Rozdział IV: Pomocna dloń

 

Rozdział IV
Pomocna dłoń

- Co chcesz mi przez to powiedzieć?
- To co usłyszałaś moja droga. Nie mam dla ciebie nowych zleceń.
    Spędzanie czasu w gabinecie Wakako zawsze było czymś niezwykłym, odrealnionym. Kiedy człowiek przebywał z kobietą sam na sam, czuł się wyjątkowo spokojnie, nawet wtedy, kiedy powinny targać nim najsilniejsze emocje. Zamiast gniewu, Yami poczuła jedynie pustkę. Zagoniona w kozi róg nie mogła znaleźć wyjścia z sytuacji, a ostatnia deska ratunku właśnie zatonęła. Mimo usłyszenia jednego zdania dwa razy, dziewczyna nie chciała zaakceptować rzeczywistości.
- Ale dlaczego? Zrobiłam coś nie tak? Zawiodłam cię? - spytała ostrożnie, podnosząc wzrok na swoją przełożoną.
- Ależ skąd. Jestem z ciebie bardzo zadowolona. Problem tkwi w tym, że powierzanie ci nowych zleceń jest ryzykowne. - Wakako mówiła to wszystko zadziwiająco spokojnym tonem. - Zainteresował się tobą ktoś, od kogoś powinnaś się trzymać z daleka.
- Kto taki?
    Między kobietami zapadła niezręczna cisza. Wahanie ze strony Wakako coraz bardziej utwierdzało Yami w przekonaniu, że kryje się za tym coś głębszego. Możliwe niebezpieczeństwo, które może okazać się większym problemem niż sami Tygersi.
- W świecie najemników i fixerów jest nazywany Panterą.
- Kolejna przygłupia ksywka... - Yami mruknęła pod nosem.
- Sama zdążyłaś zauważyć, że ci z najdziwniejszymi przezwiskami, bywają najniebezpieczniejsi. - Wakako westchnęła. - Jest to zleceniodawca twojego kolegi po fachu.
    Hyram. Fixerka nie mogła mówić o nikim innym. Yami ugryzła się w język, żeby nie wypowiedzieć imienia swojego kolegi.
- Mówisz o tym gościu, na którego wpadam ostatnimi czasy?
- Shadow po raz pierwszy zawiódł, a ty mu w tym przeszkodziłaś.
- Przecież to nie moja wina, że jego koleżka nagle został zaatakowany. Sam uciekł z dachu i zostawił mnie z drzazgą. Co miałam zrobić? Lecieć za nim?
- Nie, oczywiście, że nie. Niepowodzenie Shadow'a wzbudziło w jego fixerze pewne podejrzenia. Ucięłam sobie z nim małą pogawędkę. Dał mi jasno do zrozumienia, że to była ostatnia taka sytuacja. 
- Bo w przeciwnym wypadku mnie zajebie? - Yami spięła się i zacisnęła dłonie na swoich nogach.
- Uważaj na słownictwo młoda damo. - surowy ton Wakako od razu postawił dziewczynę do pionu. Ta w odpowiedzi wyprostowała się i zwiesiła głowę. - Nie mogę pozwolić, żebyś ponownie uniemożliwiła mu wykonanie zleceń. Znam cię nie od dziś i wiem, że nie odpuszczasz tak łatwo. Goniłabyś go choćby na koniec świata. Upartość może być zaletą, jak i twoją zgubą.
    Yami westchnęła i schowała twarz w dłoniach. Brak zleceń był wyrokiem śmierci. Tygersi powinni przyjść dopiero za tydzień, ale dziewczyna przyzwyczaiła się już do ich przedwczesnych odwiedzin. Mogła wrócić do mieszkania i na drugi dzień zastać ich w swoich gabinecie. Jeżeli sytuacja się powtórzy, a Wakako nie poratuje dziewczyny zleceniem, trzeba będzie sięgnąć po pieniądze na czarną godzinę.
- Potrzebuje kasy. - zaczęła cicho, odsunęła dłonie od twarzy, a jej wzrok utkwił w protezie. - Tygersi mnie znaleźli.
- Trochę czasu im to zajęło. Ile chcą tym razem?
- Nie porusza cię to? Że znowu mnie gnębią? - nie potrafiła podnieść wzroku na przełożoną. Obojętność kobiety była czymś bolesnym, jakby nie obchodził ją los jej przybranej córki. - Wołają ode mnie siedem tysięcy eurodolarów miesięcznie. - dodała przez zaciśnięte zęby. - Ledwo byłam w stanie odłożyć dla nich pięć, a teraz? 
- Druga przeprowadzka nie pomoże. Sama wiesz, że nie mam wpływu na Tygersów kochana. Nie mogę ci pomóc w tej kwestii. - Wakako rozłożyła ręce.
- Właśnie, że możesz. - Yami poderwała się z miejsca, a fotel usunął się spod jej nóg. - Daj mi jakieś zlecenie, potrzebuję tych pieniędzy, jak nigdy w swoim życiu.
    Fixerka wydała sie nieugięta. Żaden, nawet pojedynczy mięsień nie drgnął. Wpatrywała się w Yami tym swoim wiecznie chłodnym, stoickim wzrokiem. Nie można było wyczytać z jej twarzy jakichkolwiek emocji. Bała się o podopieczną? O swój własny stołek?  
- Proszę, cokolwiek. - powtórzyła błagalnym głosem.
- Nie boisz sie, że ten fixer cię dopadnie?
- Jeżeli nie będe mieć kasy zabiją mnie Tygersi. Jeżeli znowu spotkam Shadow'a i mu przeszkodzę to jego fixer mnie zabije. Co za różnica z czyjej ręki zginę, skoro i tak czeka mnie ten sam los?
- Zobaczę co da się zrobić, ale niczego ci nie obiecuje.

---

    Na nieszczęście dziewczyny jej przewidywania okazały się całkiem trafne. Trzy dni przez oficjalnym terminem zapłaty Tygersi pojawili się w gabinecie Yami, wyganiając przy tym jednego z jej klientów. Tym razem nie wyglądali na chętnych na jakiekolwiek pogawędki.
- Czy nasz Lisek dobrze się przygotował na naszą wizytę? - jeden z nich podszedł do dziewczyny z wymalowanym uśmiechem na ustach.
- Mam taką nadzieję. - odpowiedziała krótko i wykonała przelew.
    Nie musiała długo czekać na reakcję Tygersa. Spodziewała się złości, a tymczasem na jego twarzy pojawił się kpiący uśmiech. Parsknął i przetarł dłonią czoło, po czym zbliżył się do Yami o kolejny krok. Teraz przestrzeń między nimi była zdecydowanie zbyt mała.
- Jaja sobie z nas robisz?
- Mówiłam wam, że nie mam takich pieniędzy. Nie stać mnie na was. - odpowiedziała, odwracając głowę w bok.
- Na pewno coś ci zostało. Nie chcesz poratować starych kolegów?
- Chuje z was, a nie koledzy - mruknęła pod nosem, jednak zrobiła to zdecydowanie zbyt głośno.
    Silne ręce powaliły ją po podłogę. Niedługo później poczuła, jak mężczyzna przygniata ją kolanem do podłogi. Jej ręce były nienaturalnie wykręcone do tyłu, przez co nie mogła wykonać najmniejszego ruchu.
- No to jak będzie? Zostało ci coś czy nie? - ponowił pytanie, a jego dwójka koleżków zbliżyła się na niebezpieczną odległość.
- Niczego wam kurwa nie dam! - wykrzyknęła, a jeden z mężczyzn besemerowanie wymierzył kopniaka w twarz dziewczyny. Od razu poczuła w ustach znajomy, metaliczny posmak.
- Powtórzę się ostatni raz. Gdzie jest reszta kasy? Chyba, że znowu chcesz stracić palce.
    Yami nie odezwała się ani jednym słowem. Próbowała się wyszarpać z uścisku Tygersa, ale bez skutków. Z całego serca nienawidziła takich chwil, jak ta. Każda próba konfrontacji, przeciwstawienia się, kończyła się klęską. Nie ważne jak bardzo się starała, zawsze coś musiało iść nie tak. Wyrzuty sumienia zbierały się w dziewczynie i nie dawały spokoju. Wiedziała, że ponowne odwiedziny Tygersów to dopiero przedsmak tego, co ma nadejść. Mimo tego czuła, że jej głowa nie da rady funkcjonować tak przez dłuższy okres. Przygryzła zębami dolną wargę i mimo bólu, nie wydała z siebie ani pomruku. Niechętnie wykonała kolejny przelew, a po paru sekundach uścisk zelżał.
- Widzisz? W cale nie było tak strasznie. Do następnego Lisico! - tymi słowami mężczyzna pożegnał się z Yami.
    Cała banda wyszła z gabinetu, zostawiając na podłodze dziewczynę, której szloch po chwili wypełnił puste pomieszczenie.

