Rozdział V: Barwy

This song (I'm crying): https://open.spotify.com/track/0zraM3kiqKEEiTNyBVnlHt?si=3b52ab22f6b740e6

Uliczne światła. Ruchliwa droga. Klaksony jak wycie potworów. Oślepiający neon wdzierający się w oczy.

"Na prawdę nic do mnie nie czujesz? Po tym wszystkim? Cały ten czas... to była dla ciebie tylko gra?" 
Jej głos, jak echo uderzające o beton. Raz. Drugi. Trzeci. Jak kula w dzwon.

"Moje życie... było dla ciebie grą?"

Nie wiedział, co powiedzieć. Puste gardło. Powietrze ciężkie jak ołów.

Mówiąc "nie", skłamałby.
Mówiąc "tak", stawia się na równi z diabłem.

"Lesley, to od początku nie miało sensu. Za bardzo się różnimy..." 
Jedyne, co przeszło mu przez zęby.

„Co czułeś, gdy się tobie oddałam? Byłeś pierwszym... pierwszym mężczyzną...”
Jej głos drży, ale oczy płoną.
„Dlaczego nie mogłeś czuć tego samego, co ja? Dałam ci duszę, oddałam ci wszystko, co mogłam. Kim byłam dla ciebie? Lalką?”

"Lesley..."

"Powiedz prawdę. Mam dość kłamstw."

"Byłaś eksperymentem... Lubiłem jak... płaszczysz się przede mną, przekraczasz swoje granice, jesteś na każdy mój rozkaz... Byłaś piękną grą, która wciągnęła mnie do samego końca."

"Grą..."
Powtórzyła szeptem. Jak modlitwę. Jak wyrok.

Bieg. Rozmazane światła reflektorów. Pędzący samochód. I ona na środku drogi.

Krzyk, który wydała z siebie w ostatniej sekundzie. Tak głośny, że rozrywa powietrze. Krzyk, którego echo wciąż obija się o betonową dżunglę.
Była jak Banshee, zwiastująca własną śmierć. 

I nagle... cisza, tak nagła, że dźwięczy w uszach.

Auta zniknęły. Asfalt pachnie spalenizną i krwią.

A na drodze... Lesley, wszędzie. Plama krwi, która z niej została.

Jej ciało, w milionach kawałków. Wszystkie organy - płuca, serce, jelita... rozgniecione oponami na miazgę. Jej głowa zmiażdżona, mózg rozbryźnięty po czarnym asfalcie. Kości zmienione w pył. 

A na chodniku stał on, patrząc się na to wszystko.

W głowie pustka. Tylko jedno pytanie, które do dzisiaj spędza mu sen z powiek.

„Czy mogłem to zatrzymać?
Czy to ja ją zabiłem, choć nawet jej nie dotknąłem?
Czy jestem aż takim potworem, skoro poczułem coś dopiero wtedy, gdy była już martwa?”

"Czy to na prawdę była dla ciebie tylko... gra, Hyram?"

Na kartce, jej łzy. Jej pismo. Jej krew.

"Był ostatnią nadzieją. Ostatnią latarnią na wzburzonym morzu. Jak zgasła... Nie wiem dokąd iść. Zgubiłam się."

Jej list, skierowany tylko do niego. Dostępny tylko dla jego oczu. List, który chciał spalić... lecz nadal trzyma go, zamkniętego na klucz. List, którego słowa bolą bardziej niż kula w serce.

Bolą tak bardzo, bo wie, że mówiła prawdę. List, którego proroctwo spełnia się po dziś dzień.

A potem drugi głos - chłodny, ostry, znajomy.
„Nigdy się nie zmienisz. Zawsze będziesz tylko... potworem.”
Matka.
A obok - twarz ojca. Milcząca, zawiedziona. 

Odbicie w lustrze. Jego własne oczy.
A za plecami cień - jak kosiarz, czekający na znak.

Upada na kolana. Czuje, jak płuca nie nadążają, błagają o litość. Ogień pali go od środka.

„Czy to naprawdę była tylko gra, Hyram?”
Zjawa, która nie chce odejść.
Zmora, której szept przebija się do jego mózgu. 

„Nigdy się nie zmienisz, Hyram.”
„I to jest twój prawdziwy wyrok, Hyram...”

Milion głosów. Milion oczu. Milion plam krwi.
Świat kręci się szybciej. Nie może złapać oddechu.

Upada. Dusi się. Tonie.
Ale nie w wodzie. W samym sobie.
W swojej złości.
---

Hyram zerwał się z łóżka, gwałtownie wybudzając się ze snu. Po jego ciele spływał zimny pot, a ręce drżały od niedawnego koszmaru. Rozejrzał się dookoła - Yami nadal spała, przytulając do piersi jedną ze swoich poduszko-pluszaków. Uśmiechnął się delikatnie na ten widok - spała jak niewinny, słodki anioł. Hyram wstał jak najciszej mógł, by nie obudzić dziewczyny, a następnie wyszedł z sypialni. Strzykając kośćmi karku, skierował się do łazienki z myślą o wzięciu zimnego prysznica. Yami nie powinna się obrazić jak pożyczy jeden z jej ręczników. Cóż, nie będzie miała innego wyboru. Po rozebraniu się, mężczyzna wszedł do kabiny i pozwolił by zimna woda opadała na jego cialo. Od razu się rozbudził, jednak sceny z niedawnego snu wciąż przewijały się przez jego głowę. 

Parę minut później, po ubraniu się i umyciu twarzy, czarnowłosy wyszedł na balkon. Świeże powietrze od razu uderzyło jego nozdrza. Noc miała coś w sobie - coś, co go do niej przyciągało. Neonowe światła billboardów, wciąż żywe miasto, setki przejeżdżających obok samochodów - to widok, którym nigdy nie mógł się wystarczająco nacieszyć. 

Mężczyzna usiadł na zimnej podłodze i otworzył paczkę papierosów - paląc praktycznie jednego po drugim.Yami za to rozbudziła się przez ponowny ból brzucha - nie tak mocny, jak wcześniej, ale wciąż niekomfortowy. Widząc puste miejsce na łóżku obok, nie zdziwiła się - może chłopak poszedł spać na kanapie? Wychodząc z sypialni, nie zastała jednak nikogo w salonie, za to balkon był otwarty na oścież. 

- Hyram? - zapytała, wyglądając na zewnątrz.
- Hm? - mruknął. - Obudziłem cię?
- Nie, brzuch mnie rozbolał i się rozbudziłam sama. - oznajmiła. - Co ty tu robisz?
- Palę, jak widać. 
- W środku nocy?
- Miałem zły sen. - odpowiedział krótko. 
- Chodź do środka, pogadamy o tym jak chcesz. Przeziębisz się tutaj. 
- Nie obchodzi mnie to.

Jego głos brzmiał nadzwyczaj chłodno i obojętnie, a jego pusty wzrok utkwiony był w dal. Dziewczyna westchnęła i usiadła obok niego, skoro i tak nie da rady go przekonać, może przynajmniej mu trochę potowarzyszy.

- Nie musisz tu siedzieć, idź spać. - dodał po chwili.
- Zostanę. 

Hyram sięgnął po kolejnego papierosa, jednak Yami w porę go zabrała.

- Wypaliłeś już dwa, sądząc po niedopałkach w popielniczce. Może już starczy, co? 
- Daj mi to. - odparł oschle. 
- Oddam ci go jak powiesz mi, o co chodzi. 
- To go sobie potrzymasz. - prychnął, zsuwając się nieco na ścianie i krzyżując ręce na piersi.
- Hyram. - zaczęła spokojnie i kucnęła przed nim. - Czasem trzeba zrobić coś wbrew sobie, żeby sobie pomóc, wiesz? Nie chciałam przyjmować twojej pomocy, ale zmieniłam zdanie i wiesz co? Było o wiele prościej, gdy byłeś u boku, mimo, że robiłam to wbrew własnemu sumieniu.
- Hah. - zaśmiał się. - Potrafisz kogoś wskrzesić? Albo odprawić seans spirytualistyczny, by porozmawiać ze zmarłymi? A może wiesz jak wymazać te wspomnienia i obrazy z mojej głowy, hm?
- Nie wiem, co się stało, ale nie musisz przelewać swojej złości na mnie, wiesz? Po prostu chcę ci pomóc. 
- Nie da się mi pomóc, Yami.
- A może jesteś taki, jak ja? Może najzwyczajniej nie potrafisz przyjmować pomocy, bo myślisz, że tobie nie da się pomóc. 

Hyram złapał ją za oba policzki i spojrzał prosto w jej oczy. Nie potrafiła wywnioskować z jego twarzy, co siedzi w jego głowie i sercu. Potrafiła dostrzec tylko złość. Ogromną złość i... nienawiść.

- Więc spraw, bym coś poczuł. Wszyscy dookoła mają kolor, tylko nie ja. Wkurwia mnie, że to, co napisała, jest prawdą. Jest jak klątwa, która nade mną wisi od tamtego czasu. Nie ważne, co robię. Nie ważne, kto to jest. Zawsze jest tak samo. Zawsze przepełnia mnie... szarość. 

Yami nie wiedziała, co ma powiedzieć. Po prostu patrzyła się w jego oczy. Po chwili jednak mężczyzna puścił ją i odwrócił wzrok, a jego ekspresja ponownie stała się obojętna. Dziewczyna zawahała się chwilę, po czym wyciągnęła ostrożnie ręce ku jego twarzy. Ułożyła dłonie na jego policzkach i obróciła go tak, żeby spojrzał jej prosto w oczy. 

- Szarość ma różne odcienie Hyram, ale z każdego z nich można wydobyć kolor. - niepewnie poprawiła jego włosy, które wpadały mu do oczu. - Czym jest dla ciebie ta szarość? W co chciałabyś ją zamienić?
- Chciałbym... - zastanowił się. - Jak patrzę na tą osobę... Chcę, by przepełniała mnie żółć i róż. Chcę zobaczyć jak to jest, jak to jest kogoś kochać?

─── ⋆⋅☆⋅⋆ ───
Kilkanaście lat wcześniej, dzieciństwo i lata nastoletnie Hyrama

Hyram od zawsze był "dziwnym" dzieckiem - nigdy nie płakał, nawet jak coś chciał lub coś szło nie po jego myśli. W przedszkolu zamiast pocieszać swoich rówieśników bądź śmiać i bawić się z nimi, po prostu ich obserwował. Czasem celowo wywoływał u nich płacz, niszcząc ich ulubione zabawki, by zobaczyć ich reakcję i jak długo ona potrwa. Po czasie zauważył, że jego akcje wzbudzają w innych negatywne reakcje - równieśnicy przestali go lubić, zaczęli go unikać, nauczycielki na niego krzyczały i karciły go za złe zachowanie. Wtedy pani psycholog wytłumaczyła mu, czym są konsekwencje jego własnych akcji. 

"Jeżeli chcesz, by inne dzieci cię lubiły i się z tobą bawiły, bądź miły. Nie niszcz ich zabawek."
"Jeżeli chcesz, by nauczycielka była przyjazna i dawała ci nagrody, zrób coś pozytywnego."

Hyram zrozumiał wtedy, by coś dostać - coś, czego bardzo chce - musi zachowywać się w odpowiedni sposób. Zaczął obserwować dzieci, szczególnie te, które były najbardziej nagradzane i lubiane. Zaczął więc je mimikować, tylko na swój sposób - sam chował zabawki i kredki, a potem je "znajdywał" i oddawał nauczycielom, a ci nagradzali go za znalezione zguby. Sam niszczył zabawki, a potem je naprawiał, by dzieci zobaczyły jakim jest "bohaterem". Zamiast zgniatać ślimaki na podwórku, przynosił je rówieśnikom, by zobaczyli "co fajnego znalazł tym razem". Zamiast stosowania wrednych słów, mówił miłe słowa "jesteś super", co wywoływało u innych uśmiech. 

