Rozdział II: Sumienie
Rozdział II
Sumienie
- Meow!
Głośnie miauknięcie wybudziło dziewczynę ze snu. Chwila moment. Miauknięcie? W pół przytomna dziewczyna obróciła się na drugi bok i przetarła dłonią zmęczone oczy. Czarny kocur leżał przed jej twarzą, wyglądał całkiem jak spalony bochenek chleba.
- E ow. - ponownie wydał z siebie dziwny dźwięk, mrużąc przy tym oczy.
- Co ty tu robisz kiciu? - Yami wyciągnęła dłoń w stronę kota i pogłaskała go za uchem, a ten odpowiedział jej cichym mruknięciem.
Jego miękkie futerko przypomniało dziewczynie o wczorajszych wydarzeniach. O natarczywym mężczyźnie przy barze, o spacerze z Hyramem. Ostatnie co pamiętała to siedzenie na schodkach, ciepły makaron i kot, który ułożył się na jej kolanach. Nie wiedziała, jak znalazła się w swoim łóżku, ale obecność Lokiego mogła wskazywać tylko na jedną rzecz, a raczej na jedną osobę.
- Twój pan jest chyba bardzo bezpośredni. - zaśmiała się, odrzucając kołdrę na bok.
Szklanka z wodą nie dostała nóg i sama z siebie nie zawędrowała na stolik. Yami szybko opróżniła jej zawartość, po czym udała się na bosych stopach do łazienki. Włączyła oświetlenie zamontowane w lustrze i spojrzała na swoją twarz. Platynowe blond włosy swobodnie opadały na jej czoło. Najwyższa pora skrócić fryzurę, ponieważ końcówka grzywki zaczynała wpadać do jej oczu. Na twarzy nie było ani grama makijażu, a w koszu na śmieci leżały zużyte chusteczki do demakijażu. Zeszła wzrokiem niżej. Dopasowana czarna sukienka na ramiączkach była pognieciona, a na ramionach znajdowały się otarcia od ramiączek stanika.
- Przynajmniej twój pan nie zaczął mnie rozbierać. - zaśmiała się, jakby chciała powiedzieć to wszystko kotu. Usłyszała głośne miauknięcie. - Loki?
Yami wyszła z łazienki i pierwsze co ujrzała to swojego towarzysza, leżącego na środku mieszkania. Wielka, zielona iguana leżała spokojnie, pogrążona we śnie. Przed jej pyszczkiem siedział zaciekawiony kocur, który miauczał raz po raz, jakby chciał obudzić legwana. Loki pacnął zwierzaka po nosie, ale jaszczur nawet nie drgnął.
- Nic to nie da, będzie teraz spać co najmniej do południa.
Sygnał dzwonka rozległ się w głowie dziewczyny. W polu widzenia wyświetliło się okienko z dobrze znaną postacią. Kąciki ust opadły, a serce gwałtownie przyśpieszyło. Po wzięciu dwóch głębokich oddechów, odebrała telefon.
- No witaj kochana, już myślałam, że nie odbierzesz.
- Przepraszam, dopiero co wstałam z łóżka. Coś się stało? - dziewczyna zaczęła krążyć po mieszkaniu.
- Właśnie dzwonię do ciebie w tej sprawie. Chyba wiesz, co mam na myśli.
- Wydaje mi się, że wiem. - odpowiedziała, a jej ramiona opadły, jakby z bezsilności.
- W takim razie czekam na ciebie w moim biurze. Postaraj się być tak szybko, jak tylko możesz.
- Po cywilnemu czy służbowo? - zapytała, podchodząc jednocześnie do biurka.
- Po cywilnemu. Po prostu wejdź a moi ludzie cię wpuszczą. Zresztą wiesz co i jak, nie przychodzisz do mnie w odwiedziny po raz pierwszy.
- Tak... - odpowiedziała i wzięła w dłonie ręcznie zapisaną karteczkę. - Można powiedzieć, że jestem stałym gościem.
- To do zobaczenia kochana, tylko nie każ mi długo czekać.
- Oczywiście.
Po tych słowach rozmowa zakończyła się, a Yami w dalszym ciągu przyglądała się zostawionej wiadomości. Chociaż na parę sekund, uśmiech powrócił na jej twarz.
---
---
Ubrana w czarne spodnie, białą koszulę na ramiączkach i znoszoną, czarną bluzę z suwakiem stała przed wejściem do budynku. Z zewnątrz nie wyróżniał się niczym specjalnym, ot zwykły budynek. Yami stała w uliczce i patrzyła, jak ludzie za progiem siedzą zahipnotyzowani przed kolorowymi automatami. Była tu już wielokrotnie, jednak a każdym razem wizyta z kobietą przyprawiała jej ogrom stresu.
