Rozdział I: Just friends?

 - Mam dla ciebie zadanie, Matt. Wiem, że może być ono trudne, jednak chciałabym, byś chociaż spróbował. Nie zastanawiaj się długo, tylko powiedz, co przychodzi ci od razu na myśl. Parę słów, zdań. - czterdziestoletnia kobieta ułożyła jedną nogę na drugiej, siedząc na fotelu; poprawiając gruby, pełen notatek zeszyt na swoich kolanach. - Kim jesteś? Jak opisałbyś siebie jako osobę?

Wzrok mężczyzny uciekł na widok za oknem - pełne życia, zatłoczone miasto: otoczone smogiem, zatrute technologią i splugawione krwią. Miasto grzechu, usposobienie chaosu - nieprzewidywalne, niebezpieczne, bezlitosne, lecz atrakcyjne, pełne życia, możliwości, pasji, kontaktów... Miasto pełne sprzeczności, zupełnie jak on sam.

Matt wziął głęboki oddech i spojrzał ponownie na blondwłosą kobietę, ubraną w niebieską koszulę i białą marynarkę.

- Zależy którą osobę? Ciężko mi opisać siebie, jak... Czuję się rozwarstwiony.

- Co masz przez to na myśli?

- Czuję jakby ktoś pokroił mnie na kawałki. Niby to dalej ja, ale każda warstwa jest inna. Do tego stopnia, że czasem nie poznaję się w lustrze, na zdjęciach... To niby dalej jestem ja, ale... To był ktoś inny na tym zdjęciu. Ma moją twarz, imię, wspomnienia... Ale był czymś opętany.

- Rozumiem... Spróbujmy więc od małych kroków. Mógłbyś opisać te "warstwy"?

- Hm... - Matt zastanowił się, błądząc wzrokiem po podłodze. - Jedna jest nieprzewidywalna, chaotyczna... Czuję się wtedy, jakbym mógł przenosić góry, jakbym był jakimś bogiem. Druga jest... jak kosz na śmieci. Cokolwiek pierwszy wyrzuci, drugi musi to zbierać. Czasem jest tak pełny, że wszystko się z niego wylewa i idzie na dno. Tonie. Tonie w poczuciu winy i bezsensu. Trzecia warstwa, to ja... Prawdziwy ja? Nie wiem... Nudny, szary, zwykły... Czuję się jak flaga powiewająca na wietrze - raz w jedną stronę, raz w drugą stronę.

- Która "warstwa" według ciebie jest najlepsza?

- Zdecydowanie pierwsza.

- Dlaczego?

- Bo robię cokolwiek mi się podoba. Popełniam błędy, ale nie myślę o nich. Czuję się... wolny. 

--- 

- Matt, błagam cię, tylko uważaj na siebie. - czarnowłosa kobieta złapała rękę mężczyzny siedzącego na motorze; na twarzy miała wymalowane zmartwienie i obawę. - Ten wyścig nie jest wart poświęcenia życia.

- Pff, Isa... Nie bądź sztywniakiem. Nic mi nie będzie. - Matt wywrócił oczami i uśmiechnął się szeroko w stronę dziewczyny. 

Isabella przyłożyła druga dłoń do twarzy, pomasowała nasadę nosa i po raz kolejny spojrzała się na chłopaka. Znowu to samo - znów musi martwić się na zapas za tego idiotę. Przecież jechanie 200 km/h w środku miasta z próbującymi się zabić typami to zarąbisty pomysł. 

- Zawsze tak mówisz Matt. Proszę cię, wróć do mnie w jednym kawałku. - nieświadomie ścisnęła jego dłoń, a potem cofnęła się parę kroków do tyłu, nie spuszczając wzroku z chłopaka.

Głośna muzyka wybrzmiała z systemu nagłośnieniowego, odliczenie przed startem, wiwat ludzi, warkot motorów i pojazdów, wzajemne wyklinanie się przeciwników i... Czas, start!

Matt od razu dodał gazu i stanął motorem na jednym kole, umiejętnie wyprzedzając i zostawiając w tyle całą konkurencję. Nawet nie patrzył na limit prędkości na wyświetlaczu, tylko gnał przed siebie, driftując na zakrętach i zostawiając chmurę pyłu za sobą. Cały wyścig nie trwał długo, zaledwie kilka minut, jednak dla Isabelli każda sekunda się dłużyła w oczekiwaniu na swojego "tylko przyjaciela". Gdy zobaczyła czarny motor z pomarańczową poświatą w oddali, jej serce przyspieszyło. Drugi pojazd robił wszystko, co w jego mocy, by dogonić przeciwnika, jednak zwycięzca mógł być tylko jeden.

- Wygrywa Matthew!!! Brawo!! Wooah! - prezenter zawył z radością, przekrzykując cały wiwatujący tłum. 

Motocykl Matta wpadł w poślizg i zahamował z piskiem opon, o mały włos nie obijając się o cementowe bloki znajdujące się na końcu drogi. Mężczyzna, przepełniony adrenaliną i radością, zrzucił niedbale kask z głowy i zeskoczył z pojazdu, próbując przepchać się przez entuzjastycznie witający go tłum. 

Widok unoszącego się dymu i pisku opon sprawił, że przez ciało Isabelli przebiegł nieprzyjemny prąd. Również zaczęła przeciskać się przez tłum ludzi, lecz Matt ją uprzedził. 

- I co?? Mówiłem, że wygram! - Matt podbiegł do Isabelli, podnosząc ją z łatwością za biodra i obracając kilka razy wokół własnej osi. 

Z jej ust wyrwał się pisk - niespodziewany dotyk wywołał dziwne spięcie mięśni w jej ciele, jednakże wiedząc, że to "tylko Matt", po chwili zaczęła się rozluźniać.

- Nic się się nie stało? Jesteś cały? - spytała, ujmując jego twarz w swoje dłonie; zaczęła dokładnie oglądać go z każdej strony, szukając choćby najmniejszego zadrapania.

- Nic mi nie jest, uspokój się. - odparł z uśmiechem, stawiając ją na ziemi. 

Gdy zaczął wpatrywać się w jej oczy, czas zaczął się zatrzymywać. Wiwatujący ludzie, prośby o zdjęcia, głośna muzyka... Nic nie miało znaczenia w tej chwili, oprócz niej.

Myśli Matta przewracały się tak szybko jak bęben w pralce przy maksymalnych obrotach. Normalnie by się zatrzymał, pomyślał 3 razy zamiast coś zrobi, lecz adrenalina i napływ dopaminy w jego organizmie zupełnie zmywały mu filtr z ust. 

Kobiety zwykle wywoływały w nim reakcję obronną - bał się bliższej styczności z nimi. Nie tyle co bał w sensie psychicznym, lecz fizjologicznym. Jego ciało zamierało w bezruchu, mięśnie sztywniały, usta zamykały się na kłódkę. Jednak Isabella wzmagała w nim zupełnie inną reakcję - chłopak czuł się przy niej niezwykle komfortowo, lekko, nieziemsko... Uzależnił się od takiego uczucia - uczucia bezpiecznego, relaksującego, kobiecego kontaktu fizycznego. Do tego, Isabella była niesamowicie piękna i seksowna, na jej widok wszystkie hormony w jego ciele robiły fikołki i napędzały motyle w jego brzuchu. 

- Chyba już wiem, jaką chcę nagrodę za wygraną. - odparł, nie znosząc z niej oczu. 

- Co, hajs z wyścigu ci nie wystarczy? - uniosła jedną brew, zastanawiając się, co chłopak ma na myśli.

- Pff, pieniądze przy tym nic nie znaczą. - zaśmiał się i przyszpilił ją do barierki, ustawiając ręce po obu stronach balustrady.

Isabella również oparła się dłońmi o balustradę. Przestrzeń między nimi zaczęła gwałtownie zanikać, a w oczach dziewczyny pojawiło się... Przerażenie połączone z cieniem ekscytacji i szokiem. Nie była nawet świadoma tego, że na jej twarz wypłynął ogromny rumieniec.

- Matt...? - zapytała, skonfundowana.

Chłopak jednak nic nie powiedział, tylko dotknął jej rumianego policzka i odgarnął kosmyk jej czarnych włosów za ucho. Isa nie zdążyła zareagować, gdy ich usta zostały złączone w szybkim, ciepłym pocałunku. Po paru sekundach, Matt odsunął się z szerokim uśmiechem wypisanym na całej twarzy.

- Boże, jak ja uwielbiam, gdy się tak czerwienisz. - odetchnął, szczęśliwy.