Nadal jednak nie rozumiał, dlaczego jest inny - dlaczego nie potrafi się tak śmiać, jak inne dzieci? Albo płakać, dlaczego nigdy nie jest mu smutno? Wielokrotnie pytał się mamy "dlaczego jestem inny?", lecz ta nie potrafiła mu udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi. Jedyne, co potrafił czuć bez problemu to złość i irytacja. Jak coś nie szło po jego myśli, zmieniał się w małego demona - niszczył wszystko dookoła, bił rówieśników, ranił ich słowami. Ich płacz był przekazem dla innych "nie wkurzaj mnie, albo spotka cię to samo".

W szkole bywało podobnie. Hyram stał się naczelnym łobuzem i liderem zbuntowanych chłopców. Dziewczynki go nie lubiły, ale chłopcy byli nim zachwyceni - jego odwagą, zdolnościami, brakiem wyrzutów sumienia. Takim oto sposobem Hyram zaczął rosnąć na perfekcyjnego manipulatora, by wykorzystywać innych w taki sposób, by dostawać to, czego chce. Nie postrzegał ich jako "przyjaciół" tylko jako pionki na szachownicy, którymi trzeba poruszyć, by zbliżyć się do celu. 

Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy jego młodsza siostra zaczęła dorastać. Ona jako jedyna potrafiła mu się przeciwstawić - była odporna na jego manipulację; potrafiła przejrzeć go jak nikt inny. Była tak samo zadziorna i zmotywowana, jak on. Stali się rywalami - on przewodził chłopakami, ona - dziewczynami. Różniło ich jedno - emocje. Jego siostra była "normalna", emocjonalna jak każdy, a do tego bardzo empatyczna. Dziewczyny szczerze ją lubiły i chciały się z nią przyjaźnić, chłopcy natomiast po prostu bali się Hyrama, temu przystawali na jego rządania. 

Momentem kulminacyjnym był wypadek dziewczyny o imieniu Lesley Carper, która podkochiwała się w chłopaku. Była nim kompletnie zauroczona, a on, zauważajac to, zaczął to wykorzystywać na swoją korzyść. Gdy jednak dowiedziała się, że Hyram tak naprawdę jej "nie kocha", tylko nią pogrywa - rzuciła się pod jadący samochód. W swoim liście pożegnalnym oznajmiła, że nie miała już po co żyć. Miała własne, duże problemy psychiczne, oprócz bycia znęcaną i wyśmiewaną przez rówieśników. Hyram był jak jej światełko w tunelu. Gdy znikło, cała motywacja do życia przepadła. Było to jak zimny policzek w twarz Hyrama - nigdy nie myślał, że jego akcje będą powodem czyjejś śmierci. I to tak tragicznej.

Po tej sytuacji matka pierwszy raz podniosła rękę na Hyrama - była wściekła. Okładała go ze łzami w oczach. Wykrzykiwała obelgi, jednak jedno zdanie uderzyło go najmocniej.

"Żałuję, że cię urodziłam"

Ojciec po prostu stał obok, nie chciał go bronić. Miał chłodny wyraz twarzy, milczał... Był nim zawiedziony. I dał to jasno do zrozumienia.

Widział jej łzy i ostrą jak nóż nienawiść, której nigdy wcześniej nie dostrzegł w jej oczach. Do tego ojciec kiwający głową jak sędzia wydający wyrok bez możliwości odwołania. Hyram poczuł, jakby coś w nim pękło – z wściekłości, ze wstydu, z czegoś, czego nie potrafił nazwać. Pierwszy raz "przegrał", pierwszy raz coś go aż tak zabolało.

"Dlaczego ich łzy bolą mnie bardziej niż krzyk? Czy to naprawdę ja sprawiłem, że tak na mnie patrzą... jak na kogoś obcego?"

Lesley… widział ją wciąż w swojej pamięci, jej twarz, jak patrzyła na niego z zachwytem, jakby był kimś wyjątkowym. A on potraktował to jak grę. Kiedy zrozumiał, że przez jego słowa odebrała sobie życie, w jego głowie po raz pierwszy pojawiło się pytanie, które naprawdę go zabolało: "Czy to ja zrobiłem coś złego… czy ja na prawdę jestem potworem?"

Estel, siostra Hyrama, przypatrywała się wszystkiemu z korytarza. Wiedziała, że to, co zrobił Hyram, było okrutne, ale uważała, że rodzice tylko pogarszają jego sytuację. Hyram potrzebował pomocy, wiedziała o tym. W jej oczach nie był okrytnym buntownikiem - był zagubiony. Nie rozumiał, jak działa świat i ludzie dookoła niego. W tamtym momencie postanowiła sobie, że skoro nikt tego nie widzi i nie chce mu pomóc, ona to zrobi, własnymi rękoma.

Po tamtym wydarzeniu, gdy zobaczyła swego brata w tak zdruzgotanym stanie, postanowiła go "naprawić". Zaczęła tłumaczyć mu, jak działają ludzie, jak działają emocje i relacje międzyludzkie. Stała się jego najwierniejszą i najlepszą przyjaciółką. Tylko ona była wystarczająco zacięta i zmotywowana, by z nim wytrzymać i postawić go do pionu. 

Hyram i Estel zaczęli razem chodzić do biblioteki, wypożyczali różne książki, nawet te dla dzieci. Czytali je razem, a Estel tłumaczyła swemu bratu zachowania bohaterów powieści - dlaczego byli źli, dlaczego byli smutni, dlaczego przepełniała ich radość. 

"Niektóre zachowania działają jak klucz do zamka. Jak ktoś jest smutny, twoim kluczem jest pocieszenie go. Jak ktoś jest zły na ciebie, kluczem są przeprosiny."

"Szacunek wywołany strachem, nie jest prawdziwym szacunkiem. Gdy zdobędą odpowiednią broń, wszyscy odsuną się od ciebie i zostaniesz sam. Prawdziwy szacunek zdobywasz dobrocią i przyjaźnią. Jeżeli będziesz o nich dbać, oni będą dbać też o ciebie. Na tym polega przyjaźń i lojalność."

"Zobacz... Jego głos jest cichszy, ramiona opadnięte, na twarzy jest grymas... Ten chłopak prawdopodobnie jest smutny."

"Kogoś uśmiech i zadowolenie możesz uznać jako dobrze wykonane zadanie. Kolejne wyzwanie, któremu sprostałeś."

Z czasem, do książek dołączyły filmy. Hyram miał za zadanie analizować wyraz twarzy, postawę i zachowania bohaterów filmów, a następnie określić ich emocje i motywacje. Gdy zdał test, Estel podarowywała mu komiksy - jedną z niewielu rzeczy, które szczerze lubił. Z latami, chęć uzyskania "nagrody" przestała mieć znaczenie. Hyram wyuczył się czystej ciekawości. Coraz częściej przyłapywał się na analizowaniu reakcji innych - przechodniów w parku, rówieśników w klasie, nauczycieli. Jego prawdziwą nagrodą był uśmiech Estel. Za każdym razem, gdy patrzyła na niego z dumą, również się uśmiechał. Czuł się szczęśliwy. Jej aprobata stała się najważniejszą rzeczą na świecie.

Zawsze prosiła, by patrzył na ludzi i nadawał im kolory, jakby rysował w głowie mapę uczuć. Gdy ktoś miał zaciśnięte usta i marszczył brwi, widział go w czerwieni. Gdy ramiona dziewczyny przy biurku opadały, kolorowała się na blado-niebiesko. Nie czuł tego, ale zapamiętywał. Reakcjom innych zaczął przypisywać kolory.

"Wyobraź sobie, że emocje są jak barwy... czerwień to gniew, róż to miłość, żółć do radość, entuzjazm, czerń i szarość to nuda, obojętność, fiolet to strach, błękit to smutek. Patrz na ludzi i spróbuj pokolorować swój świat."

Rozmawiając z dziewczyną, widział ją w ciepłym, pulsującym żółtym - była podekscytowana. Ale gdy wspomniała o ojcu, kolor nagle zbladł do fioletu. Nie czuł smutku razem z nią, ale wiedział, co trzeba zrobić, żeby z powrotem rozświetlić ten żółty. Gdy z powrotem jej wyraz twarzy krzyczał "żółty!" Hyram czuł satysfakcję - wykonałem kolejne zadanie, podołałem kolejnemu wyzwaniu.

Tragedia Lesley jednak nagle tkwiła w jego sercu. Był jak kolec wbity w mięsień, którego nie może się pozbyć. Pierwsze, poważne wyrzuty sumienia, jakich doświadczył. Straciła życie... przez niego. I nic, to teraz by mógł zrobić, nie przywróci jej tego życia. Nie czuł smutku, czuł gniew do samego siebie. 

Z wiekiem zaczął się zastanawiać - jak mam traktować kobiety, by to nie wydarzyło się ponownie? Jego nauczycielką ponownie była jego siostra. Z filmów fabularnych przeszli na romanse. Estel tłumaczyła mu język kobiet, poprawiała go za każdym razem, gdy robił coś nie tak - jak on wchodził bez pukania, karciła go.

"Kobiety potrzebują prywatności, Hyram!"

Nie czuł wstydu. Zaczął uznawać to za regułę: "ok, nie wchodzi się, jak kobiety się przebierają, bo wtedy mogą być złe".

Gdy przepuszczał ją w drzwiach, nagradzała go uśmiechem i stwierdzeniem: "tak postępują prawdziwi gentlemani".

W filmach tłumaczyła mu negatywne zachowania, do jakich skłonność mają faceci.

"To nie chodzi o to, że ktoś podszedł i zagadał. Chodzi o to, że zrobił to w taki sposób, że bohaterka czuła się jak zabawka.”

Jednak mimo starań, rodzicom wciąż było za mało. Zawsze patrzyli na niego tak samo - jak na wadliwy produkt, którego nie da się naprawić. Wszystko uznawali jako kolejną manipulację z jego strony. Nauczycielka mogła przynieść setkę pochwał, a i tak słyszał od matki:

- Nie udawaj, my i tak wiemy, że to tylko na pokaz. Ty nigdy się nie zmienisz.
Ojciec dodawał krótko:
- Pilnuj się, bo w końcu trafisz do poprawczaka.

Dla nich każde jego dobre zachowanie było podejrzane, każde złe - potwierdzało, kim rzekomo jest. Nigdy nie dawali mu szansy stać się kimś innym w ich oczach.

Jedynie Estel nigdy nie patrzyła na niego w ten sposób. Ona widziała w nim człowieka, nie zagrożenie. Uczyła go szacunku do kobiet, pokazując świat tak, jak sama chciała go widzieć - sprawiedliwy, bezpieczny, pełen ciepła. Hyram długo traktował to jak zestaw zasad do zapamiętania, jak kodeks ruchu drogowego: „Szanuj kobiety, bo tak trzeba. Bo tak chce Estel.”

Ale kiedy to  skrzywdzono, coś w nim pękło. Zasady przestały być tylko lekcją do odrobienia dla siostry. To już nie był chłód: „robię to, bo tak wypada”. Stało się gorące, osobiste: „robię to, bo ja tak chcę. Bo chcę je chronić.” Już nie chodziło o aprobatę Estel - chodziło o niego samego.

Rodzice nigdy tego nie zauważyli. Nadal mówili o nim z tym samym rezygnowanym westchnieniem: „On nigdy się nie zmieni.”
A on naprawdę się zmienił. Tylko nie dla nich.
---
Obecne czasy, kilka dni później

Hyram stał z kwiatami w ręku przed skromnym grobem z grawerunkiem "Lesley Carper". Minęło na prawdę dużo lat od tamtego wydarzenia, jednak te wciąż boli. Jakby fragment dawno wbitego kolca nadal tkwił gdzieś w jego sercu. Mężczyzna położył bukiet na zimnym kamieniu i westchnął głęboko. Nigdy nie był religijną osobą, jednak w takich momentach zawsze robił wyjątek i modlił się, choć przez chwilę - by była szczęśliwa, gdziekolwiek teraz jest, i by jej dusza zaznała spokoju, jakiego nie mogła zaznać tutaj na ziemi. Każdego roku, w rocznicę jej śmierci, przepraszał ją za błędy przeszłości. Błędy, które kosztowały niewinne, ludzkie życie.