- Może mnie nie zabije. - powiedziała pod nosem.
Zanim jeszcze weszła do środka, weszła w kontakty, otworzyła okienko z rozmową Hyrama. Szybko wysłała wiadomość, żeby nie musiał martwić się o swojego zwierzaka.
Mimo przewracających się wnętrzności, dziewczyna weszła do środka pewnym krokiem. Minęła ludzi zapatrzonych w ekrany automatów. Wydawali się pogrążeni we własnych światach. Niektórych z nich Yami pamiętała bardzo dobrze. Na przykład przygarbiony mężczyzna z brodą, który siedzi przy jednym z automatów po lewej stronie. Od paru lat siedzi w jednym miejscu, zapatrzony w ekran stara się przebić gracza, który uplasował się na samej górze tabeli. Po korytarzu rozległo się przekleństwo, gdy pixelowy konik wpadł w płot.
Zanim jeszcze weszła do środka, weszła w kontakty, otworzyła okienko z rozmową Hyrama. Szybko wysłała wiadomość, żeby nie musiał martwić się o swojego zwierzaka.
Mimo przewracających się wnętrzności, dziewczyna weszła do środka pewnym krokiem. Minęła ludzi zapatrzonych w ekrany automatów. Wydawali się pogrążeni we własnych światach. Niektórych z nich Yami pamiętała bardzo dobrze. Na przykład przygarbiony mężczyzna z brodą, który siedzi przy jednym z automatów po lewej stronie. Od paru lat siedzi w jednym miejscu, zapatrzony w ekran stara się przebić gracza, który uplasował się na samej górze tabeli. Po korytarzu rozległo się przekleństwo, gdy pixelowy konik wpadł w płot.
- Jak ci idzie Mark? - dziewczyna stanęła obok mężczyzny. - Spałeś coś?
Jego wygląd mówił sam za siebie. Podkrążone oczy wskazywały na mocny niedobór snu. Zapach, który unosił się wokół zapalonego gracza, był odpychający.
- Nie nie nie, nie mogę teraz iść spać. Jestem już tak blisko i zaraz przebije tego jebańca! - powiedział podniesionym głosem i wskazał na tabelkę wyników. Mark zajmował drugie miejsce i brakowało mu jedynie 169 punktów, do przebicia gracza "Z1R343L" - Uda mi się! Musi mi się udać!
- Uda ci się, uda. Wierzę w ciebie. - poklepała mężczyznę po ramieniu, a ten uśmiechnął się do niej w podziękowaniu. - Muszę już iść, ale nie poddawaj się! - powiedziała, odchodząc od stanowiska.
Wysoki, barczysty mężczyzna stał przed wejściem do następnego pomieszczenia. Zerknął na dziewczynę i bez żadnego słowa, przesunął się w bok, aby mogła wejść do środka. Do jej nozdrzy momentalnie dodarł zapach dymu, który unosił się z kadzidła. Biuro urządzono skromnie, w azjatyckim stylu. Dominowały neutralne kolory, takie jak beż, który oblepiał ściany, ciemny brąz został przeznaczony dla mebli. Jedynymi dekoracjami były roślinki, dokładniej drzewko bonzai na szafce i jakiś pomniejszy kwiatek w rogu pokoju. Biurko, które stało naprzeciwko wejścia było tak wypolerowane, że można użyć go zamiast lustra. Jedynym źródłem światła była lampka na biurku, która dokładnie oświetlała kobietę siedzącą w fotelu. Rozmawiała przez telefon, więc Yami stała cierpliwie, trzymając się za dłonie. Dopiero gdy rozmówczyni odłożyła telefon, Yami skłoniła się nisko.
- Okada-sama, tadaima mairimashita. O-denwa arigatou gozaimashita [Pani Okado, przybyłam zgodnie z pani wezwaniem. Dziękuję za telefon]
- Przestań mi tu paniować drogie dziecko, nie znasz mnie od wczoraj. - Wakako wskazała ręką na krzesło po drugiej stronie biurka. - Nie zmienia to faktu, że bardzo schlebiasz mi swoim kulturalnym zachowaniem. - dodała, przeciągając niektóre samogłoski.
- Zawsze będę zwracać się z szacunkiem do osoby, która uratowała mi życie. - dziewczyna usiadła i rozluźniła się nieco.
- Oj tam już bez przesady. Uratowanie życia to trochę za dużo powiedziane. - kobieta oparła przedramiona na biurku, splatając przy tym palce. - Teraz przejdźmy do nieco mniej przyjemnych rzeczy kochana. Wiesz o czym mówię, prawda?
Rozluźnienie Yami nie trwało zbyt długo. Wzrok skierowała na biurko, jakby miała nadzieję, że dzięki temu uchroni się przed narastającym napięciem. Przetarła uda dłońmi, które zaczęły się pocić.