Isa natomiast dostała "erroru" - mózg się wyłączył i przestał działać. Co się właśnie stało? Czy on ją właśnie pocałował? Tak po prostu? Teraz? Z jakiej okazji? Co?

Od dłuższego czasu między nią, a Mattem zdarzały się małe, można by rzecz wręcz intymne gęsty. Zwykle przytulenie się na powitanie, buziak w policzek czy zwykłe objęcie się nie stanowiło dla dziewczyny żadnego problemu. Jednak pocałunek w usta to było coś nowego. Zdawała sobie sprawę, że przecież to jest Matt. Znają się od wielu lat i jest więcej niż pewna, że chłopak nie ma wobec niej złych zamiarów. Mimo to, każdy krok o podłożu romantyczno-seksualnym przyprawiał ją o mieszane uczucia. Chce tego, chce bliskości, lecz zarazem piekielnie się jej boi. 

- Em... Ja... - przyłożyła jedną dłoń do swojego policzka i poczuła, jak bardzo rozgrzana jest jej skóra. - To było bardzo... Oh sama nie wiem, jak to określić. 

Gdzieś nad ramieniem Matta dziewczyna zauważyła znajomą, rudą czuprynę. Valentina patrzyła się na nich z szeroko otwartymi oczami. 

Co to kurwa było? - wyczytała jedynie z ust przyjaciółki.

- Dobra, gołąbeczki, zbieramy się! - krzyknął zbliżający się do nich Hyram. - Wóda sama się nie wypije. Jedziemy!
---
- Nienawidzę jej. Nienawidzę siebie z tego stanu. - odparł Matt, uciekając wzrokiem za okno.

- Nie mówiłeś, że właśnie ta "warstwa" ci się podoba najbardziej? - zapytała, przekrzywiając lekko głowę do boku.

- Sam już nie wiem. Nienawidzę siebie we wszystkich płaszczyznach. Wtedy przynajmniej mogę o tym zapomnieć na chwilę i czuć się dobrze, ale konsekwencje moich akcji i tak prędzej czy później wrócą do mnie z dwukrotnie większym uderzeniem. 

- Mogę zapytać, co się wtedy wydarzyło?

- Totalnie zjebałem. Zawaliłem po całości. Dałem się ponieść moim żądzom i zachowałem się jak typowy, pragnący atencji i czułości creep. Chciałem być jej ostoją. Chciałem być inny niż wszyscy mężczyźni, którzy ją otaczają. Chciałem być... delikatny. Wiedziałem, przez co kurwa przeszła, a i tak napierałem na nią. Zagoniłem ją w róg i oczekiwałem... Sam nie wiem czego. Zachowałem się jak "typowy facet", na których zawsze narzekałem i ich wyśmiewałem.

- Jak się wtedy z tym czułeś?

- To było jak wylanie na mnie kubła zimnej wody. Czułem się... tragicznie. Chciałem zapaść się pod ziemię. Chciałem zniknąć... Umrzeć.
---
Jakiś czas później, dom Nirama, North Oak.

Impreza się rozkręcała. Cała paczka przyjaciół - Hyram, Desmond, Matt, Isabella, Valentina, Niram, Sarang, Yoshi i Dayshia - piła alkohol, rozmawiała i tańczyła w rytm muzyki w ogromnej rezydencji Nirama. Mieli rytułał spotykania się raz na jakiś czas całą paczką, by przekazywać najnowsze nowiny ze swojego życia. Każdy z nich był kompletnie inny - powalony i straumatyzowany na swój sposób. Ciężko powiedzieć, co ich wszystkich połączyło. Trauma? Motocykle i motoryzacja? Alkohol? Mimo wszystko, wiedzieli, że mogą polegać na sobie nawzajem, i to się liczyło najbardziej.

- Pff, hahahaha! - Matt nagle wybuchł niekontrolowanym śmiechem; śmiał się tak długo i głośno, że zaczynało mu brakować tchu, a łzy lały się z jego oczu.

- Co jest? - zapytał Yoshi, zdziwiony.

Matt wskazał palcem na szybę, po czym wszyscy zaczęli się śmiać razem z nim. W podziemnej części domu Nirama znajdowało się piętro przeznaczone na imprezy i zabawy - jedną z atrakcji w salonie było ogromne okno, które było widokiem na basen należący do jego pupila, aligatora Franka. 

Aktualnie, Franek pływał sobie w swoim baseniku, lecz sposób w jaki to robił był przekomiczny.

- Dobra, koniec pierdolenia! Do rzeczy! - wykrzyknęła nagle Dayshia. - Hyram, jak tam z tą nową laską? Jak jej było...

- Yami? 

- O, tak! Macie już to za sobą?

- A co ty taka zainteresowana jego życiem łóżkowym, co?! - odparła Sarang, dziewczyna Dayshi.

- No co? Zawsze ciekawiły mnie takie rzeczy. - odpowiedziała w swojej obronie Dayshia.

- Ciekawi cię, kto się z kim przeruchał? - odparł zdziwiony i zniesmaczony Yoshi.

- Czuję się teraz jak jakaś gwiazda porno. - prychnął Hyram, dopijając swojego drinka. - Dla wszystkich zainteresowanych: nie, nie przespałem się z nią i nie mam takiego zamiaru. Przynajmniej w najbliższej przyszłości. 

- Phew! Co, nie jest w twoim typie? - spytał zainteresowany Matt. 

- Sam nie wiem, nie poznałem jej na tyle dobrze, by to stwierdzić.

- Ta, pewnie go zlała i teraz się broni. - zaśmiał się Desmond.

- Kurwa! Rucham się z dziewczyną, źle. Nie rucham się, też źle. A dajcie mi święty spokój. - machnął ręką. - Bo chcę ją poznać i nawiązać jakąkolwiek relację zanim wsadzę w nią kutasa, to złe? Nie jestem jak Niram, który wsadza swego pytonga w kogo wlezie.

- Ej, kurwa! Szanuj mnie! - odparł zirytowany, nawalony już w trzy dupy Niram. - Nie w kogo wlezie, tylko w tych, którzy na to zasługują.

- Taa, jasne. „Zasługują”. -  prychnął Hyram. - Czyli każdy, kto nie uciekł jeszcze z imprezy?

- Dobra, zamknijcie te swoje niewyżyte pały! - wtrąciła Valentina. - Nie znam jej, ale jestem pewna, że ta Yami jest lepsza i normalniejsza niż ta zołza Lizzy. 

- O Boże, nie wspominaj mi nawet o niej. - Isabella przewróciła oczami.

- Co jest niby nie tak z Lizzy? - zapytał Desmond. - Szczere pytanie.

- Wszystko. Jest fałszywą dziwką, która śle maślane oczka do wszystkich facetów, a jak z nami rozmawia to jest nie do wytrzymania. - dodała Sarang.

- "Co ty robisz?! Nie dotykaj mnie!! Wiesz ile kosztuje ta bluzka?!?!" - Dayshia zaczęła parodiować Lizzy.

- No, nie kłamię, jest trochę dwulicowa. - odparł Hyram, krzyżując ręce na piersi.

- To na chuj się z nią ruchałeś. - zapytał Matt.

- W sumie to nie wiem. Ma niezłe cycki.

- No tak, zapomniałam, że rozwój emocjonalny Hyrama zatrzymał się w wieku 2 lat. - westchnęła Sarang.

- Ej! Jestem zdolny do emocji... Czasami. 

Matt zaśmiał się cicho i sięgnął po swojego epapierosa, po chwili wypuszczając dym z ust. Zauważając to, Isa wyciągnęła do niego rękę z gestem "gimmie gimmie", by dał jej spróbować, co takiego pali w tym momencie. Czując cytrusowo-miętowy smak liquidu, dziewczyna uśmiechnęła się, "przywłaszczając" sobie poda na dłuższą chwilę. Matt się tylko uśmiechnął i dramatycznie przewrócił oczami, odchylając głowę do tyłu na oparcie sofy.

- Isaaa... - zaczął Matt.

- Nie. - odparła zdecydowanie, lecz po chwili się uśmiechnęła. - Jakiego chcesz drinka? - nawet nie musiał kończyć, a ona już wiedziała, o co chciał poprosić; wszędzie by poznała te błagające, szczenięce oczy. 

- Zdaję się na twoją barmańską intuicję.

- O, ja też chce! - krzyknął Hyram.

- Ta, jeszcze czego. I co ja będę z tego mieć?

- Moją dozgonną wdzięczność. 

- Woah...