- Hyram? Co ty tu robisz? - znajomy głos wyrwał go z zamyślenia. 
- Yami? - uśmiechnął się delikatnie, widząc twarz blondynki. - To, co zwykle robią ludzie na cmentarzu. Modlę się.
- Ty, modlić się? Nie wiedziałam, że jesteś religijny. - odparła, siadając obok niego na ławce.
- Bo nie jestem. Ale warto czasem zrobić wyjątek. - wyjaśnił.

Dziewczyna przytaknęła i spojrzała na grób. Ciekawiło ją kim była Lesley i co znaczyła dla Hyrama, skoro odwiedzał jej grób tyle lat po jej śmierci. Nie chciała być jednak wścibska i przeszkadzać mu w takim momencie. Po prostu siedziała obok niego, sama tonąc w rozmyślaniach. Te jednak po paru minutach zostały przerwane przez czarnowłosego mężczyznę.

- Yami... Myślisz, że jestem złym człowiekiem? - zapytał, a na jego twarzy widniała powaga i... żal.

Yami myślała, że jej się coś przywidziało, ponieważ widok Hyrama z taką mimiką był rzadkością. A jednak, obok niej siedział mężczyzna "bez serca", który wydawał się nadzwyczajniej w świecie... smutny.  

- Nie ma złych ludzi Hyram. - zaczęła ostrożnie. - Są tylko ci, którzy trochę się pogubili, popełnili błędy. Każdy z nas ma ma takie chwile w życiu, w których jest zagubiony, ale chyba właśnie to sprawia, że jesteśmy tacy podobni do siebie. Takie podobieństwa sprawiają, że jesteśmy ludzcy.
- Hah. - Hyram zaśmiał się krótko, lecz bez radości. - Mówisz tak samo, jak moja siostra. Szkoda tylko, że moje błędy kosztowały czyjeś życie. Cóż... - westchnął i na ułamek sekundy pozwolił smutkowi przebić się na powierzchnię, po czym jak zawsze przykrył go uśmiechem. - Co się stało, to się nie odstanie.
- Chyba bym się z nią dogadała. - również się zaśmiała. - Nie możemy przywrócić nikogo do życia, niezależnie od tego, jak bardzo byśmy chcieli. Może gdyby nie czyjaś śmierć, to bylibyśmy w kompletnie innych miejscach w naszych życiach.
- Czy ty... jakimś cudem masz dostęp do mojej głowy? - uniósł brew. - Nic ci nie powiedziałem, a ta już odgadła mój życiowy plottwist. Może tak na prawdę jesteś wiedźmą i tylko czekasz, by zamienić mnie w ropuchę. Jak już masz to zrobić to chcę być ładną ropuchą.
- Gdybym była, to prędzej zmieniłabym cię w kota, ale skoro tak dywagujesz na temat zostania ropuchą, to rozważę twoją propozycję. - na jej twarz wpłynął szeroki uśmiech. - Każdy z nas w życiu coś przeskrobał, specjalnie czy nie.
- Mm... Czyli lubisz bad boyów? - przysunął się do niej i spojrzał się na nią "nonszalancko", kryjąc napięcie pod warstwą żartu.
- Można powiedzieć, że powoli zaczynam przyzwyczajać do obecności takich osobników.
- Przyjemność po mojej stronie. 
- Hyram...
- Hm?
- Wiesz, że nie musisz udawać, że to ciebie nie rusza, prawda?

Uśmiech z twarzy Hyrama zniknął, a jego wzrok przypominał ten nastoletniego, zagubionego chłopca. Yami trafiła w samo sedno - warstwę mężczyzny, którą nie wszyscy są w stanie dostrzec i "dotknąć". 

- Ja... - zawahał się. - Nie wiem, co robić w takich sytuacjach. Nauczyłem się pocieszać innych, ale... Sam do tego nie przywykłem. Rzadko bywam "smutny", o ile w ogóle można tak określić. Sam nie wiem, co teraz czuję. - ponownie spojrzał się na grób, a wiatr rozwiał mu włosy.
- Spróbuj to opisać, jak najlepiej potrafisz. - powiedziała spokojnie. 
- Czuję się... szaro. - powiedział bez żartu, wciąż patrząc na wygrawerowane imię na kamieniu. - Lecz im dłużej o tym myślę, tym więcej pojawia się czerwieni. Gdybym mógł spotkać siebie z tamtego czasu... Nie wiem, co bym mu zrobił. Przypadek Lesley jest jedyną sytuacją, kiedy o niej myślę, to mam w sobie tak dużo gniewu wobec samego siebie. Nigdy w życiu nie miałem wyrzutów sumienia, ale ten grób zawsze mi przypomina jak to jest. Jak to jest żałować czegoś tak bardzo.
- Sam fakt, że masz w sobie wyrzuty sumienia już sprawia, że nie jesteś całkiem bez emocji. Potrafisz czuć, a co najlepsze potrafisz żałować Hyram, a to jest już coś. Nie każdy to potrafi, wiesz? Są osoby, które nie mają w sobie ani kszty współczucia. Te wyrzuty sprawiają, że nie jesteś kamieniem bez emocji.

Hyram nie odpowiedział na to, tylko patrzył się pusto na grób. Po chwili wyciągnął z kieszeni złożoną, starą kartkę i podał ją Yami. Papier był żółtawy, kruchy, poplamiony dawno zaschniętą krwią. Dziewczyna delikatnie otworzyła list.

„Wiesz, co jest najgorsze, Hyram? Nawet nie to, że mnie okłamałeś. Najgorsze jest to, że ty nigdy nikogo nie pokochasz.

Nigdy nie poczujesz tego, co ja czułam, kiedy patrzyłam na ciebie. Nie będziesz wiedział, jak to jest bać się o kogoś bardziej niż o siebie. Nie będziesz wiedział, jak to jest nie spać po nocach, bo myślisz, czy ktoś się uśmiecha, czy cierpi.

Ty nie masz serca. I nie mówię tego jako obelgi - mówię to jako fakt. Zawsze będziesz sam, nawet jeśli wszyscy będą wokół ciebie.

Może kiedyś zrozumiesz, jak to jest, kiedy ktoś odchodzi i zabiera ze sobą coś, czego nawet nie wiedziałeś, że potrzebujesz. Ale ty nigdy nie będziesz wiedział, co to znaczy naprawdę kochać. I to jest twój prawdziwy wyrok.”

Yami poczuła, jak palce mocniej zaciskają się na papierze. Chciała coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły jej w gardle.

- Miała rację. - odparł po chwili. - Do tej pory nie udało mi się nic poczuć do kogoś, nic głębszego. 
- To ona była w twoim koszmarze, parę dni temu? - zapytała niepewnie.
- Tak. Za każdym razem mam koszmary z nią, gdy zbliża się rocznica jej śmierci. 
- Oj, Hyram... Tak mi przykro, nawet nie wiem co mam teraz powiedzieć. 
- Nie musisz nic mówić. Sam sobie na to zasłużyłem. Taka jest prawda.
- Mogę ci jakkolwiek pomóc? Co zawsze poprawia ci humor? Jakieś szczególne słowa albo... gest?
- Nie, słowa nie... Puste rzeczy, które ludzie mówią, by zdmuchnąć problem z powierzchni. - westchnął. - Powiedziałbym, że... dotyk. Nie w tym seksualnym znaczeniu. Chociaż to też... - zaśmiał się. - Taki zwyczajny dotyk. Czuję się wtedy jakbym w końcu mógł wziąć głęboki oddech.

Yami zawahała się przez chwilę - nie jest dobra w pocieszaniu ludzi w taki sposób. Jednak jej brak reakcji byłby jeszcze dziwniejszy. Chciała mu pomóc, choć trochę mu ulżyć. Po chwili wyciągnęła do niego rękę i położyła na jego plecach, delikatnie je gładząc. 

- Jesteś słodka. - powiedział w uśmiechem, a potem położył głowę na jej ramieniu i przeniósł jej rękę ze swoich pleców na policzek. - Pozwól mi poczuć twoje ciepło. - szepnął, zamykając oczy.

Nie wiedziała, jak powinna zareagować. Z każdą próbą dotyk Hyrama wydawał jej się coraz mniej obcy. Nie zabrała dłoni, ale też nie odezwała się ani słowem. Po prostu pozwoliła mu chociaż na chwilę odetchnąć i zapomnieć o otaczających go problemach. Czuła jego oddech na swojej dłoni, a kciukiem ostrożnie jeździła po jego policzku. Przyglądała mu się uważnie, dopiero teraz zaczęła dostrzegać małe blizny, które okalały jego twarz.

- Lepiej? - zapytała po chwili.
- Mhm. Być w objęciach takiej piękności zawsze poprawia humor. 
- No tak. - uśmiechnęła się.
─── ⋆⋅☆⋅⋆ ───
Kilka dni później, noc, tereny poza Night City - Albatross Chasm

    Ciepła, wiosenna noc z tysiącem gwiazd rozpościerających się na niebie nad kanionem Albatrosa, z dala od zgiełku Night City. Męska część grupy przyjaciół (Hyram, Desmond, Matt, Yoshi i Niram) wybrała się na motocyklową przejażdżkę - jedną z wielu, jakie mają już za sobą. Między nimi zapadła chwila ciszy. Każdy z nich cieszył się zarówno pięknym widokiem, jak i brakiem dźwięków pochodzących z głośnego miasta. Moment ten jednak nie trwał zbyt długo, ponieważ Niram, jak to on, nie potrafił wytrzymać 5 minut bez rozmowy. 

- Eh... Jak romantycznie. - westchnął, kładąc głowę na ramieniu Yoshiego.
- Spierdalaj. - wzdrygnął, odganiając go od swego ramienia jak muchę.
- Wiesz co, człowiek chce dodać trochę romansu a ten od razu odrzuca.
- Ja w porównaniu do ciebie mam stałą partnerkę.
- To miał być komplement czy obelga? - zapytał z uśmiechem Niram
- Tylko ktoś taki jak Niram uznałby taki tekst za komplement. - zażartował Matthew.
- Myślę, że Hyram też by nie narzekał. 
- Mnie w to nie wplątuj. - odparł, biorąc kolejnego bucha papierosa. 
- Dobra, wróbelki, czas na ploty. Jak tam wasze życie miłosne?
- Jezus Maria. - Hyram przeklął, kiwając głową. - Ziom 5 minut nie może posiedzieć bez plotek.
- Dobra, nie zesraj się! Ja tu konwersację chcę podtrzymać. - prychnął, wywijając oczami - Yoshi, ty zaczynasz. 
- Ja? - uniósł brew, zdziwiony. - Po staremu. Chociaż ostatnio zacząłem się zastanawiać nad zaręczeniem się z Noyą. 
- Boże. - Matt westchnął. 
- Co to ma być za reakcja? - Yoshi szturchnął Matta w ramię
- Nie, po prostu nie spodziewałem się tego. Ale to dobrze. Przynajmniej jeden z nas ma stabilne życie miłosne. 
- Po prostu nie jestem aż tak pojebany jak wy i potrafię utrzymać relację bez żadnych dram.
- Uważasz, że nie my nie jesteśmy do tego zdolni? - zapytał Matt.
- Socjopata, dwubiegunówka, chuj wie co (Desmond) i męska dziwka. - wyliczył. - No, super combo, nie powiem. Magnes na laski. - dodał z sarkazmem.
- W flimach i książkach działa. - oznajmił Niram, sam w to chyba nie do końca wierząc. - Hyram, ty się znasz. Co działa na laski?
- Zależy jakiej szukasz, proste. - wzruszył ramionami. - Chcesz sugar niunię, by dobrze wyglądała i prezentowała się przy znajomych, bierzesz taką co leci na hajs. Jak chcesz głównie seks, ubierasz się sensownie, dajesz dobre perfumy i wzmacniasz pewność siebie. 
- A jakąś... normalną?
- Nie wiem, nie miałem nigdy normalnej laski. Yoshi to ekspert w tym zakresie.
- Zasada numer jeden, nie bądź pojebany. - odparł bez cienia żenady.
- Wow, to żeś powiedział. - zaśmiał się Desmond. 
- Ja obstawiam, że Desmond będzie pierwszy z naszej czwórki w związku. - rzucił nagle Matt.
- Ja?
- Dziwnie to brzmi. Ziom, co w ogóle nie romansował nagle wybił się na prowadzenie. - rzucił Hyram.
- Co, zazdrosny jesteś? - dopytał Des. 
- Czy ja wiem. Związki nie są dla mnie.
- Klasycznie. - dodał Niram.
- A z Yami?
- Co ty, to długa droga. Sam z resztą nie wiem, czego dokładnie chce. Laska ma o wiele wolniejsze tempo niż ja.
- To... ją zostaw i znajdź inną? - rzucił Niram; w jego oczach to było coś dziwnego, że Hyram po 2 miesiącach nadal rozmawia z kobietą, która nie chce od razu iść z nim do łóżka. 
- Nie. Jeszcze nie. - odparł prawie że od razu. - Chcę zobaczyć, jak to wszystko się potoczy.

