.
- Oj, Frodo... Ta twoja Pani to ciężki orzech do zgryzienia, powiem ci... - westchnął.
Pół godziny później dziewczyna skończyła obiad, mieszkając mięso z sosem. Wyciągnęła dwa talerze, nałożyła im po sporej porcji ryżu, a na wierzch położyła mięso z sosem. Po tym, zabrała talerze pełne jedzenia i położyła je na stoliku w salonie. Rozejrzała się po mieszkaniu, szukając Hyrama i znalazła go na balkonie, a ten jak gdyby nigdy nic siedział na balustradzie.
- Chodź do środka, obiad czeka. - zawołała go i rzuciła jeszcze okiem na swojego pupila. - Żebyś się nie przegrzał bestio ty moja. - zaśmiała się i wróciła do środka, zostawiając za sobą otwarte drzwi.
- Muchas gracias. [Dziękuję ślicznie]. - Hyram wziął swój talerz jedzenia i ponownie poszedł na balkon i usiadł wygodnie na balustradzie.
Czując jedzenie, Frodo od razu wstał i podszedł do niego, prosząc o kawałek mięska. Nie mogąc się powstrzymać, mężczyzna nakarmił piękną bestię, a później sam zaczął jeść. Nagle jednak, usłyszał czyjś głos, dochodzący z dołu.
- Nie skacz!! Nie rób tego! Życie jest piękne! Poszukamy pomocy razem! - sąsiad Yami z dołu zaczął krzyczeć do Hyrama.
- Co? - Hyram spojrzał w dół, marszcząc brwi, zdziwiony.
- Nie skacz!!
- Na chuj mam skakać??
- Co? - sąsiad zdziwił się, zupełnie nie ogarniając już, o co chodzi. - To ty nie chcesz się zabić?
- Nie, wtf ziom? - Hyram zaśmiał się. - Chcesz szluga?
- A weź spierdalaj. - facet machnął ręką. - Człowiek się martwi, a ten... A dawaj mi tego peta.
Hyram zaśmiał się i zrzucił paczkę z papierosami piętro niżej.
- Bóg zapłać. - facet złapał paczkę i poszedł do środka, jak gdyby nigdy nic.
Hyram zaczął się śmiać na głos z absurdalności tego zetknięcia, a potem wrócił do mieszkania z pustym talerzem.
- Boże, uwielbiam twoich sąsiadów. - odparł z uśmiechem i zabrał jej pusty talerz, kierując się do kuchni, by pozmywać brudne naczynia.
- No cóż, mogę jedynie powiedzieć, że ci są zdecydowanie lepsi od poprzednich. Można by powiedzieć, że mieszkam tu od niedawna i jeszcze nie doświadczyłam interakcji z wszystkimi. - zaśmiała się, idąc za chłopakiem do kuchni.
Otworzyła lodówkę i z górnej półki wyciągnęła ciasto. Był to biszkopt, przekładany masą mascarpone, a na samej górze znajdowały się owoce w syropie.
- Skusisz się na kawałek? - zaproponowała, wyciągając z szuflady łopatkę do ciasta.
- Bardzo chętnie. - odparł, wycierając ręce po myciu naczyń. - Już się od-obraziłaś? Jak chcesz, bym wypierdalał to po prostu to powiedz, bo ja tu mogę siedzieć i cię irytować całą noc. - uśmiechnął się do niej złośliwie.
- Przed okresem jestem bardzo ckliwa jeśli o to co chodzi. Łatwo się denerwuje, a to wszystko po to, żeby przez następny tydzień nie móc wyjść z łóżka. - wyjęła z szuflady czysty nóż i ostrożnie pokroiła ciasto. - A czy rozważałeś opcje, żeby zostać i mnie nie irytować?
- Hm. - Hyram zastanowił się. - Ciekawa propozycja, aczkolwiek mam wrażenie, że cokolwiek nie powiem to będę workiem treningowym na twą złość. - zaśmiał się. - Cóż, jeżeli to ma ci pomóc. - rozlożył ręce, poddając się. - Ale nie kłamałem z tym, że chcę cię bliżej poznać.
Yami nałożyła im po kawałku ciasta i wyciągnęła widelczyki.
- Wiesz, od momentu, w którym przekonałam się, że nie jesteś taki, jak cię przedstawiają... Też chciałabym cię bliżej poznać Hyram. - przyznała się, przecierając kark dłonią. - Musisz tylko zrozumieć, że nie otworze się przed tobą, jak szafa trzydrzwiowa. Potrzebuje trochę czasu, aby móc mówić o niektórych sprawach.