Mimo wszystko, dziewczyna wstała z kanapy i poszła do kuchni w towarzystwie Matta, który wił się za nią jak pies, gdy coś gotujesz. Kobieta wyjęła 9 szklanek, bo wiedziała, że jak zrobi drinka dwóm, to zaraz wszyscy będą chcieli, a jej się nie będzie już chciało wstawać. Następnie zajrzała do szafki z alkoholami, a Niram miał jego całkiem niezłą kolekcję. Zaczęła wyjmywać wszystkie potrzebne trunki, a Matt patrzył się na nią zaciekawiony. 

- Potrzebuję limonki i ananasa. - powiedziała, zajęta odmierzaniem odpowiedniej ilości rumu do shaker'a.

- Tak jest, szefie. - Matt zrozumiał przekaz i od razu zaczął kroić wymienione przez dziewczynę owoce.

- Zachowują się jak dobrze dobrane małżeństwo. - odparł Niram, obserwując zgraną dwójkę w kuchni.

Valentina chciała nawiązać do pocałunku Matta tuż po wyścigu, jednak w ostatniej chwili się pohamowała. Zdała sobie sprawę, że Isabelli byłoby bardzo niezręcznie, gdyby wspomniała o czymś takim przy wszystkich.

- Uczyłbyś się od nich. - rzucił zgryźliwie Desmond.

- Nie tylko ja skorzystałbym na nauce.

- Sugerujesz coś? - odparła Dayshia.

- Nie wszystko kręci się wokół twojej dupy, mówiłem do wszystkich. - poprawił Niram. - Ale Hyram to chyba by najbardziej skorzystał.

- Kurwa! Czy wy możecie się dzisiaj ode mnie odpierdolić, Me cago en tu puta madre. - przeklął Hyram.

- Mam wrażenie, że wyzywa mi matkę. 

- Bo tak jest. - zaśmiał się Matt. - Cytując, "sram na twoją matkę".

- Weź, Hyram... Postarałbyś się bardziej. Tylko na tyle cię stać? - Niram zaczął dolewać oliwy do ognia.

- Tu madre cambia de opinión tan a menudo que tiene su propia estación en el pronóstico del tiempo.

- Pff, hahahaha! - Matt przestał kroić owoce i zaśmiał się na cały regulator. 

- Kurwa, nie każ nam czekać! - krzyknęła zainteresowana Valentina. 

- "Twoja matka tak często zmienia zdanie, że ma własny sezon w prognozie pogody." - przetłumaczył Matt.

Wszyscy zaczęli się śmiać na głos, łącznie z Isabellą, która wylała przez to parę kropel alkoholu na blat. 

- Zadowolony? 

- Szczerze, gdybyś nie powiedział "twoja matka", to pomyślałbym, że mówisz o Matt'cie. - dodał Desmond.

- Ej! Śmianie się z czyjegoś nieszczęścia nie jest fajne. - odpowiedział Matt, udając obrażonego.

- Mam ci przypomnieć jak ty kiedyś zawaliłeś takim tekstem, że Akari nie odzywała się do ciebie przez miesiąc? 

- Teraz to już musisz to powiedzieś, Des. - dodała Val.

- "Masz tyle osobowości, że nawet Google Maps potrzebuje mapy, żeby się nie zgubić."

W pokoju powstałą martwa cisza, dopóki Hyram nie zaczął się dusić i płakać, próbując się nie zaśmiać. Po chwili jednak, wszyscy zaczęli się śmiać, łącznie z Desmondem. Isabella wciąż nie mogła przestać, więc musiała wziąć parę głębokich wdechów, by się uspokoić. Parę sekund później, wróciła do robienia drinków dla całej ekipy. 

- Co robisz??? - zapytał Matt, obejmując ją od tyłu i kładąc głowę na jej ramieniu.

Dziewczyna odwróciła głowę w bok, gdy poczuła, jak chłopak opiera się o jej ramię. Uśmiechnęła się lekko i wskazała na wpół puste butelki po rumie, i wódce. 

- Tropical Chaos. - odpowiedziała i otworzyła shaker, aby chłopak mój zajrzeć do środka. - Wódka, rum, sok pomarańczowy, ananasowy i lód. Później dolewamy do tego syrop i udekorujemy całość owocami. - opowiedziała i zamknęła shaker. - Musisz się trochę odsunąć, żebym nie uderzyła cię przez przypadek. - zaśmiała się.

- A co jak się nie odsunę? - szepnął wprost do jej ucha, delikatnie je muskając wierzchem ust. 

Po ciele dziewczyny przebiegł przyjemny dreszcz, mimo tego, że ledwo co usłyszała szept. Sam fakt ust muskających jej ucho sprawiał, że czuła w brzuchu przyjemne motylki. Sama nie była pewna, czy tak powinno być? 

- No to wtedy rośnie prawdopodobieństwo, że dostaniesz w głowę shakerem. - potrzasnęła przedmiotem, a lód w środku zatrzeszczał.

- Myślę, że zaryzykuję. - odparł Matt, jeszcze mocniej ją przytulając.

Impreza trwała i śmiechom nie było końca. Grupa wypijała drinki raz co raz, a gdy tego było już za mało, to doszły dodatkowo szoty, gry typu prawda czy wyzwanie, wygłupy, karaoke i bóg wie jeszcze co. 

Po paru godzinach hucznej imprezy, Isabella wyszła na chwilę na dwór, by zaczerpnąć świeżego powietrza i trochę przetrzeźwieć po wielu drinkach, połączonych z shotami. Trochę kręciło jej się w głowie, lecz cudem udało jej się dotrzeć na zewnątrz. Gdy otworzyła drzwi, od razu poczuła świeże powietrze i delikatny, rozwiewający jej włosy wiatr. Atmosfera wydawała się przecudowna - ładny ogród, rozgwieżdżone niebo i panorama pochłoniętego święcącymi neonami Night City. Kobieta rozejrzała się wokoło i zrobiła parę kroków naprzód. Na szczęście zdążyła zauważyć leżącego na trawie Matta, z epapierosem w ustach, wpatrującego się prosto w niebo.

- Co ty robisz? Prawie na ciebie nastąpiłam. - oznajmiła, patrząc się ze zdziwieniem na chłopaka.

- O, Isa... - widząc dziewczynę, jego twarz od razu się rozpromieniła. - Patrzę se na gwiazdy i księżyc. Dzisiaj mają być podobno spadające gwiazdy i zastanawiałem się, czy uda się jakąś zobaczyć.

Dziewczyna spojrzała się w górę. Musiała mocno zmrużyć oczy, aby dojrzeć świecące się punkciki. 

- Niebo jest bezchmurne, ale światła miasta psują cały efekt. - odparła i wróciła wzrokiem do chłopaka. - Nie jest ci zimno? - spytała, po czym usiadła na trawie obok Matta.

- Nie. Da się przeżyć. - wzruszył ramionami i zaciągnął się papierosem; widząc jednak cienką koszulkę dziewczyny, Matt zdjął swoją bluzę i założył ją na jej ramiona, przy okazji podnosząc się do pozycji siedzącej. - Wyglądasz dzisiaj przepięknie. - rzucił nagle, patrząc się prosto w jej oczy. - Bardzo podoba mi się twój makijaż. 

Kiwnęła głową w podziękowaniu i otuliła się szczelnie bluzą. Dobrze, że bylo w miarę ciemno, ponieważ w innym przypadku Matt od razu zauważyłby czerwone policzki Isy. Mimo sporej warstwy makijażu, dziewczyna zawsze czerwieni się na tyle mocno, że czerwień przebija się przez podkład i puder. 

- Dziękuję, nie miałam dziś zbytnio pomysłu, więc postawiłam na klasyczne rozwiązanie. - odpowiedziała, mając w twarzy ciemny makijaż oka, które ozdabiają czerń i srebro.

- Zawsze wyglądasz pięknie, nawet jak nie masz pomysłu. - odparł i westchnął, delikatnie zakładając kosmyk włosów za jej ucho. - Masz przepiękne oczy. I usta... - szepnął, subtelnie dotykając kciukiem jej warg. 

Dotykając jej kciukiem jej ust, niechcąco rozmazał błyszczyk, który teraz wyszedł poza kontur jej warg. 

- Zaraz będziesz się cały kleić i tego błyszczyka. - zaśmiała się. - Nie piecze cię skóra? Jest powiększający, więc może trochę piec.

- Oh, doprawdy? - uśmiechnął się, spoglądając na swój palec; po chwili jednak zbliżył swoją twarz do jej, składając delikatny pocałunek na jej ustach. Nie odsunął się daleko, tylko czekał cierpliwie na jej reakcję i przyzwolenie.