- Wiem. - odpowiedziała krótko, w dalszym ciągu nie podnosząc wzroku.
- Więc opowiedz mi teraz, co się wydarzyło. - nie musiała podnosić głowy, aby zobaczyć, jak Wakako się w nią wpatruje. Czułą, jakby kobieta wwiercała się wzrokiem w jej czaszkę.
- Na początku bez większych problemów udało mi się skraść chip. Już miałam opuszczać budynek, ale gość wyrósł spod ziemi i zaczął mnie gonić. Odebrał mi chip, a gdy próbowałam zabrać go z powrotem, okazało się, że jestem na celowniku jego kolegi, który siedział sobie na dachu jakiegoś budynku. - powiedziała tak szybko, jak tylko była w stanie. Chciała w ekspresowym tempie wyrzucić z siebie tą historię, żeby nie musiała dłużej ciążyć na jej sumieniu.
Jej dłonie zacisnęły się na skórzanych spodniach. Pochyliła głowę jeszcze niżej, próbując jakkolwiek zasłonić swoją twarz.
- Sumimasen Okada-sama [Bardzo przepraszam], nie chciałam Pani zawieść.
- Już ci mówiłam, nie paniuj mi tutaj Yami. - głos Wakako stał się bardziej stanowczy. Dziewczyna usłyszała, jak kółka od fotela szurają po podłodze. - Powiesz mi, jak ten ktoś wyglądał? - pokój wypełniło stukanie obcasów, które z każdym krokiem stawały się coraz głośniejsze.
- Wysoki, postawny, ciemniejsza karnacja. Nosił czarną kominiarkę. - zaczęła wymieniać.
- Coś jeszcze?
- Miał specyficzny akcent, a na tam koniec pożegnał się po hiszpańsku. - dodała.
- W takim razie już wiem, kto unieszkodliwił nasze plany. - umilkła na chwilę. - Yami spójrz na mnie,
Najemnicza niechętnie podniosła głowę i spojrzała się w bok na kobietę. W dalszym ciągu zaciskała dłonie na udach, a jej wzrok wydawał się rozbiegany. Mocno przygryzała kącik ust do tego stopnia, że oczy zaszły łzami.
- Nie jestem na ciebie zła o to, co się wydarzyło moja droga - Okada stała obok z skrzyżowanymi rękoma a klatce piersiowej. - Mało kto dałby sobie z nim radę. Tym bardziej, że nie był sam. Shadow jeszcze nigdy nie zawalił zlecenia.
- Shadow? - powtórzyła. -Trochę tandetna ksywka.
- Wiń ludzi, którzy zaczęli tak na niego wołać. Nie posiada wszczepów, nie da się go namierzyć w żaden aktualny sposób. Pojawia się, robi co trzeba i znika. Jest jednym z najlepszych najemników w tym mieście i bez urazy Yami, jesteś efektywna, zdolna, nigdy mnie nie zawiodłaś, jednak z nie miałaś żadnych szans na pozytywne zakończenie misji.
Dziewczyna ponownie uciekła wzrokiem od swojej przełożonej. Popatrzyła się w sufit, starając się odgonić napływające łzy. Przyłożyła wierzch dłoni do ust, aby powstrzymać nadchodzący wybuch płaczu
- Ochitsuite ne, watashi no ko [Uspokój się moje dziecko]. - tym razem głos kobiety był spokojny, ciepły. - Oddychaj spokojnie.
Jeden głośny szloch wyrwał się z ust najemniczki. Bez niego, nie byłaby w stanie otworzyć spokojnie ust i zacząć głęboko oddychać. Relacja Yami i Wakako przypominała z boku relację córki z matką. Okada, choć czasem bywa surowa i stanowcza, potrafi wesprzeć dziewczynę w odpowiednich momentach. Yami zawdzięczała kobiecie całe swoje życie i do tej pory, każdy najmniejszy błąd potrafi wyprowadzić ją z równowagi.
Parę głębszych oddechów były niczym inhalator dla astmatyka. W końcu mogła oddychać, a całe napięcie zaczęło ulatniać się z jej ciała. Gdy udało jej się uspokoić już do końca, kobiety pożegnały się, a Yami opuściła gabinet swojej przyszywanej matki. Wakako nie czekając dłużej wróciła na swój fotel, sięgnęła po telefon i wybrała numer, który widniał na samym szczycie jej kontaktów. Po paru sygnałach, usłyszała niski, męski głos po drugiej strony słuchawki.
- Augustin? - wypowiedziała imię rozmówcy, przeciągając ostatnią samogłoskę. - Chyba musimy omówić jedną kwestię.