Jak tanio by to nie brzmiało, Yami była zupełnie inna niż większość dziewczyn, z jakimi Hyram zwykł się zadawać. Jego dotychczasowe „przygody” były krótkie, intensywne i opierały się głównie na fizyczności. Zazwyczaj wystarczył jeden uśmiech, parę dobrze dobranych słów - i droga była otwarta. Większość kobiet reagowała na jego urok instynktownie, niemal przewidywalnie.

Yami nie. Na jej spokojną, czujną naturę jego sztuczki działały jak woda na kamień - bez żadnego efektu. A przynajmniej nie w takim stopniu, jakby tego chciał. Blondynka była wycofana, cicha, nieprzyzwyczajona do męskiego dotyku. Każdy gest miał dla niej wagę. Każde spojrzenie było świadome. To właśnie go fascynowało - sprawdzanie, gdzie leży jej granica i jak długo zajmie mu przekonanie jej do siebie.

Z czasem zrozumiał, że musi zmienić podejście. Zbliżał się ostrożniej, rezygnował z teatralnych ruchów i pustych słów, które dotąd były jego codziennością. Zaczął zauważać drobiazgi, na które wcześniej nie zwracał uwagi - jak dłużej zatrzymuje wzrok, kiedy mówi jej coś szczerze; jak jej dłonie lekko drżą, gdy zrobi krok naprzód.

I właśnie to było nowe. Ekscytujące nie dlatego, że czekała na niego nagroda na końcu drogi - ale dlatego, że sama droga stała się fascynująca.

- Dobra, a co z Lizzy? Zerwałeś już z nią kontakt definitywnie? - spytał Matt.
- Za każdym razem i tak wychodzi, że się z nią rucha, więc... - wywrócił oczami Niram.
- Myślałem o tym, ale... żal oddawać takiej dobrej dupy. - dopalił papierosa, wygasił go i rzucił gdzieś w krzaki. - Irytuje mnie tylko, że ze mną pogrywa. Tak to mówi, że o Hyram to, Hyram tamto, a tak to skacze do innego mężczyzny.
- A... ty nie robisz dokładnie tego samego? - Yoshi był zdziwiony jego oczywistym hipokryzmem.
- On może, inni nie. Tak działa Hyram. - doprecyzował Matt.
- Hah, może i tak. Wyjebane, dopóki jest mega dobra w łóżku to nadal będę to ciągnąć. Chyba, że nagle chuj mnie jasny strzeli i znajdę coś innego równie dobrego. To wtedy się zastanowię.
- Czyli... traktujesz ją tylko jako obiekt seksualny? - zapytał Yoshi, marszcząc brwi.
- Bo nim jest. Ja ją wykorzystuje, ona mnie. Zawsze tak było między nami.
- Yoshi chyba nie rozumie na czym polega "friends with benefits". - oznajmił Matt, rozciągając się.
- No właśnie... Totalnie tego nie rozumiem. - kontynuował Yoshi. - Nie zrozum mnie źle, ale dlaczego seks jest dla ciebie tak ważny? Że nawet jak kobieta cię wkurwia, pogrywa tobą, skacze do innych mężczyzn za twoimi plecami, to nadal utrzymujesz z nią kontakt tylko z tego powodu. Ja na twoim miejscu bym nie wytrzymał.
- Po prostu jest uzależniony. - rzucił Niram, a Hyram walnął go w tył głowy. - Ała! A co, nie mam racji?!
- Nie. 

Znowu między nimi nastała cisza. Mężczyźni oczekiwali od Hyrama jakiś wyjaśnień, lecz on zdawał się tego nie załapać.

- Hyram, w takim momencie ludzie zwykle wyjaśniają swoje motywy. - zaczął Matt.
- Hm. - mruknął i spojrzał na nich; ich wzrok był wlepiony w niego jak ciekawe surykatki. - Aż tak was to ciekawi? Ale co dokładnie, Lizzy czy seks?
- Dlaczego przykładasz taką wagę do seksu, chyba o to chodziło. 
- Hm... - mruknął ponownie, zastanawiając się. - Nie powiedziałbym, że jestem uzależniony od tego. Chociaż szczerze to nie wiem sam. Po prostu to sprawia, że czuję, że żyję, przynajmniej przez chwilę. Tak samo jest z adrenaliną, jazdą na motorze, misjami... Seks to po prostu jedna z rzeczy, które mnie uspokajają. Można tak powiedzieć. Bez tego życie jest zbyt nudne, monotonne. Potrzebuję jakiś mocnych wrażeń, by usiedzieć w miejscu i tolerować wszystkich wokół.

Dotyk i intymność były dla niego czymś więcej niż fizycznym zaspokojeniem - pozwalały mu uciszyć chaos w głowie. W każdym pocałunku, w każdym westchnieniu partnerki znajdował potwierdzenie, że znowu „wygrał” - że potrafi sprostać oczekiwaniom i wyprzedzić je o krok. Te małe triumfy budowały jego pewność siebie, karmiły ego i dawały iluzję kontroli nad sobą i światem. Działalność Kruka z kolei wypełniała pustkę innym rodzajem satysfakcji: moralnym usprawiedliwieniem. Mógł wierzyć, że robi coś ważnego, że wymierza sprawiedliwość lepiej niż system, który wielokrotnie zawodził. A adrenalina - misje, nocne wyścigi, balansowanie na krawędzi - to był czysty dowód, że nadal żyje. Nie moralność, nie ego, nie uzasadnienia. Tylko pulsująca w żyłach energia, przypomnienie, że jego serce wciąż bije.

- Zawsze tak miałeś? - zapytał Desmond. 
- Tak. To jeden z głównych powodów, dla których kiedyś zacząłem brać narkotyki. Po nich świat był taki... kolorowy. Nie potrafię opisać tego uczucia. Potem z dragów przeskoczyłem na seks i misje. I jakoś do teraz tak żyję. Dlatego jakby nie patrzeć, Lizzy jest idealną partnerką dla mnie. Nie przywiązuje się, więc mogę sobie nadal wariować i robić co chce, z kim chce. 
- A nie mógłbyś robić tego samego z jedną partnerką? - zapytał Yoshi.
- Teoretycznie mógłbym, ale to wymagałoby uczuć. A ja totalnie nie umiem w uczucia. Plus nie spotkałem nikogo, kto wytrzymałby ze mną na dłuższą metę. 
- Trudno się nie zgodzić. - Niram rzucił ponownie i kolejny raz otrzymał cios od Hyrama w głowę. - Przestań mnie bić!
- To przestań mnie wkurwiać. Proste.
- Właśnie, Des, przypomniało mi się. Rozmawiałeś już z Valentiną? - zapytał Yoshi.
- Nope.
- Val? A co ona ma do tego? - zdziwił się Matt.
- Przespaliśmy się jakiś czas temu. 
- CO?! - pozostała trójka krzyknęła ze zdziwieniem.
- No, na jednej z imprez się pocałowaliśmy i zrobiłem jej minetę i... chyba na tym stanęło, nie pamiętam. - powiedział. - Nie wiem, ona nic nie mówiła, a ja jakoś nie mogłem się zmusić do zaczęcia tego tematu, więc wszystko ucichło. A potem poznałem Moon i jakoś to poszło.
- Czyli obecnie tylko Matt jest bez żadnej dziołchy? - zapytał Niram.
- A skąd wiesz, czy kogoś nie mam?
- Kręci z Isabellą. - odparł Hyram, strzykając kośćmi karku.
- A ty skąd to wiesz?! - zdziwił się Matt.
- Ciężko było nie zauważyć jak obściskiwaliście się na trawniku Nirama. 
- Kurwa?! - wrzasnął Niram, zdegustowany.
- Widziałeś to?! - Matt spojrzał na niego z wytrzeszczonymi oczami. 
- No, paliłem fajkę przy basenie. 
- Dlaczego nic nie mówiłeś?! - zapytał Matt.
- A po co? Od jakiegoś czasu kręcicie, więc nie uznałem tego za nic dziwnego. - wzruszył ramionami.
- W sumie prawda. Od dawna coś jest między wami. - dodał Desmond.
- Bożeeeeeeeeeeeeee....! - wykrzyknął Matt i położył się plecami na ziemi, cały zarumieniony.
- A co, chciałeś, bym się dołączył? - zażartował i klepnął go w udo.
- Nie. Wystarczy mi spania z moimi ziomami. 

Yoshi, Desmond i Hyram spojrzeli na Matta zdziwionym i nieco obrzydzonym wzrokiem.

- Ja o czymś nie wiem? - zapytał Hyram.
- Na mnie nie patrz, ja też nie mam pojęcia. - dodał Desmond.
- Pff, hahaha! - Niram zaśmiał się głośno. - Wiedziałem, że kiedyś się wygada.
- Boże, czemu ja nie potrafię trzymać języka za zębami. - Matt schował twarz w ręce.
- Zaczyna robić się coraz ciekawiej. - westchnął Yoshi. 
- Byłem pijany, ok?! W dwóch przypadkach!!
- DWÓCH?! - krzyknął Desmond i Hyram.
- Kurwa! To była twoja wina, bo zacząłeś tak mnie bajerować! - wskazał palcem na Desmonda.
- JA?! 
- W sumie... Jak teraz myślę, to mogła być Akari... - zastanowił się Matt.
- PRZESPAŁEŚ SIĘ Z AKARI?! - krzyknął Desmond. 
- Hahahahaha! - Hyram zaśmiał się na cały głos. - Z Niramem to się spodziewałem, ale to nawet mnie zmiotło z planszy. 
- Zrzygam się. - dodał Desmond.
- Haha! Nigdy wam tego nie zapomnę, przysięgam. - śmiał się dalej Hyram.
- Spierdalaj, ja nie miałem z tym nic wspólnego. - dodał Desmond.
- To co, jeszcze Hyram i będzie pełna kolekcja. - zażartował Yoshi.
- Chcesz, bym się tobą zajął, Matt? - Hyram rzucił "romantycznie", gładząc go po policzku.
- EW! Spierdalaj!
- Aha? To z nimi się przespałeś, a ze mną nie chcesz?
- Byłem napierdolony w trzy dupy! - Matt zaczął się bronić.
- Wiesz... Mówią, że myśli trzeźwego to czyny pijanego... - Yoshi dolał do ognia.
- Boże, nienawidzę was. - Matt zarumienił się jeszcze bardziej. 

─── ⋆⋅☆⋅⋆ ───
Kilka dni później, mieszkanie Hyrama.

Elizabeth przygotowywała kolejne drinki, a Hyram obserwował ją uważnie - jej szarmancki uśmiech, spadające ramiączko od stanika, włosy opadające na jej twarz... Nie wytrzymał - wstał i podszedł do niej, przytulając ją od tyłu i kładąc głowę na jej ramieniu. 