Gdy ich usta się zetknęły, Isabella zamknęła oczy i pozwoliła się oddać przyjemnemu uczuciu, które rozchodziło się po jej ciele. Pocałunek zakończył się dosyć szybko. Isa otworzyła oczy i przyjrzała się twarzy Matta, próbując wyczytać z niej jakieś emocje. Nie wiedziała, czego może się spodziewać. Sama również nie miała odwagi ponowić pocałunku. Jedną dłonią trzymała kurczowo materiał bluzy, a drugą nieśmiało przysunęła do dłoni Matta. Ostrożnie, jakby z obawą, zaczepiła palcem jego dłoń.

Matt odczytał to jako zielone światło, więc chwycił policzek Isy i ponownie ją pocałował, tym razem odważniej. Ich pocałunek nabrał innej jakości - był pewniejszy, cieplejszy, dłuższy. Isabella poczuła, jak napięcie z jej ramion powoli odpływa, rozmywa się gdzieś między tym, jak Matt przesunął kciukiem po jej policzku, a tym, jak jego wargi delikatnie tańczyły z jej.

Nieśmiały dotyk jej palców zmienił się w subtelny uścisk dłoni. Jej oddech przyspieszył, ale nie ze strachu, lecz z ekscytacji. Czuła, że wszystko, co było między nimi wcześniej - półsłówka, spojrzenia, nerwowe śmiechy - teraz zaczynało mieć sens.

Gdy się od siebie oderwali, ich twarze wciąż były blisko. Isa miała zaróżowione policzki, a jej wzrok był lekko zamglony. Przez chwilę panowała cisza - nie niezręczna, raczej gęsta od emocji.

Matt nic nie powiedział, tylko ponownie spojrzał na jej usta i pocałował ją po raz kolejny. Tym razem pocałunek był ostrzejszy, bardziej zawięty i spragniony. Chłopak położył delikatnie dziewczynę na trawie i zawisł nad nią, wciąż nie odsuwając od niej ust. 

Isabella na początku się zgodziła, lecz z czasem zaczęło brakować jej tchu. Matt stawał się coraz bardziej agresywny i zaborczy - jak głodna bestia, która w końcu dorwała się do swej ofiary. Jego pocałunki zeszły do jej szyi, a jego ciało przyległo do jej skóry. Czuła na sobie jego ciepły oddech i ręce, które zaczynają powoli sunąć w górę, zsuwając przy tym jej koszulkę. 

Z początku wszystko wydawało się normalne, jednak z czasem głowie dziewczyny zapaliła się czerwona lampka. Dotyk jego dłoni na jej skórze i podwijany materiał cienkiej koszulki wywołał w dziewczynie napad nieprzyjemnych wspomnień. Dobrze znajoma twarz zaczęła przewijać się przed jej oczami. Przecież zaczynało się tak samo. Przyjemne pocałunki, delikatny dotyk, a na koniec jedynie krzyk i ból nie do zniesienia. Fizycznie cierpienie przerodziło się w emocjonalne katusze. 

Isabella otrząsnęła się, położyła dłonie na ramionach chłopaka i napierała na nie. 

- Matt ja nie chcę. - powiedziała, jednak chłopak prawdopodobnie nie usłyszał jej żądania. 

Mężczyzna zaczął mocniej przysuwać się do kobiety, przez co zaczęła czuć jego nabrzmiałą męskość, wybijającą się ze spodni, napierającą na nią coraz mocniej.

- Matt przestań! - krzyknęła donośnie i ponownie naparła na jego ciało, chcąc go od siebie odsunąć z całej siły.

Tym razem Matt usłyszał jej krzyk, lecz było już za późno. Chłopak spojrzał na załzawioną dziewczynę, a jego serce pękło. To był jak kubeł lodowatej wody zrzuconej prosto na niego. Cała dopamina, radość, alkohol, mania... zniknęły w mgnieniu oka. Matt patrzył na nią w szoku, lecz po chwili podniósł się, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. 

Nie wiedziała nawet kiedy łzy zaczęły wypływać z kącików jej oczu. Gdy tylko chłopak podniósł się, Isabella szybko wysunęła się spod jego ciała. Szybko zrzuciła z siebie jego bluzę, która zaczęła parzyć jej skórę. Nie miała pojęcia, co takiego mogło wydarzyć się w głowie Matta. Przecież zawsze był wobec niej delikatny, nawet przy drobnych czułościach starał się być ostrożny, a teraz? Był niczym wygłodniałe zwierzę, które chciało się jedynie pożywić kosztem drugiego osobnika. 

Ostrożnie podniosła się z ziemi, jakby każdy gwałtowny ruch mógł przywrócić tą ciemna stronę chłopaka. Isa cofnęła się parę kroków, żeby zwiększyć dystans między nimi. Nie zważając na swój makijaż, mocno przyłożyła nadgarstki do oczu, aby chociaż w ten sposób zatamować łzy.
---
- Jej reakcja... Jej łzy... Coś we mnie wtedy pękło. Pomyślałem sobie "co ja najlepszego wyprawiam?". Zachowałem się jak typowy idiota. Wszystko zepsułem. Wszystko się zaczęło sypać, łącznie ze mną.

- Co się stało później? - kobieta przytaknęła empatycznie, dając do zrozumienia, że wie jak ciężkie musiało być to dla niego.

- Wpadłem w głęboką depresję. Czułem się jakby rollercoaster, którym jechałem, nagle zaczął spadać gwałtownie w dół, a hamulce bezpieczeństwa przestały działać. Zacząłem wątpić we wszystko, a najbardziej w siebie. To, co budowałem z nią przez te wszystkie lata, przez tyle miesięcy... Nagle prysło. Tak bardzo się starałem, chciałem być delikatny... I kurwa oczywiście musiałem wszystko zjebać. Zacząłem wtedy myśleć, że zasługuję na to wszystko, co mnie spotyka. Nadal tak myślę.

- Myślisz, że zasługujesz na katowanie siebie?

- Tak. - Matt odparł z pełną pewnością. 

- Dlaczego tak uważasz?

- Widząc tą krew... Czułem, że to moja kara. Popełniłem tyle błędów... Fatalnych błędów. Cały czas płacę za mój najgorszy błąd. Pomyślałem, że... muszę też jakoś zapłacić za ten. Miałem nadzieję, że te blizny będą mi przypominać o tym za każdym razem, bym nie popełnił tego błędu ponownie.
---
- Matt, jeżeli nie otworzysz tych jebanych drzwi to przysięgam, że tak ci zleję dupę, że nie będziesz mógł siadać. - Ryume dobijał się do mieszkania mężczyzny, waląc z całej siły pięściami w metalową blachę. - Matt, do kurwy nędzy!!

Gdy Ryu chciał walnąć w drzwi kolejny raz, zamek nagle się przekręcił i otworzył. W progu stanął Matt - otępiały, z pustym wzrokiem skierowanym w przestrzeń. Całe ręce miał umazane we krwi, szczególnie prawą, z której szkarłatna ciecz skapywała strużkami na podłogę. 

- Boże święty, Matt, coś ty zrobił. - Ryume westchnął, wchodząc do mieszkania, zamykając za sobą drzwi. - Co się stało?

Matt nie odpowiedział, tylko spojrzał się na niego "martwym" wzrokiem - wyglądał jak małe, straumatyzowane dziecko, które nie wie, co ma ze sobą zrobić.

- Co tu robisz? - powiedział w końcu, cichym, zachrypniętym głosem.

- Ratuje ci dupę? Po raz n-ty? - szczypnął go w policzek, zirytowany. - Nie odzywałeś się do mnie ponad tydzień, więc sie wkurwiłem. Ale nie spodziewałem się... tego. - westchnął, wskazując na krew. - O jezu, co ja się mam z tobą.

Ryume przewrócił oczami i westchnął po raz kolejny, prowadząc Matta za lewą rękę do łazienki. Cały zlew wraz z blatem dookoła były w plamach krwi. Na podłodze walały się porozrzucane przedmioty i żyletki, lutro też było całe umazane.

Ryu posadził go na skraju wanny i zaczął szukać apteczki. Po paru minutach przeszukiwania, udało mu się coś znaleźć. Mężczyzna najpierw nasączył ręcznik zimną wodą, by zmyć nadmiar krwi z rąk chłopaka. Matt cały czas się na niego patrzył, bez słowa.

- Po co to zrobiłeś? - zapytał ciemnowłosy.

- W ramach kary.

- Jakiej kurwa kary? - zmarszczył brwi, zmieszany. - Jak tak bardzo pragniesz lania dupy to mi to powiedz, przyjemność po mojej stronie. Ale na chuj się ciąć jak mięso na kanapki. 