---
Gabinet Yami znajdował się w jednym z lokali, które przynależały do jej bloku mieszkalnego. Parter był kiedyś zapełniony restauracjami i małymi lokalami gastronomicznymi. Teraz większość z nich jest na wynajem, nie licząc jednego. Lokal, który znajdował się na samym końcu korytarza, został zamieniony w profesjonalny gabinet rippercoda.
Właścicielka lokalu siedziała przy jednym z dwóch biurek, które znajdowały się w pomieszczeniu. Pierwsze, bliżej wejścia, służyło głownie do pracy, znajdował się tam komputer, szufladki z dokumentami. Patrząc od wejścia, przy najdalszej ścianie stało drugie biurko, pełne najróżniejszych narzędzi. Był to kącik majsterkowicza, a wszystko miało swoje wyznaczone miejsce. Od pęset różnych rozmiarów, przez lutownicę, śrubokręty i tablet, na którym Yami rozrysowała wszystkie swoje projekty. Nawet okulary z różnymi rodzajami szkła powiększającego miały swoje miejsce, choć teraz znajdowały się na nosie dziewczyny. Wybrała drugie z trzech możliwych przybliżeń i ostrożnie przyłożyła pęsetę do maski, chcąc zamontować nową soczewkę.
- Dzień dobry wszystkim!
Niespodziewanie głośny, damski rozniósł się po pokoju. Yami podskoczyła w miejscu i jednocześnie mocno ścisnęła pęsetę. Popatrzyła się jedynie na roztrzaskaną soczewkę, której odłamki rozleciały się na biurku. Dziewczyna westchnęła i odwróciła się na taborecie. Lizzy stała na środku gabinety, jak gdyby nigdy nic. Miała na sobie czarną koszulę z dość głębokim dekoltem, skórzane spodnie, szpilki, a na czubku jej głowy leżały okulary przeciwsłoneczne. Uniosła do góry dłonie, w których trzymała torby z zakupami.
- Zaraz zaczyna się lato, a ja nie mogę wyjść na miasto w tych starych łachmanach. - stwierdziła, odkładając torby na bok. - Zresztą, tobie też przydałoby się zakupić cos nowego. Ile możesz chodzić w tym samym? - wskazała na przyjaciółkę.
W przeciwieństwie do Lizzy, nie przywiązywała tak znacznej uwagi do ubioru, szczególnie jeśli siedziała w mieszkaniu lub w gabinecie. Jeżeli trafił się dzień bez pacjentów, to wszystkie powody do strojenia się, znikały. Mimo nadchodzącego lata, w gabinecie temperatura jest o wiele niższa, dlatego Yami ogrzewała się czarną bluzą z długimi rękawami. Spodnie, podobnie jak i sama bluza były strojem czysto roboczym. Przy majsterkowaniu ubrudzenie się jest gwarantowane, więc jaki jest sens stroić się, skoro i tak wszystko będzie ujebane.
- Wyglądasz jak menel. - stwierdziła Lizzy skanując dziewczynę od stóp do głów. - Chociaż w tym przypadku nawet bezdomni wyglądają lepiej.
- Bardzo miłe przywitanie. - Yami mruknęła pod nosem ledwo słyszalnie i odwróciła się w stronę biurka. Zdjęła okulary i odłożyła je na swoje miejsce. - Co się stało, że przychodzisz o tak wczesnej porze? -spytała, zaczynając przy tym zbierać odłamki szkła.
- Gdybym nie wstała tak wcześnie, to nie byłabym jedną z pierwszych osób, które zakupiły coś z nowej kolekcji? Hellooo? Myślisz ty czasem? - dziewczyna podeszła bliżej i oparła się tyłkiem o biurko. Zrobiłam zakupy, a że byłam nie daleko to postanowiłam wpaść w odwiedziny. Na dodatek coś mi się zrobiło mi przy oku i musisz mi to wyciąć, widzisz? O tutaj. - dziewczyna nachyliła się do Yami, wskazując jednocześnie długim paznokciem na mały pieprzyk.
- Wyprostuj się bo cycki ci uciekną. - odpowiedziała niechętnie. - Nie dam rady dziś tego załatwić, muszę dokończyć parę spraw. - wskazała na maskę.
- Przecież to może poczekać, chyba jakieś ustrojstwo nie jest ważniejsze od przyjaciółki. - Lizzy wyprostowała się i skrzyżowała ręce pod biustem.
- Od tej przyjaciółki, która ostatnio zostawiła mnie sama w barze po poszła się bzykać z losowym kolesiem?
Tym pytaniem zszokowała je obie. Dopiero gdy zobaczyła uniesione w szoku brwi Lizzy, dziewczyna zorientowała się, że te słowa nie padły w jej umyśle. Westchnęła głośno, przetarła twarz dłońmi i zastygła na parę sekund. Od ostatniej rozmowy z Wakako co prawda minęły już dwa tygodnie, jednakże w dalszym ciągu negatywne emocje nie miały ujścia, aż do teraz.