---

    Po przedwczesnym zamknięciu gabinetu, Yami wróciła do mieszkania. Nie wiedziała, ile czasu spędziła w łazience, gapiąc się przy tym na swoje odbicie w lustrze. Przyglądała się rozciętej, opuchniętej wardze, z której cały czas sączyła się krew zmieszana z osoczem. Zresztą, nie tylko usta były nabrzmiałe. Potok łez spowodował nie tylko ból głowy, ale zaczerwienienie całej twarzy. 
    Głośny skrzek wyrwał dziewczynę z zamyślenia. W progu do łazienki siedział nie kto inny, jak Frodo. Jaszczur przyglądał się swojej właścicielce, przechylając raz po raz głowę na boki.
- Wiem przyjacielu, nie wyglądam za dobrze. Nie musisz przypominać. - w odpowiedzi otrzymała ten sam skrzek. - O co ci chodzi?
    Frodo postanowił zaprowadzić swoją Panią do powodu swojego rozdrażnienia. Dziewczyna wyszła za jaszczurem i znalazła go dopiero przy wejściu do kuchni, gdzie leżały dwie puste miski.
- Matko jedyna przepraszam cię Frodo. - Yami podbiegła do lodówki i wyciągnęła z niej własnoręcznie przygotowaną mieszankę.
    Kucnęła przy miskach i nałożyła jaszczurowi porządną porcję. Iguana otworzyła usta  i z szerokim uśmiechem powędrował ku mieszance owoców, warzyw, różnych kiełków i liści. W międzyczasie Yami skroiła dodatkowy przysmak zwierzaka, po czym dorzuciła do kolacji spore kawałki arbuza. Frodo z radością zaczął zajadać się opóźnionym posiłkiem, mlaskające raz po raz.
- Widzisz przyjacielu? Przez tych chujków zapominam, żeby dać ci kolacje. - westchnęła i podeszła do lodówki, niechętnie zaglądając do jej wnętrza. - Jak tak dalej pójdzie to nas zagłodzą.
    Półki opustoszały. Zawsze wypełniona po sam brzeg, teraz świeciła pustkami. Brak zleceń wywarł na Yami presję oszczędzania, gdzie tylko się da. Rezygnacja z pełnowartościowych posiłków prędzej czy później odbije się na jej zdrowiu, ale w tej chwili nie było to tak ważne. Chociaż patrząc długofalowo, odkładanie siedmiu tysięcy eurodolarów miesięcznie graniczy z cudem. Zabije ją gang albo umrze z głodu.
    W polu widzenia dziewczyny pojawiła się dobrze znana ikonka. W jej głowie rozbrzmiewał sygnał nadchodzącego połączenia. Wpatrywała się tępo w obrazek węża z różą, jednocześnie wahając się, czy odebrać. Wiedziała, że Hyram będzie dzwonił aż do skutku, a dzisiejszy wieczór sprawił, że nie miała sił na przekomarzanki.
- Halo?
- Yami! Dziś twój szczęśliwy dzień!
    Dziewczyna przewróciła jedynie oczami. Hyram wydawał się wielce podekscytowany samym faktem, że odebrała od niego telefon.
- Tak się cieszysz, że mnie słyszysz?
- Uciesze się jeszcze bardziej, gdy zgodzisz się wpaść do nas na imprezę. - dopiero teraz zaczęła wychwytywać liczne głosy w tle. - Nie daj się namawiać querida [kochana].
- Wiesz Hyram, nie wiem czy to dobry pomysł. Nie czuję się najlepiej, miałam ciężki dzień i najchętniej posiedziałabym teraz sama.
- No to tym bardziej dobrze ci zrobi!
    Zamilkła na chwilę. Ostatni raz gdy gdzieś wyszła, to był wieczór, w którym Lizzy wystawiła ją dla obcego faceta. Zazwyczaj gdy coś się działo, Yami zaszywała się w domu. Nawet nie myślała o tym, żeby wychylić czubek głowy poza swoje mieszkanie. Może tym razem będzie lepiej? Z drugiej strony jedzie do całkowicie obcych ludzi, chociaż na co dzień właśnie obcy ludzie otaczają ją czy to na ulicy, czy to w pracy. Na dodatek nie będzie tam sama. Towarzystwo Hyrama wydawało się ostatnimi czasy lepsze, niż Lizzy, z która zna się od wielu lat.
- Dawaj ten adres.

---

    Dziewczyna zaśmiała się, czytając ostatnią konwersację. Przysięgła sobie, że to był pierwszy i ostatni raz, gdy spędziła tyle czasu przed lustrem. Po wyrzuceniu wszystkich ubrań z szafy i rozważeniu wszystkich możliwych opcji, postawiła na klasykę. Koszulka na ramiączkach, spodnie z prostymi nogawkami i wygodne, już nieco znoszone trampki. Wszystko oczywiście w czerni. Na siedzeniu obok spoczywała jej ukochana skórzana kurtka, którą zabrała tak na wszelki wypadek, gdyby nos okazała się nieco chłodniejsza.
    Yami nie ma w zwyczaju zapuszczać się w tereny, wykraczające poza obszar miasta. Tak na prawdę jeżeli w grę nie wchodzi żadne zlecenie, to nawet nie wychyla nosa ze swojej dzielnicy. Tym razem było nieco inaczej. Jechała dobre pół godziny i zaparkowała niedaleko wjazdu do lasu. Gdy Hyram wysłała jej adres, wpatrywała się zszokowana w wiadomość. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że tak blisko Night City, ostały się jeszcze jakieś zielone tereny.
    Ból w wardze nadal przypominał jej o dzisiejszym wydarzeniu. Przestawiła lusterko, aby móc się w nim przejrzeć. Światełko umieszczone w podsufitce nierównomiernie oświetlało jej zmęczoną twarz. Opuchlizna nieco zelżała, jednak samo rozcięte nie wyglądało, jakby miało zamiar się szybko zasklepić. Miała jedynie nadzieję, że nikt nie będzie wypytywać o ranę. Dłonią roztrzepała swoje krótkie, blond włosy. Była o najwyższa pora na podcięcie, niektóre kosmyki zaczynały sięgać jej brwi.
    Głośny huk sprawił, że dziewczyna podskoczyła w miejscu i nieświadomie złapała się za klatkę piersiową. Siedziała chwilę w ciszy, nasłuchując. Dopiero po paru sekundach odważyła się włączyć przednie światła. Hyram stał przed autem, z dłońmi na masce. Podśmiechiwał się pod nosem, po czym wybuchnął głośnym śmiechem. Yami nie wiedziała, czy poczuła ulgę, czy złość w stosunku do genialnego pomysłu chłopaka.
- Ciebie chyba już pojebało do reszty. - powiedziała z słyszalną złością, gdy ten wsiadł do auta. - Chcesz, żebym dostała zawału?
- Zawał w tych czasach to teraz rzadkość moja droga. - zaśmiał się.
    W aucie unosił się zapach alkoholu, a sam Hyram wyglądał, jakby był w wyśmienitym humorze. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Przyglądali się przez chwilę sobie nawzajem. Mężczyzna lustrował Yami wzrokiem od góry do dołu, a ona sama nie pozostawała dłużna. W jednym się zgadzali, zdecydowanie stawiali na wygodę ponad własny wygląd. Czarna koszulka z długim rękawami opinała ciało chłopaka. Jego włosy były w nieładzie, roztrzepane na wszystkie strony świata.
- Nie spodziewałem się, że zgodzisz się przyjechać.
- Ja również.