Mężczyzna skończył czyszczenie ran, a następnie zaczął owijać jego ręce opatrunkami i bandażami. Gdy skończył, Matt wstał i przytulił go, opierając się na nim całym ciałem.

- Ukarz mnie, proszę... - szepnął.

- Matt, jestem sadystą, ale są gdzieś jakieś granice. Ty ledwo żyjesz.

- Ryume... - spojrzał się na niego proszącym wzrokiem. - Błagam cię...

- Jesteś pojebany, wiesz o tym?

Matt leżał na łóżku, przypięty kajdankami do ramy za głową. Czuł jak palący ból w dolnych częściach jego ciała powoli zamienia się w uczucie ekstazy. Druga ręka Ryu zaciskała się na jego szyi coraz mocniej, odbierając mu tlen do oddychania. Mężczyzna okazjonalnie gryzł go, zostawiając mocne, zakrwawione odciski zębów na jego szyi - jakby znak rozpoznawczy, by ktokolwiek, kto to zobaczy, wiedział, że jest jego - że Matt to jego własność. 
---
- Uzależniłem się od tego, od bólu, od Ryume... Uzależniłem się od osoby, która mnie zrujnowała i wykorzystywała, jak tylko chciała. Na początku nienawidziłem tego. Nienawidziłem tego, jak wielką ma nade mną władzę. Musiałem tańczyć, jak mi zagra. Ale z czasem zaczęło mi się to podobać.

- Co takiego?

- Sam nie wiem. Ból? Ból, który z czasem łączył się z przyjemnością.

- Twoi przyjaciele wiedzieli o twojej relacji z Ryume?

- Tak, ale znali wszystkich szczegółów. Wiele razy mi odradzali tą relację, mówili, że mam z nim skończyć, ale... Nie znają całej historii. Nie wiedzą, że nie mogę się go pozbyć. 

- A gdybyś mógł, zrobiłbyś to?

- To jest dobre pytanie... Na które nie znam odpowiedzi.
---
- Hyram? - Isabella westchnęła, trzymając telefon przy swoim uchu. - Czy Matt kontaktował się z tobą ostatnio? Ode mnie nie odbiera i nie odpisuje od tygodnia. Zaczynam się martwić...

- No, coś pisał, że średnio się czuje i kisi się w domu, ale nic poza tym. 

- Kurwa... Dobra, zajdę do niego i zobaczę, jak się czuje.

Isabella zakończyła połączenie i westchnęła głęboko. Od ostatniej syczności z Mattem minęły jakieś 1-2 tygodnie, a chłopak w ogóle nie daje znaku życia. Zaczęła się poważnie martwić, że coś sobie zrobił, jednak ze strachu przekładała odwiedziny z dnia na dzień. Nie wiedziała, co mu powie, jak go zobaczy. Czy w ogóle będzie w stanie spojrzeć w jego oczy?

Kobieta weszła do wielkiego apartamentowca i pojechała windą na piętro, gdzie znajduje się mieszkanie mężczyzny. Pukała parę razy w drzwi, dzwoniła dzwonkiem, lecz nikt jej nie odpowiedział. Zawsze szanowała czyjąś prywatność i nie chciała uciekać się do wkraczania na jego teren bez jego wiedzy, lecz uznała, że jest to sytuacja kryzysowa i nie da rady dłużej żyć w strachu i niewiedzy. Wyciągnęła więc z kieszeni zapasowy klucz do mieszkania i otworzyła drzwi. Od razu poczuła zaduch niewietrzonego przez dni mieszkania, a na podłodze na wejściu zobaczyła plamy krwi.

Jej serce zaczęło mocniej bić. Zaczęła go wołać i szukać po całym mieszkaniu. Łazienka była cała pomazana w zaschniętej krwi, której ślady winęły się aż do sypialni.

- Matt?! - krzyknęła, otwierając drzwi do sypialni. 

Mężczyzna leżał nieruchomo, zawinięty pod kołdrą, twarzą skierowany do wielkiego okna z widokiem na miasto.

- Matt! Obudź się, Matt! Żyjesz?! - krzyknęła zmartwiona, podbiegając do łóżka i szarpiąc go, by się obudził.

- Mm... - Matt mruknął, leniwie otwierając oczy. - Isa... Co ty tu robisz? - powiedział cichym, zachrypiętym głosem, ponownie się okrywając kołdrą. 

Kobieta rozejrzała się po pokoju - zakrwawione, zużyte bandaże, kajdanki, walające się papierki po prezerwatywach, pusta butelka, pogniecione, brudne ciuchy... 

Następnie odkryła kołdrę i zakryła usta dłonią, patrząc w szoku na jego ciało - dziesiątki ran na prawej ręce, fioletowe siniaki na skórze, krwawe odciski zębów, spływająca, zaschnięta krew między nogami... Ryume tu był. Nawet nie musiała go pytać, by znać odpowiedź. Co on do cholery mu zrobił.

- Matt... - kobieta westchnęła, biorąc delikatnie jego rękę, oglądając dziesiątki nacięć żyletką na jego skórze. 

- Idź... Nie jestem w stanie teraz rozmawiać i przyjmować gości. - odparł, pustym, "martwym" tonem.

Ciało chłopaka było w makabrycznym stanie. Zaschnięta krew i kolor siniaków wskazywały, że to wszystko nie wydarzyło się wczoraj. Niektóre sińce zaczynamy przybierać zielonkawy odcień, co oznaczało, że zaczynały się goić. Isa nie była nawet w stanie pojąć, jakie rzeczy Ryume robił z ciałem Matta. Nie wiedziała co może mu powiedzieć. Co mówi się osobie, która przeszła przez coś takiego? W jaki sposób obchodzić się z taką osobą? 

Ostrożnie przyłożyła czoło do jego dłoni, na której zaschnięta krew zaczęła miejscami odklejać się od skóry. 

- Przepraszam, że przyszłam dopiero teraz. - powiedziała cicho. - I nie wyganiaj mnie, bo i tak się stąd nie ruszę. 

- Isa, proszę cię... Nie jestem w stanie ani fizycznym ani psychicznym na rozmowę. Szczególnie po tym co się stało... Nie jestem w stanie ci spojrzeć w oczy. - ręka Matta była ciężka, tak jakby nie miał siły jej trzymać własnymi siłami.

Ponownie westchnęła cicho. Przebłyski wspomnień wywoływały ból w sercu dziewczyny. 

- Nie musisz nic mówić Matt. - zaczęła cicho. - Zaraz do ciebie wrócę. 

Odłożyła ostrożnie jego rękę na łóżko, a potem ruszyła w kierunku łazienki. Zatrzymała się w progu - widok rozmazanej krwi sprawiał, że poczuła, jak jedzenie podchodzi jej do gardła. Po paru sekundach i kilku głębokich oddechach weszła do pomieszczenia. Rozejrzała się i otworzyła drzwiczki szafki, z której wyciągnęła czysty ręcznik. Z schowka na rupiecie wyciągnąła miskę. Następnie odkręciła kran i napełniła ją po brzegi ciepłą wodą. Przerzuciła sobie ręcznik przed ramię i z miską w dłoniach wróciła do chłopaka. Uklękła przy łóżku, odstawiła miskę na podłogę i zakończyła ręcznik w wodzie. Ostrożnie złapała chłopaka za rękę i zaczęła delikatnie obmywać jego zakrwawione ciało z zaschniętej krwi.

- Isa... - chłopak zerknął na nią w końcu. - Nie musisz tego robić. Przestań. - próbował zabrać od niej rękę, lecz nie miał wystarczająco siły.

Całe jego ciało wydawało się o wiele cięższe niż zwykle. Podniesienie jednej ręki, nie mówiąc nawet o wstaniu z łóżka, było wielkim wyzwaniem. Matt czuł jakby zlewał się z materacem i powoli wsiąkał w niego, lecz nie miał wystarczająco siły ani chęci by coś z tym zrobić. Dodatkowo, widok dziewczyny ponownie złamał mu serce - nie dość, że ją zranił, to teraz jeszcze musi się nim opiekować. Poczucie winy, żal i wstyd zaczęły sięgać zenitu; nie miał zielonego pojęcia, co ma z tym zrobić. 

Czy przeproszenie jej wystarczy? Po tym, co jej zrobił? Nadal ma przed oczami jej załzawione oczy, jej przerażony wzrok i trzęsące się rece, drastycznie próbujące zdjąć jego bluzę z jej ramion.

- Isa, proszę cię... - szepnął cicho, a z jego oka spłynęła pojedyncza łza. - Nie chcę, byś widziała mnie w tym stanie.