- No wiem... - powiedział i wydymał usta jakby był nadąsany. - Nie jestem znany ze swojej cierpliwości, to pierwszy fakt o mnie na dziś. No i uwielbiam dotyk fizyczny, to drugi fakt. - dodał, biorąc talerzyk z ciastem i od razu wciągając je, jakby nie było jutra.
- No to już mamy dwie rzeczy, które nas różnią. - stwierdziła i ruszyła w stronę salonu.
Usiadła wygodnie na kanapie, przyciągając jedno kolano do klatki. Zaczęła zajadać się ciastem.
- W sumie zdałam sobie sprawę, że jesteś pierwszą osobą, która testuje moje umiejętności kulinarne. Nawet Lizzy nie była nigdy skłonna, żeby odwiedzić mnie w mieszkaniu.
- Weź przestań. Dlaczego ty się w ogóle z nią przyjaźnisz? Jest suką, jakich mało. - Hyram odparł, dołączając do niej na kanapie. - A twoja kuchnia jest bardzo dobra. Jest to niezła odmiana po jedzeniu ulicznego żarcia prawie codziennie, nie powiem. - dodał, rozciągając swoje mięśnie karku, czemu towarzyszyło dosyć głośne strzyknięcie.
To samo charakterystyczne strzyknięcie dziewczyna słyszała na swojej ostatniej misji. Poczuła się z tym trochę dziwnie, przecież to tak jakby miała dwie zupełnie różne osobowości, a on nawet nie był tego świadom.
- Sama nie wiem, przyjaźnimy się już parę lat i jakoś dziwnie jest mi odrzucić kogoś, kto przez tyle lat przy mnie tkwi. Nawet jeżeli zdarza się jej mnie skrzywdzić to... Jakoś nie potrafię tego zakończyć. - spróbowała pociągnąć temat, aby ukryć swoje zakłopotanie.
- Pff, jebać ją. Znajdź sobie nowych przyjaciół, serio. Ona to tylko potrafi ciągnąć ludzi w dół. - wywrócił oczami na samą myśl o niej.
- To po co się z nią w ogóle spotykałeś?
- Eh. - Hyram westchnął. - Lizzy jest jak kameleon. Jeżeli coś od ciebie chce to będzie się zachowywać tak, jak chcesz. Chyba po prostu wpadłem jej w oko i zaczęła się do mnie kleić. Na początku było spoko, ale później laski, moje przyjaciółki z obozu. - sklaryfikował. - powiedziały o co chodzi, to po prostu zerwałem z nią kontakt, a raczej ograniczyłem do minimum, bo jej się nie da tak na prawdę pozbyć.
- A skąd wiedziałeś, że dziwczyny mówią prawdę?
- Bo ufam im nad życie. - powiedział bez zawahania, oglądając się na Yami. - Znam je od lat i ufam ich ocenie. Jeżeli one tak mówią, to tak jest. Myślę, że byście się dogadały. Gdyby nie te pieprzone reguły, to może i bym cię zaprosił na jedną z imprez.
- Nie jestem typem imprezowej osoby, ale to już raczej zdążyłeś zauwazyc. Wolę zdecydowanie mocno zawężone towarzystwo. - odłożyła talerzyk na stolik i spojrzała na chłopaka przed ramię.- Żeby nie było, że zaraz będą próbować cię odciągnąć ode mnie. To byłaby prawdziwa strata! - położyła dłoń na czole i padła bokiem na sofę, udając omdlenie niczym księżniczka.
- Jestem otwarty na nowe możliwości. - uśmiechnął się i spojrzał na nią od góry, jak leżała na kanapie. - Dobra, Pani "nie dotykaj mnie, jestem samotnym wilkiem". Może obejrzymy jakiś film? Chyba, że wolisz, bym zaczął cię łaskotać i ganiać po całym mieszkaniu, to droga wolna. - dodał, dotykając ją palcem w policzek.
- Możemy, zdecydowanie wolę uniknąć łaskotek. - podniosła się do siadu i sięgnęła po pilota; nacisnęła przycisk i ekran zaczął wysuwać się z sufitu. - Uwierz mi, nie wybrałam samotności z własnej woli. - przesunęła się kawałek dalej, żeby zrobić chłopakowi miejsce.