---

    Przez następne minuty Hyram robił za żywą nawigację. Prowadził Yami między drzewami, raz po raz zjeżdżając z czegoś, co wyglądało na wyjeżdżoną ścieżkę. Gdy w końcu dojechali na miejsce, chłopak energicznie wyskoczył z auta i przebiegł na drugą stronę. Otworzył drzwi od strony kierowcy i ukłonił sie szarmancko.
- Zapraszam na wycieczkę po Osadzie Węży! - zawołał donośnym głosem, a echo poniosło się między drzewami.
    Yami ledwo zdążyła zamknąć auto, gdy Hyram chwycił ją za dłoń i pociągnął w stronę obozu. Podekscytowany i lekko wstawiony zaczął oprowadzać ją po placu. Po sytuacji z Tygersami nie miała siły wyrywać się z jego uścisku, na dodatek nie chciała psuć pozytywnej atmosfery. Hyram wyglądał jak małe dziecko, które pierwszy raz przyszło do parku rozrywki. Z szerokim uśmiechem pokazywał jej wszystkie "atrakcje". Zaczął od kwater, tym samym pokazując jej gdzie znajduje się jego lokum. Następnie szybkim, choć chwiejnym krokiem przeszli do oficjalnej części obozu. Palcem wskazał jej gdzie są kontenery z żywnością, magazyny i mały szpital polowy. Chłopak trajkotał niczym nakręcona katarynka. Co chwila rzucał jakąś dziwną historyjką, dołączoną do danego miejsca. Wyobraźnia Yami przestała nadążać za słowami przewodnika.
- A teraz ostania atrakcja, czyli plac główny! - gestem wskazał wielkie ognisko, za którym stały ławki.
    Para podeszła bliżej, wymijając tlący się ogień. Przy jednym z większych stolików siedziała cała zgraja ludzi. Praktycznie każdy z nich trzymał w dłoni piwo lub fajkę.
- Kochani! Patrzcie jaką piękność wam sprowadziłem! - zawołał dumny z siebie Hyram, wskazując na swoją kompankę. Yami pokręciła głową, ale mimo to na jej twarz wkradł się mały uśmiech. - Poznajcie najwspanialszą Panią Ripperdock na świecie, Yami. Yami, poznaj moich idiotów. - dodał i zaczął przedstawiać każdego z osobna.
- Dlaczego wszyscy referują o nas jako debilach lub idiotach. - zapytał ciemnowłosy chłopak. 
- Bo ty tu jesteś. - odparła jedna z dziewczyn.
- Wiesz co, myślałem, że jesteśmy po tej samej stronie.
    Yami zaczęła przyglądać się nowym znajomym, starając się przy tym zapamiętać twarze i imiona. Jej uwagę zwróciła mechaniczna ręka chłopaka, który odezwał się chwilkę temu.
- Niezłe cacko. - dziewczyna kiwnęła głową, wskazując na protezę Matta. - Proteza czy wszczep?
- Proteza. - odpowiedział między łykami piwa. - A u ciebie? - zapytał, nawiązując do sztucznych palców dziewczyny.
- Tez proteza, własnej roboty.
- Uuu, czyli Hyram nie przesadzał z tytułem najwspanialszej Pani Ripperdock. - zaśmiał się.
    Hyram tylko kiwnął głową i zaprosił Yami na siedzenie obok niego, a następnie wyjął piwo ze skrzynki i podał je dziewczynie.
- Cześć! Też jestem tu nowa, miło poznać! - powiedziała radośnie dziewczyna o widocznie azjatyckich korzeniach.
- Miło poznać. - odpowiedziała blondynka.
- Co, znowu tobie stanął? - odparł Matt do najlepszego przyjaciela, a Desmond zaśmiał się głośno, podobnie jak reszta.
- Wiecie co... Tacy z was przyjaciele. A chuj wam w dupe. - machnął ręką, upijając łyk piwa. - Skoro jesteś taki ciekawy, złamasie. Tak, stanął mi. Na szczęście Yami tego nie zauważyła. 
- Dobrze wiedzieć. - Yami mruknęła pod nosem do samej siebie, starając się otworzyć butelkę.
- Masz tak małego, że nie widać? - zapytała dziewczyna o rudych włosach.
- Chcesz się przekonać? - oparł się łokciami o stolik. - Przedstawiacie mnie w złym świetle. A tak się starałem wywrzeć dobre wrażenie. Jak ucieknie, to zwalę to na was, kurwibąki.
- Jak zwykle wszystko nasza wina, my tylko przedstawiamy rzetelne fakty na twój temat. - Matt uniósł palec i poprawił swoje niewidzialne okulary, niczym klasowy kujon. 
    Między Mattem, a Hyramem rozwinęła się dyskusja, przepełniona przekleństwami i wyzwiskami. Yami siedziała obok Hyrama nieco skrępowana, spięta. Co chwilę drapała dłonią swoje ramię, jakby próbowała się uspokoić. 
- Wszystko w porządku? - Valentina rzuciła do dziewczyny. 
- Hm? Tak, chyba tak. - odpowiedziała niepewnie, wpatrując się tępo w butelkę z piwem.
    Chłopaki w pewnym momencie poderwali się z miejsc i zaczęli się siłować gdzieś niedaleko stolika. Yami nawet nie zauważyła, że butelka zniknęła jej z rąk. Val postawiła na stoliku przed dziewczyną otwartą już butelkę.
- Dzięki. - odpowiedziała i spojrzała na siłujących się chłopaków. - Oni tak zawsze? - kiwnęła głową w ich stronę. 
- Normalne, wieczór jak wieczór. - Isa wzruszyła ramionami. - Właśnie! Moonhe, czym dokładnie się zajmujesz? - spytała i usiadła na ławce bokiem, aby lepiej widzieć nowa znajomą.
- Oh! Szkolę netrunnerów i zajmuję się informatyką. - odparła z uśmiechem.
- A się dobrali. - dodał ktoś, kogo Yami jeszcze nie zdążyła zapamiętać. 
- Przynajmniej teraz ktoś będzie rozumieć moje żarty. - rzekł Desmond.
- Yami, a ty? Czym się zajmujesz? - zapytała Moonhe.
- Jestem ripperdockiem. - odpowiedziała krótko.
- O! Brzmi ciekawie. Słuchaj...
    Nie wiedząc czemu, w dalszym ciągu wpatrywała się w szamoczących się przyjaciół. Patrzyła, jak Hyram przerzucał Mattem jak szmacianą lalką. Co chwilę słyszała jakieś wyzwiska przelatane śmiechem. Wyglądali jak nastolatkowie, którzy zaczęli bić się dla zabawy tuż po wyjściu ze szkoły.
    Gdy wróciła duchem do swoich rozmówców, zobaczyła jak Desmond przygląda się jej z intensywnością. W jej głowie zaczęły wyć syreny. Dokładnie zapamiętała te czerwone pasemka, które wybijały się na tle czarnych włosów. Des towarzyszył Hyramowi podczas ich pierwszego spotkania. To od przyszedł z nim do gabinetu. Co gorsza, w głowie dziewczyny odegrały się  sceny z ostatniego zlecenia. Słyszała, jak Hyram woła do chłopaka, po czym pobiegł mu na pomoc. Chłopak wręcz wwiercał w nią wzrok. Co jeśli ją rozpoznał? Co jeśli wyda ją Hyramowi i wszystko przepadnie? Poczuła, jak dłonie zaczynają się pocić, a mięśnie spięły się w niekontrolowanym odruchu.
- A ty co się tak patrzysz, co? - odparła Val.
- Próbowałem sobie przypomnieć skąd kojarzę Yami. Ty byłaś uczennicą Maksa, co nie? - zapytał, a fala ulgi zalała ciało dziewczyny. 
- Uczennicą to chyba troszkę za dużo powiedziane. - zaśmiała się cicho, po czym westchnęła; jej barki opadły, a ciało rozluźniło się. - Uratował mnie w krytycznym momencie mojego życia, a później wziął pod swoje szydła i zaczął mnie szkolić. Można by powiedzieć, że spłacałam niewypowiedziany dług.
---