Isabelli udało się obmyć jego pociętą rękę. Następnie, dziewczyna włożyła ręcznik do wody i porządnie go wypłukała aż ciecz w misce zabarwiła się na czerwono. 

Głos Matta przykuł jej uwagę, a widok spływającej łzy, był jak nóż wbity prosto w serce. 

- Muszę Matt. - odpowiedziała i niepewnie wyciągnęła dłoń ku jego twarzy; starła kciukiem spływającą łzę, po czym ujęła jego policzek. - Znamy się nie od wczoraj. Skoczyłabym za tobą w ogień. Jesteś moim najlepszym przyjacielem... - zatrzymała się na chwilę. 

No właśnie, kim dla siebie byli? Przecież przyjaciele nie całują się tak po prostu, bez żadnego powodu. Nie przytulają się trochę mocniej niż zwykle i nie czują tego dziwnego, a za razem przyjemnego uczucia motyli. 

- ... a może i nawet kimś więcej niż przyjacielem. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym teraz zostawiła cię w tej sytuacji Matt. - uśmiechnęła się cierpko do niego. 

W dalszym ciągu nie wiedziała, co było powodem tego "zagalopowania się". Nie chciała urywać kontaktu z chłopakiem, w końcu był jej wyjątkowo bliski i koniec tej relacji byłaby czymś katastrofalnym w skutkach. Jednoczenie wie, że nie ma usprawiedliwienia na to, co się wydarzyło. 

- Obmyje teraz resztę twojego ciała, dobrze? Później ogarnę ten bałagan i pomogę ci się wykąpać.

Isabella zaczęła zmywać resztę zaschniętej krwi z innych części jego ciała. Wstyd, który czuł w tamtym momencie, wraz z poczuciem winy wypalały go od środka. Jego głowa i ciało w ogóle ze sobą nie współpracowały. W głowie miał mętlik - setki myśli na sekundę jakie to jego życie jest beznadziejne, jak bardzo chce zniknąć z tego świata; jak bardzo nie ma siły na ciągnięcie tego dalej. Setki wyzwisk skierowanych we własną stronę.

"Po co mam żyć, skoro prędzej czy później znów popełnię jakiś fatalny błąd?"

Mężczyzna patrzył się na Isę uważnie. Nie mógł już dłużej tego znieść - wszystko, co się w nim zaczęło nawarstwiać, po prostu pękło. Matt zaczął niekontrolowanie płakać. Na początku mocno złapał się za włosy, prawie je wyrywając, a później zwinął się z łóżka. Chłopak klęknął na podłodze, ułożył ręce w przepraszającym geście, a potem przyległ czołem do dywanu. Łzy spływały mu jedna za drugą po policzku, oddech stał się nierówny, lecz nie obchodziło go to w tym momencie.

- Przepraszam... Tak bardzo cię przepraszam... - zaczął mówić trzęsącym się głosem. - Nie wiem, co we mnie wstąpiło, nie chciałem cię skrzywdzić, ja... Wszystko zepsułem. Nie dam rady już dłużej tak żyć... Nie chcę cię znowu zranić, nie wytrzymam tego drugi raz... - złapał kilka płytkich oddechów. - Nigdy sobie tego nie wybaczę i nawet nie będę tego oczekiwał od ciebie. Zrozumiem każdą twoją decyzję. Nie chcę, byś tak się czuła przeze mnie. - podniósł się i usiadł na podłodze, opierając się na łożko i chowając twarz między kolanami. - A teraz tylko pogorszam sytuację, bo moje ciało i głowa nie chcą ze mną współpracować. Zachowuję się jak jebane dziecko i ludzie muszą się teraz mną opiekować i nienawidzę tego! Tak bardzo tego nienawidzę. Nienawidzę siebie.

- Matt... - chłopak chciał rozdrapać swoje rany na ręce, lecz Isabella go powstrzymała.

- A teraz dodatkowo robię z siebie jebaną ofiarę, gdze ty powinnaś nią być po tym, co ci zrobiłem. Jak możesz mnie w ogóle dotykać po czymś takim? Czuję się taki spaczony, taki... brudny. Jestem dokładnie taki sam, jak wszyscy inni. Chyba zaczynam rozumieć, dlaczego Hyram tak bardzo nienawidzi takich ludzi. Proszę pozwól mi zniknąć... - jego ręce zaczęły się trząść. - Nie zostawiaj mnie, nie wiem co mam robić, ja...

Nagle, Matt przestał płakać, a jego ręce przestały się trząść. Chłopak spojrzał pustym, błagalnym wzrokiem na dziewczynę, wyjął nóż schowany w swojej metalicznej protezie i podał go w ręce dziewczyny.

- Proszę, ukarz mnie. - powiedział zupełnie poważnie. - Zrób ze mną cokolwiek chcesz. Proszę... Pozwól mi poczuć, jak bardzo cię zraniłem. Błagam...

- Matt co ty... - odezwała się dopiero, gdy wręczył w jej dłonie nóż; spojrzała się na swojego przyjaciela, aż w końcu jej widok zaczął się zamazywać. - Matt, wyrządzenie ci krzywdy nie zmieni przeszłości. - zaczęła ostrożnie. - Gdy włożyłeś dłoń pod moją bluzkę, przed oczami miałam jedynie widok mojego byłego partnera. Nigdy o tym dokładnie nie rozmawialiśmy, ale... Bardzo mnie skrzywdził. W fizyczny i psychiczny sposób. Przez chwilę bałam się, że to wszystko się powtórzy. Chciałabym jedynie zrozumieć powód, dlaczego to się stało. Jak to tego doszło, że musiałam zareagować krzykiem na tą sytuację. - zacisnęła jedną dłoń na rękojeści, a drugą na ostrzu noża. - Ukaranie cię w ten sposób nie pomoże mi w zrozumieniu. Wiem natomiast jedno. Żałujesz tego, co się wydarzyło, dla mnie fakt, że rozumiesz ten błąd sprawia, że nie spisuję naszej relacji na straty. 

Zniżyła głowę i spojrzała się na swoje dłonie. Niedbale wyrzuciła nóż za swoje plecy i nie przejmowała się nawet płytkim rozcięciem na wnętrzu dłoni. 

- Sam przeżyłeś to, co ja przeżyłam parę lat temu. Jesteśmy w tym razem, słońce. - dodała na koniec, usiadła obok chłopaka, oparła się plecami o bok łóżka i ostrożnie położyła na dłoni Matta swoją rozciętą dłoń.

- Boję się, że jak ci wszystko powiem, to zaczniesz patrzeć na mnie inaczej. Chciałem być silny, dla ciebie. Chciałem być... jak Hyram. Nigdy nie pokazywać słabości, zawsze być gotowy, wiedzieć, co robi... Ale ja tak nie potrafię. - odetchnął i odwrócił od niej wzrok, przygryzając wargę z nerwów.

Wzmocniła uścisk ich dłoni, splatając przy tym ich palce. 

- Myślę, że nawet Hyram ma swoje słabości, tylko nie pokazuje nam tego wszystkiego. Nawet najwięksi twardziele mają blizny, których nie pokazują światu. Okazywanie słabości nie jest niczym złym, jest wręcz zaletą. Potrafisz się przyznać do błędów, pokazujesz, że nie jesteś z kamienia i również potrafisz czuć.- zatrzymała się na chwilę, wpatrując się w tył jego głowy. - Nie chce cię zmuszać do mówienia. Opowiesz mi o tym, gdy tylko sam będziesz tego chciał i będziesz na to gotowy.

Matt wziął parę głębszych wdechów, by się uspokoić, i ścisnął jej rękę dla komfortu psychicznego.

- Wszyscy żartują, że nie mam ręki do kobiet i w ogóle... Ale prawda jest taka, że ja po prostu się boję. Każdy bliższy kontakt seksualny z kobietą przyprawia mnie o dreszcze. - Matt zamknął oczy i się wzdrygnął przez powracające wspomnienia. - Ale z tobą jest inaczej... Przy tobie czuję się tak komfortowo. I zawsze wyglądasz tak pięknie... Tamtego wieczoru nie wiem co we mnie wstąpiło. Gdy zaczęliśmy się całować... Chciałem tylko więcej i więcej, chciałem mieć ciebie całą dla siebie. Bałem się, że uciekiesz... Zagalopowałem się. Jeszcze raz ciebie przepraszam, Is... - pociągnął nosem, wpatrując się w ich splecione razem ręce.

Matt chwilę się zastanawiał, czy powiedzieć dziewczynie resztę historii. Strasznie się wahał, ale z drugiej strony wiedział, że jak teraz tego nie powie, to później będzie tylko gorzej z przełamaniem się.