Hyram chciał ją o to zapytać, lecz pomyślał, że dziewczyna raczej nie będzie skora do rozmowy na ten temat. Gdy ekran i wszystkie urządzenia się włączyły, dwójka zaczęła wybierać film. Oczywiście szło to mozolnie, bo znalezienie czegoś dobrego do oglądania graniczy z cudem. Po kilku minutach w końcu udało im się coś włączyć.
~
Neuroblizna - Po wielkiej wojnie danych i załamaniu ekosystemów, megamiasta rządzą sztuczne inteligencje, a ludzie żyją w cieniu neonowych wież i podziemnych sieci neuronowych. „Neuroblizna” to opowieść o Lenie, neurochirurżce specjalizującej się w wszczepianiu emocjonalnych protez — urządzeń pozwalających ludziom „leczyć się” z traum, strachu i smutku przez cyfrowe kasowanie wspomnień.
Jednak kiedy Lena podejmuje się prywatnego zlecenia — „oczyścić” umysł dziewczyny imieniem Kaia, która przeżyła tajemniczy incydent w laboratorium neuroprojektowym — coś idzie bardzo źle.
Każda sesja przybliża Lenę do czegoś niewytłumaczalnego. Wspomnienia Kai zaczynają wyciekać do jej własnego umysłu. Zaczyna widzieć twarze, których nie zna. Słyszy głosy, które mówią w języku, którego nigdy się nie uczyła. A najgorsze – widzi siebie w snach dziewczyny. Ale nie taką, jaką jest – tylko martwą.
~
Para zaczęła oglądać film. Na szczęście, Hyram, choć z natury gadaliwy tak, że japa mu się nie zamyka, przy oglądaniu filmów zachowuje ciszę, co przypadło Yami do gustu. Mimo przypisaniu gatunku "horror", film wcale nie był taki straszny. Przynajmniej nie jeżeli chodzi o jumpscare'y i tego typu rzeczy. Natomiast bardzo najeżdżał na psychikę i to, co może z nią pójść nie tak.
Gdzieś po ponad połowie filmu, przedstawiane były najgorsze traumy jednej z bohaterek i obrzydliwe rzeczy, które wyrządzili jej inni ludzie. Po policzku Yami popłynęła pojedyncza łza, którą szybko starła. Nie uszło to uwadze Hyrama. Jednak zamiast się z niej nabijać, chłopak po prostu spojrzał się na nią, jakby zdziwiony i zaintrygowany.
Zakończenie filmu było bardzo emocjonalne i łamiące serce. Yami nie wytrzymała i zaczęła płakać - bardzo się zżyła z bohaterkami i zobaczenie takiego ich końca było jak nóż wbity w serce widza. Hyram podał jej chusteczki, a ta zaczęła wycierać oczy i smarkać nos. Gdy się trochę uspokoiła, zauważyła, że Hyram rozmyśla nad czymś mocno - na tyle, że zmieszanie było widoczne na jego twarzy.
- Coś się stało? - zapytała, wyrzucając chusteczki do pobliskiego kosza.
- Nic, po prostu... Trochę tego nie rozumiem. - powiedział całkiem serio. - Dziwny był ten film.
- Ale czego nie rozumiesz?
- Nie rozumiem dlaczego płakałaś. Nie rozumiem też zamysłu tego filmu, po co ona w ogóle stwarzała te AI?
- No, stworzyła je, żeby odciążyć ludzi z ich traum. – odpowiedziała blondynka, zdziwiona, że trzeba to tłumaczyć.
Hyram dalej wpatrywał się w nią bez zrozumienia.
- Wiem, że ludziom mogą się przytrafić naprawdę paskudne rzeczy. Ale czemu mieliby chcieć to usuwać? Tworzyć całe systemy, oddzielne AI... Po co?
- Bo... - Yami zawahała się. - To im przeszkadza w życiu? W normalnym funkcjonowaniu? Przecież to oczywiste...
- Ale aż tak, że chcieli się tego pozbyć?
- Hyram... Czego ty tutaj nie rozumiesz. - Yami odwróciła się do niego cała, jakby patrzyła na kogoś z innej planety. - Było im źle. Nie mogli z tym żyć, więc chcieli to usunąć. Nie miałeś nigdy jakiejś traumy?