    Niezależnie od godziny, Night City zawsze tętni życiem. Japantown jest jedną z najbardziej żywych dzielnic, nawet w samym środku nocy. Jedynym powodem, dla którego ulice mogły opustoszeć była pogoda. Rzęsisty deszcz lał się z nieba, tworząc istną ścianę, która mocno ograniczała pole widzenia każdego z przechodniów. Żaden człowiek o zdrowych zmysłach nie wychodzi w taką pogodę na zewnątrz. Jedna jedyna zagubiona dusza błąkała się po ulicy. Szybkim tempem przemierzała wąskie uliczki, utykając przy tym z każdym krokiem.  Wychodziła z jednej i szybko wskakiwała w drugą, starając się zgubić pościg. Ich krzyki ledwo przebijały się przez deszcz. Nie wiedziała, jakim cudem w pewnym momencie wołania całkowicie ustały.
    Gdy upewniła się, że mężczyźni odpuścili, odetchnęła i weszła w kolejną uliczkę, która okazała się zadaszona. Dziewczyna kuśtykała między budynkami, rozglądając się wokół. Jedynym źródłem światła był pojedynczy neon, który oświetlał uliczkę zielonym blaskiem. Wisiał nad jakimiś drzwiami, prawdopodobnie prowadzącymi na zaplecze jednej z pobliskich knajp.
    Odczekała chwilę, po czym wyjęła z kieszeni spodni drzazgę. Zaśmiała się cicho, patrząc na dłoń umazaną we krwi. Dopiero teraz zaczęła odczuwać ostry ból, który dochodził z jej uda. Niechętnie spojrzała na nogę, w której tkwiły dwa pociski.
- Zaje-kurwa-biście.
    Nie wyglądało to dobrze. Czuła, jak z chwili na chwilę robi jej się coraz słabo, a noga zaczynała drętwieć. Spodnie były całe przemoknięte, nie wiadomo już czy od krwi czy ulewy. Cała ta sytuacja wyglądała dramatycznie. Yami nie była w stanie opatrzeć zranionej nogi. Nie wiedziała nawet gdzie znajduje się najbliższy szpital czy chociażby ripperdoc. W ogóle nie wiedziała gdzie się znajduje. Gdy tylko ochrona zorientowała się, że coś jest nie tak, puściła się biegiem przed siebie. Starała się zgubić pościg i tak to się skończyło. Skończyła w pół przytomna, przy śmietniku w jakieś zapomnianej uliczce.
    Jedyną opcją wydawał się teraz telefon do zleceniodawcy. Pośpiesznie wybrała numer do mężczyzny. Jeden sygnał, drugi, trzeci.
Przepraszamy, wybrany numer nie istnieje
- Nie, to się nie może dziać. - słyszała, jak jej własny głos zaczął się łamać. - Odbierz, błagam cię. - ponowiła próbę jeszcze trzy razy, ale zero pozytywnych rezultatów. - Oby cię znaleźli ty zakłamana szujo. 
    Pośpiesznie zdjęła z siebie rozsuwaną bluzę. Możliwe, że nie był to dobry pomysł. Wychłodzenie zbliżało się o wiele szybciej, niż jej się zdawało. Usiadła pod ścianą i schowała się między śmietnikami. Podłożyła materiał pod nogę, a następnie dokładnie zatamowała ranę. Ból ponownie przeszył jej ciało, a z ust dziewczyny wydobył się krzyk. Zgięta w pół siedziała nieruchomo, trzymając się za nogę. 
    Nie łudziła się, że przeżyje do ranka. Straciła już wystarczająco dużo krwi. Prawdopodobnie została jej niepełna godzina. Wszystko zaczynało się układać. Zaczęła dostawać coraz to lepsze zlecenia. Pierwsi poważni fixerzy zaczęli się nią interesować. Była na idealnej drodze, żeby znaleźć swoje pierwsze lokum i przestać się żywić resztkami z restauracji. Zbliżyła się do tej normalności, której tak dawno nie czuła. Porządny posiłek, materac, ubrania, które zatrzymują ciepło. Teraz to wszystko znowu wydawało się jedynie złudzeniem.
- Czyli tak to wszystko się skończy. Wszystko przez jedną pierdoloną drzazgę. - ponownie popatrzyła na przedmiot. Schowała go z powrotem do spodni i westchnęła.
    Chcąc wyładować emocje, uderzyła pięścią w jeden ze śmietników. Nic nie pomogło. Uderzała tak w blaszany pojemnik raz za razem, a jej ciało opadało z sił z każdym kolejnym ciosem. Łzy spływające po policzkach wmieszały się w ostatki deszczu, który ostał się na twarzy Yami. Jej dłoń opadła swobodnie na ziemię. Młoda najemniczka podniosła głowę, spojrzała w bok i wpatrywała się tępo w migoczący neon. Z każdą chwilą zaczynał przygasać, a może to oczy dziewczyny zamykały się samoistnie? Chłód obleciał jej ciało, poczuła jedynie jak jej głowa zaczyna opadać. Walczyła, próbowała nie zamykać oczu, ale nie miała już a to energii. Tyle lat, codziennie walczyła, żeby przeżyć kolejny dzień. I wszystko poszło się jebać.
---
    Impreza trwała w najlepsze. Yami miała za sobą już parę piw, dzięki czemu nie siedziała już taka spięta, jak na początku rozmowy. Teraz wszystko przychodziło bardziej naturalnie. Hyram co chwilkę znikał, żeby znów poszarpać się z którymś z chłopaków, po czym wracał do Yami z coraz to większym uśmiechem.
- No dobra, dosyć tego pierdolenia. - powiedział w pewnym momencie i wstał z miejsca. Wyciągnął dłoń w stronę Yami i uśmiechnął się szarmancko. - Czy seniorita zaszczyci mnie tańcem?
    Spojrzała się niepewnie po ludziach, ale reakcja była jednoznaczna. Dziewczyny wręcz wyganiały ją z miejsca, a chłopaki darli się do Hyrama niczym prawdziwi kibice przed ekranem telewizora.
- Chyba nie mam wyjścia?
- Absolutnie. - zaśmiał się.
    Hyram pociągnął dziewczynę w stronę ogniska. Gdy tylko zaczęła grać muzyka, chłopak naprowadził Yami, układając jej dłonie na swojej szyi. Poczuła, jak ogień rzuca światło na ich sylwetki. Momentalnie odwróciła głowę w druga stronę, starając się ukryć ranę przez wzrokiem Hyrama. Wiedziała, że nie da to długotrwałego efektu,  ale chociaż w taki sposób mogła przedłużyć tę chwilę spokoju. Hyram trzymał dziewczynę w swoich objęciach, delikatnie kołysząc się w rytm muzyki. Ludzie dookoła również bujali się w rytm muzyki, a płomień z ogniska przy rozgwieżdżonym, nocnym niebie dodawał wyjątkowo romantycznego charakteru. 
- Nie widzę twojej twarzy, ale nawet ja "widzę" jak bardzo jesteś czerwona. Wstydzisz się? - szepnął.
- Dostąpił mnie zaszczyt tańca z największym podrywaczem w całym mieście. Nie ma czego się wstydzić. - odpowiedziała, jednak w dalszym ciągu starała się chować twarz, żeby światło bijące od ogniska nie ujawniło jej rany.
- Aw, dzięki. - zaśmiał się, uznając to za komplement. - Ale narazie to ty jesteś w ramionach tego podrywacza. Jak się z tym czujesz? - odparł, gładząc ją delikatnie po plecach.
- Można powiedzieć, że zostałam wpędzona do tych ramion za pomocą siły tłumu. Jest nawet lepiej niż się spodziewałam, wiesz? - odpowiedziała, nawiązując do ich rozmowy po incydencie w barze mamy Wells. - Jednak nie zawsze warto słuchać innych. Czasem trzeba przekonać się na własnej skórze.
-  Cieszy mnie, że ci się podoba. Możesz później wystawić rating, jak oceniasz moją usługę. Liczę na 5 gwiazdek. - zaśmiał się cicho.
    Gdy utwór nabrał tempa, Hyram zaczął obracać Yami w rytm muzyki. Po wielu obrotach i teatralnych objęciach, mężczyzna pochylił ją w charakterystyczny sposób - plecy oparł na swym ramieniu, a nogę przytrzymał drugą rękę. Czuła, jak jej twarz pokrywa rumieniec, a policzki paliły żywym ogniem nie tylko od ciepła ogniska. Hyram spojrzał na jej twarz, a uśmiech znikł z jego twarzy, której mimika nabrała powagi.
- Yami... Co się stało, kto ci to zrobił? - zapytał, podnosząc ją i przypatrując się jej twarzy.
    Gdy tylko zauważyła jak na jego twarz wstępuje powaga, wiedziała już, że zauważył ranę. Tylko co mogła mu teraz odpowiedzieć?  Wyznać prawdę? Szantażuje mnie gang pojebów? Powiedzenie prawdy nie zmieniłoby sytuacji. Nikt nie jest w stanie jej zmienić, nawet on.
- Jeśli powiem ci, że spadłam ze schodów  to i tak mi nie uwierzysz.
- To prawda. Ciężko spaść ze schodów i nie mieć siniaków na reszcie ciała, tylko na wardze. - odparł. - Yami, wiem, że nie znamy się jakoś zajebiście dobrze, ale... Możesz ze mną porozmawiać, jeżeli ktoś cię nęka. Okazuje się, że jestem całkiem dobry w odpędzaniu ludzi i dawaniu im nauczki. - uśmiechnął się lekko.
    Dziewczyna westchnęła cicho i przetarła dłonią twarz.
- Hyram nawet gdybym ci powiedziała, to skala problemu jest zbyt duża. I tak nie chcę wciągać cię w moje problemy, bo masz wystarczająco dużo swoich.
- Słońce... - uśmiechnął się. - Problemów nigdy za wiele, a ja lubię dodatkową dawkę adrenaliny. Cóż, nie będę cię do niczego zmuszać, ale pamiętaj, że jak coś to dzwoń do mnie, pisz... Przyjadę z pomocą. - powiedział, podnosząc jej głowę do góry za brodę, by spojrzała na niego.
    Tym razem nie miała już jak uciec. Utkwiła wzrok w twarzy Hyrama. Jak on mógł mówić to wszystko tak beztrosko? Nie wiedziała, czy nie był świadom skali problemu, czy po prostu był to dla niego chleb powszedni. Uśmiechnęła się nieznacznie i lekko kiwnęła głową.
- Dobrze, będę mieć cię z tyłu głowy, gdy ktoś znowu mnie napadnie.
- No i pięknie, słońce, tak trzymać. - klepnął ją w ramię i rozczochrał włosy, następnie kierując się do stolika. - Życzy sobie Pani kolejne piwo? Bo ja się skuszę. - odparł, sięgając po piwo ze skrzynki. - Mmm, wiśniowe. Moje ulubione.