- Aw, czy mój mężczyzna jest spragniony miłości? - powiedziała uwodzicielsko Lizz, obracając się twarzą do niego.
- Nie jestem twoim mężczyzną. - odparł Hyram, kładąc obie ręce na blat, tym samym zamykając ją w swym objęciu.
- Ale chciałbyś nim być. - szepnęła, pewna siebie.
- Z taką dziwką jak ty? Dzięki, ale chyba spasuję. 
- Oj, Hyram, Hyram... A ty co, nadal myślisz o Yami? 
- Yami nie ma tu nic do rzeczy. 
- Oj, ależ ma, skoro nadal się za nią uganiasz. - kiwnęła głową i zaczęła delikatnie muskać opuszkami palców jego ramię. - Yami to dobra kobieta, ale nie dla ciebie. Niewinna, niedoświadczona, wolne tempo... A ty potrzebujesz wrażeń... - zaczęła zjeżdżać dłonią do jego klatki piersiowej. - Potrzebujesz kobiety, która będzie potrafiła się tobą zająć. 
- Kobiety takiej jak ty, hm?
- Do tego zmierzałam. - uśmiechnęła się, rusując palcami serduszka na jego klatce piersiowej.
- Czemu się mnie tak uczepiłaś, Lizz, co? Skoro możesz mieć każdego faceta w mieście, dlaczego akurat ja?
- Czyż to nie oczywiste? Masz jednego z najlepszych kutasów w całym Night City.
- Mhm, dlatego często skaczesz do łóżka innych?
- Oj, wiesz jak to jest. Ludzie z czasem przyzwyczajają się do stanu rzeczy. Trzeba czasem skoczyć w bok, by docenić to, co się ma. Dobrze o tym wiesz, Hyram. - uśmiechnęła się szeroko. - A co, jesteś zazdrosny?
- Po prostu nie lubię się dzielić.
- Wiesz jakie jest tego rozwiązanie...

Hyram się zirytował. Wziął ją za biodra, obrócił i mocno przyszpilił do ściany obok.

- Pozwalasz sobie na za dużo, Lizz.
- Czyżby? - patrzyła mu się odważnie prosto w oczy. 
- Czemu zależy ci tak bardzo na związku? 
- Dobrze wiesz czemu. Okazuje się, że ja też nie lubię się dzielić.
- Aaa... - uśmiechnął się. - Czyli robisz to wszystko dlatego, by wywołać u mnie zazdrość?
- Lepiej późno niż wcale. 
- Hahaha! - zaśmiał się głośniej. - Myślisz, że to na mnie zadziała? Że będę teraz błagać cię o bycie ekskluzywnym? Tak, Elizabeth, proszę cię! Bądźmy razem!! Na zawsze i na wieki!! - powiedział teatralnie, wyśmiewając ją i jej intencje.
- Jesteś strasznym dupkiem, Hyram, wiesz o tym?
- I co mi zrobisz? Obrazisz się na mnie, zaczniesz płakać?
- Dlaczego tego nie chcesz? Przecież dobrze nam razem.
- Mówiłem ci, relacje nie są dla mnie. Powtarzam ci to od samego początku.
- A jednak jedna kiedyś skradła ci serce.
- Sarang? "Skradła serce" to za dużo powiedziane. Po prostu chciałem zobaczyć jak to jest, ale okazało się szybko, że to nie dla mnie. Uczucia nie są moją mocną stroną. - westchnął i odsunął się od niej. - Lizz, szczerze... Znajdź faceta, który będzie w stanie odwzajemnić twoje uczucia. Przestań marnować czas ze mną. 
- Uważasz to za marnowanie czasu?
- Oczywiście, że nie. Zajebiście się z tobą bawię, jesteś bardzo atrakcyjną kobietą i wiesz czego chcesz. Sęk w tym, że ty pragniesz czegoś więcej. A ja nie potrafię ci tego dać i nie będę udawać, że jest inaczej.
- Czyli nic do mnie nie czujesz? Nic a nic? Po tylu latach? - zapytała.
- Chcesz krótką czy rozległą odpowiedź?
- Głupie pytanie. 

Hyram westchnął i ponownie się do niej zbliżył, kładąc dłonie na jej policzkach i patrząc jej prosto w oczy. 

- Lizz. Przeżyłem z tobą najlepszy seks w swoim życiu. Niesamowicie mnie kręcisz. Jesteś kulką energii, której potrzebuję. Nie wiem, jak to robisz, ale zawsze jesteś w stanie naładować mnie do pełna, że nie potrzebuję innych, by się zadowolić. Wychodzi ci to świetnie. - kontynuował. - Ty po prostu przywiązałaś się do mnie. Dlatego ci się wydaje, że jestem jedynym mężczyzną na świecie, który będzie zdołał cię pokochać. Bo widziałem najgorszą wersję ciebie, a wciąż tu jestem. Ale mój świat przy tobie nadal jest szary
- Pozwól mi więc go pokolorować. - szepnęła, a Hyram tylko się uśmiechnął. - Pozwól mi spróbować.
- Nawet jak powiem ci, że to nie wypali?
- Nie wiesz tego. A okazuje się, że jestem bardzo zawzięta. - uśmiechnęła się. 

Po tym, Lizz popchnęła Hyrama, a ten upadł na kanapę. Kobieta weszła na jego kolana, oplatając ręce wokół jego szyi.

- Jeszcze będziesz mój, zobaczysz.

Kobieta zaczęła go całować. Po chwili jej usta zeszły na jego szyję, całując go w jego ulubionych miejscach. Doskonale znała jego ciało i doskonale wiedziała, jak go zadowolić. Hyram odchylił głowę do tyłu i westchnął, zamykając oczy. Jego ręce zacisnęły się na jej udach, a potem powędrowały do jej tyłka, zaciskając pięści na jej bieliźnie.
---
Czując jej ciało pod sobą, widząc jej twarz w ekstazie... Czuł się, jak coś się w nim obudza. Jakby kwiat, który zdążył już zwiędnąć w jego sercu ponownie zakwitał. Jej oczy wywijające się do tyłu pod wpływem mocnego orgazmu, roztrzepane włosy, paznokcie wbijające się w jego skórę, drgające mięśnie ciała; miednica bujająca się w rytm, by poczuć jeszcze więcej, głośne jęki przyjemności, wykrzyczenie jego imienia, błaganie o więcej... Oglądając ją w tym stanie, mógł poczuć przez chwilę to, co ona - czystą przyjemność, ulgę, bladą smugę radości... Mógł poczuć cokolwiek.

Czysty dreszcz triumfu. Nie chodziło o empatię. To nie była troska o nią, ale o siebie. O dowód, że znowu jest najlepszy, że potrafi odczytać każdy ruch ciała, każde drgnienie oddechu i odpowiedzieć dokładnie tak, jak trzeba. Czerpał z tego niezmierną dumę i satysfakcję. Jej wcześniejsza reakcja działała jak kalizator do tych odczuć - to, że chciała go tak bardzo, że jest w stanie zrobić wszystko, by był jej. Że jest najlepszy w jej oczach. Że za każdym razem do niego wraca, bo wie, że tylko on będzie w stanie ją tak zadowolić... Czuł, że znowu osiąga swoje małe zwycięstwo; znów sprostał wyzwaniu, znów wyszedł na prowadzenie. 

Każde jej westchnienie, każdy gest, w którym czuł, że spełnia jej oczekiwania, uderzał w niego jak dawka środka pobudzającego. To już nie była tylko przyjemność. To był wynik, punkt w tabeli, którego potrzebował, żeby czuć się sobą. Dawno przestał udawać przed samym sobą, że chodzi o nią. Chodziło o to, co się z nim działo, gdy widział jej reakcję. O to, jak ciało reagowało na sygnał sukcesu, jak ego rosło, a myśli przyspieszały. Jak każde kolejne „tak, udało się” sprawiało, że następne musiało być mocniejsze, bardziej wymagające.

Wiedział, że to nie jest zdrowe. Ale świadomość nie gasiła pragnienia - tylko dodawała mu smaku. Jak apetyt, który rośnie w miarę jedzenia. Kiedyś wystarczyło mu o wiele mniej do satysfakcji. Może rzeczywiście uzależnił się od tego? Ale nie od seksu, tylko od uczucia zwycięstwa i triumfu.

Może właśnie dlatego Yami go tak fascynuje? Bo nadal nie udało mu się osiągnąć zwycięstwa "nad nią"?

Jednak słowa Lesley nadal tkwiły z tyłu jego głowy. Czuł do siebie odrazę, że wciąż kręci go taka gra - że uczucia, które kobiety zaczynają do niego żywić podbijają mu ego. Jednak nigdy nie zdołał się nimi "bawić" tak, jak kiedyś robił to z Lesley. Za każdym razem oznajmiał im, na samym początku, że nic dłuższego z tego nie będzie. Uprzedzał je, żeby mieć czyste ręce. 

"Nie wiem, czy jestem w stanie cię pokochać."

Jedne odchodziły - nie zatrzymywał ich. Drugie zostawały, chcąc sprostać wyzwaniu jak Lizzy. Jednak żadnej do tej pory nie udało się tego osiągnąć.

Mimo porażek miłosnych, za każdym razem próbował je usatysfakcjonować jak tylko może - sprawić by poczuły się dobrze, by chociaż łudziły się, że są kochane. By zobaczyły, że na prawdę mu zależy. To minimalizowało jego wyrzuty sumienia. Każdy triumf, każde zwycięstwo, usatysfakcjonowanie kobiety, były jak pukty dodatnie, które zmniejszały jego konto na minusie. 

"Zrobiłem, co mogłem, by poczuła się dobrze. Nie jestem złym człowiekiem, nie jestem potworem."

Musiał to sobie powtarzać, musiał sobie udowadniać, że nie jest złym człowiekiem, że ma serce. Robił wszystko, co mogł, by to poczucie zelżało. Nigdy jednak nie udało się usunąć "klątwy Lesley" - wciąż nie mógł nikogo szczerze pokochać, choć się starał.

On wciąż był... szary.

─── ⋆⋅☆⋅⋆ ───
Dzień później

Hyram wszedł do sekretnego pokoju w swoim mieszkaniu i włączył komputer. Wyświetliło mu się jedno powiadomienie, które przyciągnęło jego szczególną uwagę, więc niezwłocznie je otworzył.


Zastanowił się chwilę. Czy powinien przyjąć to zlecenie, skoro wie, że nie otrzyma za nie zapłaty? Jednak z drugiej strony, dawno przestało tutaj chodzić o pieniądze. Ma ich tyle, że bez trudu mógłby się utrzymać z tego, co ma i okazjonalnych zleceń od Augustina. Chodziło tu o coś zupełnie innego. O poczucie obowiązku, własny kodeks moralny, który wykuł sobie tamtego dnia, gdy jego siostra została zgwałcona. Coś wtedy w nim pękło i nigdy się nie skleiło. 

Nie potrafił nawet do końca nazwać swojej motywacji. Czy to była empatia wobec kobiet, bo ich ból przypominał mu ból jego siostry? Czy chęć zemsty - nie na jednym człowieku, ale na całym świecie, który pozwala na takie zbrodnie? Czy obowiązek, którego sam sobie nigdy nie narzucił, a który i tak czuł? A może zwykła żądza triumfu, satysfakcja z tego, że znowu jest skuteczniejszy od prawa? Pewnie wszystko naraz.

Wiedział jednak, że jeżeli zignoruje to zlecenie, będzie to sobie wypominać do końca życia. Nie dlatego, że ktoś na niego krzywo spojrzy, ale dlatego, że we własnych oczach stałby się kimś gorszym - że pieniądze i chęć zarobienia przeważyły nad ludzkim życiem. Wyobraził sobie, jak jego siostra zareagowałaby na tą wiadomość. Oczywiście, że ona o niczym nie wie - i ma się nigdy nie dowiedzieć - ale była dla niego czymś w rodzaju magicznego zwierciadła. To przez nią próbował rozpoznawać emocje innych, jakby była osobistą instrukcją obsługi ludzkich uczuć i sytuacji, które jemu samemu ciężko było ocenić. Może i bywa chłodny, może i trudno mu cokolwiek poczuć, ale nie chciał być potworem. Nie takim, za jakiego już dawno uznali go matka i ojciec.

Hyram westchnął i spojrzał jeszcze raz na wiadomość. 