- Przepraszam cię Liz, ja nie chciałam tego powiedzieć. - zaczęła, odwracając przy tym głowę w jej stronę. - Mam stresujący okres i nie za bardzo radzę sobie z tym co się dzieje. - nie miała zamiaru wspomnieć o braku jakichkolwiek zleceń od ostatniego spotkania z fixerką, tym bardziej, że Lizzy nie ma zielonego pojęcia o "dodatkowym etacie" Yami.
- Wiesz co? - zaczęła i odbiła się od biurka. - Skoro tak powiedziałaś, to znaczy, że po prostu tak uważasz. - stwierdziła krótko i ruszyła w stronę toreb z zakupami.
- A ty gdzie? - Yami całkowicie obróciła się na taborecie.
- Do domu. - wzięła torby w jedną dłoń, zrobila parę kroków i drugą dłoń przyłożyła do przycisku od drzwi. - Nie ma tu nic więcej do wyjaśniania. - po tych słowach otworzyła drzwi.
Yami nie zdążyła w pełni poderwać się z miejsca. Do pomieszczenia wkroczyło czworo mężczyzn, w tym jeden od razu odrzucił Liz na ścianę. Z ust dziewczyny wydostał się jęk, a gdy ten sam gość wycelował w nią z broni, Yami rzuciła się w jego stronę. Zatrzymała ją rękojeść katany, która wycelowana w jej brzuch, spowodowała upadek dziewczyny. Momentalnie upadła na podłogę, łapiąc się dłonią za obolałe miejsce. Jeden z napastników podszedł do niej od tyłu i wycelował lufę karabinu w jej głowę. Kolejna osoba stała kawałek dalej i również celowała w Yami, która starała się podnieść na nogi.
- Czyli to tutaj nasz lisek urządził sobie norkę. Nie powiem, potrzebowaliśmy trochę czasu, żeby cię znaleźć. - ostatni z mężczyzn stanął przed dziewczyną. - Nie ładnie jest tak uciekać, wiesz?
Dopiero gdy Yami podniosła się na kolana, mogła dokładnie przyjrzeć się swoim gościom. Ich twarze zasłaniały maski, jednak reszta ubioru i katana wskazywały tylko na jedną grupę.
Tyger Claws
- Starzy znajomi chyba powinni zapowiedzieć swoją wizytę. To trochę kutasiarskie zachowanie z waszej strony.
Pulsujący ból pojawił się w momencie zetknięcia pięści z twarzą dziewczyny. Siła ciosu ponownie powaliła ją na ziemię. Mężczyzna wsunął dłoń w jej krótkie, jasne włosy i pociągnął ją do góry, aby Yami mogła na niego spojrzeć.
- Posłuchaj, jesteśmy tu przypadkiem i nie mamy całego dnia na takie rozmowy. - maska pokrywała całą jego twarz, jednie oczy były ledwo widoczne za ciemnymi soczewkami. - Ja wiem, że nie mieliśmy najlepszych relacji, ale gdy tylko zniknęłaś z Japantown, trochę się wkurwiliśmy. Byłaś idealnym źródłem dochodów i łatałaś dziury w naszym budżecie.
- I jakie mam wyjścia z tej sytuacji? - zapytała, a każde wypowiedziane słowo powodowało ból. Stróżka krwi zaczęła spływać z nosa, na usta dziewczyny, barwiąc je na szkarłatny odcień czerwieni.
- Wyjścia są dwa. - mężczyzna uniósł wolną dłoń, na jego kostkach zostało trochę krwi z twarzy dziewczyny. - Pierwsze. - odgiął palec wskazujący. - Wracamy do starego układu, będziemy wpadać do ciebie co miesiąc, a ty będziesz zostawiać nam.. powiedzmy... Może siedem tysięcy?
- Siedem tysięcy eurodolarów?! - Yami momentalnie podniosła głos i szarpnęła swoim ciałem, jakby próbowała wydostać się z uścisku. - Ledwo co byłam w stanie odłożyć pięć tysięcy! Z chujem na łeb się pozamienialiście?! - wykrzyknęła, a krew z ust zabarwiła również i jej zęby.
- Opcja numer dwa. - z dziwnym wręcz spokojem odgiął palec środkowy. Wskazał wolną dłonią na Lizzy, która wzdrygnęła się na ten ruch. - Zabierzemy twoją koleżaneczkę i nie mów mi teraz, że to jest nikt ważny bo wszyscy widzieliśmy, jak do nie leciałaś. - dodał. - Zabierzemy ją do nas, a tam będzie robić za dziwkę. Możemy jeszcze zabić was obie na miejscu i wtedy cały problem znika.