---

Minęły kolejne godziny. Impreza doszła do momentu, w który połowa ludzi zdążyła zawinąć się do swoich kwater. Druga połowa ogarniała tych najbardziej pijanych. Yami siedziała samotnie przy ławce, czekając na powrót Hyrama. Miał pomóc jednemu z chłopaków z powrócić bezpiecznie do łóżka.
- Yami? - Isa podeszła do dziewczyny i położyła dłoń na jej plecach. - Wszystko w porządku?
- Hm? - dziewczyna mruknęła w odpowiedzi, potrzebowała dłuższej chwili, żeby zorientować się, kto zadał pytanie. - Jestem trochę zmęczona. - przyznała. - Pójdę do auta się przespać. 
- Wykluczone. Nie po to do nas przyjechałaś, żeby teraz spać w aucie. Może prześpisz się u mnie?
    Ta propozycja nie wydawała się taka zła. Kwatera Isabelli była znacznie bliżej niż jej auto. Jednocześnie nie chciała robić nowej znajomej problemu. Nie była pewna, czy w ogóle zrobiła jakiekolwiek dobre wrażenie. Przyjechała, wypiła parę piw i teraz świat wokół niej wydawał się wirować. Usłyszała męski głos, po czym poczuła, jak miejsce obok niej ugina się pod czyimś ciężarem. 
- Idź ogarniać się do łóżka, ja się nią zajmę. I tak zaczynam trzeźwieć. - odparł i oparł się głową o tył ławki, patrząc w piękne, rozgwieżdżone niebo.
    Isa zmierzyła chłopaka wzrokiem. Jak na to, że znaki się tyle lat, patrzyła na niego dosyć podejrzliwie.
- Jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Przy twoim spuście niemożliwym jest, żebyś tak szybko wytrzeźwiał. - odparła i skrzyżowała ręce na klatce.
    Hyram na początku zaśmiał się, a potem walnął pięścią w stół, dosyć lekko jak na niego. 
- Isa. Czy ty coś sugerujesz? - zapytał z uniesioną brwią, patrząc prosto na nią z wyraźnie zirytowanym, sprowokowanym wyrazem twarzy. - Powiedz mi to prosto w twarz, jak jesteś taka mądra.
    Yami podskoczyła w miejscu, gdy Hyram wprawił stół w ruch. Mruknęła coś pod nosem i przetarła zmęczoną twarz dłońmi.
- Tak, nie wierzę ci, że jesteś praktycznie trzeźwy. Uwierz mi widziałam w życiu wiele pijanych ludzi i wiem, ile trzeba, żeby wytrzeźwieć.
- Błagam was nie kłóćcie się. - Yami odezwała się nieco głośniej. - Nie będę wam robić problemu, prześpię się w aucie i po sprawie. - dodała i zaczęła wstawać z miejsca.
- Nie. - odparł i posadził Yami z powrotem na ławce. - Pozwólmy Isabelli się wykazać, bo czuję aż tutaj te wrogie nastawienie do mnie. Yami to mój gość i ja zadbam, by poczuła się komfortowo. Co z tego, że jestem pijany, ty też wypiłaś dużo. Bo co, bo mam kutasa w spodniach to od razu muszę być uważany jako zło nieuniknione?
    Isa odezwała się dopiero po dłuższej chwili.
- Przepraszam, niepotrzebnie zaczęłam dyskusję. Po prostu chce, żeby Yami poczuła się komfortowo i uznałam, że spanie w kwaterze z dziewczyną będzie dla niej lepsze. Niech sama zdecyduje, ale nie idź do auta. Jesteś naszym gościem i powinnaś się dobrze wyspać.
- Tu się muszę zgodzić. Yami powinna zdecydować. - odparł
    Yami spojrzała na Isę, a później przeniosła wzrok na Hyrama. Uśmiechnęła się lekko i wróciła wzrokiem do Isy. Nie chciała robić problemu nowej znajomej, Hyramowi zresztą też nie. Z dwojga złego, spanie w kwaterze Hyrama wydawało się lepszą opcją niż noc w tym wraku.
- Skoro Hyram mnie zaprosił to niech on teraz się ze mną pomęczy - zaśmiała się. 
- Na prawdę? - Hyram spojrzał na nią i uśmiechnął się jak piesek, który ma dostać smaczka.
    Mężczyzna wstał z ławki, teatralnie ukłonił się i wskazał ręką drogę do swojej kwatery. Jednak zanim odeszli, odwrócił się do Isy z pytaniem, czy między nimi jest wszystko w porządku. Po zapewnieniu dziewczyny, Hyram z powrotem dołączył do Yami. Jego kwatera była dosyć odosobniona, lecz światła dookoła nadawały ciepłego, bezpiecznego klimatu. Ciemnowłosy odsunął materiał i zaprosił kobietę do środka, następnie zamykając za nimi "drzwi". 
- Dobra, łóżko jest całe dla ciebie. Ja wezmę koc i przekimam się na podłodze. - odparł, przeciągając się i strzykając kośćmi karku.
    Dziewczyna weszła do środka i rozejrzała się po kwaterze. Mimo podstawowego wyposażenia, mogła śmiało stwierdzić, że Hyram sam przyłożył ręki do urządzenia lokum. Wyglądało tak "Hyramowo". 
- Jesteś pewien? Może lepiej żebyś ty spał na łóżku, zważając na twoje problemy z kręgosłupem? - spytała, nawiązując do strzelających kości.
    Hyram się uśmiechnął i machnął ręką, a następnie zdjął koszulę i rzucił ją gdzieś w kąt. Z szafki wyjął dwa grube koce i poduszkę. Jeden rozłożył na podłodze, a drugi posłał w ramach kołdry. Następnie podszedł do łóżka i odsunął delikatnie kołdrę.
- Zapraszam Panią, mam Panią ululać do snu? - zapytał z uśmiechem, wskazując na podwójne łóżko z grubą pościelą
    Yami starała się nie gapić w perfidny sposób na jego ciało, ale co mogła poradzić. Jej wzrok sam zawędrował ku odsłoniętej klatce Hyrama. największą uwagę przykuły jednak tatuaże, znajdujące się na prawej ręce chłopaka. Próbowała wyostrzyć wzrok, aby dojrzeć, co dokładnie przedstawiają rysunki, ale alkohol z łatwością uniemożliwiał jej to zadanie.
- Jeszcze nikt nie zaprosił mnie w tak szarmancki sposób do łózka. - zaśmiała się i szybko zdjęła buty, po czym również rzuciła je gdzieś w kąt. Zamiast położyć się, jak normalny człowiek, bezwładnie opadła na materac. Mruknęła z zadowolenia. - Jest tu wygodniej niż w moim łóżku.
- Wiadomo, bo to moje łóżko. - odparł z uśmiechem i przykrył Yami miękką kołdrą. - Śpij dobrze. I nie rozwal mi materaca, lubię to łóżko. - zaśmiał się, a potem  sam skierował się na swoje posłanie na podłodze, opadając głową na poduszkę i biorąc głęboki wdech. - Boże, ale mam helikopter.
    Gdy Hyram przykrył ją kołdrą, przyjemne ciepło rozeszło się po ciele dziewczyny. Nie było to podniecenie, bardziej coś w rodzaju najzwyczajnego szczęścia.
- Czyli jednak naklamałeś Isabeli? - spytała, podkładając ręce pod dużą poduszkę. - Jesteś najebany.
- Oczywiście, że jestem. - zaśmiał się. - Isabella ma małego fioła na punkcie bezpieczeństwa. W sumie nie dziwię się jej. Wiem, że chce dobrze, po prostu wkurwiło mnie to, co miała przez to na myśli, wiedząc, jaki ja mam do tego stosunek. - westchnął
- Myślę, że po prostu dba o mnie, jak kobieta o kobietę. - stwierdziła. - A co masz na myśli? - spytała wtulając się w poduszkę. Starała się walczyć ze zmęczeniem, ale jej powieki coraz bardziej opadały.
- Że bym się rzucił na ciebie i bóg wie co. - odwrócił wzrok i zamilkł na chwilę. - Yami... - zaczął poważnie. - Nigdy w życiu bym cię nie skrzywdził. Nigdy nie dotknąłbym cię w miejscu, w którym byś nie chciała. Gdybym to zrobił, stałbym się wszystkim, czego nienawidzę. - kontynuował. - Wiem, że ludzie mają o mnie różne pojęcie. Ale przysięgam, na wszystko co kocham, nigdy nie robiłem tego z kobietą, która tego nie chciała. Boli mnie, gdy ludzie mają o mnie takie pojęcie. To jest jedna z nielicznych rzeczy, która mnie... bardzo dotyka. - odparł, nawiązując do ich konwersacji o empatii i emocjach w mieszkaniu Yami.
    Leżała w ciszy, starając się zrozumieć, co dokładnie kryje się za słowami chłopaka. Na jego twarzy malował się grymas bólu, jednak nie fizycznego. Przeszłość musiała odbić na nim straszliwe piętno, skoro ten temat był dla niego czym tak ważnym i kruchym za jednym razem. Podejrzewała, że ktoś z jego bliskich musiał ucierpieć w ten sposób albo co gorsza, on sam przeżył coś takiego.
- Hyram, wiem, że nie znamy się długo, ale jeśli chcesz o tym porozmawiać, to wiedz, że cię wysłucham. Jeżeli jednak nie czujesz się na siłach, to mogę ci poopowiadać o roślinkach, jakie je Frodo.
-Hah. Ciekawy temat, nie powiem. - zaśmiał się na wspomnienie robaków i Frodo, jednak chwilę później odetchnął i znowu spoważniał. - Nigdy nikomu tego nie mówiłem... Dobra, jebać. Kilka lat temu, moja siostra została bardzo brutalnie zgwałcona. Musiała spędzić kilka tygodni w szpitalu, miała dużo obrażeń zewnętrznych i wewnętrznych, a także wczesne oznaki niedotlenienia przez próbę duszenia... Widząc jej stan, jej ból, jej łzy... Wiedząc, że jest to rana na cale życie... Nie mogłem siedzieć cicho. Zajebałem tego gościa, jak świnię na rzeź. Chciałem, by cierpiał tak, jak ona wtedy. Gorzej, jak ona... Nie żałuję tego, co zrobiłem. Gdybym miał kolejną szansę jakimś cudem, zrobiłbym to ponownie.
    Nieprzyjemny dreszcz przeszedł po jej ciele. Po ich ostatniej rozmowie w jej mieszkaniu, wiedziała już, że Hyram należy do zimnych osób, których nie rusza ludzka krzywda. To to zrobił było bezlitosne, ale nie twierdziła, że nie było słuszne.
 - A czy śmierć tego gościa jakoś ci pomogła uporać się z tym wszystkim?
- Nadal zostało poczucie winy, że jej wtedy nie uchroniłem. Dlatego widząc jej ból, obiecałem sobie, że nigdy nie będę powodem takich łez u innej kobiety. Jakim byłby ze mnie mężczyzna, gdybym tylko brał co mogę, bo jestem silniejszy? Nie ma w tym żadnej zabawy, żadnego napięcia, niepewności, co ona odpowie, jak zareaguje, czy jej się spodoba... Pff, droga na skróty jest dla małych kutasów.
- Widocznie ci, którzy krzywdzą w ten sposób kobiety, uważają, że to wszystko im się należy. Bo ktoś jest większy fizycznie, ma przewagę to może brać co tylko zechce.
- Wiesz... Gdybyś ty chciała zrobić mi, co tylko chcesz, jaaa nie miałbym nic przeciwko... - zaśmiał się. - Sory, nie byłbym sobą, gdybym nie walnął takim tekstem. Ale wracajac, totalnie masz rację. Gdybym się rozkręcił, co myślę o takich typach, to... Byłaby długa noc.
- Ale ty jesteś czasem kurwa głupi. - zaśmiała się i ponownie usłyszała dźwięk strzelających kości. - Dobra Hyram, kładź się i nie pierdol głupot. - powiedziała, przesuwając się z kołdrą na jeden koniec łóżka.
- Przeeeeestańńńń... - zakrył teatralnie twarz kołdrą, jakby był onieśmielony. - No nie bądź taka... Dobra idę. Szczerze? Czekałem, aż to powiesz, hah. - zaśmiał się.
    Hyram wszedł na łóżko, zachowując bezpieczną odległość od dziewczyny. Nie mógł przestać się uśmiechać, jak patrzył na jej zamykające się oczy. 
- Yami... Jesteś śliczna, wiesz? - szepnął, wlepiając w nią gały.
    Cicho parsknęła śmiechem w odpowiedzi na jego komentarz.
- No mówiłam, głupol. - zaśmiała się. W pewnym momencie dziewczyna ocknęła się i podniosła się do siadu. - Buty zdjęłam, ale z tego wszystkiego zapomniałam o kurtce. - zrzuciła z siebie skórzaną kurtkę i odłożyła ją na podłogę.
    Teraz miała na sobie jedynie spodnie i zwykłą, czarną koszulkę na ramiączkach. Wróciła pod kołdrę i ułożyła się wygodnie na brzuchu, twarzą zwróconą ku Hyramowi. Mężczyzna ponownie mógł ujrzeć jej tatuaż na jej ramieniu. Łodyga wraz z liśćmi wiła się po jej skórze i wędrowała ku jej klatce, az w końcu chowała się pod koszulką.
    Chłopak patrzył się uważnie na dziewczynę. Ostrożnie wyciągnął rękę i opuszkiem palca pojechał wzdłuż linii jej tatuażu. Ciekawiło go już wcześniej, co on oznacza, lecz nigdy nie miał okazji, by się o to zapytać. 
- Chcesz mi powiedzieć, co on znaczy? - zapytał, analizując malunek na jej ciele.
- Tatuaż? - spytała cicho, już na w pół przytomna. Skoro już tak leżą i rozmawiają o wszystkim, czemu miałaby mu o tym nie opowiedzieć? -  To prezent ode mnie dla samej siebie. Zrobiłam go, gdy zamknęłam jeden z trudniejszych rozdziałów w moim życiu. Chciałam w końcu zrobić coś dla siebie. Nie wiedziałam co dokładnie chce wytatuować, więc postawiłam na coś delikatnego. Dla mnie jest oznaką wolności.
- Bardzo dobry powód, podoba mi się. - odparł, zabierając rękę. - Pani już do spanka? - zapytał, delikatnie odgarniając jej włosy z twarzy; patrzył na nią jak na dzieło sztuki, podziwiając każdy fragment.
- Mhm. - odmruknęła. - Jeśli chcesz możemy jeszcze pogadać...ale ostrzegam, że mogę w każdej chwili zasnąć.
- E tam, takie gadanie, jak ty już na drugiej stronie jesteś. - zaśmiał się. - Wykorzystam swoje i twoje najebanie...
    Wtedy Hyram nachylił się nad kobietą i pocałował ją delikatnie w czoło, a potem okrył ją dokładnie kołdrą. 
- Śpij dobrze, Yami. Śnij o tych paprotkach jakie zjada Frodo na śniadanie. - zaśmiał się znowu i padł na swoją poduszkę.
- Dobranoc Hyram... - to była jedyna odpowiedź, na jaką miała siłę. Po tych słowach zamknęła oczy i niedługo później już na dobre odpłynęła w krainę snów.