- Isa... Ja sam poprosiłem Ryume, by mi to zrobił. Jestem... - spojrzał na nią, lecz od razu odwrócił wzrok. - On mnie zniszczył. Wytrenował mnie jak psa. Teraz, za każdym razem jak popełnię błąd... Mam w sobie to uczucie, że muszę jakoś za to odpokutować. Że jak... Wycierpię swoje, to będę na zero, że będę miał czyste konto. Jak po prostu pozostawiam ten błąd bez tej kary... To cały czas we mnie siedzi... - westchnął, kiwając głową. - Jest błąd, którego nigdy nie będę w stanie odpokutować. I właśnie dlatego nie mogę zerwać znajomości z Ryume. Ale to jest temat na inny dzień. Po prostu chcę, żebyś wiedziała, że... W sumie, to sam już nie wiem...

Przez całą opowieść dziewczyna delikatnie gładziła kciukiem wierzch dłoni Matta. Chciała oddać mu w tej sposób otuchy, chociaż odrobinę podnieść go na duchu. Z każdym kolejnym zdaniem w Isabelli zaczęło rosnąć niechęć i obrzydzenie w stosunku do Ryume. Nie była sobie w stanie wyobrazić, jak można wyrządzić taką krzywdę drugiej osobie, nawet na jej prośbę. 

- Nie mogę pojąć, jak on mógł ci to wszystko zrobić. - jej wzrok zatrzymał się na pokaleczonej ręce chłopaka. - Jakim sukinsynem trzeba być, żeby tak skrzywdzić kogoś bliskiego. - nie mogła oderwać wzroku od tych cienkich, prostych ran. 

- Nie wiem, ja się przyzwyczaiłem. Nawet z czasem... - zatrzymał się na chwilę w zawahaniu. - ...zaczęło mi się to podobać. Ryume to... ciekawa persona. To sam sobie zrobiłem. - odparł, wskazując na swoją poranioną rękę. - Tak na prawdę to on mnie zatrzymał, bo wtedy nie miałem żadnych zahamowań. - kontynuował. - Isa... Myślę, że powinniśmy to skończyć. Nie chcę cię znowu skrzywdzić i za każdym razem wychodzić na ofiarę. Wiem, że takie teksty są tanie i tandetne, ale na prawdę myślę, że zasługujesz na kogoś lepszego i stabilniejszego niż ja.

- Matt, popatrz na mnie. - powiedziała, a gdy chłopak nie spojrzał na nią, druga dłoń położyła na jego policzek i skierowała jego twarz ku sobie. - Gdyby mi na tym wszystkim nie zależało, nie byłoby mnie tutaj. Nie robisz z siebie ofiary, zostałeś brutalnie skrzywdzony i... Myślę że nie jedynie w tym fizycznym aspekcie. Potrzebujesz pomocy, a przyjmowanie jej nie robi z ciebie słabszego człowieka.

Pogładziła kciukiem jego policzek. Przez chwilę nie wiedziała, co jeszcze może mu powiedzieć, żeby podnieść go na duchu. 

- Zróbmy tak. Ja zostanę z tobą, a jeżeli ta granica między nami, bez mojej zgody zostanie ponownie przekroczona, wtedy następuje koniec. - zaproponowała. - Nie zabraniam ci mnie dotykać tak, jak do tej pory, ale zanim coś zrobisz, spytaj. Ta sytuacja jest ciężka dla nas obojga, ale wspólnie jakoś damy radę. Co ty na to?

- Ok. Jeżeli pójdę za daleko lub kiedykolwiek sprawię, że poczujesz się niekomfortowo, proszę daj mi znać od razu. - Matt przytaknął i lekko się uśmiechnął. - Mogę cię przytulić?

Dziewczyna potaknęła i wzięła chłopaka w swoje objęcia. Jego głowa spoczeła na jej ramieniu, a on próbował zatrzymać resztki łez, które kręciły się w jego oczach. 

Po paru minutach w ciszy, w swych objęciach, Matt w końcu się uspokoił. Ta konwersacja, aczkolwiek bardzo ciężka i emocjonalna, zdjęła część ciężkiego kamienia z jego serca. Isabella kolejny raz pokazała, że on może na nią liczyć, a teraz ich przyjaźń będzie mocniejsza niż kiedykolwiek, a przynajmniej miał ogromną nadzieję, że tak będzie. 

Ta cisza była czymś kojącym. Pozwoliła im wreszcie odetchnąć i zrzucić z siebie ciężar ich natrętnych myśli. 

- No dobrze, przygotuje ci kąpiel, siedź spokojnie. - dziewczyna wstała ostrożnie i ruszyła do łazienki. 

Całe szczęście wanna była czysta, więc od razu odkręciła kran, zatkała odpływ i ciepłą wodą zaczęła wypełniać wannę. W międzyczasie Isa zabrała się za sprzątanie. Wyciągnęła z szafki środki czyszczące i papier. Najpierw dokładnie wypolerowana lustro, umywalki i cały blat, żeby miała miejsce na resztę przedmiotów. Na czystym blacie położyła świeże ręczniki, bandaże, maść na siniaki i coś do odkażenia ran. 

- Pomogę ci wstać. - dziewczyna wyszła z łazienki i podeszła do chłopaka.

Z pomocą Isabelli, Matt wstał z podłogi i ostrożnie przeszli do łazienki. Trzymając ją za ręce wszedł do wanny i zanurzył się w ciepłej wodzie. 

- Postaram się zrobić to delikatnie, mów od razu jeśli coś będzie nie tak. - dodała i zabrała się za obmywanie jego ciała.

Dokładnie umyła prawie każdy skrawek jego ciała. Sama była zdziwiona, że nie czuje żadnego wstydu, gdy jej przyjaciel siedział nagi w wannie. Po tylu latach oboje widzieli się w różnych stanach, więc ta sytuacja, nie była niczym niekomfortowym. 

- Teraz jeszcze włosy. - świeżą wodą oblała jego włosy i zabrała się za mycie. 

Nałożyła szampon i delikatnie masowała jego głowę, żeby pozbyć się wszelkich zanieczyszczeń. Gdy kąpiel dobiegła końca, na polecenie dziewczyny Matt usiadł nago na krawędzi wanny. 

- Zdezynfekuje wszystkie rany, a na siniaki nałożę maść, żeby szybciej się zagoiły. 

Dziewczyna zużyła praktycznie całą tubkę maści, a Matt praktycznie świecił się od jej nadmiaru. Następnie, Isa zdezynfekowała rany na jego przedramieniu i całość owinęła opatrunkiem. 

- No dobrze, przydałoby ci się coś do ubrania. - stwierdziła, wychodząc z łazienki.

Wybrała pierwsze lepsze ubrania, byleby tylko choć trochę rozgrzać jego zmarzniętą skórę, a potem szybko wróciła do łazienki z stertą ubrań. Bluza, jakieś luźne spodnie, ciepłe skarpetki i bokserki. Uklękła przed wanną i zaczęła ubierać chłopaka, zaczynając od skarpetek. 

- Wiesz, może jednak sam to zrobię? - zaproponował w pewnym momencie, gdy dziewczyna sięgała po jego bieliznę.

- Na pewno? - spytała.

- Na pewno, jeśli będę potrzebować pomocy to zawołam. - uśmiechnął się nieznacznie.

- Okej, to ja w takim razie idę z grubsza posprzątać.

Zostawiła go samego w łazience, przymykając drzwi, tak, aby chłopak czuł się komfortowo, ale żeby w razie wu dziewczyna mogła go usłyszeć. Zabrała kosz z kuchni i zaczęła wędrówkę po mieszkaniu. Zaczęła zbierać walające się po podłodze śmieci, opakowania po jedzeniu, opakowania po gumkach. Nie widziała jedynie co zrobić z kajdankami, więc położyła je na szafce w sypialni. Matt w dalszym ciągu nie wolał, więc Isa ruszyła do składziku. Zabrała potrzebne rzeczy, mop, płyny i inne duperele do sprzątania. Zajęło jej to trochę czasu, niektórych miejsc nie była w stanie domyć, jednak sypialnia w końcu nadawała się do użytku. Zostały jedynie podłogi w łazience, więc zostawiła cały sprzęt czyszczący obok drzwi. 

- Przydałoby się, żeby coś zjadł. - pomyślała na głos i ruszyła do kuchni.

To był prawdziwy cud, że w lodówce znajdowało się jeszcze jedzenie o dobrym terminie przydatności. Wyjęła tofu, z szafek wyciągnęła przyprawy i zabrała się za smażenie. Stała tak przed kuchenką i wpatrywała się w smażące się kostki tofu. Przypomniał jej się ostatni raz, gdy podczas robienia drinków Matt objął ją delikatnie od tyłu. Lubiła takie małe gęsty. Były subtelne, wypełnione czułością.