"Spotkaj się ze mną jutro koło 21 przy Neonowym Zaułku Lizzie. Będę czekać przy jednej z bocznych uliczek" ~ odpisał
---
Nadszedł dzień spotkania. Hyram czekał na dziewczynę w umówionym miejscu, mając na sobie czarny kosium, maskę oraz modulator głosu, by nikt nie mógł go rozpoznać. Zbliżała się godzina 21, a dziewczyny nadal nie było. Spojrzał na zegarek i postanowił poczekać jeszcze chwilę. Ku jego zdziwieniu, w tym samym momencie do zaułku niepewnie weszła dziewczynka - miała maks 160 centymetrów wzrostu i nie więcej niż 14-15 lat. Nie był zaskoczony - po jej wiadomości wywnioskował, że jest to ktoś nieletni, kto nie jest w stanie jeszcze zarabiać realnych pieniędzy, tylko grosze dzięki pracom dorywczym. 

- Kruk...? - zapytała z przerażeniem w głosie. 
- Jak masz na imię? - spytał, oparty plecami o ścianę.
- Kelsey... - powiedziała i podeszła bliżej, utrzymując jednak między nimi bezpieczny dystans. - Bardzo dziękuję, że zgodziłeś się na spotkanie, Kruku, nawet nie wiesz jak-
- Nie musisz mi dziękować. - przerwał jej. - Powiedz mi najpierw o co chodzi.
- Ok... - westchnęła. - Mój ojciec jest alkoholikiem, bierze też narkotyki. Wiem, że jest zamieszany w jakieś brudne interesy, ale nie znam szczegółów. Codziennie bije mamę przy każdej okazji, jak obiad jest zbyt słony, jak odpowie mu nie tak, jak chciał; jak się z czymś niezgodzi... Wiele razy miała duże rany na ciele, a nas nie stać na szpital ani traumateam. Jesteśmy z tym zupełnie same, cała rodzina się od nas odwróciła... Nie wiem już, co mam robić, próbowałam go powstrzymać, jednak nic nie działa, a ja też dostawałam w pysk. Wiele razy chciałam skończyć ze sobą, by mojej mamie było łatwiej, jednak nie mam tyle odwagi. Nie chcę jej zostawiać z tym samą, ale zupełnie nie wiem, co mam robić...

Dziewczyna zaczęła ocierać lecące po policzkach łzy wierzchem dłoni. Na jej twarzy było widać skutki batalii z ojcem - zakrwawiona, opuchnięta warga, sine oko i świeże cięcia na nadgarstkach, które ukrywała pod rękawami bluzy, jednak Hyramowi nie uszło to na uwadze. 

- Pokaż mi swoje ręce. - powiedział jak najspokojniejszym głosem, jakim potrafił.

Kelsey podciągnęła wtedy rękawy bluzy, a teza Hyrama potwierdziła się - dziewczyna miała masę cięć na rękach, zaklejone dużą ilością plastrów i owinięte niewielkim, zakrwawionym i brudnym bandażem. Już wcześniej wiedział, że jej pomoże, lecz ten widok tylko spotęgował jego nienawiść i złość dotyczącą jej ojca. 

- Co chcesz, żebym zrobił? - zapytał.
- Nie wiem, zależy ile to będzie kosztować...
- Nie martw się o pieniądze, nie wezmę od ciebie ani grosza. - zapewnił ją. - Po prostu powiedz mi, co mam zrobić. Chcesz, bym go zabił, dał mu nauczkę?
- Zabić? Nie wiem, czy mama poradziłaby sobie z utrzymaniem mnie i siebie samej... Może dać mu nauczę, taką, by zapamiętał to na długo. Chociaż nie wiem, czy cokolwiek jest w stanie przemówić mu do rozsądku.
- O to się nie martw, jestem dosyć przekonujący.
- Czyli pomożesz mi? O Boże! Dziękuję, dziękuję!!

Dziewczyna ponownie zaczęła płakać, tym razem mocniej niż wcześniej. Hyram nie wiedział do końca, co ma zrobić, jednak ciężko mu było patrzeć na to, jak ona się przed nim rozkleja. Podszedł więc do niej i przytulił ją do siebie, delikatnie gładząc jej plecy.

- Nie martw się, wszystko będzie dobrze, ok? - zapewnił ją. - A jak jeszcze raz podniesie rękę na twoją mamę lub na ciebie, napisz do mnie. Wtedy się nim zajmę. 
- Dziękuję!! Nie wiem jak mam ci dziękować... - przytuliła się do niego mocno, najwidoczniej była bardzo spragniona pocieszenia i uścisku. 

Po paru chwilach, dziewczyna odsunęła się od mężczyzny. Hyram zapytał ją, gdzie mieszka. Po otrzymanej odpowiedzi polecił jej pójść do domu, on za to weźmie okrężną drogę, by nie wzbudzać podejrzeń. Za około pół godziny mają się spotkać przed jej domem. On wejdzie razem z nią i wtedy postanowi, co dokładnie zrobi z jej ojcem. 
---
Pół godziny później

- Gotowa? - zapytał, stojąc przed drzwiami do domu. 

Dziewczyna kiwnęła głową i weszła po schodach, a następnie otworzyła ostrożnie drzwi. Hyram starał się być tak cicho, jak się tylko da. Mężczyzna stanął przy ścianie i spojrzał ostrożnie wgłąb mieszkania. Tak jak się spodziewał - jej ojciec siedział na kanapie przed telewizorem z drinkiem w ręku, a matka była prawdopodobnie w kuchni, gotując kolację bądź obiad na jutro. 

Hyram zasygnalizował dziewczynie, by poszła pierwsza i oznajmiła, że jest już w domu, a on wychyli się w odpowiednim czasie. 

- Jestem już! - krzyknęła, wchodząc do salonu.
- Coś ty tyle robiła na dworze?! Pewnie znowu z jakimś chłoptasiem się spotkałaś! Mówiłem ci przecież, że masz z tym przestać!
- Nie, byłam z koleżanką...
- Kłamiesz! - krzyknął, kładąc z impetem szklankę na stole. - Maria, widzisz ty na jaką ździrę rośnie twoja córka?! Zupełnie jak ty!

Ojciec miał już wstawać, lecz wtedy zza rogu pojawił się Hyram. Mierzył do niego pistoletem prosto w głowę. 

- Co do kurwy?! Kto to jest?! Wypier-
- Radzę ci zamknąć gębę i siedzieć cicho. - oznajmił chłodnym tonem i podszedł bliżej, zasłaniając dziewczynę swoim ciałem.

Matka dziewczyni wybiegła z kuchni z nożem, bojąc się o życie własne i córki. Trzymała nóż obiema rękoma, które trzęsły się niemiłosiernie. 

- Kelsey, chodź tutaj! - krzyknęła, by dziewczynka schowała się za nią. - Nie waż się krzywdzić mojej córki! 
- Nie mam takiego zamiaru. Ciebie też nie skrzywdzę. - odparł.
- Mamo, spokojnie. Ja go tu sprowadziłam.
- Kim ty kurwa jesteś?! - krzyknął ojciec. - Wypierdalaj z-

Hyram nie mógł już wytrzymać jego biadolenia i obrzydliwej mordy, więc strzelił pistoletem prosto w jego stopę. Mężczyzna zawył z bólu i złapał się za nogę, która zaczęła mocno krwawić, brudząc jego ubranie i podłogę. Matka Kelsey za to krzyknęła i upuściła nóż na podłogę, zakrywając usta dłonią z zaskoczenia i strachu. 

- Powiedziałem, że masz się zamknąć. Bądź grzecznym psem i się mnie słuchaj, a oszczędzę twoją drugą stopę. - powiedział i podszedł bliżej.

Hyram wziął krzesło z boku i usiadł na przeciwko mężczyzny, patrząc się prosto w jego oczy. 

- Słuchaj się mnie, nadęta, tłusta świnio. - zaczął.
- Nie jestem-
- Powiedziałem zamknij się. - w tym momencie strzelił w jego drugą stopę, a mężczyzna ponownie zawył z bólu. - Jak chcę, byś był nadętą, tłustą świnią... To będziesz nadętą, tłustą świnią, jasne? 

Mężczyzna przytaknął z bólem wypisanym na twarzy. Hyram wtedy wziął nieskończonego przez niego drinka ze stołu i wylał go mu prosto na twarz, a następnie rzucił szklanką o ścianę za kanapą. Szkło roztrzaskało się na milion kawałków, a mężczyzna wzdrygnął ze strachu. 

- Jeszcze raz podniesiesz rękę na swoją żonę lub córkę. Raz. Jeżeli Kelsey napisze do mnie, że ma przez ciebie choćby małe, drobne zadrapanie. Przyjdę tu do ciebie. I nie będę już taki łaskawy. - kontynuował. - Jeden błąd. A zarżnę cię jak świnię, jaką jesteś.

Mężczyzna ponownie przytaknął, zagryzając wargę z bólu, by nie wydać z siebie żadnego odgłosu i nie zarobić kolejnej kulki.

- Nie jesteś mężczyzną, jesteś obrzydliwą, parszywą świnią z mikrokutasem i mózgiem wielkości ziarnka grochu. Ta kobieta... - wskazał na jej matkę. - ... wytrzymuje z tobą, dzień po dniu. Gotuje dla ciebie, zajmuje się tobą, pierze twoje ubrania, sprząta dom, a nawet wchodzi z tobą do łóżka, mimo twej nieuleczalnej brzydoty. Nawet Matka Boska patrząc na ciebie by zwymiotowała, a Bóg żałowałby, że stworzył takie gówno jak ty. A ty jak jej się odwdzięczasz? 

Mężczyzna wtedy jęknął z przeszywającego bólu, nie mogąc już wytrzymać, a Hyram podniósł się wtedy i walnął go w skroń rączką pistoletu.

- Nie pozwoliłem ci jęczeć. Mówi się, że starego psa nowych sztuczek nie nauczysz... Ale okazuje się, że jestem dobrym trenerem. I mam cholernie dużą motywację. Ale jeżeli dwie kulki nie są wystarczającą motywacją dla ciebie, to następnym razem policzymy twoje kości. Człowiek ma ich 206, ale jeżeli mi nie wierzysz, możemy to sprawdzić. Razem, na twoim ciele. Rozumiesz, świnko?

Ponownie przytaknął.

- Twoje zadanie będzie następujące. Oprócz nie bicia swojej żony i córki, co powinno być bardziej niż oczywiste, masz iść na odwyk. Za 2 miesiące chcę widzieć od Kelsey zdjęcie z dokumentem ze szpitala o stanie terapii. W dupie mam to, z kim kręcisz interesy. Masz też zacząć zarabiać, by zapewnić swojej żonie i córce dostateczne życie, i przestać wylewać tyle kasy na alkohol i dragi. Spójrz na nią. - wskazał na dziewczynę. - Chodzi w brudnych, podartych ciuchach. Nawet bandaże ma stare i brudne. A ty, wydajesz kasę na alkohol, ochlejmordo? Co z ciebie za mężczyzna. - walnął go ponownie w twarz. - Ponadto, z nowo zarobionych pieniędzy, masz zabrać żonę na randkę, jaką sobie tylko wymarzy, a Kelsey masz kupić wymarzony prezent. Też chcę zdjęcia tych dwóch rzeczy. Jak nie dostanę wszystkich zdjęć w przeciągu 3 miesięcy, przyjdę tu. Po połamaniu ci kości, strzelę ci taką kulkę w łeb, że twój mózg rozbryzga się po całym pokoju. Tak zmasakruję twoje ciało, że nikt nie będzie miał czego zbierać. Rozumiesz to, czy chcesz kolejną kulkę dla motywacji? Odpowiedz.

- R-rozumiem...

Hyram westchnął i wstał z krzesła, a potem sięgnął po swój portfel. 

- Niech Pani wystawi ręce. - powiedział, a kobieta posłusznie wyciągnęła obie, drżące dłonie. - To na ubrania dla Kelsey i Pani, to na leki i bandaże, to na psychiatrę dla dziewczyny, to za szkody w mieszkaniu, a to na rachunek ze szpitala za tą świnię. - odparł, wydając kolejno pewną sumę pieniędzy w jej ręce.

Następnie wyjął kartkę i zapisał adres, wręczając ją kobiecie.