- No przeżyłem wiele rzeczy. I jestem w stanie pojąć, że inni mają o wiele gorsze wspomnienia od moich. Wiem, że to może im ciążyć przez jakiś czas... Ale musisz po prostu wstać i iść dalej. No trzeba z tym sobie poradzić prędzej czy później. Na tym polega życie. Nie wiem, idź do psychologa czy chuj wie kogo... Nie rozumiem dlaczego to aż tak bardzo tkwi w ich umysłach, że musieli stworzyć oddzielne AI, by zabrało im te wspomnienia.
- Terapia może pomóc, ale nie wszystko się da naprawić tak po prostu. Niektóre wspomnienia są zbyt bolesne, zbyt żywe. Przeszkadzają w tworzeniu relacji, w codzienności...
- Ale że aż tak?
- Hyram... Czy ty jesteś psychopatą? - zapytała Yami bez cienia skrępowania, lecz chłopak tylko wzruszył ramionami.
- Nie wiem. Ludzie mówili, że jestem socjopatą, ale nigdy się tym specjalnie nie przejmowałem.
W głowie Yami coś zaczęło klikać. Dobrze, że powstrzymała się przed komentarzem typu „Boże, z kim ja się zaczęłam zadawać”.
- No nie patrz tak na mnie! - Hyram rozłożył ręce. - Naprawdę chcę to zrozumieć!
- To tak jak... - Yami zastanowiła się, próbując znaleźć dobre porównanie. - ... z ciężarami. Dla jednego 50 kg to mało, a dla drugiego to będzie nie do udźwignięcia. Jeden może dźwigać 50 kg na codzień i nic mu nie będzie, a drugiemu będzie to bardzo przeszkadzać, bo nie da rady tego unieść i nosić to dzień w dzień.
Mężczyzna odsunął głowę do tyłu na oparcie sofy i spojrzał się w sufit, zanurzając się w myślach.
- Teraz rozumiesz? - zapytała Yami.
- Staram się do poukładać w mojej głowie. - zaczął. - Potrafię zrozumieć, że ktoś przechodzi przez coś ciężkiego. Po prostu nie zdawałem sobie sprawy, że może to być dla nich aż tak ciężkie, że wolą się pozbyć tych wspomnień. Dla mnie, ciężkie sytuacje są okazją do stania się silniejszym. Dlatego ciężko mi to zrozumieć, że wolą o tym zapomnieć niż wykorzystać tą okazję.
- Niektórzy nie mają siły, by stać się silniejszymi.
- Hm... - westchnął. - I na tyle cię to poruszyło, że zaczęłaś płakać?
- No tak... - Yami przetarła twarz dłonią; nie z irytacji - bardziej z potrzeby zebrania myśli. - A ty tak nie masz? Kiedy ktoś ci opowiada o czymś strasznym, to nic nie czujesz?
- Wiem, że to coś strasznego - ale ja nic nie czuję. Nie smuci mnie to, nie ściska mi się gardło, nie mam ochoty płakać. Po prostu... klasyfikuję to jako rzecz negatywną. Jakbyś wrzucała dane do folderu „złe rzeczy”.
To nie tak, że w ogóle nic nie czuł. Był zdolny do emocji - ale jakby przyciszonych. Gdzie inni czuli gniew czy smutek na 8/10, u niego ledwo dobijało do czterech. Dlatego często nie rozumiał, skąd te reakcje u ludzi. Choć się starał.
Jedyne osoby, przy których czuł coś więcej, to jego siostra i garstka bliskich. Im bardziej kogoś poznawał, im lepiej rozumiał jego sposób myślenia, tym łatwiej było mu się „wstrzelić” w jego emocje. Ale losowy człowiek z ulicy? To była inna bajka.
- W takim razie w ogóle nie masz empatii? - zapytała blondynka.
- Zależy jak zdefiniujesz empatię. Potrafię zrozumieć, co i dlaczego dana osoba coś czuje. Ale nigdy nie ogarniałem konceptu współodczuwania czyichś emocji.
- No... A jak uratowałeś mnie wtedy w barze przed tym typem, to dlaczego to zrobiłeś?
- No bo... Wiem, że takie interakcje mogą być bardzo niekomfortowe i potencjalnie zagrażające. Wiem, że mogłem pomóc, to pomogłem.
- A czułeś się wtedy źle, że mnie to spotyka? Że jakbyś był na moim miejscu, to też czułbyś się źle i właśnie dlatego zareagowałeś?