Matt przyszedł do kuchni, usiadł na jednym ze stołków przy blacie i głośno walnął się całym ciałem na blat. Cały ten czas nie mówił za dużo. Nie wiedział, co powiedzieć - czuł wstyd, ale też małą ulgę, że kobieta tak bardzo się zaangażowała w pomoc. Teraz widziała już dosłownie wszystko, łącznie z jego męskością, śladami po sekso-gwałcie, syf i krew w jego mieszkaniu... Chyba już nie było żadnej rzeczy, której nie widziała. Jakkolwiek wstydliwe by to nie było, na pewno trochę ich to zbliżyło do siebie. Matt był wdzięczny za pomoc, lecz nie wiedział za bardzo jak to okazać, lecz kiedyś na pewno się jej odwdzięczy. 

- Isaa... - zaczął Matt, przeciągając ostatnią głoskę.

- Mhm?

- Dziękuję... - pociągnął nosem.

- Matt, czy ty znowu płaczesz? - zapytała, odwracając do niego głowę.

- Tak...? 

- Oh, Matt... Słońce ty moje, chodź tu.

Dziewczyna podeszła do niego i objęła go mocno, lekko kołysząc nim na boki, by się uspokoił i dodatkowo klepiąc go po plecach.

- Matt, mogę ci zadać pytanie?

- Tak?

- Nie myślałeś może o jakiejś formie terapii? Może kontakt z specjalistą trochę pomoże. Wydaje mi się, że twój stan wymaga jakiś lekarstw, chociaż nie znam się na tym tak dobrze.

- Chyba będę musiał coś wymyśleć... Ale teraz to mnie przerasta.

- Pomyślimy o tym razem.
--
- Czyli to Isabella była główną przyczyną, przez którą zacząłeś chodzić na terapię?

- Tak. Uznałem, że muszę w końcu coś z tym zrobić. Chociaż wiem, że... Wytrwanie przy tym będzie wymagało dużo poświęceń.

- Matt, to i tak duży krok na przód. Jestem z ciebie dumna, że tu jesteś.

- Dziękuję...
---
Kilka tygodni później

Dzięki nieocenionej pomocy Isabelli, Matt powoli zaczął wstawać na nogi - poszedł do psychiatry, zaczął brać leki, zapisał się na terapię... Wszystko zaczynało iść w końcu w dobrym kierunku. Isabella, choć dalej trochę wstrzęsiona tymi wydarzeniami, na nowo zaczęła oswajać się z dotykiem Matta. Chłopak wziął sobie do serca jej słowa i teraz za każdym razem stara się ją pytać o pozwolenie.

Niestety nawet w tym dobrym czasie zdarzają się złe dni. Isabella miała okropny dzień w pracy - dużo wrednych klientów, managerka się do niej przyczepiła, a do tego jeszcze zepsuł jej się pojazd i nie miała jak wrócić do domu. 

Była na skraju załamania nerwowego i cudem powstrzymywała łzy, by nie zepsuły jej makijażu. Kobieta wyjęła telefon z kieszeni i pierwszą osobą, o której pomyślała, był nie kto inni jak Matt.

- Maaaaaatt... - powiedziała smutna, dzwoniąc do chłopaka.

- Isa? Co się stało? - odebrał od razu, ze zmartwiniem w głosie.

- Przyjedziesz po mnie? Zepsuło mi się auto i nie mam jak wrócić... 

- Znowu się zepsuło? Jaaa... Dobra, już jadę.

Paręnaście minut później, chłopak był już na miejscu. Kobieta siedziała na ławce przy parkingu, a gdy zobaczyła Matta, od razu do niego podbiegła, przytulając się.

- Zabierz mnie stąd, mam tak dość tego dnia i tego miejsca. - oznajmiła, wkładając zapasowy kask na głowę i siadając na za nim na motorze.

- To co, zamawiamy coś do jedzenia i rundka w Bioblade?

- Boże tak! Zamówimy pizzę????
~
Bioblade to dwuosobowa gra akcji osadzona w niedalekiej przyszłości, gdzie gracze wcielają się w genetycznie zmodyfikowanych wojowników z bronią organicznego pochodzenia. Wspólnie przemierzają opanowane przez zmutowane formy życia laboratoria, miasta i dżungle biomedyczne, by powstrzymać rozprzestrzenianie się eksperymentu, który wymknął się spod kontroli. Kluczowe są szybka współpraca, łączenie umiejętności postaci i dynamiczne starcia z bossami. 

Matt i Isabella uwielbiają grać w to razem.
~
Matt szybko dojechał wraz z Isą do swojego apartamentowca. Gdy weszli na górę i się rozebrali, chłopak od razu zamówił ulubioną pizzę dziewczyny i przygotował coś do picia. Po zjedzeniu sycącego posiłku, oboje zaczęli grać w jedną z ich ulubionych gier na konsoli.

Parę godzin później

- Kurwa, Iska! - Matt krzyknął zirytowany, gdy Isabella po raz n-ty wywaliła się podczas jednej sceny, więc musieli wszystko robić od początku. - Nie no, pojebie mnie. To już czwarty raz!!

- No to nie jest takie proste, jak może się wydawać! - zawołała przez śmiech i wskazała na ekran. - Ty wiesz ile skupienia muszę włożyć w to, żeby przeskoczyć tą dziurę?

- W dupe kurwa wskocz! Jaaa... Daj mi to! - krzyknął, próbując wyrwać jej pada z ręki, ale dziewczyna w porę się odsunęła, więc Matt runął bokiem na ziemię. - Ała! Specjalnie to zrobiłaś! Dawaj mi to!

- Nie prawda! Nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego! - zaśmiała się i poderwała się z kanapy z padem w ręce. - Oj tylko spróbuj! - zawołała, gdy chłopak zaczął podrywać się z miejsca.

Matt uśmiechnął się szeroko i podniósł brwi parę razy, powoli podnosząc się z miejsca.

- Matt, nieee! - Isa krzyknęła, zaczynając uciekać od chłopaka. 

Para ganiała się przez całe mieszkanie Matta - przeskakiwanie przez blaty, wymijanie się przez meble i pośród tego paniczny krzyk Isy. W końcu, gdy Isa chciała wyminąć Matta, on złapał ją umiejętnie i przyciągnął do siebie.

- Ha ha, i co teraz? Jesteś gotowa na atak łaskotek? - podniósł ją w stylu panny młodej i zaczął kierować się na sofę.

- O NIE NIE NIE NIE NIE - powtarzała, starając się wyrwać z jego uścisku, jednak bezskutecznie. - JA CIE OSTRZEGAM, ZE JAK ZACZNĘ SIE WIERZGAĆ TO NIE ODPOWIADAM ZA USZCZERBEK NA TWOIM ZDROWIU!

- Hahaha, jasne jasne.

Matt położył ją na sofie i od razu zaczął ją łaskotać gdzie popadnie. Dziewczyna krzyczała tak, jakby co najmniej była zarzynana żywcem i próbowała się wyswobodzić, bezskutecznie. Isabella kopała go i waliła ile wlezie, ponownie bez skutku, dopóki jej kolano zupełnie "przez przypadek" walnęło w czułe miejsce chłopaka.

Matt od razu złapał się za krocze i zwinął się z bólu, spadając z kanapy na podłogę.

- O kurwa... Umieram... Moje jaja, ja pierdole... - odparł ledwo żywym głosem.

Dopiero gdy chłopak spadł z kanapy, Isa zorientowała się, gdzie wylądowało jej kolano. 

- Matko jedyna Matt! - zeskoczyła na podłogę i uklękła przy nim. - To nie było specjalnie! To wszystko przez te łaskotki! - wolała, a w międzyczasie położyła dłoń na jego plecach. - Bardzo boli?

- Powiedz mojej mamie, że ją kocham... - wyszeptał, udając, że umiera.

- Co, mam pomasować?

- Kurwa! Gdzie z tymi łapami! - Matt zaczął się śmiać, łapiąc ją za nadgarski.

Od incydentu minęło parę dobrych tygodni. Mimo nieporozumień, dwójce udało się odbudować kontakt, choć u Matta nadal pozostały wyrzuty sumienia po tamtej nocy. Mimo, że dziewczyna zdążyła mu to wybaczyć, przynajmniej po części, jemu w głowie wciąż czasem przewijały się obrazy z tamtej nocy.

Komentarze

Popularne posty