Yami przejechała językiem bo zębach. Od razu poczuła ten charakterystyczny, metaliczny posmak. Skierowała swój wzrok na Lizzy, która skulona siedziała przy drzwiach, a jakiś obcy typ celował w nią z karabinu. Wiele je dzieliło. Były jak ogień i woda, jedna cicha i spokojna, druga natomiast pełna energii. Mimo wielu świństw, które Liz wyrządziła swojej przyjaciółce, Yami nie chciała dopuścić do swojej głowy myśli, że najbliższa jej osoba mogłaby cierpieć z jej winy. Uśmiechnęła się cierpko w stronę dziewczyny, po czym spojrzała się na Tygersa.
- Opcja pierwsza. - powiedziała stanowczo. - Nie róbcie jej krzywdy, nawet nie próbujcie jej tknąć.
- To nie my tu stawiamy warunki lisku, ale dobra! - mężczyzna puścił dłoń i Yami w końcu mogła się swobodnie poruszyć. - Siedem tysięcy co miesiąc! Od razu humor mi się poprawił! Dobra chłopaki, zwijamy się z tej nory.
Po tych słowach cała czwórka opuściła gabinet. Żadna z dziewczyn nie miała odwagi ruszyć się jako pierwsza, jednak po paru minutach Yami postanowiła przełamać ciszę.
- Idź do domu Liz i nie zaglądaj tu przez jakiś czas. - powiedziała, patrząc przed siebie. - Zwykle wracają wcześniej i to bez zapowiedzi.
---
Musiały minąć kolejne dwa tygodnie, jak Wakako zadzwoniła do Yami z nowym zleceniem. Termin odwiedził Tygersów zbliża się wielkimi krokami, a konto bankowe świeci pustkami. Brakuje ponad połowy połowy kwoty docelowej, jednak po dzisiejszym zleceniu dziura zostanie załatana. Dziewczyna siedziała spokojnie w ciemnej uliczce, przyczajona za jednym z śmietników. Bacznie obserwowała tylne wyjście, z przez które zaraz powinien wyjść ostatni pracownik. Gdy mężczyzna wyszedł z budynku, Yami po raz ostatni spojrzała się na przedmiot, który trzymała w dłoniach. Nowa maska przypominała twarz lisa, był nawet czarny nos i uszy. Cała maska była biała, jedynie pojedyncze elementy były czarne.
- Życie albo śmierć. - westchnęła, zakładając maskę na twarz.
Rozejrzała się bacznie, po czym szybko podbiegła do drabiny, która prowadziła na mały balkonik. Znajdowały się tam drzwi, a za nimi trzecie piętro. Dzięki Wakako, Yami miała w głowie cały plan budynku. Wiedziała ilu jest ochroniarzy, jak są rozmieszczeni oraz gdzie znajduje się cel dzisiejszej misji. Po wspięciu się po drabinie, po cichu otworzyła drzwi i weszła do środka. Pomieszczenie, do którego musiała się dostać. znajdowało się po drugiej stronie piętra. Drogę zagradzali jej ochroniarze, którzy patrolowali korytarz. Całe szczęście było ich tylko dwóch, a na dodatek chodzili razem, gawędząc o czymś bez żadnych obaw. Najprostszym sposobem było uśpienie obu mężczyzn na raz. Yami sięgnęła do paska od spodni, przy którym miała zamontowane małe kieszonki. Wyjęła z jednej z nich granat, oderwała zawleczkę i rzuciła go w głąb korytarza. Po paru sekundach rozległ się głośny huk, dziewczyna wybiegła na korytarz, uderzając jednego z mężczyzn w tył szyi. Ochroniarz osunął się na podłogę, a w międzyczasie drugi tracił już przytomność, gdy Yami podduszała do swoim przedramieniem. Schowała nieprzytomnych mężczyzn w jednym z pokojów, po czym ruszyła dalej prostym korytarzem.
Kodem od fixerki otworzyła drzwi do docelowego pokoju, po czym zamknęła je za sobą. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Było to biuro, w całości udekorowane meblami z ciemnego drewna. Na samym środku znajdowało się biurko z komputerem. Zanim jeszcze dziewczyna zabrała się do roboty, dojrzała drugie drzwi w rogu pokoju. Ostrożnie otworzyła ja, a jej oczom ukazała się drabina, która wiodła prawdopodobnie na samą górę budynku, czyli kolejne trzy piętra w górę. Na wszelki wypadek zostawiła drzwi otwarte, żeby mieć dodatkową drogę ucieczki, gdyby pojawili się jacyś niespodziewani goście.
- Dobra, chyba można zaczynać. - dziewczyna podeszła szybko do komputera.