---

- I skończone. - dziewczyna odsunęła się od pacjentki. - Powiedz mi, widzisz wszystko?
    Kobieta siedząca na fotelu zamrugała parę razy. Rozejrzała się dokładnie po gabinecie, a kąciki jej ust powędrowały do góry.
- Wszystko widzę! W końcu żadne plamy nie blokują mi pola widzenia. - zadowolona z usługi pacjenta zeszła ostrożnie z fotela. - Płace tak, jak się umawiałyśmy?
- Tak tak, cena nie uległa zmianie. Sto pięćdziesiąt za sprzęt i pięćdziesiąt za usługę. Poprzednia optyka była już mocno przedawniona, zaczęła psuć się po tylu latach użytkowania. - odpowiedziała, a w polu widzenia Yami ukazał się tytuł i kwota przelewu. 
- Cale szczęście, że mam tak utalentowaną panią ripperdock w okolicy. - kobieta zabrała swoje rzeczy i ruszyła ku wyjściu. - Jeszcze raz dziękuję!   
    Gdy kobieta wyszła z pomieszczenia, Yami odetchnęła głośno. Czuła, jak już podczas zabiegu coś zaczyna dziać się w jej podbrzuszu, ale nie mogła przecież odejść od pacjentki. Ból był teraz nieporównywalnie silniejszy niż na samym początku. 
- Japierdole... - mruknęła pod nosem i wstała z obrotowego taboretu.
    Ruszyła w stronę metalowego blatu, zdjęła z dłoni gumowe rękawiczki i wyrzuciła je do kosza. W momencie, gdy starała się nie zgiąć w pół z rosnącego bólu, dokładnie umyła ręce. Dopiero po wytarciu ich ręcznikiem, ruszyła do drugiego blatu, w którym trzymała lekarstwa. Wysunęła jedną z szuflad, w której znajdowały się posortowane leki. Najsilniejsze, specjalnie na takie dni jak ten trzymała u siebie w domu. Problem w tym, że nie była pewna, czy uda jej się dotrzeć do mieszkania w takim stanie. Wyciągnęła z szuflady pudełeczko z środkami przeciwbólowymi i szybko zażyła dwie tabletki.
    Nie zdążyła nawet odsunąć się od blatu. W sekundzie zrobiło jej się ciemno przed oczami, a świat zawirował. Tydzień temu na imprezie w obozowisku nie czuła się tak paskudnie jak teraz. Ostrożnie położyła się na podłodze, a nogi wyprostowała i oparła o blat.
- Jeszcze tylko brakuje, żeby łeb mnie zaczął napieprzać.