- To jest adres bezpiecznego miejsca, gdzie Panie będą mogły się podziać, jeżeli coś odpierdoli temu zjebowi. Kelsey ma do mnie kontakt, niech mi napisze jak coś się będzie dziać. Za jakiś czas, proszę o update, czy świnia spełniła warunki. 
- Boże, nie wiem jak mam Panu dziękować, ja... - kobieta powiedziała w szoku. - Czy ja śnię? Kelsey, skąd...
- Cuda się zdarzają. - odpowiedział i poklepał jej ramię, a potem zwrócił się do Kelsey. - Zadowolona?
- Dziękuję, Kruku. Będę już zawsze twoją dłużniczką...
- Kruk...? To ty jesteś tym Krukiem z wiadomości? - zapytała kobieta.
- We własnej osobie. - skinął głową; miał zamiar już wyjść z mieszkania, lecz się cofnął.

Z kieszeni wyjął drugi pistolet i pokazał go kobiecie.

- Proszę uważnie patrzeć. - stanął obok niej, pokazując jej broń. - Tak się odbezpiecza, tak zabezpiecza, tak przeładowuje, a spustem Pani strzela. - pokazywał jej kolejno, jak obsługiwać broń. - Jak Pani nie chce zabić, tylko się bronić, niech Pani strzela w udo lub ramię. Proszę schować w takim miejscu, by go nie znalazł lub nosić cały czas przy sobie.

Oddał kobiecie zabezpieczony pistolet, a następnie podszedł do dziewczynki. Wyjął z kieszeni nóż w pokrywie, a następnie podał go jej.

- To jeden z moich ulubionych. Opiekuj się nim, dobrze?
- Dziękuję, Kruku!!

Po tym, wyszedł z mieszkania, pozostawiając rodzinę samą sobie.
---
Gdy Hyram był już w swoim mieszkaniu, zdjął kostium i maskę, a następnie usiadł na kanapie, wzdychając. Z kieszeni wyjął papierosy i zapalniczkę, od razu podpalając fajkę i zaciągając się nią. Przed oczami miał wzrok tego mężczyzny - pełen bólu i strachu. Dupek nawet się posikał z emocji. Strasznie go to rozśmieszyło. Znowu poczuł to błogie uczucie. Nie była to typowa adrenalina, jaka towarzyszy mu podczas misji, ale uczucie spełnienia obowiązku. Był zadowolony z siebie. Zadowolony, że postanowił pomóc tej dziewczynce.

Czuł zimną satysfakcję, taką czystą i pozbawioną zbędnych ozdobników - zadanie wykonane, problem chwilowo rozwiązany. Nie było w tym wyrzutów sumienia, raczej ciche potwierdzenie: zrobił to, co należało. Strach bywa skuteczniejszy niż prośby czy błagania, a on doskonale wiedział, jak ten strach zaszczepić.

A jednak gdzieś w środku tliło się coś trudnego do uchwycenia. Nie empatia w klasycznym sensie - bardziej świadomość, że ta dziewczynka nie zasługiwała na takie życie. To uczucie było obce, drażniące, ale też dziwnie przyjemne: przez chwilę mógł uwierzyć, że jego działania mają sens większy niż własna satysfakcja.

Nagle, z myśli wyrwało go głośne miauknięcie. Loki siedział obok niego na kanapie, miaucząc wniebogłosy - zarówno z atencji, jak i z głodu.

- Co tam, gnido moja kochana? - powiedział słodkim głosem, drapiąc go za uszkiem. - Chodź, damy niamniam. Dzisiaj dostaniesz coś ekstra, bo tata ma dobry humor.
- Meoooow!!!
─── ⋆⋅☆⋅⋆ ───
Kilka dni później


Hyram nawet nie czekał na jej odpowiedź. Od razu po napisaniu wiadomości, ubrał się i zaczął schodzić do garażu, w którym trzymał swój motor. Nawet jak Yami nie będzie chciała z nim jechać, zaciągnie ją siłą.

Paręnaście minut później, chłopak stał już przed mieszkaniem blondynki - ubrany w czarną skórzanką kurtkę i podobnego koloru, materiałowe spodnie. Opierał się dumnie o swoj motocykl, czekając na swoją wybrankę. Ta mu jednak nie odpisywała przez dłuższą chwilę, więc zaczął trombić w rytmie muzyki, którą miał akurat w głowie.

- Boże, Hyram! - krzyknęła, wybiegając po chwili z mieszkania i w pośpiechu nakładając kurtkę. - Moi sąsiedzi mnie przez ciebie znienawidzą!
- Mmm, que belleza veo aquí! [Co za piękność tutaj widzę!] - odparł, zdejmując hełm z głowy.
- Wiesz, że cię kompletnie nie rozumiem, prawda? - westchnęła.
- Mówiłem tylko, że jesteś bardzo piękna, madam. - odparł, biorąc jej rękę, by pocałować wierzch jej dłoni. 
- Ktoś ma dzisiaj bardzo dobry humor, hm?
- Jak tu nie mieć dobrego humoru, gdy swą obecnością nagradza mnie taka piękność. 
- Ty i te twoje teksty. Weź zmień może płytę, trochę zaczynasz się powtarzać. - odparła z uśmiechem, jednak szybko zaczęła żałować swej wypowiedzi.

Hyram spojrzał na nią w szoku, łapiąc się za serce jakby rzeczywiście go to zabolało. Po chwili jednak wstał z pojazdu i zrobił krok w jej stronę.

- Hyram, czekaj- 

Ten jednak jej nie posłuchał i obrócił ją w podobny sposób jak wtedy podczas tańca na imprezie w obozie. Drugą ręką pogładził jej policzek, zjeżdżając do jej szyi. 

- Niech kwiaty wyrosną tam, gdzie najbardziej cię boli - byś patrząc na nie, mogła dostrzec swoje piękno.

Yami stała sparaliżowana, nie bardzo wiedząc co ma zrobić. Dotyk Hyrama na jej szyi wywołał gęsią skórkę. +

- Poeta się z ciebie robi, wiesz? - spytała, unosząc brwi do góry w lekkim rozbawieniu.
- Mmm, mam wiele ukrytych talentów.

Hyram podniósł ją i obrócił jak w tańcu, tak dla zasady, a następnie podał jej drugi kask i wskazał na miejsce z tyłu motoru. 

- Zapraszam Panią na przejażdżkę, tylko proszę się mocno trzymać. - odparł z uśmiechem, sam nakładając kask i wsiadając na swój pojazd.

Dziewczyna przyjęła kask i spojrzała na motor. 

- Najpierw zaprosiłeś mnie do łóżka, a teraz przejażdżka? Chyba powinno być na odwrót. - zaśmiała się nawiązując do nocy w jego kwaterze. - Dżentelmen. - dodała i założyła kask, po czym usadowiła się wygodnie za chłopakiem.
- No widzisz jaki jestem cudowny. - zaśmiał się. 

Yami nie wiedziała do końca, co ma zrobić z rękoma. Po chwili zastanowienia, ułożyła je na wolnej przestrzeni siedzenia, mocno się go trzymając. Jednak, gdy Hyram ruszył z piskiem opon, a prędkość motoru zaczęła w zawrotnym tempie dociągać do 100 km/h, dziewczyna bez zawahania mocno złapała go za biodra, owijając się później rękoma wokół jego talii. 

- Hyram, pojebało cię?! - krzyknęła głośno. 
- Mówiłem, że masz się trzymać! 

Mężczyzna umiejętnie wymijał samochody jadące na pasach obok niego, ignorując żółte i czerwone światła sygnalizacji świetlnej. Dzięki zawrotnej prędkości, udało im się wyjechać na koniec miasta w zaledwie parę minut, co normalnie przez korki dłużyło by się nawet do pół godziny. Gdy byli już na terenach Badlandów, chłopak nieco zwolnił. Niebo zaczęło być coraz bardziej rozświetlone gwiazdami, gdy zanieczyszczenie świateł z Night City zaczęło się od nich oddalać. 

Po paru minutach jazdy na głównej drodze, Hyram skręcił w jakąś mało wydeptaną ścieżkę. Gdy wjechali na górkę, motor zatrzymał się, a mężczyzna zdjął kask, od razu schodząc z pojazdu i pomagając Yami również z niego zejść. 

- Witam w Kanionie Albatrosa. Jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemii.

Niebo było pełne gwiazd - były ich setki, tysiące, a nawet miliony. Można było nawet dostrzec fragmenty Drogi Mlecznej, księżyc i parę spadających gwiazd. Dookoła nich za to znajdował się ogromny kanion, a pomiędzy skałami - płynąca, rwąca rzeka i pozostałości pustynnej roślinności. 

- Jak ci się podoba? - zapytał, wyciągając koc z bagażnika i rozkładając go na ziemi. 

Yami zdjęła kask, po czym zapatrzyła się w rozgwieżdżone niebo. Jeszcze nigdy nie widziała czegoś tak pięknego. W końcu światła miasta uniemożliwiają zobaczenie jakichkolwiek gwiazd. 

- O żeś kurwa japierdole. - powiedziała raczej do samej siebie. - Przepiękne miejsce. - dodała rozglądają się po kanionie. - Nigdy nie widziałam, czegoś tak pięknego. - odłożyła kask na swoje miejsce i wróciła oczami do nieba.
- Cieszę się, że ci się podoba. 

Nie mógł się na nią napatrzeć - na jej ogromny uśmiech i oczy, w których odbijało się setki gwiazd. Wyglądała nieziemsko - na tyle, że nawet jemu wyszły wszystkie teksty z głowy, którymi mógłby teraz zarzucić. 

- Usiądź, wygodniej będzie patrzeć. - oznajmił, sam siadając na kocu. - Czy wymagania spełniają cechy pierwszej randki? Czy Pani czegoś jeszcze brakuje?

Usadowiła się wygodnie obok. Oderwała wzrok od gwiazd dopiero wtedy, gdy Hyram zadał jej pytanie. 

- Randka tak? - uśmiechnęła się. - Nastrój jest, wewnętrzny spokój też. Kompan do randki jest. Brakuje mi tylko dobrej whisky i byłoby idealnie. - zaśmiała się. - Ale chyba nie byłeś na tyle głupi, żeby brać alkohol na podróż motorem.
- Cóż... - zaśmiał się. - Mam piwo w bagażniku jakbyś chciała, sobie wziąłem zerówki. Ale to od ciebie zależy czy chcesz pić.

Nie czekając na jej odpowiedź, wstał i podszedł do bagażnika motoru, wyjmując z niego 2 czteropaki, jeden z procentami, a drugi bez. 

- Proszę bardzo, madam. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. Może nie jest to whisky, ale piwo jest zawsze dobre. - odparł z uśmiechem, podając jej jedną puszkę.

Yami popatrzyła na puszkę, która wręczał jej Hyram. Przyjęła ją, jednak po chwili odłożyła na koc i sięgnęła po puszkę z drugiego czteropaku. 

- Solidarność musi być. - stwierdziła i wyjęła jeszcze jedno piwo bezalkoholowe dla niego. - Nie będę pić sama. To byłoby nie sprawiedliwe.
- Awww... - złapał się za serce. 

Hyram otworzył swoją puszkę, a gdy Yami zrobiła to samo, przybił z nią toast i wziął łyk trunku. 