-...Nie wiem. Nie sądzę. Po prostu uznałem, że to coś, z czym trzeba interweniować. Znaczy... - Hyram zastanowił się. - Nie chciałem, by działa ci się krzywda, wiedząc, że mogłem temu zapobiec.
- A nie czułeś się źle, że ten typ chciał mnie skrzywdzić?
- Nie powiedziałbym, że się źle z tym czułem, tylko że mnie gość wkurwił.
- A dlaczego cię to wkurzyło?
- Bo chciał ciebie wykorzystać, wiedząc, że jesteś słabsza fizycznie.
- No, ale dlaczego ciebie to wkurza? To nie jest tak, że to ciebie chciał wykorzystać. Dlaczego to ciebie aż tak obchodziło, że postanowiłeś zainterweniować?
Od razu na myśl przyszła mu jego siostra. Wkurzył się, bo widział, jak jego siostra musiała przez to cierpieć. Z tego powodu wiedział, jak bardzo druzgocące mogą być takie interakcje i jaki wpływ mogą mieć na psychikę oraz funkcjonowanie osoby. Dlatego zawsze go wkurzają tacy ludzie - wykorzystujący innych, niszczący ich życie dla 5 minut przyjemności. Był wkurzony też na siebie, że nie udało mu się zapobiec cierpieniu jego siostry. Dlatego teraz zawsze reagował na takie sytuacje. Czy właśnie w ten sposób chce zadośćuczynić, że nie zdołał jej wtedy pomóc?
Chciał pomagać ofiarom takich przestępstw wymierzać sprawiedliwość. Ale nie dlatego, że czuł, co one czuły. Raczej dlatego, że wiedział, że to było złe. Wiedział, jak wygląda cierpienie takich ofiar. Dlatego chciał je wspierać - bo miał ku temu zasoby. W jego oczach bezczynność czyniła go współwinnym.
- Pomogłem ci, bo wiem jak to wygląda. A gdybym ci nie pomógł, to poczułbym się współwinny. Nie mogłem po prostu przyglądać się, jak on cię krzywdzi. Może i nie potrafię odczuć tego samego, co ty w tamtym momencie... Ale to nie oznacza, że nie będę chciał ci pomóc.
Yami patrzyła na niego z mieszaniną konsternacji i współczucia.
- Czyli w ogóle nic nie czujesz, czy czujesz coś tylko w innym natężeniu?
- Nie no, nie jestem zupełnie wyprany z emocji. Po prostu nie są one dla mnie aż tak istotne. Tak jak mucha latająca po pokoju. No niby jest i coś tam cię irytuje, ale bez przesady.
Zrobiło się cicho. Przez chwilę było słychać tylko brzęczenie projektora w kącie.
- Hyram?
- Hm?
- To, że próbujesz kogoś zrozumieć i coś poczuć, to już coś. Większość ludzi, którzy czują wszystko, nawet się nie zastanawia nad tym, dlaczego coś czują. Ty się nad tym zastanawiasz, mimo że tego nie masz.
Hyram spojrzał na nią uważnie.
- Może właśnie dlatego chcę to rozumieć. Bo dla mnie to nie jest takie oczywiste. I przez to czasem czuję się... obcy.
- Może jesteś. Ale nie w zły sposób.
Na jego ustach pojawił się lekki, krzywy uśmiech.
- Jak E.T.?
- Tylko mniej śluzowaty.
Zaśmiała się cicho. On też. I choć nie czuł tego, co ona, to przez ułamek sekundy miał wrażenie, że są na tej samej częstotliwości.
---
- Wakako? Dobrze się składa, że dzwonisz... - mężczyzna powiedział przez z słuchawkę, a na jego twarzy od razu ukazał się uśmiech, gdy usłyszał głos kobiety. - Zgaduję, że mała lisica to twoja podobieczna, zgadza się?
- Augustin... Uznajmy, że pomyłka stoi po mojej stronie, gdybym wiedziała, że masz takie samo zlecenie...
- Moja droga... Nie powiem, zirytował mnie ten obrót sytuacji. Nie codziennie mój "Cień" przychodzi z pustymi rękami. - odparł niskim, chłodnym tonem. - Tym razem przymknę na to oko, ale jak znowu nastąpi taka sytuacja... Będę musiał sobie poważnie porozmawiać z tą twoją lisicą.
- To nie będzie potrzebne... Masz moje słowo.
- Obyś miała rację, Mi vida...
Komentarze
Prześlij komentarz