---

    Hyram przechadzał się bocznymi ulicami Night City - miał do załatwienia parę spraw, a pogoda była na tyle ładna, że postanowił przejść się do domu pieszo. Po drodze w sklepie zgarnął jedzenie i smaczki dla Lokiego oraz parę piw na wieczór - dawno nie spędzał wieczoru sam ze sobą, a że nie było nic do roboty, to postanowił, że pogra sobie w dawno nie ruszane gry. Gdy miał już skręcać w jedną z ulic prowadzących do jego apartamentu, zawahał się - Yami pracowało dosyć niedaleko, kilkanaście minut piechotą. Może by ją odwiedził "zupełnym przypadkiem"?
    Jak pomyślał, tak zrobił. Mężczyzna zaczął kierować się do salonu blondynki z uśmiechem na twarzy. Parę minut później, był już na miejscu. Z grzeczności zapukał, lecz gdy nikt nie otwierał, uchylił lekko drzwi i wyjrzał do środka. Nikogo nie było, dopiero po czasie dostrzegł Yami leżącą na podłodze. Chłopak położył reklamówki na ziemię i od razu podbiegł do dziewczyny, zmartwiony.
- Yami? Co się stało? - zapytał, kładąc dłoń na jej ramieniu.
    Gdy usłyszała kroki, odchyliła głowę do tyłu i mimo, że widziała do góry nogami, to wiedziała, kto postanowił złożyć jej wizytę.
- A może by tak jakieś "dzień dobry"? - powiedziała, a na jej twarz wpełznął grymas. 
- Ja ci zaraz dam dzień dobry. - westchnął.
- Przyjmuję pozę w której kobiece dni są chociaż odrobinke bardziej zdatne do przeżycia.
- Wiedziałem, że okresy mogą być mocne, ale nie spodziewałem się, że zastam cię na wpół żywą na podłodze. Jak mogę ci pomóc? Masz jakieś tabletki czy... cokolwiek? Co mogło by pomóc? - odparł, rozglądając się po gabinecie.
    Yami machnęła ręką i spojrzała na chłopaka, który przykucnąl tuż obok.
- Daj spokój, nie fatyguj się. Wzięłam już dwie tabletki, ale to jedynie zatrzyma narastanie bólu. Zrobiło mi się trochę słabo i musiałam się położyć, żeby nieprzyjebać głową o blat, jakbym zemdlała. Zresztą... w takiej pozie jest mi lepiej, jak sie nie ruszam to zaczynam zapominać, że boli aż tak.
- I najlepszym, super komfortowym miejscem na odpoczynek jest zimna podłoga? Dupa ci zmarznie. - westchnął. - Może przeniosę cię na górę na łóżko, co? Będzie wygodniej. Będę nawet takim gentlemanem, że zrobię ci gorący okład i dam czekoladę, bo akurat byłem w sklepie. Połóż ręce na moich ramionach to cię podniosę.
- Nie trzeba, zaraz wstanę, tylko musisz dać mi jeszcze chwilkę. - odpowiedziała. - I tak już nie mam pacjentów na dziś. Zaraz wstanę i pójdziemy do mieszkania, tam zażyje swoje proszki i będzie mi lepiej.
- Dobra, dobra, księżniczko. Daj sobie pomóc, facet musi się wykazać w takich momentach. - odparł i wziął ją bez problemu na ręce, jak najdelikatniej się dało, po czym zaczął kierować się do jej mieszkania.
    Hyram, mimo protestów ze strony dziewczyny, zaniósł ją do jej mieszkania. Yami jęknęła cicho, czując, jak ból przeszywa jej ciało. Próbowała protestować, ale żadne słowa nie działały. Praktycznie całą drogę do domu wstrzymywała oddech. Bała się, że nawet nabranie powietrza nasili ból. Odetchnęła dopiero wtedy, gdy poczuła pod sobą swoje łóżko. Jej towarzysz oznajmił, że wróci do niej zaraz tylko pozamyka wszystko na dole, by nikt się nie wkradł i nie wykorzystał jej nieobecności. Gdy upewnił się, że wszystko jest zamknięte i wyłączone, wrócił do niej i usiadł obok na łóżku, delikatnie gładząc jej policzek.
- Nagrzać ci wodę na termofor, słońce? - powiedział spokojnie.
- Hyram serio, poradzę sobie. - chciała się podnieść, ale chłopak jej to uniemożliwił. - Nie dasz sobie przegadać, co?
- Nope. - oznajmił z uśmiechem. - Yami, daj się sobą zaopiekować, co? Wiem, że chcesz być silną, niezależną kobietą, ale teraz ledwo żyjesz.
- Jak całe życie można było polegać tylko na samym sobie, to pomoc wydaje się być czymś obcym. - odpowiedziała dosyć oschle, jednak szybko zdała sobie z tego sprawę. - Przepraszam... Nie chcę być wredna, ani nic w tym stylu. Po prostu nie zawsze mogę mieć cię pod ręką. Muszę sobie radzić z takimi rzeczami sama.
- Oh, Yami... - uśmiechnął się, ponownie gładzęc jej policzek dłonią. - Przecież dobrze wiesz, że jak napiszesz do mnie, to przyjadę jak najszybciej mogę. Nie musisz się już martwić tym. Postaram się pomóc jak tylko mogę. Więc, ciesz się z chwili i powiedz jak mogę teraz tobie pomóc, hm?
- Dziwnie się z tym czuje. To jest takie... Niecodzienne. - odpowiedziała.
    Zamilkła na chwilę. To wszystko co robił Hyram wydawało się takie odrealnione. Dlaczego chce jej  pomagać? Może będzie oczekiwać czegoś w zamian? Przecież ludzie w tym mieście nie potrafią bezinteresownie pomóc drugiemu człowiekowi. Jednocześnie dotyk Hyrama wydawał się magiczny, jakby koił rany i uśmierzał narastający ból. Kiwnęła głową w stronę szafy. 
- W tej szufladzie przy ziemi jest termofor. Obok szafy jest jest komoda, a tam są leki. Znajdź ampułki przeciwbólowe, są w fioletowych pudełeczkach.
- Tak jest, szefowo. - odparł.
    Hyram wstał z łóżka i od razu zaczął szukać wszystkich potrzebnych rzeczy. Z szuflady wyjął termofor i zaniósł go do kuchni, po czym włączył czajnik, by w między czasie zagotował gorącą wodę. Następnie podszedł do komody i wyjął pudełko, lecz w środku nie było żadnych lekarstw.
- Hm... Chyba nie masz dzisiaj szczęścia. - westchnął i pokazał jej puste pudełko.
- CO?! - wykrzyknęła i poderwała się do siadu. Kompletnie zapomniała, że nie miała w tym tygodniu dostawy. - Japierdole jeszcze tego brakowało.
    Bez chwili namysłu wybrała numer z listy kontaktów i rozpoczęła połączenie. To była jej jedyna nadzieja, żeby jakkolwiek przeżyć nadchodzące dni.
- Halo? - głos rozbrzmiał w głowie Yami.
- Powiedz, że wróciłeś z Florydy.
- No tak, właśnie rozpakowuje walizkę. Coś się stało?
- Potrzebuje opakowanie vicodinu, na teraz.
- Przecież mówiłem ci, żebyś wybrała się do Marco.
- Ty myślisz że on chciał mnie słuchać? Polecenie się na ciebie nic nie dało.
- Dobra, daj mi jakieś 10 minut i będę. Chcesz zastrzyk czy tabletki?
- Co tylko masz pod ręką.
    Po tych słowach rozmowa urwała się. Yami z powrotem opadła na łóżko.
- Za jakieś dziesięć minut przyjdzie do nas jedna osoba. Otworzysz mu drzwi, dobrze? - zwróciła się ponownie do Hyrama.
    W międzyczasie, chłopak wyłączył czajnik, by woda do termoforu nie była wrząca i powoli wlał ciecz do środka. Na koniec zakręcił korek i wszedł do sypialni kobiety, siadając obok na łóżku.
- Jasne. Dostawa dragów, hm? To były czasy... - uśmiechnął się i podał jej termofor. - Proszę bardzo, chica, może choć trochę ci ulży. - odparł i położył rzecz na jej podbrzuszu. - Czekolady na poprawę humoru?
- Czy chcesz mi przez to powiedzieć, że jesteś na odwyku? - spytała. - Dziękuję. - dodała, gdy poczuła ciepło na swoim podbrzuszu. - Nie odmowie czekolady, szczególnie w takim dniu.
- Brałem kiedyś różne gówna, jak byłem jeszcze dorastającym gnojem. Spokojnie, jestem czysty od jakiś 10 lat. - dodał, wyciągając z reklamówki czekoladę; połamał ją na części, a potem otworzył i położył obok dziewczyny na łóżku, sam wcinając jedną kostkę. - Z ciasteczkami. Taka do schrupania, jak ty. - mrugnął do niej. - Mam jeszcze piwo jakbyś była zainteresowana.
- Jak ty coś czasem powiesz, to nie wiem czy mam się śmiać czy załamać. - sięgnęła po kawałek czekolady i wpakowała go sobie do ust. Ułożyła się wygodnie na poduszce i przykryła kocem. - Za piwo podziękuję, wzmaga tylko stan zapalny, mogę poczuć się jedynie gorzej. Czysty od dziesięciu lat, a nie wyglądasz, jakbyś miał chociaż trzydzieści. Ile ty masz lat tak w ogóle? Bo matematycznie mi się coś nie zgadza. Chociaż w tym mieście już dziesięciolatki sięgają po dragi.
- Dwadzieścia siedem w tym roku. Do trzydziestki trochę mi brakuję, nie strasz mnie. - złapał się za klatkę piersiową. - Jak chcesz, to mam jeszcze wiele tekstów w zanadrzu. Na przykład... Nie jesteśmy skarpetkami, ale myślę, że tworzylibyśmy świetną parę. - sam się zaśmiał na absurdalność tego tekstu.
    Yami zaśmiała się, nie mogąc uwierzyć w to co słyszy. W pokoju rozległ się trzeci głos, należący do Frodo. Jaszczur podszedł do łóżka i wpakował się między Hyrama, a swoją właścicielkę. Wydał z siebie kolejny skrzek i ułożył się na materacu.
- Nawet on jest załamany poziomem tych dowcipów.
- Frodo! Jak ja cię dawno nie widziałem! - odparł z entuzjazmem, drocząc się zabawnie z jaszczurką; dotykał go palcem, a jak zwierzę chciało go ugryźć to w porę go zabierał. - Jesteś kiepski, Frodo. Dawaj, wysil się.
    W tym momencie jaszczurce udało się go ugryźć, a Hyram zabrał szybko palca i syknął z bólu.
- Dobra, niezły jesteś. Ale do Lokiego trochę ci brakuje, wiesz.
- Ciekawe jakby wyglądało ich spotkanie. W końcu kot i jaszczurka to dosyć niestandardowe połączenie. - stwierdziła, a po jej słowach rozległ się domofon. - Otworzysz?
- Nie. - odparł, a potem wstał z łóżka i skierował się do drzwi wejściowych, w których zastał mężczyznę z pudełkiem. - Witam. Ty pewnie jesteś tym gościem od leków. Hyram. - wyciągnął mu rękę na przywitanie.
- Co jak co, ale nie spodziewałam się, że drzwi do mieszkania Yami otworzy mężczyzna. Istnie zaskakujący widok. - niski głos poniósł się po mieszkaniu. - Victor. - przywitał się, podając Hyramowi swoją dłoń.