Zaczęła w błyskawicznym tempie przeszukiwać pliki, a gdy w końcu znalazła nowe schematy decków, zaczęła przerzucać je na drzazgę. Na ekranie pojawiło się magiczne "sto procent", szybko wypięła drzazgę z komputera. Podniosła wzrok, a u progu drzwi ujrzała dobrze jej znajomą sylwetkę.
-Kurwa znowu ty?
- No, no, kogo ja tu widzę. Czyżby damę w opałach z garażu Arasaki? - odparł mężczyzna w masce, opierając się ramieniem o próg drzwi. - Nie powiem, nie spodziewałem się spotkania w tak krótkim czasie. Aż tak za mną szalejesz, że wybierasz te same zlecenia, co ja? - zamaskowany mężczyzna podszedł bliżej, zatrzymał się przed biurkiem i oparł się o nie rękoma.
- Widocznie nasi fixerzy mają z sobą do pogadania. - jej mechaniczny głos wypełnił pomieszczenie. Modulator w prosty sposób zniekształcał jej głos. - Jeśli próbują nas z sobą spiknąć, to kiepsko im to wychodzi. - dodała, robiąc powoli krok do tyłu w stronę drzwi.
Miała dwa wyjścia. Mogła cofnąć się do tyłu i spróbować uciec przez dach lub jakimś cudem wyminąć chłopaka i uciec korytarzem. W obu przypadkach szansę na powodzenie były dosyć niskie, jednak pierwszą opcja wydawała się bezpieczniejsza. Nie zastanawiając się dłużej, odwróciła się i pędem ruszyła w stronę drabiny. Nie zdążyła nawet zamknąć za sobą drzwi, tylko w jak najszybszym tempie starała się dostać na szczyt budynku.
- Aww, już wychodzisz? Myślałem, że randka dopiero się zaczęła. Eh, kobiety... - mężczyzna zacisnął pięści i wykrzywił szyję, czego skutkiem był głośny dźwięk strzykających kości karku oraz dłoni; nie zastanawiając się długo, ruszył szybko za dziewczyną, która w panice zaczęła wspinać się po drabinie na dach.
Otwarcie klapy zajęło chwilę, jednak gdy już się udało, Yami wyskoczyła na dach i zamknęła za sobą przejście. Zimne powietrze uderzyło jej ciało, a pełnia księżyca rozświetlała okolice.
- Kurwa kurwa kurwa gdzie teraz. - zaczęła rozglądać się wokół, szukając jakiejś drogi ucieczki.
Wszystkie budynki wokół były dużo niższe, a upadek na ich dach skończyłby się śmiercią. Jedynym wyjściem okazał się biurowiec, który był nieco wyższy od aktualnego położenia Yami. Ruszyła w jego kierunku. Nie widziała czy da radę doskoczyć tak wysoko, jednak nie było innego wyjścia. Drugi raz nie zniesie goryczy porażki i zawodu. Gdy tylko jej stopy znalazły się przy krawędzi budynku, wybiła się do góry. Udało jej się złapać dłońmi o krawędź biurowca, stopami wspięła się po ścianie i w niedowierzaniu wspięła się już do końca na budynek.
Mężczyzna praktycznie wyważył przejście na dach i od razu ruszył za dziewczyną. Gdy ta skoczyła na budynek obok, westchnął głęboko i przekląl pod nosem, a następnie zrobił parę kroków do tyłu, by się rozpędzić. Umiejętnie skoczył i złapał się krawędzi budynku, jednak gdy miał już się podciągnąć i wejść na płaszczyznę, jedna z płyt dachowych osunęła się i spadła na ulicę rozpościerającą się pod jego nogami. Mężczyzna stracił równowagę, fragment płyty walnął go w skroń, jedna z jego rąk puściła krawędź, a ten zawisnął w powietrzu, kiwając się na wietrze.
Yami biegła juz w stronę kolejnego budynku, żeby móc znaleźć się chociaż trochę bliżej ziemi. Usłyszała głośny brzdęk blachy, a gdy odwróciła się do tyłu, zauważyła tylko jedną dłoń, która trzymała się kurczowo krawędzi dachu.
- No podciągnij się. - powiedziała sama do siebie. Widziała, że nikt nie da rady wisieć tak w nieskończoność. - Kurwa mać. - przeklęła i ruszyła z powrotem w stronę najemnika.
Podbiegła do krawędzi budynku, uklękła przy niej i wyciągnęła dłoń w stronę chłopaka.
- Dawaj mi tą rękę! - zawołała głośno, żeby huczący wiatr jej nie zagłuszył.
Mężczyzna spojrzał na nią z przymrużonymi oczami, próbując się ocucić; przez uderzenie płyty świat nieźle mu zawirował. Po chwili, złapał jej rękę i z jej pomocą podciągnął się, wchodząc na dach budynku. Od razu położył się na zimnej podłodze i złapał się za głowę, wyklinając wszystkich bogów po hiszpańsku.