- Mm, kocham wiśniowe piwo. - wstestchnął, patrząc z czystą miłością na puszkę piwa. - No, Yami, pytanie za 100 punktów. Jak sobie zawsze wyobrażałaś swoją idealną randkę? 
- Idealną randkę? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. - przyznała i poprawiła się, krzyżując nogi. - Byłam w życiu na paru spotkaniach z płcią przeciwną, ale nie było tego wiele. Mogłabym zliczyć je na palcach jednej dłoni.
- Hm? Coś było nie tak czy randkowanie nie jest w twoim polu zainteresowań? - zapytał się, nie odwracając od niej wzroku.
- Serio chcę ci się słuchać o moich nieudanych randkach? W ogóle nie jestem typem osoby, która często spotyka nowych ludzi. Tym bardziej nie jestem jak Lizzy, która każda noc spędza w ramionach innego faceta.
- Kobieto. - wywinął oczami. - Nikt nie mówi ci, że musisz być jak Lizzy. Bądź sobą. Po prostu chcę posłuchać o błędach innych facetów, bym wiedział, czego unikać. 
- Sam przyznawałeś, że twoim hobby są kobiety, więc powinieneś być ekspertem. - dodała i wzięła łyk piwa. - No dobra, skoro chcesz posłuchać to ci opowiem, w kolejności chronologicznej oczywiście. Nie wiem czy zaskoczę cię ilością, ale randki były jedynie trzy.
- Mm, zamieniam się w słuch, madam. - ułożył się wygodnie na boku, patrząc na nią jak ten przyjaciel gej, który jest gotowy usłyszeć nowe ploty.
- Pierwszego kolegę poznałam w moim gabinecie. Jakiś czas temu mieszkałam w Westbrook. Przyszywałam mu ucięty palec, bo ujebal go sobie podczas krojenia rzeczy do obiadu. Nie pytaj mnie jak. Gość twierdził, że uratowałam mu życie i że chce mi się odwdzięczyć kolacją. Przychodził do mnie raz, drugi trzeci i nie dawał spokoju. Poszłam z nim tylko po to, żeby się odczepił. Na samej kolacji nie było źle, azjatycka restauracja. Problem w tym, że nie dał mi dojść do słowa. Cały czas gadał, a gdy w końcu się odezwałam, to nagle przypominała mu się kolejna historia, którą musiał powiedzieć natychmiast.
- O Boże... - zaśmiał się. - Chłop był pewnie zdenerwowany. Albo był narcyzem, który nie potrafi zamknąć japy. Nie poszczęściło ci się tutaj. 
- Wydaje mi się, że byl po prostu mocno nakręcony. Po kolacji kulturalnie podziękowałam. - zatrzymała się na chwilę. - Tylko chłop nie przyjął tego do świadomości. Rozpłakał się, klęknął przede mną i zaczął mnie prosić o kolejne spotkanie. Uciekłam sprzed restauracji.
- Hahaha! - zaśmiał się. - Matko nawet ja nie osiągnąłem takiego levelu desperacji. Chociaż... Gdybyś zaczęła prosić, bym cię błagał na kolanach, to... Całkiem chętnie bym to zrobił. 
- To chyba podchodzi pod jakiś fetysz, wiesz? - zaśmiała się i również położyła się na kocu; ułożyła się na plecach i podparła się na przedramionach. - Drugiego gościa poznałam w sklepie z częściami. Musiałam uzupełnić zapasy, bo mój poprzedni dostawca rozchorował się i zostałam bez części. Miło nam się rozmawiało, więc umówiliśmy się na spacer. Na sam koniec bardzo nalegał, żebym przyszła do niego do mieszkania. Coś mnie tknęło, że to nie będzie dobry pomysł, więc odmówiłam. Gość stał się agresywny, że zmarnował na mnie czas. Gdy odchodziłam, zwyzywał mnie od dziwek.
- Nie masz szczęścia do facetów, słońce. Oczywiście teraz spotkał cię łut szczęścia, bo trafiłąś na mnie. - odparł, delikatnie gładząc jej włosy i odgarniając parę kosmyków z jej oczu. - Może chociaż trzecia randka była udana?
- Gdyby nie zakończenie, to byłoby idealnie. - zaśmiała się. - Poszłam z Lizzy do mamy Wells, to było jakieś pół roku temu. Liz klasycznie gdzieś poszła, a mnie zagadał jakiś gość. Co jak co, był bardzo sympatyczny, co prawda starszy o sześć lat, ale w ogóle nie czułam tej różnicy. Wyszliśmy na miasto, usiedliśmy przy jednej z budek i zajadaliśmy się burgerami. Uwalilismy się jak świnie, ale przynajmniej było wesoło. Słuchał mnie, nie był natarczywy, no wydawał się wręcz idealny. Na sam koniec odprowadził mnie pod mój blok, no i zgadnij co się stało.
- To mogło pójść źle na wiele sposobów. Mój guess, że chciał cię wyruchać, hm?
- Nie nie, nie tym razem. Masz jeszcze jedną szansę.
- Nieee? - spojrzał na nią, zdziwiony; musiał się chwilę zastanowić. - Kurde, nie wiem. Jedyne co mam w głowie, że odrzucił cię lub walnął jakimś dziwnym tekstem.
- Mało w tobie kreatywności. Posłuchaj jaka akcja. - poderwała się do siadu, usiadła po turecku i obróciła się całkowicie do Hyrama. Musiała aż odłożyć piwo na bok, aby nic nie wylać. - Już coś tam gadka szmatka o kolejnym spotkaniu, a tu nagle krzyk. "GDZIE TY SIE KURWA SZLAJASZ". - powiedziała dosyć głośno niskim, piskliwym głosem. - My stoimy w szoku, chłop leci do niej, a ta baba dalej się drze. "JAKIE DZIEŃ DOBRY, JAKIE KURWA KOCHANIE". - dodała tym samym głosem. - Okazało się, że to była jego żona. Jeszcze lepsze, zaczęła wykrzykiwać coś, że miał odebrać syna od kolegi, a szlaja się po mieście.

Hyram patrzył się na nią, z całej siły próbując się nie zaśmiać. Po chwili jednak parsknął śmiechem, spoglądając na nią w niedowierzaniu.

- Boże, Yami, tak mi ciebie szkoda. - powoli się uspokajał. - Cóż, ja nie mam żadnych dzieci, więc nie musisz się martwić. Dobra. - westchnął i podniósł się trochę, opierając swój ciężar ciała na łokciu. - skoro to będzie twoja pierwsza randka, udana mam nadzieję, powiedz, co byś chciała zrobić, a spełnię twoje każde życzenie. 

Zastanowiła się chwilę zabierając otwartą puszkę z koca. Opróżniła ją do końca i przygryza wnętrze policzka. 

- Najważniejsze jest dla mnie to, że traktujesz mnie jak człowieka. Słuchasz, nie oceniasz, nie masz żadnej ukrytej żony. - zaśmiała się. - Skoro muszę coś wybrać, to możemy po prostu poleżeć i popatrzeć na gwiazdy? Tak po prostu.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. 

Oboje ułożyli się wygodnie na kocu, twarzami skierowanymi w stronę cudownych gwiazd. Hyram pokazywał jej co jakiś czas, gdzie spada kolejna gwiazda, wskazywał różne konstelacje i wymieniał nazwy poszczególnych gwiazd. Na pytanie, skąd to wszystko wie, odparł, że nauczył się tego podczas wielu wycieczek z obozu - znajomość gwiazd jest jedną z ważnych umiejętności; jest niczym naturalna nawigacja i kompas, gdy zgubisz drogę na pustynnych obszarach Badlandsów.

Nie chcąc wystraszyć dziewczyny, na początku delikatnie muskał jej dłoń opuszkami palców. Potem wziął jej rękę i złączył ze swoją. Zaczął rysować na niej przeróżne kształty - serce, gwiazdy, figury geometryczne. 

- Patrz, tam! - powiedział i wskazał palcem na kolejną spadającą gwiazdę. - Zamknij oczy i pomyśl życzenie.

Yami posłusznie zamknęła oczy i zaczęła zatapiać się w myślach - czego mogła sobie życzyć. Pierwszą jej myślą było pozbycie się tygersów, by jej życie mogło być choć trochę spokojniejsze i normalniejsze. Zanim jednak zdążyła się zastanowić nad inną opcją, poczuła na swych ustach delikatny pocałunek.

- Nie mów tylko życzenia na głos, bo się nie spełni. - szepnął, opierając się łokciem o podłoże, patrząc prosto w jej oczy z tym charakterystycznym uśmiechem.

Yami siedziała skamieniała, dopiero po chwili otworzyła oczy i spojrzała się na Hyrama. Na jej usta ponownie wstąpił uśmiech. 

- Podszedłeś mnie. - zaśmiała się. - Nawet nie zdążyłam dokończyć myśli, wiesz? Nie wiem, czy teraz się spełni.
- Spełni się, spełni. dopilnuję tego. - odparł, dotykając czubek jej nosa.

Palce jego dłoni zaczęły delikatnie wędrować po jej twarzy - po jej smukłym nosie, nieskazitelnej, jasnej skórze, kończąc na jej ustach. Subtelnie przetarł je opuszkiem palca, cały czas uważnie patrząc na jej reakcję. 

- Jesteś rumiana na policzkach jak kwitnąca róża. - uśmiechnął się, przenosząc ponownie palce na jej policzki. - Nawet jak nie uda mi się w tobie zakochać, Yami, przysięgam, że sprawię, że choć przez chwilę będziesz czuć się jak najszczęśliwsza kobieta na ziemii. Chcę byś... - szepnął. - ... mogła spać spokojnie, wiedząc, że jesteś bezpieczna. Żyć ze świadomością, że ktoś o ciebie dba. Uśmiechać się, wiedząc, co cię czeka. Musisz mi tylko na to pozwolić. Pozwolić zbliżyć mi się choć krok bliżej... Chcę zobaczyć cię, jak promieniejesz kolorem żółtym, pełna radości.

Przez dłuższy moment siedziała cicho. Nawet nie wiedziałam, jak ubrać w słowa to, co teraz działo się w jej umyśle. Przecież nie znali się jakiś bardzo długo, a już działy się takie rzeczy? Czy tak to powinno wyglądać? Jednego była pewna. Uśmiech Hyrama był czymś, czego nie chciała teraz stracić z oczu.

- Wydaje mi się, że twoja szarość zaczęła nabierać barw Hyram. Myślisz, że żółty kolor jest zaraźliwy? - zaśmiała się cicho i nieświadomie przytuliła policzek do jego dłoni. - Może nie znamy się nie wiadomo ile czasu, ale wiem jedno. Malowanie świata z tobą, to zaszczyt.

Uśmiech z jego twarzy delikatnie zelżał. Nie dlatego, że powiedziała coś nie tak. Wręcz przeciwnie - pierwszy raz usłyszał od kogoś takie słowa, które aż tak wzięły go za serce. Patrzył się na nią jak chłopiec, który pierwszy raz poczuł się zrozumiany i kochany. 

"Twoja szarość zaczęła nabierać barw" - chyba już na zawsze zapamięta te słowa.

- Yami, pozwól mi się pocałować, proszę. Błag-

Nie zdążył dokończyć zdania, gdy kobieta ponownie złączyła ich usta ze sobą w pierwszym, oficjalnym pocałunku. Jej miękkie, ciepłe usta, dłonie na jego ramionach, jej dotyk, a do tego te słowa. Pierwszy raz poczuł taką kombinację w sercu, której nie potrafił nazwać słowami. Nawet za pomocą barw ciężko było to określić. 

Hyram położył rękę na jej plecach, podtrzymując jej ciężar ciała, gdy ci wciąż się całowali. Krótki moment zamienił się w całą wieczność, której nie chciał przerywać. 

Po dłuższej chwili, odsunęli się od siebie, oboje z ogromnymi rumieńcami na policzkach. Hyram uśmiechnął się do niej szczerze, wciąż powtarzając sobie w głowie jej słowa.

- Pierwszy raz to kobieta odjęła mi mowę, a nie ja jej. - westchnął, kładąc się z powrotem na kocu. - Jesús María, protégeme, ¿qué carajo está pasando aquí? [Jezus Maria, miejcie mnie w opiece, co tu sie odpierdala].

Oddychała ciężko, jakby pocałunek wyssał z niej wszystkie siły. Nie wiedziała, jaka siła pchnęła ją do tej dezycji. Teraz jednak nie było to takie ważne. 

- Czyli można powiedzieć, że poskromiłam wielkiego podrywacza? - spytała, siadając obok. - Już nie musisz gadać po hiszpańsku i tak wszystko rozumiem głupolu.
- Poskromić? Mnie? O nieee. - zaśmiał się i zaczął ją łaskotać. 
- Hyram, przestaaaań! - krzyknęła, próbując się wyrwać z morderczych łaskotek. 

Gdy mężczyzna uznał, że Yami jest totalnie wykończona od śmiania się przez łaskotki, zawisł nad nią, przypinając jej obie ręce po dwóch stronach jej ciała. 

- To jak, podoba się Pani randka? - zapytał z uśmiechem.
- Jest lepiej niż się spodziewałam.

Uśmiechnęła się. Aż samej ciężko było uwierzyć, że nie chce, by ten wieczór dobiegł końca.

Komentarze

Popularne posty