    Mężczyzna następnie wszedł do środka i od razu podszedł do łóżka Yami.
- Muszę cię przeprosić, nie spodziewałem się, że urlop mi się przedłuży. - odstawił pudło na ziemię i wyjął z niego jedno małe pudełeczko. Wyciągnął ampułkę i dołączony do niej aplikator. - Dawno cię tak nie złapało, co? - spytał, odciągając z ampułki ledwo widoczną ilość leku.
- Pół roku temu. - odpowiedziała, podnosząc się do siadu. - Następnym razem muszę się wyposażyć w większy zapas.
- Chwilę mnie nie było, a ty już sobie wprowadzasz faceta pod moją nieobecność? - zaśmiał się, podając dziewczynie gotową strzykawkę.
- Ależ ty jesteś zabawny. - odburknęła.
    Podwinęła bluzę do góry, delikatnie zniżyła materiał dresów i zdecydowanym ruchem wbiła igłę i w miejsce, które znajdowało się lekko nad podbrzuszem. Oddała Victorowi strzykawkę, a ten przyjrzał się jej dokładnie.
- I jeszcze trochę zostało. - mężczyzna poprawił okulary i spojrzał na Hyrama. - Możesz schować to do lodówki?
    Hyram spojrzał na mężczyznę podejrzliwie, na język wpadł mu już tekst "a pan sam nóżek nie ma?", lecz powstrzymał się w ostatniej chwili. Wziął pudełko od Victora i zaniósł je do lodówki. Gdy otworzył drzwiczki, jego oczom ukazała się... pustka. Praktycznie nic w tej lodówce nie było, ani grama jedzenia. Mężczyzna westchnął, zirytowany, i położył leki na jednej z półek. Gdy wrócił do pokoju, zastał Victora siedzącego obok Yami na łóżku. 
- Nie przeszkadzam wam? - odparł z nutką zazdrości. - Yami, możesz mi powiedzieć, czemu twoja lodówka świeci pustkami? - odparł, zły, krzyżując ręce na piersi.
    Yami chciała zakryć się kocem. Nie z powodu zimna, ale wstydu. Nie była w stanie odpowiedzieć Hyramowi. "Nie stać mnie". Jak to głupio brzmi.
- Yami, gdzieś ty go znalazła co? - Victor spojrzał na dziewczynę.
- Dajcie mi chwilę spokoju, dobrze? - to było jedyne, co przeszło jej przez gardło. Zakryła uszy dłońmi i zwinęła się w kulkę.
- Dobrze. - Victor wstał z miejsca. - Oj w coś ty się znowu wpakowała dziewczyno. - pokręcił głową, po czym spojrzał na Hyrama. - Chodź, dajmy jej chwilę odpocząć. - dodał, po czym skierował się na balkon.
    Hyram zgodził się i poszedł z mężczyzną na balkon. Zaproponował mu fajkę, a Victor chętnie przyjął propozycję, biorąc jednego papierosa z pudełka. Po zapaleniu i zaciągnięciu się, Hyram westchnął, opierając się o balustradę.
- Jak długo się znacie? - zapytał.
- Z jakieś 2 lata. - odpowiedział. - Kiedy Maksymilian zmarł i Yami przejęła gabinet, dostawcy Maksa nie chcieli z nią współpracować. Szukała szukała, aż natrafiła na mnie. Sprowadzam jej vicodin i parę innych środków, których używa w gabinecie.
- Maksymilian? - spytał Hyram.
- Zanim Yami przeniosła się do Heywood, mieszkała w Westbrook. Pracowała pod okiem Maksymiliana, a gdy ten zmarł, przepisał na nią swój gabinet. Przeprowadziła się tu jakieś pół roku temu.
- Hm... To wiele wyjaśnia. Nie widziałem jej wcześniej w okolicy. - westchnął, ponownie się zaciągając.
- A ty to kto? Yami w towarzystwie chłopa to dosyć rzadki widok.
- Hah. Domyśliłem się. - zaśmiał się. - Powiedzmy, że jestem... Dobrym kolegą. Na razie.
- Czego chcesz od Yami? Po coś się jej uczepił?
- Ej, Vicky. Hamuj się.
- Ja ci zaraz dam Vicky, starszy jestem.
- Dobrze, Panie Victorze. Lepiej? - zaśmiał się.
- Bezczelny jesteś, mówił ci to ktoś?
- Średnio co 2 dni. Staram się jak mogę. - uśmiechnął się, strzepując papierosa za barierką. - Co to są w ogóle za leki? Z moich wyszukiwań wynika, że to jakieś opioidy. Uzależniona jest?
- Vicodin to silny lek przeciwbólowy, podobny do morfiny. Jest to silnie uzależniający lek, ale odpowiadając na twoje pytanie, nie. Nie jest uzależniona, nie musisz się o  to martwić. Jako ripperdock ma skład wszystkich leków w jednym palców. Skład, dawkowanie, z czym łączyć z  czym unikać. Taka to już nasza robota. - odpowiedział, zaciągając się w międzyczasie. - Yami wie jak coś brać, żeby się nie uzależnić. Na dodatek bierze Vicodin tylko w ekstremalnych przypadkach. Endometrioza rządzi się swoimi prawami.
- Hm... Endometrioza... - zastanowił się. - Nie słyszałem o tym, będę musiał o tym poczytać. Czemu mi o tym nie powiedziała? Przecież pomógłbym jej. A tak to leży na podłodze jak menel i wije się z bólu. Gdybym nie przyszedł tam z ciekawości to pewnie nadal by tak leżała. Eh, kobiety...
- Yami nie jest typem osoby, która otwarcie prosi o pomoc.
- Ale dlaczego? Znamy się już jakieś... ponad 2 miesiące. A mam wrażenie, że nadal nic o niej nie wiem.
    Victor obrócił się, żeby upewnić się, że drzwi od balkonu są zamknięte. 
- Posłuchaj, widzę po tobie, że nie masz wobec niej złych zamiarów. - zaczął ostrożnie. - Może Yami mnie zatłucze za to, co ci teraz powiem. - dodał. - Osoba, która praktycznie całe życie musiała polegać na samej sobie, nie jest przyzwyczajona do pomocy. Nie potrafi poprosić, a co dopiero przyjąć pomoc. Jest to dla niej obce. I widzę po niej, że czuje się z tym wszystkim nieswojo. Nie przyzna ci się, że potrzebuje czyjegoś wsparcia, bo myśli, że to oznaka słabości. - zatrzymał się na chwilę. - Niestety nie znam dokładnych szczegółów. Żeby dowiedzieć się o tym co teraz usłyszysz, minął rok od naszego zapoznania i parę szklanek dobrej, starej whisky. Yami przez cztery lata swojego życia mieszkała na ulicy. Chwytała się praktycznie wszystkiego, żeby tylko móc obudzić się następnego dnia. W krytycznym momencie jej życia pojawił się Maksymilian. Uratował jej życie. Potem zaproponował jej pracę u siebie.
- Co? - zapytał, a uśmiech znikł z jego twarzy. - 4 lata? Boże... Tego to nawet ja się nie spodziewałem. - westchnął, milcząc przez dłuższą chwilę, by przyswoić sobie te wszystkie informacje. - To dużo wyjaśnia. Nie dziwię się, że ma teraz taki mindset. Cóż, może z czasem uda mi się go zmienić. Ale będzie ciężko. Widzę, że coś się dzieje. Ma rozwaloną wargę, a mi mówi, że "spadła ze schodów". Eh... W co ja się kurwa wpakowałem.
    Spojrzał na panoramę miasta, kończąc papierosa i gasząc go w popielniczce. Z kieszeni wyjął telefon i zaczął dodawać różne produkty spożywcze w aplikacji, by dziewczyna miała cokolwiek do jedzenia w lodówce. Dodał również dla siebie parę energetyków i złożył zamówienie, płacąc ze swej kieszeni. Nie narzekał na swoje zarobki, więc jego portfel nawet nie odczuje tego małego spadku pieniędzy. 
- Victor, to jest mój numer. - powiedział po chwili, podając mu swoją "wizytówkę". - Jak coś się będzie z nią działo, dzwoń do mnie.
- Hyram Davalos... To stąd cię kojarzyłem.
- Hm?
- Jackie cię zna, podobno pracowaliście kiedyś razem.
- Jackie, Jackie... A! Syn Mamy Wells? No tak, bywały takie czasy. Dobry chłop z niego, chociaż trochę narwany.
    Hyram gawędził z Victorem jeszcze parę minut, dopóki nie usłyszał dzwonka do drzwi. Wziął od dostawcy zakupy, a potem zaczął je wypakowywać do szafek i lodówki. W międzyczasie, pożegnał się z Victorem, który musiał już iść, a sam wrócił do pokoju dziewczyny, która nadal leżała na łóżku, na wpółżywa.
- Jak się czujesz? - zapytał spokojnie, siadając obok niej.
- Jako tako. - odpowiedziała, otwierając oczy. - Hyram, kurwa nie wierzę, że to mówię. Możesz pomóc mi przejść na kanapę? Chciałam włączyć telewizor i coś obejrzeć.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. - ukłonił się teatralnie, a potem wziął ją na ręce i delikatnie przeniósł na kanapę w salonie.
    Ze stolika wziął pilot i włączył telewizor, po czym podał go blondynce, by mogła wybrać, co chce obejrzeć. Sam poszedł do kuchni i wyjął energetyk wraz z paczką chipsów, by następnie walnąć się obok niej na siedzenie. 
- Chcesz? Pieczone żeberka. Nie wiedziałem, jakie lubisz, więc musisz się zadowolić tymi. - uśmiechnął się i wziął chipsa do buzi.
- Chipsy? Skąd ty je wziąłeś? - spytała zdumiona.
- Kupiłem. Masz teraz pełną lodówkę. Nie ma za co. - wzruszył ramionami, opierając się wygodniej na kanapie.
    Wybrała pierwszy lepszy film, ułożyła poduszkę pod głową i nakryła się szczelnie kocem. W dalszym ciągu trzymała termofor, który ogrzewał jej ciało.
- Nie musiałeś robić tych zakupów. - odpowiedziała. - Ile jestem ci winna?
- Pełne, soczyste 0. Potraktuj to jako moją dobrą wolę. - dodał z uśmiechem. - Chipsa?
    Do jej nosa dotarł mocny aromat pieczonego mięsa. Pokręciła przecząco głową i poprawiło koc.
- Nie, dziękuję. - odpowiedziała, po czym ziewnęła przeciągle.
    Hyram uśmiechnął się i odłożył chipsy, po czym wytarł dokładnie ręce i twarz. 
- Księżniczka do spania? - zaśmiał się cicho, po czym wziął jej rękę, całując delikatnie wierzch jej dłoni. - Idź spać spokojnie, jak coś to wyłączę wszystko i przeniosę cię na łóżko.
    Kiwnęła słabo głową. Tym razem, w porównaniu do nocy sprzed siedmiu lat, nie walczyła ze zmęczeniem. Pozwoliła, żeby powieki opadły spokojnie. Hyram delikatnie gładził dłoń towarzyszki i nie spuszczał z niej oka. Przyjemne ciepło jego dłoni działało usypiająco. Po tylu latach nadszedł dzień, w którym Yami nie bała się zasnąć.

Komentarze

Popularne posty