- ¡Mierda! - przeklął pod nosem i podniósł się do pozycji siedzącej, zdejmując z twarzy i rzucając maską bez namysłu. - Dzięki. Tego to się nie spodziewałem. Ah, kurwa...
Dziewczyna wyprostowała się i wzięła parę głębszych oddechów. Hiszpańskie przekleństwo ożywiło umysł dziewczyny, jakby wypiła duszkiem potrójną porcję espresso. Spojrzała się w bok na miejsce, w którym wylądowała czarna maska. Ostrożnie przeniosła wzrok na towarzysza, a widok znajomej twarzy sprawił, że serce ominęło jedno uderzenie.
- Hyram? - pomyślała. Tym razem udało jej się pomyśleć, zanim powiedziała to na głos. - Wszystko w porządku? - kucnęła obok niego i przyjrzała się jego twarzy.
To wydawało się tak odrealnione. Chociaż może jednak wszystko od początku wskazywało na niego?
Ciemniejsza karnacja, nosił czarną kominiarkę. [...] na koniec pożegnał się po hiszpańsku
Że też wcześniej nie połączyła faktów. Przecież sama podczas ich pierwszego spotkania dźgnęła go w ramię i sama później zszywała tą ranę.
- Super, nigdy nie miałem się lepiej. - spojrzał się na nią zirytowanym, zmęczonym wzrokiem, a następnie wywrócił oczami i spojrzał się w nocne niebo. - No tak, drzazga... Co z nią zrobimy? Oddasz mi ją czy mamy udawać, że się bijemy i na koniec i tak ją wezmę? - westchnął, z powrotem przenosząc na nią wzrok.
Sama westchnęła głośno, wyjęła drzazgę z kieszeni i przyjrzała się jej. Taki mały przedmiot może zaważyć o losach dwójki ludzi. Jeśli mu go odda, prawdopodobnie sama umrze pod koniec miesiąca. Jeżeli go zabierze... Co może się stać?
- Posłuchaj, wiem, że gdzieś na innym budynku czai się twój koleżka i prawdopodobnie teraz celuje mi w skroń. - zaczęła. - Nie chce i nie mogę ci jej oddać. Od tego małego cholerstwa zależy moje życie. - wskazała na drzazgę.
Nie chciała być znowu na łasce innego człowieka. Wystarczy, że zawdzięcza życie dwójce osób, nie chciała dokładać jeszcze do tego Hyrama. Jednocześnie jeżeli nie spróbuje poprosić o pomoc, jej szanse na przeżycie drastycznie spadają. Mimo to, sumienie nie dawało jej spokoju. Zawsze radziła sobie sama, bynajmniej próbowała. Proszenie o pomoc wydawało się czymś sprzecznym z jej naturą.
- Hah, każdy tak mówi. Skąd mam mieć pewność, że nie robisz sobie ze mnie jaj, by zwiać z tą drzazgą bez walki. - uśmiechnął się pod nosem. - Ah... Załóżmy, że-...
Mężczyzna zmarszczył brwi i nagle przestał mówić, wstając gwałtownie i odwracając się w stronę budynku po lewej.
- Des? Kurwa!
Po słuchawce w jego uchu i zaniepokojonym wyrazie twarzy, Yami domyśliła się, że coś musiało się stać koledze Hyrama.
- Chuj z tą drzazgą, bierz ją! - Hyram krzyknął i zerwał się z miejsca.
Nie myśląc o konsekwencjach i katastrofalnych wręcz skutkach w razie jednej choć pomyłki, mężczyzna skoczył na dźwig znajdujący się między budynkami i zaczął biec w stronę budynku na przeciwko. Gdy dotarł do końca maszyny, skoczył na dach, przeturlał się i zniknął z pola widzenia dziewczyny.
- Japierdole co za wariat. - mruknęła po nosem i mimowolnie kąciki jej ust powędrowały w górę.
Podbiegła do krawędzi dachu i spojrzała w dół na ulicę. Dwie postacie na motorach pojawiły się na ilucy, a tuż za nimi dwa spore opancerzone auta. Nie myśląc dłużej Yami wyciągnęła z kabury swój pistolet. Przymknęła jedno oko i wycelowała w opancerzone pojazdy. Nie wiedziała ile szczęścia było w tych strzałach, parę pocisków dosięgnęło kół i ostatnie auto wpadło w poślizg.
- Chociaż tak mogę się odwdzięczyć.
Ostatni raz tej nocy Yami spojrzała na księżyc, który obserwował całe zajście.
- Dużo szczęścia w nieszczęściu, jak na jedną noc.


Komentarze
Prześlij komentarz